Co wspólnego mają buddyzm i chrześcijaństwo?

America Magazine
(fot. shutterstock.com)

"Najważniejszym punktem dialogu jest właśnie głębokie przywiązanie do Chrystusa i Ewangelii. Jeśli jest ono obecne, to wszystkie inne problemy rozwiążą się same" - Shusaku Endo w rozmowie z Williamem Johnstonem SJ.

 

Shusaku Endo: Nadal jesteś zainteresowany buddyzmem, ojcze? Jaki aspekt buddyzmu interesuje Cię najbardziej?

 

William Johnston SJ: Nie przypuszczam, żebym kiedykolwiek to zainteresowanie stracił. Dialog jest wspaniałym odkryciem XX wieku, dlatego najbardziej intryguje mnie spotkanie buddyzmu i chrześcijaństwa.

 

Ten dialog rodzi się krok po kroku. Jakiś czas temu na Uniwersytecie Sofia usłyszałem buddyjskich mnichów śpiewających swoje sutry podczas Mszy Świętej. Jeśli takie zdarzenie miałoby miejsce dwadzieścia czy trzydzieści lat temu, to spowodowałoby okropne zamieszanie. Powiedz mi, kiedy po raz pierwszy zainteresowałeś się buddyzmem? Co sprawia, że dziś ludzie interesują się buddyzmem?

 

Pionierem w tej dziedzinie był ojciec Enomiya Lassalle SJ, który bardzo na mnie wpłynął. Zbudował centrum buddyzmu zen na przedmieściach Tokio. Ale poza ojcem Lassallem przed Soborem nie było wielu zainteresowanych tą kwestią. W buddyzmie bardzo rozwinięty jest aspekt medytacji, którego poszukuje współczesny człowiek. Bardzo często nie znajduje go w swojej religii i zwraca się w tę stronę.

 

<<Enomiya Lassalle SJ - jezuita, który uczył zen>>

 

Ale w czasach, kiedy zaczynał ojciec Lassalle, wielu chrześcijan musiało uznawać uczestnictwo w buddyjskich praktykach religijnych za herezję. Czy inni misjonarze nie widzieli w tym zagrożenia?

 

Może nie było to uważane heretyckie, ale bardzo postępowe. Niektórzy uznawali tę praktykę za niebezpieczną. Ale czy współcześnie ludzi nie przyciąga niebezpieczeństwo? Czy nie lubią ryzyka?

 

[Śmiech] Był taki okres w japońskim kościele, kiedy myśleliśmy tylko o tym, żeby unikać ryzyka. Ale wydaje mi się, że Ty byłeś daleki od takiego myślenia. Czy stało się to przez Sobór?

 

Oczywiście. Także Ty sam jesteś znany ze swojego zainteresowania inkulturacją. Nie może być mowy o przeniknięciu chrześcijaństwa do Japonii bez dialogu z buddyzmem.

 

Tak, ale moje wysiłki związane z inkulturacją sprowadziły na mnie same problemy z innymi katolikami. [Śmiech] Nie mam wątpliwości, że dialog to wspaniała sprawa, ale musimy pamiętać, że ma swoje limity. Musimy wiedzieć, gdzie postawić granicę, bo są między chrześcijanami i buddystami. Buddyzm mówi o tym, że należy się pozbyć wszelkiego przywiązania, porzucić własnego "ja". Twierdzi że takim przywiązaniem jest nawet miłość. My, chrześcijanie, nie możemy tak powiedzieć. Buddyjskie podejście do zła jest zupełnie inne niż nasze. Pojawia się także kwestia reinkarnacji, funkcjonującej w opozycji do zmartwychwstania. Dodatkowo buddyści twierdzą, że Budda aktywnie działa wewnątrz stworzenia, my zaś uważamy, że to Duch Święty. Czy mówimy o tych samych rzeczach, czy też o czymś innym? Lista takich pytań nie ma końca.

 

Sam niegdyś na nie odpowiedziałeś. Kilka lat temu, słyszałem jak katolicki ksiądz mówił, że interesującą rzeczą w Twoim pisarstwie jest to, że dotyczy osoby Chrystusa. Zawsze mówi o Chrystusie, próbuje zrozumieć i doświadczyć obecności Chrystusa. Najważniejszym punktem dialogu jest właśnie głębokie przywiązanie do Chrystusa i Ewangelii. Jeśli jest ono obecne, to wszystkie inne problemy rozwiążą się same. Kiedy zaczynamy dialog, musimy odróżnić chrześcijaństwo rozumiane jako żywa wiara, od chrześcijaństwa jako teologii. Żywa wiara objawia się w modlitwie i uwielbieniu ludzi, którzy mówią: "Ojcze nasz, któryś jest w niebie" lub recytują Modlitwę Jezusową. Taka wiara się nie zmienia. Z drugiej strony mamy teologię, która jest refleksją nad religią w danym momencie i w danej kulturze. Ona zmienia się z kultury na kulturę i z epoki na epokę.

 

Na Zachodzie, zwłaszcza w Californii, ludzie są zafascynowani myślą orientalną. Interesują się zen, ezoterycznym buddyzmem i buddyjskim opisem Wielkiego Źródła Życia. Jednak kiedy czytam ich książki, widzę małe przywiązanie do Chrystusa. Ci ludzie tworzą sekty, które mają niewiele wspólnego z buddyzmem, z chrześcijaństwem czy z islamem… Tworzą coś, co przekracza tradycyjne religie. Czy ludzie w Europie lub Ameryce nie są przyciągani przez te sekty dlatego, że są zmęczeni tradycyjnym, chrześcijańskim myśleniem? Czy nie mają dość Arystotelesowskiej etyki i logiki? Ale powróćmy do trudności teologicznych.

 

Potrzeba czasu żeby odpowiedzieć na te pytania, bo dialog jest procesem, a my jesteśmy dopiero na samym jego początku. Patrząc w przeszłość widzimy, że chrześcijaństwo zawsze znajdowało się w dialogu. Jezus był Żydem. Mówił, myślał i zachowywał się jak Żyd, a chrześcijaństwo na początku było uznawane za żydowską sektę. Osobą, która wprowadziła je do greckiego świata i rozpoczęła pierwszy wielki dialog był św. Paweł. Potem w XIII wieku, kiedy do myśli europejskiej wprowadzono Arystotelesa, Tomasz z Akwinu rozpoczął dialog, który zakończył się powstaniem tomizmu. Tomizm zdominował katolicką teologię aż do czasu Soboru Watykańskiego II. Obecnie, nawet teraz, kiedy o tym rozmawiamy, chrześcijaństwo przechodzi proces wychodzenia z jednej kultury i wcielania się w kolejną. Ta nowa kultura pozostaje pod bardzo mocnym wpływem religii Azji, a nasza praca nad dialogiem na tym polu jest dopiero u swojego początku.

 

Wydaje mi się, że buddyzm i chrześcijaństwo mają jedną wspólną cechę. To, co buddyści określają jako Wielkie Źródło Życia i Ten, którego my nazywamy Duchem Świętym, mieszka w nas, otacza nas. Jednak między tymi religiami są różnice i te różnice muszą być jasno wyrażone. Jeśli tego zabraknie, to utracimy coś bardzo istotnego.

 

Musimy polegać na Duchu Świętym. Każdy chrześcijanin, który zamierza rozpocząć dialog musi mieć za sobą prawdziwe doświadczenie chrześcijańskie - kontemplacyjne i mistyczne. W przeciwnym razie ona czy on nie będzie mieć nic do zaoferowania buddyście. Generalnie rzecz ujmując, są dwa rodzaje dialogu. Jeden z nich to wewnętrzny dialog osoby, która żyje w nowej kulturze: czyta gazety, rozmawia z ludźmi, oddycha tym powietrzem. Drugi to dialog zewnętrzny, który następuje wtedy, kiedy ludzie się spotykają, dzielą się pomysłami, mówią, w co wierzą i co praktykują. Nie zmuszają się nawzajem do niczego, ale przyjmują zasadę "przyjmij to, albo zostaw". Przykładowo chrześcijanie obecnie uczą się o roli ciała w medytacji. Uczą się jak siedzieć w pozycji lotosu, jak panować nad oddechem, jak wejść w stan jednoczącej ciszy, zdobyć skrawek orientalnej mądrości.

 

Praktykowałeś zen więc wiesz, że kiedy ktoś siedzi w ciszy przez jakiś czas, jego podświadomość wychodzi na powierzchnię i można wejść w stan poważnego duchowego zamieszania. Ale w końcu stajesz się wyzwolony, lub jak mówią buddyści "ciało i duch odlatuje". Doznajesz oświecenia. Powiedz mi, czy doświadczenie chrześcijańskich mistyków takich jak św. Teresa i św. Jan od Krzyża to to samo, co doświadczenia zen czy coś innego?

 

Osobiście uważam, że doświadczenie mistyczne zależy od wiary danej osoby. Jeśli ktoś uważa, że Bóg jest miłością i że Słowo stało się ciałem, to ta rzeczywistość może stać się częścią jego doświadczenia. Wiara z pewnością stała się częścią doświadczenia św. Jana od Krzyża, który mówił o Wcieleniu jako o szczycie życia duchowego. Dla niego doświadczenia mistyczne były związane z Trójcą Świętą. Doświadczenia św. Jana od Krzyża i Dogena, jednego z mistrzów zen, nie są takie same. To jest oczywiste dla każdego, kto czytał ich pisma.

 

Poprzez dialog z buddyzmem, możemy nauczyć się wiele o psychologii. Buddyzm dostrzegał warstwy świadomości w ludzkiej duszy i na tym polu osiągnął znacznie więcej niż chrześcijaństwo jeszcze przed Freudem. Od V wieku buddyzm zajmował się jaźnią, podczas gdy chrześcijaństwo mówiło przede wszystkim o relacji Boga i ludzi, oraz kładło nacisk na Boga, który jest na zewnątrz. Jednak jeśli chodzi o zen jestem tylko teoretykiem.

 

Sam praktykuję medytację chrześcijańską z pewnymi wpływami zen. W całej Japonii są teraz ludzie - głównie zakonnice i księża - którzy klęczą w ciszy przed Najświętszym Sakramentem, regulując swój oddech i wyciszając swój umysł. Nie praktykują buddyzmu, ale można powiedzieć, że oddają się kontemplacji chrześcijańskiej w stylu zen. Oczywiście są też inni, chociaż nieliczni, którzy praktykowali czysty zen pod kierownictwem buddyjskiego mistrza. Ludzie mieszkający na Zachodzie pytają mnie, gdzie mogą znaleźć chrześcijańskiego mistrza zen. Trudno jest udzielać odpowiedzi na takie pytania. Czasem mówię, że jesteśmy pionierami na tym polu. Że wciąż próbujemy po omacku odnaleźć naszą drogę.

 

Zawsze wracam do tego samego pytania. Wielkie Źródło Życia - jak mamy je rozumieć? Czy nazywamy je Buddą, czy Chrystusem? To jest podstawowe pytanie.

 

Jeśli jestem chrześcijaninem, to przez Jezusa Chrystusa. Opowiem ci coś, co zilustruje tę kwestię. Po tym gdy przetłumaczyłem Twoją książkę "Milczenie", dostałem list od zakonnicy ze zgromadzenia kontemplacyjnego w Stanach Zjednoczonych. Pisała, że dla niej "Milczenie" była książką o modlitwie. Modlitwa, pisała ta siostra, jest wewnętrznym zmaganiem się z Chrystusem. Magdalena zmagała się z Chrystusem, ale w końcu się poddała. Podobnie Piotr - zaparł się Chrystusa, ale w końcu Mu się poddał. Potem byli także Tomasz i oczywiście Paweł. Oni wszyscy musieli stoczyć swoje zmagania z Bogiem zanim doszli do przywiązania. Podobnie działo się z bohaterem "Milczenia" - on też zmagał się z Chrystusem. Nigdy nie stracił swojej wiary, ale doszedł do głębokiego przywiązania.

 

Pamiętam, że mówiłeś mi o liście tej siostry wiele lat temu. Właściwie to, co ona napisała o modlitwie, która jest wewnętrznym zmaganiem się, wpłynęło na kształt powieści, którą napisałem zaraz potem - "Życie kobiety". W tej powieści dziewczyna zakochuje się w chrześcijańskim chłopcu z Nagasaki, który bardzo kocha Matkę Bożą. Dziewczyna jest bardzo zazdrosna o Maryję i mówi do Niej: "Nienawidzę cię! Nienawidzę! Ukradłaś mojego ukochanego!". Na końcu umiera spokojnie przy figurze Matki Bożej. Ale jej modlitwa była właśnie takim zmaganiem. Nie mogłaby przecież powiedzieć "nienawidzę cię", gdyby nie miała wiary. Nienawiść zawsze może zmienić się w miłość. Kiedy ktoś mówi do Boga "nienawidzę cię", to tak jakby pytał "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?". Autentyczna modlitwa zaczyna się od tych słów. Byłem pod ogromnym wrażeniem komentarza tej siostry. Jeśli kiedykolwiek ją spotkasz, powiedz jej, że Endo ogromnie się cieszy z tego, co napisała i przesyła wyrazy wdzięczności.

 

***

Powyższa rozmowa miała miejsce w Tokio pomiędzy Williamem Johnstonem SJ, który bardzo wiele pisał na temat kontemplacji w buddyzmie zen i chrześcijaństwie, a katolickim pisarzem Shusaku Endo z Japonii, który otrzymał nagrodę Campiona przyznawaną przez America Magazine w 1990 roku.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.21

Liczba głosów:

56

 

 

Komentarze użytkowników (21)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 17:54:08 | 2017-03-16
Nic. Co najwyżej dobre chęci ze strony samych ludzi.

Warto jednak pammiętać stare jak ten świat porzekadło, iż dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 15:23:30 | 2017-03-16
Buddyzm to dla mnie takie "przedchrześcijaństwo". Jest on efektem pochylenia sie człowieka nad bólem i cierpieniem. jakie są doświadczeniem każdego. Buddyzm ma, myślę, wiele elementów stycznych z chrześcijaństwem. Pochodzą one ze szczerych poszukiwań i autentycznej refleksji.

W buddyzmie nie ma mowy o Bogu. Ja myślę, że chrześcijanin może być częściowo buddystą. Wiem zaraz zostanę napadnięty. Myślę jednak, że buddysta nie może być częściowo chrześcijaninem.

Generalnie chrześcijaństwo oferuje pełnię. Pełnię zrozumienia, pełnię życia. Ale człowiek jest tylko człowiekiem, więc czasem spojrzenie na innych pomaga zobaczyć u siebie to, co cenne, na nowo, lepiej, dokładniej.

Nie jest dobrze, gdy moda na buddyzm pojawia się ZAMIAST chrześcijaństwa lub jego pogłębiania. Tak się czasem dzieje na zachodzie. Może także dlatego, że ludzie mieli do czynienia z chrześcijaństwem w wersji opresyjnej także do spotkania w komentarzach.
--------------------------------------------------------------------------------
Proszę o wsparcie mojego startupu, już 55%: https://polakpotrafi.pl/projekt/wydanie-ksiazki-droga

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 09:29:59 | 2017-03-15
To chyba Tomasz Merton był pionierem dialogu chrześcijaństwa z buddyzmem. Merton był cystersem. Studia nad duchowością i myślą Dalekiego Wschodu pozwoliły mu odkrywać katolicką duchowość w nowym świetle i stawiać pytania o istotę własnej religii wychodząc poza to co jest tylko tradycją, zwyczajem.
Dialog międzyreligijny wymaga dużej wiedzy, ale właściwie prowadzony jest interesujący, wzbogacający i potrzebny, aby wyznawcy różnych religii lepiej się poznawali, odkrywali to co ich łączy, rozumieli to co ich różni i żyli w pokoju. 

Oceń 16 13 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

a a 00:39:19 | 2017-03-15
Czy Wy już do reszty oszaleliście?????? :O

Oceń 15 9 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

stos 00:10:23 | 2017-03-15
Doprawdy , nieskończona jest ludzka pomysłowość aby wykazać,iż naplucie Panu Jezusowi w twarz jest objawem ludzkiej miłości.
Dyskusja tych dwu apostatów jest tego przykładem.
Jeden z buddyjskich nauczycieli z IX w jest autorem takiej oto sentencji:"Jeśli spotkasz na swej drodze Buddę,zabij go".
Dyskusja,której jesteśmy świadkami jest właśnie rodzajem zabijania Chrystusa.Wiedzieć bowiem trzeba,iż buddyzm w istocie niszczy wszelką religijność, jest pozakonfesyjnym poszukiwaniem drogi do zmiany świadomości.Aby tę świadomość zmienić należy wyzbyć się wszelkich przywiązań, w tym tych związanych z praktykowaną religią.
Podział na religię prawdziwą i fałszywe jest z punktu widzenia tej optyki złem,gdyż rodzi cierpienie.
Całe to pieprzenie o dialogu jest właśnie pójściem tą drogą- odrzuceniem prawdziwej religii dla realizacji buddyjskiej(pozakonfesyjnej) drogii samospełnienia  

Oceń 18 14 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

berroz 22:51:31 | 2017-03-14
Buddyzm i chrześcijaństwo mają pewne cechy wspólne. Według  mnie jest to:
-dążenie do poznania rzeczywistości niewidzialnej,
-walka ze swoim słabościami, wadami, odpowiedzialność za własne działania,
-skłonność do zatrzymania się, wyciszenia,
-zawsze mnie poruszały opowieści o tybetańskich mnichach w chińskich łagrach, którzy pomimo znęcania się nad nimi wybaczali swoim prześladowcom (skąd my to znamy)

Oceń 11 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

daglezjama 21:17:49 | 2017-03-14
Gdzie można znaleźć chrześcijańskiego mistrza zen? Można go znaleźć min. w każdym zakonie męskim i żeńskim i nie tylko. Tym mistrzem jest codzienne mycie podłogi, obieranie ziemniaków, krojenie cebuli i marchewki i mycie garnków. Nic więcej nie potrzeba.

Oceń 10 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

mrf771 18:32:52 | 2017-03-14
Czekamy na katolickie burdele, w których prostytutki będą podmywać się wodą święconą.

Oceń 5 19 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bonaventura 18:26:53 | 2017-03-14
O k  u r  w a  !

Oceń 14 18 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Eleazar 17:46:09 | 2017-03-14
Kościół powinien skasować zakon jezuitów. Ja się już Obirkowi nie dziwię w ogóle, że stracił wierę w tym zakonie.

Oceń 22 17 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?