Czym jest prawdziwa miłość między ludźmi?

(fot. shutterstock.com)

To, co daje sens życiu, daje również sens śmier­ci. Dopiero uświadomienie sobie tej prawdy sprawi, że będziemy szczęśliwie żyli i spokojnie umierali.

 

Józef Augustyn SJ: Wybacz to pytanie - jest ważne, ale brzmi może banalnie: na czym polega prawdziwa miłość?

 

Jerzy Zakrzewski SJ: Nie ma miłości bez przebaczenia. Najpierw trzeba z serca przebaczyć sobie, a potem bliźnim. Nikt z nas nie jest bez grzechu. Naukę miłości trzeba rozpocząć od przebaczenia sobie i pogodzenia się z Bogiem, który jest Miłością. By spotkać Boga, który jest Miło­ścią, człowiek nie potrzebuje wypierać się ludzkiej słabości. By stać się podobnym do Syna Człowie­czego, wystarczy tylko być człowiekiem. Dlatego w każdym, z kim się spotykam, staram się - raz z lep­szym, raz z gorszym skutkiem - dostrzegać oblicze Jezusa: wszak byłem głodny... byłem spragniony... byłem chory... byłem samotny... byłem smutny... byłem odrzucony i wzgardzony.

 

Każdy człowiek potrzebuje poczucia, że może coś z siebie dać innym. I nie dotyczy to tylko ludzi młodych, zdrowych, pięknych i bogatych, choć mo­głoby się wydawać, że jest inaczej, bo czym może się podzielić ktoś taki jak ja? Pan Bóg odebrał mi władzę w rękach i nogach, ale pozostawił mi umysł i pewną wrażliwość serca, a to bardzo dużo. Poza tym mam też dużo czasu: na modlitwę, na przemy­ślenia, na pogłębianie wiedzy, a przede wszystkim na bycie z ludźmi. Czas to dziś towar deficytowy, wszyscy gdzieś się spieszą, pędzą nie wiadomo do­kąd. Ja mam dużo czasu i zawsze koło siebie ludzi. Jedni pomagają mi w codziennej egzystencji, inni odwiedzają i po prostu są ze mną. Nigdy jednak nie jest tak, że tylko jedna strona daje, a druga wyłącz­nie bierze. Obie strony wzajemnie się obdarowują.

 

W relacjach z drugim człowiekiem staram się ni­gdy nikogo nie przekreślać, nawet jeśli wszyscy od danej osoby się odwrócą, nawet jeśli trudno ją poko­chać albo zaakceptować jej zachowanie. W stosunku do wszystkich staram się stosować zasadę praesup-ponendum, którą św. Ignacy Loyola podaje w Ćwi­czeniach duchownych - z góry wykluczam czyjąś złą wolę, a zakładam, że ktoś miał dobre intencje, tylko po drodze coś poszło nie tak. Ta zasada dzia­ła. Po jakimś czasie widzę zmianę w tym człowieku: przewartościowuje swoje życie, ustanawia dla sie­bie nowe priorytety, staje się szczęśliwy i spełniony.

 

To wielka radość móc towarzyszyć komuś w jego zmaganiach zakończonych przemianą. Wtedy nie­skromnie mówię sobie w duchu, że w tej przebudo­wie życia jest również moja malutka cegiełka. Taki człowiek, jeśli poświęci mu się czas i uwagę, zaczy­na być spokojny i szczęśliwy. Zaczyna doceniać to, co ma, i dostrzega to, co ma do zrobienia. Odnajdu­je po prostu sens i cel swojego życia, a jego szczęś­cie jest również moim szczęściem. Dla wszystkich, a szczególnie dla osób przewlekle i nieuleczalnie chorych, ważne jest znalezienie sensu własnego ży­cia. To, co daje sens życiu, daje również sens śmier­ci. Dopiero uświadomienie sobie tej prawdy sprawi, że będziemy szczęśliwie żyli i spokojnie umierali.

 

Wywiad pochodzi z książki "Zawsze kochałem życie"
 
Jerzy Zakrzewski SJ - teolog, tłumacz dzieł Hansa Ursa von Balthasara, przez wiele lat chorował na stwardnienie rozsiane. Zmarł w 2016 r. w wieku 70 lat. 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 23:12:50 | 2016-11-09
To, co daje sens życiu, daje również sens śmier­ci. Gdyż śmierć jest elementem życia.

Oceń odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook