Czy to prawda, że Kościół nie lubi seksu?

(fot. youtube.com)

Trudno sobie wyobrazić miłość małżeńską bez erotyzmu. A jednak wielu wyobraża sobie, że spojrzenie Kościoła jest co najmniej podejrzliwe wobec tego wymiaru miłości.

 

"Nagadaliście się? A teraz ja wam powiem!" - Franciszek tak nie mówi. Jego adhortacja posynodalna nie ma w sobie nic z postawy kogoś, kto po długiej konferencji chce w końcu powiedzieć, co myśli. Raczej dzieli się swoim zaciekawieniem i odkryciami.

 

Papież pisze: "Z racji bogactwa dwuletniej refleksji, której dostarczył proces synodalny, adhortacja ta obejmuje, w różny sposób, wiele i dość różnorodnych tematów. Wyjaśnia to jej nieuniknioną obszerność. Dlatego nie polecam pośpiesznej lektury całości" (nr 7).

 

Nie od deski do deski, ale wybierając wg spisu treści. Dziś serce podpowiada mi, bym polecił mniej cierpliwym łatwy do zapamiętania nr 150. To, co się wokół niego dzieje, jest chyba "nowatorskie".

 

W numerze 150 (i w pobliżu) chodzi o "Erotyczny wymiar miłości". Rozumiem, że ktoś mógłby się uśmiechnąć:  Nihil novi. Trudno sobie wyobrazić miłość małżeńską bez erotyzmu. A jednak wielu wyobraża sobie, że spojrzenie Kościoła jest co najmniej podejrzliwe wobec tego wymiaru miłości. I do chwili powstania tej adhortacji mogli mieć rację. Po jej przeczytaniu to musi się zmienić. Erotyczny wymiar seksualności jest nie tylko dobry, ale bardzo dobry. Choć wymaga zachwytu, "patrzenia z zachwytem", by był skierowany na osobę, by był ludzki.

 

Warto tu też podkreślić, że nie oznacza to, iż trzeba koniecznie zapominać o sobie i o swojej przyjemności. W adhortacji czytamy: "Jednak odrzucenie wypaczeń seksualności i erotyki nie powinno nas nigdy prowadzić do pogardzania nimi albo lekceważenia. Ideał małżeństwa nie może się kształtować tylko jako dar hojny i pełen poświęcenia, gdzie każdy wyrzeka się wszelkich potrzeb osobistych i dba tylko o czynienie dobra dla drugiego, bez żadnej satysfakcji. Pamiętajmy, że prawdziwa miłość umie także przyjmować od drugiego, jest zdolna do zaakceptowania siebie jako osoby kruchej i potrzebującej pomocy, nie rezygnuje z przyjęcia ze szczerą i radosną wdzięcznością cielesnych wyrazów miłości w pieszczocie, przytuleniu, pocałunku i zjednoczeniu seksualnym. (...) Dlatego «człowiek nie może (…) zawsze tylko dawać, musi także otrzymywać. Kto chce ofiarować miłość, sam musi ją otrzymać w darze»" (nr 157).

 

Nieco wcześniej papież przywołuje doświadczenia ludzi "uwodzących wzrokiem", zachwycających się lub takich, którym tego brakuje: "Doświadczenie estetyczne miłości wyraża się w takim spojrzeniu, które podziwia drugą osobę, jako cel sam w sobie, nawet jeśli jest chora, stara lub pozbawiona atrakcyjności zmysłowej. Spojrzenie, które docenia, jest bardzo ważne, a jego skąpienie zazwyczaj powoduje szkodę. Jakże wiele czynią czasami małżonkowie i dzieci, aby być dostrzegani i brani pod uwagę! Wiele urazów i kryzysów pojawia się wówczas, gdy przestajemy podziwiać. To właśnie wyrażają pewne pretensje i narzekania, jakie daje się słyszeć w rodzinie: «Mój mąż na mnie nie patrzy, wydaje się, że dla niego jestem niewidzialna»,  «Patrz na mnie, proszę, gdy do ciebie mówię». «Moja żona już na mnie nie patrzy, teraz ma oczy tylko dla swoich dzieci». «W moim domu nikogo nie interesuję, w ogóle na mnie nie patrzą, jakby mnie nie było». Miłość otwiera oczy i pozwala widzieć, poza wszystkim, jak wiele znaczy człowiek" (nr 128).

 

Co wobec tego? "Trzeba pielęgnować radość tej podziwiającej miłości. Ponieważ jesteśmy stworzeni do miłości, wiemy, że nie ma większej radości niż dzielenie dobra: «Dawaj, bierz i staraj się o rozrywki dla siebie» (Syr 14, 16). Najbardziej intensywne radości życia rodzą się wówczas, kiedy można spowodować szczęście innych, w przedsmaku nieba. Przypomnijmy radosną scenę z filmu Uczta Babette, gdzie hojna kucharka otrzymuje wdzięczny uścisk i pochwałę: «Ach, jakże zachwycisz aniołów!»". Urocza i pocieszająca jest radość wypływająca ze sprawienia w innych zachwytu, gdy widzimy, że się cieszą» (nr 129).

 

Nihil novi? Może. Ale na tak oficjalnym poziomie nauczania Kościoła jednak robi wrażenie. Choć pewnie nie chodzi o wrażenie, chodzi o to, by się po prostu... zachwycać.

 

*  *  *

 

Jezuici vs. dominikanie, czyli kto jest bardziej papieski

 

Nie da się ukryć, że dominikanie i jezuici mają trudną historię. A jak wiadomo, przeszłość nie pozostaje bez wpływu na relacje. Jak przejść ponad wzajemnymi oskarżeniami, intrygami i otwartymi kłótniami? Jak to w ogóle możliwe, że dwa zakony, które miały strzec Kościoła przed herezjami tak otwarcie prowadziły ze sobą spór, że w jego wyciszenie zaangażował się sam papież? Czy dziś potrafią się ze sobą dogadać?

 

Dwóch dominikanów: o. Paweł Krupa i o. Tomasz Nowak, zwany Wodzem i dwóch jezuitów: o. Grzegorz Kramer i o. Jacek Siepsiak - podadzą sobie ręce i stoczą spór o to, który zakon jest bardziej papieski. A wszystko pod czujnym okiem Piotra Żyłki.

 

Ale nie martwcie się, będzie nie tylko o historii. Ci, którzy przyjdą, dowiedzą się także, dlaczego jezuici, w przeciwieństwie do dominikanów, rzadko chodzą w stroju zakonnym, oraz co każdy z nich naprawdę myśli o Kościele i co chciałby w nim zmienić. Czy oba zakony nie przerodziły się ze strażników ortodoksji w kuźnie heretyków? Postaramy się ujawnić największe zakonne tajemnice. Nie odpuścimy. W sobotę 29 października, to Wy będziecie przesłuchiwać inkwizytorów.

 

Zapraszamy!

 

Sobota 29 października, godz. 12, sala Wiedeń

XX Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, EXPO Kraków, ul. Galicyjska 9

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook