5 cech młodego Kościoła

(fot. shutterstock.com)

Nie wiem, czy słowo "młodość" znajdzie się wśród 10 topowych, najczęściej wyszukiwanych haseł w sieci, ale w kontekście ŚDM łatwo zauważyć, z jaką intensywnością jest odmieniane przez wszystkie przypadki, używane w rozmaitych połączeniach i że zaprząta uwagę zarówno celebrytów, jak również miejskich przekupek.


O młodości nie sposób mówić w oderwaniu "od", młodość jest bowiem "osobą", jest ikoną Kościoła. Dlatego zachęcam do pewnego eksperymentu, aby oprócz tradycyjnych znamion Kościoła (jeden, święty, powszechny i apostolski), które od wieków wyznajemy w coniedzielnym Credo, dodać jeszcze jeden znak wiarygodności: "młody".

 

5 rzeczy, które cechują młodą wspólnotę Kościoła:
 

1. Młody Kościół to zakochana oblubienica
 

Kościół jest stale młody. Jest jak oblubienica, która traci głowę dla swojego młodzieńca. Oczywiście nie chodzi tu o wiek - każdy z nas mógłby pochwalić się znajomością wielu dziarskich staruszków i wymienić kilku młodzieńców "umęczonych" po uszy życiem. "Miły mój puka! «Otwórz mi, siostro moja, przyjaciółko moja, gołąbko moja, ty moja nieskalana, bo pełna rosy ma głowa i kędziory me - kropli nocy»" (Pnp 5,2). To właśnie miłość czyni nas młodymi, wielu natomiast może zaświadczyć, że dodaje nawet skrzydeł.

 

Przywołany tu obraz miłości, "zapisany" na kartach Starego Przymierza, można odnieść do relacji pomiędzy Kościołem i Chrystusem. Jeśli brakuje ożywczej miłości, wówczas do Kościoła wkrada się duchowa światowość, a on sam staje się niczym perfekcyjnie zarządzane, dochodowe muzeum - przestrzegał przed tym papież Franciszek w swojej adhortacji o radości głoszenia Ewangelii (por. Evangelii Gaudium, 95).

 

2. Młody Kościół powstaje z martwych


Spójrzmy na niezwykłe spotkanie u bram miejscowości Nain, gdzie Jezus i Jego uczniowie napotykają żałobny, smutny orszak (por. Łk 7,11-17). To wieniec osób, które opłakują jedynego, młodego wiekiem, syna matki. Chrystus jednak zwraca się do zmarłego: "Wstań!". Pewnie to niezbyt egzegetyczne porównanie, ale postać młodzieńca można przyrównać do obrazu Kościoła - w ten sposób Pan Jezus mówi do swoich wiernych, aby "powstali z martwych".

 

Te słowa kierowane są do nas podczas każdej Eucharystii, szczególnie tej niedzielnej, kiedy świętujemy Jego powstanie z martwych. Może to ja jestem tym młodzieńcem, który już nie idzie, ale jest noszony? Moja więź z żoną, moje dzieci, moja praca i obowiązki… wszystko rozłożone na łopatki, ponure jak żałobny kondukt. Co się stało? Tymczasem Pascha znaczy "przejście" - podkreślmy - ze śmierci do życia: "Chrystus zmartwychwstan jest, / Nam na przykład dan jest, / Iż mamy z martwych powstać, / Z Panem Bogiem królować". Tak, tylko Pan Jezus może przemienić lament żałobników w radosny śpiew weselników.

 

3. Młody Kościół nie boi się być ubogi


Kolejny młodzieniec, którego spotykamy na kartach Ewangelii, to ten z przydomkiem "bogaty" (por. Mk 10,17-22). Widzimy jak odchodzi od Jezusa zasmucony "miał bowiem wiele posiadłości". Smutne to rozstanie. Może pamiętał, jak ten, którego nazwał "nauczycielem", spojrzał na niego z miłością, może dzięki temu spojrzeniu jeszcze wrócił… Myśląc o posiadłościach ewangelicznego młodzieńca, nie sposób zawęzić sprawy tylko do tego, co materialne.

 

Chodzi o coś więcej: o prostotę i umiejętność zawierzenia siebie Bogu, pokładania nadziei nie w wypracowanych przez siebie środkach, lecz w Bożej Opatrzności. Okazuje się jednak, że to jeden z najtrudniejszych wymiarów - pozwolić dać się prowadzić nawet, jeśli droga naszego powołania przebiega ciemną doliną (por. Ps 23,4).

 

4. Młody Kościół nie dąży do świętego spokoju


Mamy jeszcze jednego młodzieńca. Jest szczególny, bo to umiłowany uczeń Pana. Dzielny, bo wytrwał do końca, wówczas kiedy inni uciekli. Jan miał serce pełne wielkich pragnień. Karty Ewangelii zaskakują, kiedy kolejny raz przekazują - wydawałoby się - jakiś banalny szczegół, tym razem o biegu apostołów (por. J 20,3-10). A jednak! Przez dwa tysiące lat słuchamy o zawodach, gdzie mamy nie tylko kibicować, ale samemu wziąć w nich udział.

 

W jednej ze scen oskarowych Rydwanów ognia (prod. 1981, reż. H. Hudson) przyszły mistrz olimpijski Eric Liddell mówi do swoich fanów: "[…] chcę, byście zrobili coś więcej prócz oglądania wyścigu. Chcę, byście wzięli w nim udział. Porównam wiarę do wyścigu. Oba są trudne. Wymagają koncentracji woli. Energii duchowej. Przeżywacie uniesienie, kiedy zwycięzca dobiega do mety, szczególnie jeśli postawiliście na niego. Ale jak długo to trwa? Wracacie do domu. Może obiad jest przypalony. Może nie macie pracy. Więc jak mogę kazać wam wierzyć, mieć wiarę wobec realiów życia?

 

Chciałbym wam dać coś bardziej stałego, lecz mogę jedynie wskazać drogę. Nie mam gotowej recepty na wygranie wyścigu. Każdy biega tak jak umie, kobiety i mężczyźni. A skąd bierze się siła, aby wytrwać do końca biegu? Z wewnątrz. Jezus rzekł: «Królestwo Boże pośród was jest»". Kościół nie może być biernym widzem, nie może stać; jeśli zapuszcza korzenie, to tylko w ludzkich sercach, aby uczynić z nich świątynię Ducha Świętego - przeciwieństwo ciepłego gniazdka, w którym wszyscy dadzą nam upragniony święty spokój. Kościół musi biec, bo przynagla go miłość Chrystusa (por. 2 Kor 5,14). "Biegnij, miły mój, bądź podobny do gazeli lub do młodego jelenia na górach [wśród] balsamowych drzew!" (Pnp 8,14).

 

5. Młody Kościół zachowuje pogodę ducha


Ze spotkania młodości (tej niezależnej od pierwszych cyfr numeru PESEL) z młodością Kościoła rodzi się "wyborna radość i płodna w dobro nadzieja" - nauczał bł. Paweł VI w adhortacji o radości Gaudete in Domino. Ta radość (nie mylić z wesołkowatością) to drugie imię młodości, to bliska krewna świętości. Trudno szukać świętych (może poza tymi w czcigodnych żywotach), którzy by nie mieli zdrowego dystansu wobec samych siebie, którzy zachowywaliby - nawet pomimo ciemnych nocy - pogodę ducha.

 

Zachwyca nas entuzjazm młodych ludzi i świeżość, która towarzyszy przeżywaniu wiary przez świętych. Z tym entuzjazmem jest trochę jak z miłością małżonka - co zrobić, żeby była jak w dniu ślubu? Oj, to źle postawione pytanie. Ona nie będzie taka sama, ale - jeśli będzie się rodzić i odradzać w spotkaniu z Chrystusem - będzie coraz głębsza (EG 1). Wówczas doświadczymy, że pomimo bólu, smutku, zła i cierpień, które wydają się nie mieć końca, ostatnie słowo będzie należeć do Pana tego świata, gdyż "nasz nieskończony smutek może być uleczony tylko przez nieskończoną miłość" (EG 265).

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.43

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook