Jak zrozumieć Boga?

(fot. shutterstock.com)

Wydawałoby się, że widzenie Jezusa powinno umożliwić wiarę w Niego i zrozumienie Jego słów. Tymczasem z Ewangelii wiemy, że uczniowie pomimo wspólnego bycia z Jezusem, nie zawsze Go rozumieli.

 

"Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem" (J 14, 26)

 

Są dwa mieszkania, w których spotykamy Boga: jedno w przyszłości, czyli dom Ojca (J 14, 2), a drugie w teraźniejszości, czyli serce wierzącego, który wypełnia słowa Jezusa (J 14, 23). Chociaż Ewangelia nie oddziela tych dwóch sposobów obecności Boga, na co dzień kaznodziejstwo koncentruje się głównie na tym pierwszym, osnuwając wokół niebieskiego domu mowy pogrzebowe.

 

Tymczasem Jezus twierdzi, że wspólnota Boga z człowiekiem - życie wieczne - staje się faktem już na ziemi. Mieszkać w sercu drugiego to pamiętać o sobie, rozmawiać, być dla siebie, dawać siebie innym po kawałeczku dzień po dniu. Na tym polega miłość, która jak magnes najbardziej przyciąga Boga do człowieka jak również ludzi do siebie nawzajem.

 

Ale taka miłość przerasta ludzkie siły, ponieważ Bóg jest nieskończony, a my skończeni. I dlatego Bóg musi nas przystosować do tego, byśmy umieli Go pokochać, a konkretnie wspólnotę osób: Ojca, Syna i Ducha Świętego. I to Ojciec posyła do ludzi zarówno Syna jak i Ducha. Ten sam Ojciec chce być pokochany przez człowieka i czyni wszystko, by - pomimo przeszkód i trudności - stało się to rzeczywistością.

 

Świetnie ilustruje ten wysiłek Trójcy Świętej  Ireneusz z Lyonu, biskup z II wieku, który porównuje Boga do grupy harmonijnie współpracujących artystów. Pisze on, że "człowiek został uformowany na podobieństwo Boga i ukształtowany przez Jego ręce, to znaczy przez Syna i Ducha Świętego". Po czym pełen zachwytu zwraca się się do wierzącego:  

 

"Jesteś dziełem Boga, człowieku. Wyglądaj zatem dłoni twojego Stwórcy, który wszystko czyni we właściwym czasie, w czasie właściwym dla ciebie, który jesteś stworzony! (…) Sztuka Boża nadaje kształt glinie, którą jesteś. Uformowawszy cię z materii, ozdobi cię wewnątrz i z zewnątrz czystym złotem i srebrem. Uczyni cię tak pięknym, że w końcu On sam będzie chciał cię ujrzeć".

 

Całe życie chrześcijanina jest nieustannym stwarzaniem, gdzie to sam Bóg trudzi się, by "we właściwym dla nas czasie", czyli respektując prawo wzrostu i dojrzewania, zastosować takie a nie inne środki upiększające. 

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus zapowiada przyjście Ducha Świętego. Mówi, że w czasie, gdy On nie będzie już widzialnie obecny, Jego pałeczkę przejmie druga ręka Ojca - "inny Paraklet" (J 14, 16), bo sam Chrystus też nim jest ( Por. 1 J 2, 1). Trudno to słowo dobrze oddać w języku polskim, bo zawiera w sobie wiele znaczeń: "obrońca", "pomoc", "wezwany, aby stać u boku", "adwokat", "pocieszyciel", "pośrednik", "doradca". W każdym razie Paraklet ma być z nami na zawsze (J 14, 16), niemalże jak straż przyboczna. 

 

Ewangelista wyróżnia trzy działania Ducha Świętego we wspólnocie Kościoła: umożliwienie doświadczenia obecności Boga w codziennym życiu wierzących, bycie nauczycielem uczniów i przypominanie tego, co powiedział Jezus, aby doprowadzić Kościół do całej prawdy.

 

Co to oznacza? Najpierw to, że Kościół jako całość i jego poszczególni członkowie nie rozumiemy jeszcze w pełni słów Jezusa. Wszyscy jesteśmy w drodze. Musimy ciągle słuchać i zgłębiać słowa Jezusa, by poznać Ojca, który w nas już mieszka i do którego idziemy.

 

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na pewną ciekawostkę. Wydawałoby się, że widzenie Jezusa powinno umożliwić wiarę w Niego i zrozumienie Jego słów. Tymczasem z Ewangelii wiemy, że uczniowie pomimo wspólnego bycia z Jezusem, nie zawsze Go rozumieli. Wiara mieszała się w nich z różnymi wątpliwościami. Chrystus obiecuje uczniom, że pełne poznanie tego, co miał na myśli i kim tak naprawdę jest, nastąpi dopiero wtedy, gdy On nie będzie już dostępny dla ludzkich oczu. To poznanie musi opierać się na wewnętrznej pracy i przemianie, którą wykona w uczniach Duch Święty. Innymi słowy, ziemskie życie Jezusa potrzebne było do tego, by objawił nam słowa Ojca, ale ich pełne zrozumienie możliwe będzie dopiero po Jego... zniknięciu.

 

Wspomina o tym parę razy św. Jan. Na przykład, gdy komentuje wjazd Jezusa do Jerozolimy na osiołku, dodaje na końcu: "Z początku Jego uczniowie nie zrozumieli tego. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było" (J 12, 16). Uczniowie nie pojęli również od razu, jakie znaczenie miało oczyszczenie świątyni przez Jezusa i słowa, które w związku z tym wypowiedział. Dopiero "gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus" (J 2, 22). Św. Jan wyraźnie pisze, że uczniowie za życia Mistrza po prostu nie wierzyli we wszystkie Jego słowa. To Duch Święty "pokojarzył" minione wydarzenia i słowa ze Zmartwychwstaniem i pomógł odnaleźć uczniom sens. 

 

Czy to wszystko nie brzmi zbyt abstrakcyjne? Myślę, że nie. Spójrzmy na nasze życie. Bezpośrednie doświadczenie nie zawsze sprzyja zrozumieniu tego, co się dzieje w naszym życiu. Brakuje nam wówczas dystansu, jesteśmy tak bardzo wciągnięci w przeżywanie, że ciągnie nas w różne strony, do głowy przychodzą najróżniejsze interpretacje. Czasem paraliżują nas uczucia i szok wywołany niespodziewanymi zmianami. W chwili, kiedy doświadczamy czegoś na własnej skórze, podobni bywamy do apostołów: patrzymy, słuchamy, ale nie wiemy, o co chodzi. Z początku nie pojmujemy, dlaczego nagle musieliśmy zmienić pracę, albo co wyniknie z tego, że straciliśmy sporo pieniędzy. Jaki sens ma choroba, która spadła na nas znienacka, albo dlaczego ni stąd, ni zowąd zaskakuje nas zachowanie naszych bliskich. Potrzebujemy czasu i pomocy Ducha, który w odpowiednim czasu przypomni nam to, co się wydarzyło, byśmy popatrzyli na przeszłość w innym świetle, dostrzegając dobre owoce, nawet jeśli z początku wszystko zdawało się iść w złym kierunku.

 

Jest jeszcze inny powód, dla którego Duch Święty ciągle odświeża nasza pamięć o rzeczach minionych.

 

Już starożytni wiedzieli, że aby kochać kogoś dojrzale, najpierw należy go poznać. Nie tylko z imienia, twarzy i zewnętrznych gestów. Nie jest to wcale oczywiste w naszych czasach, kiedy "kochanie" nie zawsze opiera się na poznaniu, lecz sprowadza się do przelotnego zauroczenia. Jeśli nie wiem, z kim mam do czynienia, to jak mogę budować głębszą więź z takim człowiekiem?

 

Zakochanie między ludźmi wydarza się spontanicznie, jest nieplanowane, w pewnym sensie przypadkowe. Ale zakochania nie można zrównać z dojrzałą miłością.  Żeby więź okazała się trwała i solidna, nie można jej też opierać na czystej spontaniczności - trzeba świadomego zaangażowania, rozmowy, dzielenia się sobą, poznania. Oznacza to konkretny wysiłek, wychodzenie do drugiego człowieka, odsłonięcie siebie. Niemożliwe jest, aby to wszystko dokonało się w mgnieniu oka.

 

Podobnie potrzebujemy czasu, aby uwierzyć w słowa Jezusa. Możemy ich bowiem słuchać i nie rozumieć albo w nie wątpić. Nie dlatego, że stwardniało nasze serce. Bóg po prostu stale nas przekracza i nie nadążamy za Nim. Trudno też pokochać Boga, jeśli nie wiemy do końca, kim On jest. I prawdę mówiąc, nigdy Go nie poznamy w pełni. Ale mamy Go poznawać. Św. Augustyn pisze na początku "Wyznań": "I cóż właściwie mówią o Tobie wszyscy, którzy mówić usiłują! Lecz biada, jeśli się o Tobie milczy. Choćby najwięcej mówił wtedy człowiek, niemową jest"

 

Tutaj więc odnajdujemy najgłębsze uzasadnienie, dlaczego powinniśmy w Kościele słuchać i rozważać Słowo Boże. Poznanie Pana to cel liturgii Słowa, medytacji i katechez. Całe życie chrześcijańskie polega na przyswojeniu sobie znaczenia słów Jezusa. Nie jest to jednak kontakt z samą literą. W tym procesie poznawania towarzyszy nam Duch Święty, jeśli rozważając słowo, uświadamiamy sobie, że On stoi obok nas i jest w nas. Bez pomocy Ducha Świętego to zrozumienie nie było możliwe ani za życia Jezusa, ani po Jego zmartwychwstaniu. Św. Tomasz z Akwinu pisze, że to "Duch Święty sprawia w nas, że wierzymy w słowa Jezusa".

 

To dlatego św. Hieronim z mocą podkreśla, że "nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa". Jeśli chrześcijanin nie słucha Słowa, zatrzymuje się w drodze, opanowuje go  duchowa amnezja. Po pewnym czasie nie będzie już wiedział, kim tak naprawdę jest. Słowa Jezusa pozostaną dla niego pustym dźwiękiem, niezrozumiałą rzeczywistością, a ponieważ próżnia w tym świecie nie istnieje, miejsce przeznaczone dla słów Jezusa prędzej czy później zapełni coś innego.    

 

I na tym chyba polega główny problem z obumieraniem chrześcijaństwa w Europie, także w Polsce. Mamy bowiem do czynienia z milionami chrześcijan, którzy choć ochrzczeni, zapomnieli o swoim chrzcie, bo w którymś momencie przestali słuchać Słowa i pojawiać się w kościele. Są też znudzeni Słowem, bo uważają, że już je znają, już je słyszeli, już wiedzą, kim jest Bóg... Sądzą, że wszystko już zrozumieli... Jak więc Duch Święty ma pogłębić w nich wiarę i miłość?

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (9)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

brunoziutka77 18:10:29 | 2016-05-01
bazyli - no i co z tego ze religie to wymyslone bajki ? widac ludziom to potrzebne, religie daja im jakis komfort psychiczny , nadzieje 
no i odsuwaja strach przed smiercia
byc moze religia to tzw. konieczne zlo ?  na zachodzie ludzie przestali wierzyc ,stracili religie - i co sie dzieje ? zostaja zalewani i kolonizowani przez religijny prymityw z bliskiego wschodu, 

Oceń 1 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Bazyli 09:27:36 | 2016-05-01
W to co wierzą chrześcijanie to jedynie interpretacja niespójnych opowieści niepiśmiennych żydów. A wszystko zawdzięczają św. Pawłowi twórcy tej religii.

Oceń 1 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?