Jak spowiednik może "obrażać" w konfesjonale

Życie Duchowe
(fot. shutterstock.com)

Tak, to bardzo kontrowersyjny temat. Czy takie zachowanie w ogóle jest dopuszczalne? A może po prostu staliśmy się zbyt wrażliwi na nawet najmniejsze pouczenia? Czy "obrażanie" zawsze znaczy to samo? 

 

Powyższy tytuł być może szokuje. Nie jest to jednak próba zawężenia tematu "Obraza w Spowiedzi"1, ale zakreślenie terenu poszukiwań przez najbardziej przeciwstawne i kontrowersyjne sformułowanie. Drastyczność tego sformułowania oraz moc paradoksu płynąca z przeciwstawienia obrazie wzniosłości Sakramentu pozwalają na jeszcze jedną cenną rzecz. Ukazują, że jedynym wyjściem ułatwiającym przekraczanie owego pa­radoksu jest odniesienie się wprost do szczytu Zbawiciela.

 

Skarb żywej Tradycji

 

Tytułowe sformułowanie prowadzi także do celnego ujęcia kwestii podstawowej, jaka niemal od razu narzuca się przy pytaniu o obrażanie w kontekście Sakramentu Pokuty. Oburzenie czy spontaniczne odrzucenie możliwości zestawienia pojęć "spowiedź" i "obraza" to piękne świadectwo naszej wiary. Zestawienie to postrzegamy jako absurd. W gruncie rzeczy bowiem perspektywa obrazy wprowadzona w horyzont Sakramentu Pokuty to jedno z niemal śmiertelnych zranień dla rzeczywistości udzielania Łaski i Miłosierdzia. W podręcznikach dla kapłanów sprzed Vaticanum II, z czasów wprowadzania reformy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zeszłego wieku oraz z początku XXI wieku raczej nie spotkamy wzmianki o obrażaniu przy Spowiedzi. Wiele natomiast w nich wskazań o cierpliwości wobec penitenta.

 

Sięgając do jeszcze wcześniejszych źródeł, możemy zauważyć wzrost czynnika "pasterskiej surowości", która oczekuje od penitenta wielkiej pokory, wręcz upokorzenia. Nie chodzi tu jednak o obrażanie go, ale o pewność, że przeszedł proces nawrócenia. Po okresie udzielania pub­licznej pokuty za grzechy wielkiej odrazy nadeszły czasy zadawania pokuty również w sytuacjach grzechów życia codziennego. We współ­czesnej praktyce udzielania pokuty - jak wspomniałem - powszechny jest imperatyw nadrzędności postawy spowiednika "maksymalnie wy­chylonej ku penitentowi".

 

Czy jednak nie należy podjąć głębszej refleksji nad niebezpieczeństwem "redukowania do wymiaru codzienności grzechów, z których spowiadamy się często", także zbrodni, wobec których Kościół pierwotny stosował na­prawdę dotkliwą pokutę publiczną? Jakkolwiek większość grzechów pe­dofilskich nie jest rzeczą publiczną, można pytać, czy przyczyn porażki, którą poniósł Kościół, pomagając w nawróceniu sprawcom pedofilii, nie odnajdziemy w brakach umiejętności rozwiązania przez spowiednika kwestii nawrócenia w grzechach "wołających o pomstę do nieba" w sposób bolesny dla penitenta, oprócz "zwykłej, życzliwej postawy ojca" w wa­runkach częstej spowiedzi. Podobną kwestią może być zagadnienie roz­grzeszania przed śmiercią prominentów systemów totalitarnych bez pub­licznego odrzucenia przez nich wcześniejszych postaw.

 

Powyższe pytania pokazują, że Spowiedzi nie da się zamknąć w sielankowości podejścia miłosiernego. Jednak nadal najważniejszym hory­zontem rozumienia problematyki Sakramentu Pokuty jest miłosierdzie.

 

Horyzont analiz

 

Zjawisko obrażenia i obrazy istnieje w świecie, dlatego można rozważyć je w odniesieniach do Sakramentu Spowiedzi. Ksiądz Sta­nisław Witek w poradniku dla spowiedników, w haśle "obraza", dobrze charakteryzuje zakres pojęcia rozumianego jako grzech penitentów, z którym może się spotkać spowiednik. Jak pisze, obraza jest stanem czynnym, rozmyślnym naruszeniem czyjegoś honoru, aktem lekce­ważenia godności. Należy odróżnić ją od urazy będącej stanem biernym człowieka przekonanego, słusznie lub nie, o byciu obrażonym. Bliskim znaczeniowo pojęciem jest tu "obraźliwość", czyli skłonność do prze­żywania uraz2.

 

Zostawmy na boku relację Spowiedź - obraza przy wyznawaniu grzechu obrażania. Tematem artykułu jest bowiem faktyczna obraza uczyniona przez spowiednika, świadomie lub nieświadomie. Kolejny element to uraza powstała u "odbiorcy", czyli bycie obrażonym w takiej sytuacji przez penitenta.

 

Spowiedź to interakcja jedynie dwóch osób. Dodać tu trzeba jednak werdykty wydawane przez ludzi z zewnątrz, i to nie tylko na prośbę o arbitraż wniesioną przez którąś ze stron zaangażowanych w sytuację Sakramentu Pojednania. Dla teoretycznej kompletności należy za­uważyć możliwość, kiedy ani spowiednik, ani penitent nie odnoszą się do problemu dokonanej obrazy, ale ktoś zewnętrznie orzeka o jej zaistnieniu. Może być to nieobiektywne zdanie owego "czynnika obiektywnego", ocena niesłuszna, względnie słuszna, niezależna od tego, co sądzą za­angażowane strony. Wbrew pozorom wkrótce może się to stać dotkliwe, biorąc pod uwagę - występujące także w polskiej rzeczywistości czy na północy Europy - orzeczenia sądowe (na razie wobec kaznodziejów), że mową nienawiści i obrazą jest nazwanie cudzołożnikami ludzi współży­jących ze sobą poza małżeństwem.

 

Powyżej nakreśliliśmy kilka możliwych kontekstów wystąpienia obrazy w kierunku od spowiednika do spowiadającego się. Dla jasności sytuacji, jakkolwiek nie będzie to przedmiotem szerszych rozważań, dodajmy, że obraza może wystąpić - i również należałoby tę możliwość zanalizować - w kierunku od penitenta do spowiednika.

 

Spojrzenie Ewangelii

 

Szeroki zakres możliwości rozumienia tematu Spowiedź - obraza domaga się precyzyjnego ustalenia właściwej perspektywy, którą w tym przypadku jest Boże zbawienie. W centrum znajduje się tu Zbawiciel udzielający Łaski Pojednania, Osoba Jezusa, działanie Zba­wiciela, zwłaszcza w przekazie Ewangelii. W niniejszym artykule zo­stanie nakreślonych jedynie kilka najważniejszych impulsów "najlepiej zmierzających do sedna", jak chociażby słowa Idź i odtąd już nie grzesz wypowiedziane wobec kobiety cudzołożnej (por. J 8, 1-11). Z radością odnajdujemy w nich podstawowy imperatyw: podejście z miłością, mi­łosierdziem i czułością.

 

Paradygmat ten to jądro wszystkich innych ewangelicznych scen. Niemniej wraz z nimi znajdujemy nowe, kontekstowe objawienia do­tyczące sposobu, w jaki Jezus dokonuje pojednania. Jest nim na przykład dopowiedzenie o podjęciu drogi na poziomie wspólnoty oraz podkreślanie konieczności nazywania rzeczy po imieniu, jak w scenie z chromym przy sadzawce (por. J 5, 1-14). Z kolei we fragmencie o uzdrowieniu paralityka uwypuklona została "liturgia w Kościele" i zaangażowanie w nabożeństwo pokutne - wniesienie paralityka przez dach. Nade wszystko wybrzmiewa tu moc Boga, który niszczy grzech (por. Mk 2, 1-12). W końcu jest też ka­techeza wygłoszona do wspólnoty w scenie z jawnogrzesznicą u faryzeusza Szymona (por. Łk 7, 36-50).

 

Szczególne miejsce mają też sceny udzielania łaski przez Jezusa, gdy człowiek musi zyskać odpowiednią dyspozycję i kiedy proces ten bywa jedynie rozpoczęty. Przykładem są tu postaci faryzeusza Szymona oraz biesiadników i obserwatorów jeszcze nieprzekonanych, ze wspomnianych scen z jawnogrzesznicą i uzdrowienia paralityka, a także jawnogrzesznica przyłapana na gorącym uczynku, Samarytanka spotkana przy studni (por. J 4, 5-42) i opętany z Gerazy (por. Mk 5, 1-20).

 

Mamy tu wszakże również sceny, w których owo doprowadzenie do dyspozycji jest pełne i skuteczne, co oznacza często wręcz "wydobycie człowieka z dna", przeprowadzenie przez trudną konfrontację z prawdą. Przykładem tego jest Zacheusz (por. Łk 19, 1-10) czy wspomniany już chromy przy sadzawce. Jezus używa wobec nich sformułowań i postaw prowokujących, wręcz będących próbą: czy nie zostanie uznany za poni­żającego, zamiast zbawiającego. Jednak Jezus nie chce, by Jego uzdrawianie przyjmowano połowicznie, bez jedności dziecięctwa Bożego.

 

W opisanych sytuacjach Jezus, zawsze Miłosiernie, nie stroni od gło­szenia prawdy, ale bez poniżania i odzierania z godności, choć ukazuje bolesną jej utratę. Nędza ludzka "automatycznie" staje się wówczas wy-łuszczona w sposób dużo mocniejszy niż słowo, za które nieraz zdarza się nam obrażać. Najważniejszą sceną Jezusowego rozgrzeszania jest wołanie do Ojca na Krzyżu: Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34) oraz rozgrzeszenie Dobrego Łotra (por. Łk 23, 43). Bo nie inaczej jak [krwią] Jego ran zostaliście uzdrowieni (1 P 2, 24b). To Jezus przezwyciężył grzech, więc żadne Jego oskarżenie nie jest przesadne, poniżające, nieuprawnione...

 

Przykłady mistrzów

 

Odwołanie się do centrum wydarzenia zbawczego, jakim jest odpusz­czający winy Jezus, pozwala we właściwym kontekście odnaleźć również szafarzy Sakramentu, także w zakresie omawianej tu tematyki. Wielcy spowiednicy, którzy przyciągali tłumy, na pewno byli żywym świadectwem trwania Miłosierdzia, podobnie jak Pan, ale nie zawsze byli w tym "słodcy".

 

Święty Jan Vianney rzucał mocnymi słowami, by uświadomić groźbę śmierci grzechu. Mówił na przykład: "Zobaczymy się, droga siostro, zobaczymy się kiedyś. Tak jest - zobaczymy twoje łzy, twoją wieczną rozpacz"3. Z kolei św. Ojciec Pio potrafił wyjść z konfesjonału, by wyłuskać penitenta nieprzygotowanego - o czym wiedział z natchnienia - i odesłać go dla lepszego rachunku sumienia. Nader wymowna jest tu historia na­wrócenia komunisty Giovanniego di Prato wyrzucanego kilkakrotnie z kolejki, dopóki dogłębnie się nie nawrócił4. Także wobec już spowiada­jących się Święty z Gargano bywał dosadny. Potrafił na przykład powiedzieć penitentce w bluzce z kusym rękawem: "Widzisz, jakbym ci uciął rękę, cierpiałabyś mniej, niż będziesz cierpieć w czyśćcu"5.

 

Skąd u nich taka odwaga i na czym polega tajemnica łączenia miło­siernej postawy "wychylenia ku penitentowi" z dosadnością, którą przecież nietrudno ocenić jako brutalność czy obrazę? Jak to się działo, że penitenci zamiast się obrażać przychodzili do nich tłumnie? Tajemnica wydaje się łatwa do odkrycia, ale trudna do naśladowania. To tajemnica udziału w Krzyżu i dołączenia się w ten sposób do Chrystusa, co było widoczne nie tylko u wymienionych świętych.

 

Z ustnych świadectw przytoczę choćby "przestrogę", a raczej pełną szacunku pobożną informację: "Do Ojca Bulandy6 rozważnie chodź do spowiedzi, bo pamiętaj, co ty nagrzeszysz, to on potem będzie się biczował".

 

Edward Bulanda SJ, o którym mowa, to jeden z wielu małych braci ka­nonizowanych Spowiedników, szafarzy codziennie wiernych Jezusowi. Bezsprzecznie siłą spowiedzi jest, gdy sprawują ją świątobliwi spowiednicy, znający wspomniane tajemnice uczestnictwa w dziele Zbawienia.

 

Obrażający spowiednik, obrażony penitent i czy coś ponadto?

 

Odnosząc zestawienie obraza - Spowiedź do Paschalnego Misterium udzielania Miłosierdzia, łatwo dostrzec, że analiza i ocena tego zestawienia nie powinny odnosić się jedynie do interakcji między spowiednikiem a pe­nitentem i w niej się zamykać. Fundamentalna jest tu bowiem świadomość, że jedyne istotne wydarzenie to dokonujące się w Sakramencie Zbawienie: od Jezusa ku penitentowi. Spowiednik jest narzędziem, pośredniczącym szafarzem. Dlatego tak też ma się on sytuować w swym działaniu i określić w personalnej interakcji. Powyższe stwierdzenie nie jest ucieczką od od­powiedzialności ponoszonej na przykład przez obrażającego kapłana, wręcz przeciwnie. Chodzi o znaczenie metafizyczne: dotykamy tu naj­istotniejszych elementów wydarzenia Sakramentu Pokuty. Inaczej nie da się zrozumieć Sakramentu i właściwie wyjaśnić poruszanej tematyki.

 

Jeżeli kapłan faktycznie obraził, to sprawa jest horrendalna, ale w miarę prosta do rozwiązania. Jedynym wyjściem staje się droga pokuty i szukanie przebaczenia ze świadomością, że Jezus poniewieranych ma­luczkich traktuje szczególnie blisko. Spowiednik winien więc w takim przypadku czym prędzej się pogodzić. Niemniej pamiętać należy, że owa jednoznaczna konieczność poważnego nawrócenia idzie po słowie "jeżeli"7. Czy zaś faktycznie dokonano obrazy, która potrzebuje radykalnego kroku restytucji, to zależy między innymi od tego, czy i na ile dane działanie było zanurzone w Chrystusowym osądzie i interakcji Jezusa z penitentem. Poza tym na ile przez spowiednika docierało do penitenta działanie Zbawiciela, który nawet wołając: groby pobielane (por. Mt 23, 27), nie obrażał, bo był w prawdzie.

 

Odniesienie do Jezusa pozwala mówić o odwadze sięgania po brutalne sformułowania i obnażania z szat, co może mieszać się z odzieraniem z godności i obrażaniem. Im bardziej kapłan potrafi się odnaleźć w słowach Jana Chrzciciela: "ja mam się stać małym" (por. J 3, 30), im bardziej staje się narzędziem Jezusa, tym bardziej ocena obrazy mieści się w ocenie in­terakcji Jezus - grzesznik, a nie w ocenie interakcji między jednym czło­wiekiem a drugim: spowiednikiem i penitentem. Może się więc zdarzyć, że w sytuacji, która biorąc pod uwagę interakcję człowiek - człowiek, byłaby jednoznacznie obrazą, w interakcji zachodzącej podczas spowiedzi nie zostanie tak sklasyfikowana przez penitenta, a nawet nie powinna być tak sklasyfikowana. Znane przykłady brutalności, a przynajmniej bezkompro-misowości, świętych, którzy potrafili być tkliwi dla grzesznika, zdają się potwierdzać tę tezę, przy całej świadomości, że należy się do niej uciekać bardzo ostrożnie, gdyż pycha łatwo pchać będzie do pomyłki.

 

Ujmując zaś rzecz od strony penitenta, który przeżywa jakąś sytuację obrażenia podczas spowiedzi, zalecane jest, by najpierw zapytał siebie, czy rzeczywiście był to policzek, a jeśli tak, czy nie był to "policzek" od Boga, obj awienie prawdy. Jeśli pytanie to spada na penitenta jeszcze podczas trwania spowiedzi, można je zadać także spowiednikowi, którego postawę tak źle się odbiera. Zwróci to uwagę kapłana na fakt, że jest źle odbierany, może wbrew zamiarowi. Jeżeli jednak na drodze owych pytań sytuacja nie zostanie wyprostowana, w gruncie rzeczy lepszym rozwiązaniem może być nawet odejście penitenta od konfesjonału w trakcie spowiedzi.

 

Po zakończeniu nieszczęsnego zdarzenia dobrze będzie zwrócić się ze swoimi pytaniami do innego spowiednika lub osoby doradzającej. Można je także samemu uczciwie rozważyć przed Bogiem. Rozeznając sytuację post factum, warto zastanowić się, czy nie lepiej będzie, mimo faktycznej obrazy, dla dobra Kościoła i Sakramentu Pokuty, od razu dobrodusznie przebaczyć, bez egzekwowania sprawiedliwości. Oczywiście jest to łatwiejsze, gdy padnie prośba o przebaczenie. Owa "egzekucja sprawiedliwości" to jednak jak najbardziej właściwa forma reakcji, na przykład przez odniesienie się do odpowiednich przełożonych kościelnych. Niepodejmowanie kroków obrony przed niesprawiedliwością jest zatem aktem dobrej woli, miłości, a nawet miłosierdzia.

 

Wspieranie ofiary, która została obrażona, oznacza koncentrację tylko na osobie szukającej pomocy u kapłana, łącznie ze wsparciem, by poznała ona perspektywę obrony sprawiedliwości, która jej się należy. Dopiero później może nastąpić odstąpienie od egzekucji w imię jeszcze pełniejszego uczestnictwa w tajemnicy Zbawienia. Także obrażający może podejmować działania, jeżeli będzie mieć odwagę stanąć w prawdzie, już w trakcie spo­wiedzi albo - jeśli będzie miał możliwość - przez nawiązanie do tej sytuacji po spowiedzi. Dzięki odważnemu nawróceniu wraca pod działanie Jezusa Zbawiciela i tą drogą może dokończyć swoje kapłańskie zadanie.

 

W prowokacji czy obrazie wyjściem Zbawcza moc Chrystusa

 

W tym miejscu warto choćby krótko odnieść się do błędów, jakie może popełnić penitent. Gdy uznaje się on za obrażanego, należy rozważyć, czy nie cechuje go nadmierna obraźliwość, która prowadzi do błędnego ukształ­towania emocjonalności i/lub sumienia. Wpływ na to ma przede wszystkim walka antychrysta, niemniej często podsycana przez media8. Oby w takiej sytuacji penitent zdołał poddać się działaniu Ducha Świętego, Anioła Stróża i pedagogii kapłana. Trzeba jednak pamiętać, że także zły duch intensywnie wówczas walczy i może zaistnieć sytuacja nieprzezwyciężalna.

 

Kapłan podejmując dalsze działania, także przy uwzględnieniu swoich emocji - powinien być nastawiony na podstawowe dobro Sakramentu, by doprowadził on do pojednania. Może konieczne będzie - o ile nie chodzi o ważność spowiedzi - "obniżenie mocy ewangelicznego działania" lub odłożenie rozgrzeszenia, w taki jednak sposób, który zachęci do powrotu do spowiedzi, gdy dyspozycja penitenta będzie pełna. Nieraz bowiem to wówczas rodzi się u penitenta poczucie bycia obrażonym, a nawet próby obrażania spowiednika czy gwałtownego nań "natarcia".

 

Kolejnym bardzo istotnym elementem do wyodrębnienia przy analizie w tym punkcie jest też moment, w którym penitent aktualnie znajduje się na swojej osobistej drodze rozwoju: czy i na ile jest w stanie zrozumieć ozdrowieńczą prowokację; czy nie ulegnie podszeptom złego ducha, by taką prowokację ocenić jako niegodziwą obrazę i mowę nienawiści; czy jest w stanie nie ulec propagandzie, "życzliwie podanym środkom trującym", jak choćby opinia popierająca go i buntująca, by bronił swej "godności", nawet jeżeli sumienie wręcz krzyczy, że podany mu osąd był prawdziwy.

 

Powyższe rozważania ułatwiają też, już w odniesieniu do istniejących realiów zestawienia obraza - Spowiedź, ukazanie jako niezbędnej odwagi stawania w prawdzie w powiązaniu ze zbawczą mocą Jezusa. Prowadzi to w sposób naturalny także do ukazania pewnego istotnego rozgraniczenia tematycznego, które łączy się z tą odwagą, niemniej dotyka również zdolności do przeprowadzenia penitenta do wzrostu, choćby drogą bo­lesnej konfrontacji. W miarę faktycznego umiejętnego włączania się w działanie Zbawiciela spowiednik niejako zyskuje coraz szerszy "mandat" do działań ostrych, które mogą mieć znamiona obnażenia czy poniżenia. Sprawdzianem jednak jest tu przede wszystkim to, na ile jest to kapłański udział w dziele Zbawienia, to znaczy w dźwiganiu Krzyża.

 

Mieści się w tym gotowość ponoszenia ciężarów często nawet większych niż zadawany ból, czego przykładem może być przywoływany już wcześniej św. Jan Vianney. Na pytanie o zadawane przez niego lekkie pokuty odpo­wiedział: "Mój drogi, oto moja recepta: zadaję im małą pokutę, a resztę sam za nich dopełniam"9. Gotowości do ponoszenia ciężarów towarzyszyć też będzie praktyka pytania samego siebie: "Co odpowiem na Sądzie Zba­wicielowi, który tak bezbronnych jak penitent w spowiedzi zwykł jedno­znacznie brać w obronę?". Nie może wszakże udziałem w misji Zbawiciela, nawet przy gotowości podjęcia umartwień, zasłaniać się kapłan, który de facto chce poniżyć penitenta, a wywyższyć siebie.

 

Nadto konfrontacja ta może zbliżać się do świadomej obrazy, ale nie może nią być w sensie ścisłym, jako odarcie z godności - tak jak sam Jezus czynił, choć u Niego to rozgraniczenie, z racji bycia Bogiem, przebiega inaczej. To, co ewentualnie więc w działaniu spowiednika można by rozważać jako swego rodzaju poniżenie i upokorzenie penitenta, nie może płynąć od osoby spowiadającego, lecz wprost z Ewangelii. Tu więc jest chyba istota postulowanego rozgraniczenia. Wobec powyższych uwag można zatem posłużyć się takim schematycznym ujęciem: "Konfrontacja, prowokacja - tak, ale bez świadomej obrazy".

 

W jakimś sensie wracamy więc do intuicyjnych pierwszych reakcji, które każą uważać zestawienie obraza - Spowiedź za absurd. Czasem za­chowanie właściwego rozgraniczenia, by była to skuteczna prowokacja, ale nie obraza, jest sprawą niemal intuicji (by tak nazwać ewangeliczną miłość). Nieraz granica przebiega przez pół sekundy, gdy za długo trwa zawieszenie głosu przy twardym sformułowaniu, przez co przekracza się granice "dozwolonej prowokacji"; nieraz będzie to pół tonu różnicy w wysokości głosu; czasem ukryje się w rodzaju dołączonego uśmiechu. Nie są to jednak rzeczy całkiem nieuchwytne. To komunikowana miłość decyduje o tym, że coś nie jest karykaturą i bezczeszczeniem świętości, lecz naprawdę ozdrowieńczym objawieniem.

 

Z powyższego powinno też wynikać, że tym bardziej zawieszalna jest ocena czynników zewnętrznych. W niektórych wypadkach, choć roszczą sobie takie prawo różne zewnętrzne czynniki i służby państwowe, jest to sytuacja w ogóle nie do przyjęcia. Wracamy do konstatacji z początku artykułu: przy okazji porażki Kościoła w sprawie pedofilii i skuteczności kościelnych środków naprawczych pojawia się walka, by wydrzeć Koś­ciołowi jurysdykcję i tą drogą odwrócić sytuację: uczynić nadrzędność sądów władz doczesnych i społecznych nad mandatem sumienia i Kościoła w życiu społecznym podległym osądowi moralnemu sumienia. Warto uświadomić sobie ten wymiar, także w dyskusjach toczących się na temat pedofilii, ale też na temat pożądanej formy (reformy?) Sakramentu Pokuty. Trzeba zdawać sobie sprawę, że tocząca się walka Królestwa Chrystusa ze światem antychrysta może oznaczać również państwowe środki przymusu, by wpychać społeczeństwo w sytuacje niszczące ducha chrześcijańskiego.

 

I tak oto - od zaskakującej może strony - dotarliśmy do tytułu artykułu. W przypadku sumień niektórych osób przychodzących do Sakramentu Pokuty, które nie chcą przyjąć zbawczej prowokacji i gotowe są nazwać ją obrazą, jak również w sytuacji na przykład przywoływanych werdyktów sądowych skazujących za obrazę, gdy głosi się Ewangelię, spowiednik - de­likatnie, powtarzając jedynie sformułowania Biblii i włączając się w dzieło Zbawiciela, który wydał się na śmierć, by nas ocalić - powinien podjąć "obowiązek obrażenia", nawet jeżeli tak to, już bez cudzysłowów, będzie osądzone.

 

Pozostaje wszakże ufać, że spowiednikom nie braknie odwagi i jasności osądu przy podejmowaniu swej posługi, tak że nie tylko unikną sytuacji poniżenia penitenta, lecz wręcz - czasem za pomocą zbawczej prowokacji - spełnią swą misję uczestniczenia w działaniu Zbawiciela podnoszącego nędzarza i przywracającego mu życie.

 

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach Życia Duchowego 83/2015

 

Piotr S. Blajerowski SJ - posługuje w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Opublikował: "Siedem stągwi przemiany".

 

[1] Autor stosuje duże litery w kluczu osobistego szacunku.

[2] Por. S. Witek, Duszpasterstwo w konfesjonale, Poznań 1988, s. 197.

[3] Św. Jan Maria Vianney, Kazania proboszcza z Ars, Warszawa 1999, s. 170.

[4] Por. Szalony święty. Rozmowa z Marciano Morra OFMCap, "Gość Niedzielny", 26/2011.

[5] Por. A. Negrisolo, Tajemnica Ojca Pio, Kraków 2003, s. 244.

[6] Por. ‹katolicy1844.republika.pl/PRL/Bulanda.htm›.

[7] Por. J. Augustyn SJ, Konflikt w konfesjonale, "Życie Duchowe", 52/2007, s. 12.

[8] Por. dyskusję o tym, jak obraźliwy jest sam rytuał spowiedzi: ‹f.kafeteria.pl/temat/f4/rytual-spowiedzi-indywidulanej-obraza-mnie-jako-wolna-jednostke--a-was-p_5541944›.

[9] Cyt. za: F. Trochu, Proboszcz z Ars, Kraków 2009, s. 214-215.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (6)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

piecuszek 11:26:10 | 2016-04-29
Spowiednicy, a wlasciwie wszyscy kaplani nie sa przygotowani na rozmowe z osoba ktora traci wiare. Ja przestalam chodzic na religie w wieku 16 lat, ale jeszcze dwa lata pozniej poszlam do spowiedzi w nadzieji na rozmowe i rozwianie watpliwosci. Nie jestem, jak to sie czesto mowi osoba ktora odeszla od wiary bo za duzo nagrzeszyla - wlasciwie po latach ateizmu mam chyba mniej "grzechow" na sumieiu niz przecietny wierzacy.
Ale do rzeczy . Spowiedz zakonczyla sie wrzaskiem. Jak tylko powiedzialam o swoich watpliwosciach. Nic nowego, na lekcjach religii wrzaskiem konczyly sie wszelkie pytania. Teraz wiem - to reakcja osoby postawionej pod sciana. Nie ma sensownej odpowiedzi, to chce zakrzyczec rzeczywistosc. Oczywiscie na te pytania do tej pory odpowiedzi nie otzrymalam - szukalam na forach, czytalam troche literatury katolickiej. Jakies Katarzyny czy inne Anzelmy. Slepa uliczka. Sensownej odpowiedzi brak = wszystko mozna do mitow zaliczyc.

Oceń 6 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?