Kto odebrał nam radość z bycia chrześcijanami?

(fot. shutterstock.com)

Dlaczego tracimy radość z bycia chrześcijanami? Dlaczego radość życia nie jest płytkim uczuciem? I w jaki sposób zacząć cieszyć się z codziennych wydarzeń? - pisze Wacław Hryniewicz OMI.

 

Siła radości skłania do innej oceny własnego ist­nienia. Promieniowaniem swego ciepła zbliża ludzi do siebie i otwiera na siebie nawzajem. Nie jest to uczucie, które dzieli, ale uczucie, które łączy i tworzy przyjaźń.

 

Wielu chrześcijan ma dzisiaj trudności z samym rozumieniem potrzeby wyzwolenia i ocalenia własnego człowieczeństwa. Te pojęcia wydają się zbyt abstrakcyjne i nieżyciowe. Może należałoby myśleć o zbawczym dziele Jezusa również jako o przywróceniu radości i wewnętrznego pokoju w samej głębi jestestwa człowieka?

 

Nieprzypadkowo Nowy Testament często łączy radość z pokojem. Codzienne doświadczenie uczy, że odczuwamy radość wówczas, gdy potrafimy pogodzić się sami ze sobą, pojednać z innymi i z Bogiem. W przeciwnym razie przytłacza nas poczucie samotności i wyizolowania z życia. Radość ożywia i nadaje życiu inną tonację.


Kiedy Jezus mówił o potrzebie zmiany myślenia i nowej orientacji (metánoia), czy nie miał na myśli także nowej umiejętności patrzenia na życie? Zatroskany i przygnieciony niepowodzeniem człowiek nie ma odwagi nawet podnieść swego wzroku. Potrzeba mu nowego światła, odnalezienia motywów radości i nadziei. Radość jest swoistym wyrazem tego, co nazywamy łaską i doświadczeniem boskiego oświecenia.

 

W zaniku radości w chrześcijańskich Kościołach jest coś tragicznego. Kiedy zostaje wyparta, jej miejsce zajmuje ascetyczna surowość, daleka od ducha Ewangelii. Kiedy wypędza się z chrześcijań­stwa radość i nadzieję, staje się ono smutnym chrze­ścijaństwem, pozbawionym mądrości, równowagi ducha i wewnętrznej wolności.

 

Teologia niedająca radości jest smutna i bezpłodna. Religijna gorliwość może przybierać wówczas postać ponurego i fanatycznego dogmatyzmu, przejawiającego się wrogością do ludzi i świata, dopatrującego się wszędzie podstępu, zła i fałszu. Radość i poczucie humoru chronią przed tym niebezpieczeństwem. Są pewną formą duchowej terapii i samoobrony.

 

Człowiek obdarzony poczuciem humoru kocha świat pomimo jego niedostatków. Wolność wewnętrzna pozwala mu śmiać się również z samego siebie. Jest to jeden ze znaków zdrowia psychicznego i duchowego.


Chrześcijanin odnajduje ostateczne źródło pogody ducha w przemożnej miłości Boga, któremu zawierzył i zaufał. Radość i humor to znak duchowego rozjaśnienia, wewnętrznego promieniowania i ciepła. Chrześcijaństwo jest religią nadziei i radości - wielkiej, odważnej, sięgają- cej w nieskończoność i wieczność samego Boga. Daje ono, w moim przeświadczeniu, najwięcej motywów do pojednania ze sobą i z innymi ludźmi oraz do ostatecznego pojednania wszystkich, nawet najbardziej zbuntowanych istot, z samym Stwórcą i Zbawicielem.

 

Taką nadzieję głoszę od wielu lat, pomimo oporów i oskarżeń. To ona pozwala mi spokojnie zmagać się z chorobą nowotworową. To dzięki niej przyjąłem bez wstrząsów przed paroma laty wiadomość o swojej sytuacji.


Nadzieja jest sojuszniczką chrześcijańskiego poczucia radości i humoru, a humor - sprzymierzeńcem nadziei. Nie można utożsamić go z samym śmiechem, tak często pustym i płytkim. Humor jest szczególną postacią ludzkiej zdolności do śmiechu, znakiem akceptacji samego siebie i pojednania ze sobą. Dzięki niemu mogę odnaleźć wewnętrzny dystans wobec samego siebie i wszystkich trudności, które napotykam. To on pozwala mi wznieść się ponad samego siebie. Jest pewną formą niezależności i transcendencji wobec własnej osoby. Wiem, że to nie ja jestem ośrodkiem i miarą percepcji całego świata.


Ta duchowa transcendencja pozwala przezwyciężać wszelkie negatywy życia i współistnienia ludzi. Dzięki niej nie staję się więźniem samego siebie, wszystkich swoich ograniczeń i doświadczeń. Dzięki niej nie tracę umiejętności śmiechu i uśmiechu, pomimo niepomyślnych sytuacji i bolesnych doświadczeń. Pogoda ducha i poczucie humoru pomagają przyjmować życie takim, jakie ono jest - wraz ze zranieniami, bezwzględnością i nieprzejrzystością.


Wiele biblijnych i starochrześcijańskich tekstów tchnie wielką nadzieją i radością. Łatwiej wtedy zrozumieć, iż pozbawieni poczucia radości chrześcijanie przyczynili się do zniekształcenia orę­ dzia Ewangelii i zacieśnienia jego horyzontów. Bóg uczynił więcej, niż to pojmujemy. Ewangelia, Radosna Nowina, odsłania ogrom Jego miłosierdzia i przeobrażającej mocy Zmartwychwstania. Nie uciekajmy przedzmartwychwstaniem Jezusa! - apeluje papież Franciszek w adhortacji Evangelii gaudium (nr 3).

 

Ani niedola, ani wina, ani śmierć nie są w stanie odebrać wierzącemu ufności, że miłość Boga zdolna jest przemóc siłę zła i okazać się w końcu zwycięska.

 

Rozradowany w duchu Paweł Apostoł pisał ongiś do wiernych w Rzymie: I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co [jest] wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8,38-39 BT).


Nie można traktować Boga tak, jak gdyby był On Kimś śmiertelnie nudnym i niewrażliwym. Jeżeli jest miłością, jak o tym zapewnia dwukrotnie świa- dectwo Pisma (1 J 4,8.16), zna również to, co język ludzki określa mianem radości: jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje (Iz 62,5). Nie bez powodu przypowieści Jezusa mówią o radości w niebie i o radości u aniołów Bożych zwłaszcza z nawrócenia zagubionego człowieka (Łk 15,7.10.32).


Wizja Boga zagniewanego i karzącego wiecznym potępieniem przyczyniła się do tego, że wielu chrześcijan utraciło wiarę i stało się ludźmi niewierzącymi lub obojętnymi. Paul Evdokimov często przypominał, że tzw. teologia penitencjarna stanowi jedno ze źródeł współczesnego ateizmu. Nie każda wizja Boga budzi radość. Zdarza się taka, która może tę radość, a wraz z nią wiarę, zabijać. Waszej radości nikt wam nie odbierze - mówił Jezus swoim uczniom.

 

A jednak odbierano ją ludziom wierzącym, i to jakże często odbierano! Często odczytuję dramatyczne słowa Fryderyka Nietzschego skierowane do uczniów Jezusa: "Lepsze pieśni musieliby śpiewać, abym uwierzył w ich Zbawiciela; na bardziej zbawionych musieliby mi wyglądać jego uczniowie".

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.39

Liczba głosów:

23

 

 

Komentarze użytkowników (5)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

stos 22:59:03 | 2016-01-15
Kolejny odcinek wykładu o braku wiecznego potępienia.Niestety to jedynie przejaw myślenia życzeniowego, nie mającego nic wspólnego z nauką Kościoła. 

Oceń 8 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Amelia_Mel 18:29:55 | 2016-01-15
Dla mnie osobiście najbardziej przygnębiającym widokiem jest smutny wyraz twarzy człowieka w kościele w Wielkanocny poranek, który to wyraz utrzymuje się w najgorszych wypadkach do następnej Wielkanocy.

Oceń 9 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ames 16:20:58 | 2016-01-15
Dobrze powiedziane! Myślę, że radość odbieramy sami sobie po prostu. Dzisiejszy człowiek jest ciągle uczony, że radować to się można jak się ma z czego. No i tak cieszą nas papierki z numerkami, piątkowa imprezka albo ładna pogoda. Smuci brak pieniędzy, sobotni kac albo śnieg. Tymczasem już św. Paweł mówi dobitnie, że mamy się radować ZAWSZE i nie ma tam dopisku "jeśli macie powód".

Oceń 11 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Beniamin 10:00:33 | 2016-01-15
Bardzo mądre przemyślenia z ktorymi całkowicie się zgadzam

Oceń 16 10 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook