Sprawdźmy, czy Bóg jest silny

(fot. shutterstock.com)

Konsumpcja, pogoń za przyjemnością i skupienie na sobie wzrastają wtedy, gdy człowiek powoli wyklucza z codzienności sferę ducha i nie ma nadziei na życie z Bogiem, bądź o nim zapomina. Ta pokusa nie omija również ludzi wierzących.
 

"Zobaczmy, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk przeciwników" (Mdr 2, 17-18).

 

Na tę prawidłowość wskazuje wiele tekstów starożytnych, także biblijna księga Mądrości, z której wyjęte zostało dzisiejsze pierwsze czytanie. Ten stosunkowo późny tekst ( I wiek przed Chr.) napisany przez Żydów egipskich zawiera już ugruntowane przekonanie o życiu wiecznym i nieśmiertelności człowieka. Jest częścią Objawienia.

 

Trzeba wspomnieć, że najstarsze księgi Starego Testamentu przekazują jedynie mgliste wyobrażenie o życiu pośmiertnym. Właściwie przez wieki Izraelici uważali, że życie kończyło się na ziemi, ale zachowywali przykazania, by Bóg błogosławił im na co dzień. Dopiero z wolna dojrzewała wiara w życie z Bogiem po śmierci.

 

Dzisiejsze czytanie stawia nam przed oczy ludzi bezbożnych, którzy zaplanowali sobie okrutny test na istnienie Boga, a przynajmniej pragną wybadać, czy jest silniejszy od śmierci. Pełni cynicznej pogardy dla sprawiedliwego, chcą dotknąć go torturami, bo skoro twierdzi, że zna Boga, nic tak naprawdę mu nie grozi. Sprawdzian ma być prosty, wręcz czarno-biały.

 

Jeśli Bóg istnieje i jest silny, to powinien wybawić sprawiedliwego od bólu i cierpienia. Jeśli tego nie uczyni, mamy namacalny dowód, że Bóg to mrzonka. Autor księgi Mądrości wyraźnie podkreśla, że przekonanie, w myśl którego wierzącemu wiatr zawsze powinien wiać w plecy, a Bóg miałby być stale gotów, by ratować człowieka z każdej opresji, wywodzi się z "bezbożnego myślenia".

 

Na czym ono polega? Jego założenia księga Mądrości opisuje zwięźle w drugim rozdziale, w zdaniach poprzedzających "test" sprawiedliwego. Bezbożne myślenie zdradza pewne echa niektórych starożytnych poglądów filozoficznych: stoicyzmu, epikureizmu i hedonizmu, z którymi księga Mądrości polemizuje, przynajmniej w odniesieniu do religii.

 

Z grubsza rzecz ujmując, te trzy filozofie życia odrzucają istnienie ducha, a całą rzeczywistość sprowadzają do materii. Wskutek tego nie uznają jakiegokolwiek życia człowieka po śmierci, ale każda z nich nieco inaczej uczy, jak kształtować obecne życie.

 

Stoicy, którzy rozpoznawali pewien ład w świecie, stawiali na zdyscyplinowane życie rozumu, odrzucające wszelkie uczucia i namiętności, by po śmierci w "rozpłyniętej" bezkształtnej formie zjednoczyć się z zasadą rzeczywistości. Epikurejczycy, wyznający subtelniejszą wersję hedonizmu, promowali umiar i roztropne korzystanie z przyjemności, bo wiedzieli, że nieokiełznana przyjemność może przerodzić się w cierpienie, a przecież szukają przyjemności. W końcu hedoniści, chyba najbardziej cyniczni, za cel swoich działań obrali maksymalizację przyjemności, bez większych ograniczeń, i w tym upatrywali jedyne źródło szczęścia ludzkiego.

 

Księga Mądrości krytykuje zwłaszcza myślenie hedonistyczne, typowe także dla wielu współczesnych. Bije z niego ogromny pesymizm, brak nadziei na lepsze życie. Bezbożni są zapatrzeni w śmierć, kontemplują ją nieustannie, bo "uważają ją za przyjaciółkę" i "zawarli z nią przymierze". Są nad wyraz przejęci śmiercią, aż do bólu. Ciekawe, bo wiele ludzi czyni dokładnie na odwrót: ucieka od myśli o śmierci. Owoce tej kontemplacji są marne. Bezbożni wzdychają: "nasze życie jest krótkie i smutne; nie ma lekarstwa na śmierć człowieka. I nie wiadomo, by ktoś wrócił z Otchłani" ( Mdr 2, 1). Przekonani o  nieuchronności rozpaczliwego losu człowieka, uważają, że nikt nie może wyrwać ich ze szponów śmierci, postrzeganej nie tyle jako określony moment, lecz stan. Są z nią zlepieni na wieczność. Po śmierci biologicznej będą nadal trwać w śmierci, bez tożsamości, zamknięci w więzieniu. Bo nawet jeśli Bóg istnieje, to nic nie może zrobić. Śmierć silniejsza jest od Niego.

 

Ponieważ nie można w świecie odczytać żadnego racjonalnego planu, człowiek, życie i śmierć to dzieła przypadku i chaosu. Istnieje tylko ciało i materia, więc po śmierci nic nas nie czeka. Żaden Bóg, żadne życie, żaden duch. Wszystko się kończy, rozpada, przemija. Sam człowiek rozwiewa się jak poranna mgła: "Dech w nozdrzach naszych jak dym, myśl - jak iskierka z uderzeń serca naszego, gdy ona zgaśnie, ciało obróci się w popiół" (Mdr 2, 2-3)


Skoro tak się rzeczy mają - skoro przeznaczeniem człowieka jest wieczna śmierć, to jedyną słuszną receptą na życie wydaje się hedonizm, czyli ubóstwienie przyjemności. Tylko ona może dać człowiekowi pociechę. Trzeba więc z niej korzystać, dopóki się żyje. Dlatego bezbożni w księdze Mądrości wołają: "Upajajmy się winem wybornym i wonnościami (…) Nikogo z nas braknąć nie może w swawoli, wszędzie zostawmy ślady uciechy, bo to nasz dział, nasze dziedzictwo" (Mdr 2, 7-9).

 

Drugim zamiennikiem nadziei, której człowiek głęboko pragnie, chociaż równocześnie ją przewrotnie odrzuca, jest pokaz siły i nadużycie władzy: "Nasza siła będzie nam prawem sprawiedliwości, bo to, co słabe gani się jako nieprzydatne" (Mdr 2, 11). Wykorzystywanie biednego i uciskanie starców, wdów i dzieci, ma dać demoniczne poczucie boskości.

 

W gruncie rzeczy wiele kierunków filozoficznych to próba poradzenia sobie z tajemnicą zła i śmierci. Przyjemność może być jednym z lekarstw na zło i śmierć. Lekarstwem połowicznym, ale łatwodostępnym. Księga Mądrości nie krytykuje przyjemności jako takiej, ale intencję, z jaką się jej szuka, wzbudza i przeżywa.

 

Przyjemność może stać się świadomie lub nieświadomie namiastką nieśmiertelności, bo sprawia, że człowiek chociaż przez chwilę zapomina o swoich stresach, problemach, troskach i zmęczeniu. Daje mu to chwilowe poczucie szczęścia. Wydaje mu się, jakby nagle wyrwał się z padołu łez, ze swego fatalnego położenia. Niestety, przyjemność sama w sobie jest ulotna, trzeba ją ciągle ponawiać, bo ciągle pozostawia po sobie niedosyt.

 

Sama przyjemność jest darem Bożym i rzeczywiście, w pewnym sensie, zapowiedzią wiecznego szczęścia. Ale jeśli staje się celem ludzkiego działania, ucieczką od rzeczywistości i filozofią na życie, gotuje człowiekowi powolną zgubę. Hedonizm i epikureizm jest błędny, bo nie da się ich pogodzić z miłością ewangeliczną.

 

To miłość sprawia, że człowiek przestaje myśleć tylko o sobie, staje się zdolny do poświęcenia, także do cierpienia i straty, co z zasady nie jest przyjemne. Ale miłość jest równocześnie możliwa, jeśli człowiek nie traci z oczu swego przeznaczenia do wieczności, a przynajmniej jeśli wierzy w jakiś rodzaj wartości duchowych na tym świecie. Bo wiele osób niewierzących również potrafi kochać i brać odpowiedzialność za innych. 

 

Istnieje pewna subtelna odmiana tej pokusy. Wszyscy w którymś momencie życia doświadczamy chwil zwątpienia. Patrzymy na własną słabość, która się nie zmniejsza, a nawet narasta. Usiłujemy się zmienić, ale nam nie wychodzi. Widzimy tyle zła wokół nas, w innych, bo chaos niewątpliwie też istnieje w naszym świecie. Jako wierzący przyjmujemy sakramenty, modlimy się i po pewnym czasie odnosimy wrażenie, jakbyśmy stali w miejscu. Prosimy o coś Boga, ale mamy poczucie, że On nas w ogóle nie słucha.

 

I właśnie w takich sytuacjach może pojawić się w nas pokusa "bezbożnego myślenia":  A może wiara i Bóg to jedna wielka ściema? Może tylko mi się wydaje, że Bóg jest i działa? Może Bóg jest po prostu bezsilny? Może w wierze, Kościele i Ewangelii znalazłem sobie jakąś formę krótkotrwałego pocieszenia, które jest czystym ludzkim wymysłem, żeby było mi chociaż trochę lżej? Może sakramenty to puste rytuały, które nic nie dają?

 

Wtedy właśnie przychodzą na myśl różne inne rozwiązania, drogi na skróty. Człowiek lgnie do magicznych recept, które mają szybko poprawić jego los. Podatny jest na różnego rodzaju uzdrowicieli, którzy obiecują błyskawiczną zmianę.

 

Można patrzeć na życie z perspektywy zła i nicości - jak owi bezbożni, lub z perspektywy dobra i życia wiecznego - jak autor księgi Mądrości. To jest kwestia nie tylko poznania, ale i wyboru. Możemy się zastanowić, co jest lepsze, spodziewać się zła, nicości, pustki i trwać w beznadziei? Czy raczej widzieć wszystko przez pryzmat dobra?

 

Gdyby bezbożne myślenie było prawdziwe, to czy ludzie mimo wszystko poświęcaliby swoje siły, by tworzyć, budować, powstawać z ruin, oddawać życie za drugiego człowieka, za kraj? Czy byłoby to w ogóle możliwe, gdyby naszym końcem była nicość?

 

Jeśli w myśleniu nie pojawia się jakaś wyraźna forma życia wiecznego lub wartości duchowych, które opierają się na życiu, a nie na śmierci (nawet jeśli ktoś nie wierzy w Boga), niezrozumiała jest nierozerwalność małżeńska, wierność małżonka, księdza i przyjaciela.

 

Łatwiej też zrezygnować z podjęcia odpowiedzialności za innych na całe życie. Bez idei nieśmiertelności, życia wiecznego i przekonania o istnieniu sfery ducha, powolne dojrzewanie człowieka, pomimo trudności i oporów, traci rację bytu. Kto bowiem chciałby dobrowolnie cierpieć tylko po to, by jakoś dożyć do końca swoich dni na tym świecie, a potem zetknąć się z pustką? I nie chodzi o nagrodę za dobre życie, czy uniknięcie kary potępienia, ale o dojrzewanie do dalszego ciągu dobrego życia.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

10

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?