Dramat odmawianych modlitw i kłopot z wiarą

Życie Duchowe

Pewien mężczyzna odmawiał modlitwę wieczorną. Podszedł do niego Pan Jezus i przyglądał mu się uważnie. "Może byśmy porozmawiali" - zaproponował. "Poczekaj, aż skończę modlitwę" - odpowiedział mężczyzna.
 
Historia brzmi być może humorystycznie, lecz kryje w sobie także ów dramat, który przenika życie wielu modlących się. Dlaczego moja modlitwa jest taka nużąca, dlaczego tak mało w niej pasji i zachwytu? Co zrobić, aby nie była tylko lękliwym obowiązkiem, który nie wystarczy, aby była źródłem siły, entuzjazmu i kreatywności? Co zrobić, aby - odmawiając modlitwę - nie odmówić spotkania?


Za dramatem odmawianych modlitw kryje się często kłopot z wiarą w Bożą obecność. Czy to możliwe, że Bóg tutaj, w moim świecie, mógłby się do mnie zwrócić? Może trzeba pojechać gdzieś daleko, na świętą górę Athos, do Fatimy albo na Jasną Górę? Czy Bóg nie wybiera szczególnych miejsc i odświętnego czasu, aby przemówić do ludzkości? A może potrzeba szczególnej ascezy, jak mozolnej tybetańskiej drogi, aby dotrzeć w rejony zamieszkiwane przez Boga i zadziwić Go swoją obecnością? Ale tutaj i teraz? Moja szara i nieprzygotowana codzienność: nieposprzątany pokój, chaotyczne myśli, niewyznane grzechy, włączony telewizor w sąsiednim pokoju, biegające dzieci. Teraz i tutaj? Gdzieś słyszałem o drzwiach, przy których On stoi i kołacze, ale pewnie należy rozumieć to symbolicznie i poetycko.

Kiedyś, pośród wydarzeń codziennego życia, kobieta przy studni usłyszała słowa: Daj Mi pić! (J 4, 7). Człowiek imieniem Zacheusz nawet się nie spostrzegł i siedział z Nim przy własnym stole (por. £k 19, 1-10). Chrystus wszedł w zawikłany świat Piłata i rozmawiał z nim (por. J 18, 28 -J 19, 16). Rozpoznała Go Teresa z Lisieux i Faustyna Kowalska. Studentka polonistyki poznała Go na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.


Inkarnacyjna tendencja Ducha świętego nie zakończyła się w dniu zwiastowania czy w betlejemską noc. To, co jest tak zadziwiające w wydarzeniu chrześcijaństwa, to doświadczenie niepojętej bliskości Boga: "Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej" (Sanctus).

 

Norwidowskie przekonanie "przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie" pozostaje jednym ze śladów tego doświadczenia, które kształtuje tożsamość ludzi wiary.


Z drugiej jednak strony, człowiek nie może zagwarantować sobie prawa do bezbłędnego odczytywania Jego obecności. Nie ma klucza, dzięki któremu mógłby bezbłędnie powiedzieć: "Oto tu albo tam". Już w XVI wieku przestrzegał św. Jan od Krzyża: "Toteż dziwię się wielce, że spotyka się jeszcze dzisiaj dusze nie posiadające za cztery grosze rozwagi, które posłyszawszy w chwilach skupienia jakieś słowa, uważają je wszystkie za słowa Boże. Twierdzą, że tak jest i mówią: «Bóg mi to powiedział», «Bóg mi dał taką odpowiedź». Najczęściej oczywiście nie są to słowa Boże, lecz ich własne odpowiedzi".

 

To nie człowiek wyobraża i kreuje sobie obecność Boga pośrodku życia, lecz to On decyduje, kiedy i poprzez jaki "instrument" zagra człowiekowi swoją "pieśń nad pieśniami". Czyni to "wielokrotnie i na różne sposoby", ale to On wybrał Betlejem, to On przemówił do kobiety cudzołożnej i do Szawła, to On mówi poprzez kazanie wiejskiego proboszcza, Godzinki, popołudniowe nabożeństwo, uniesioną ponad twarzą księdza Hostię, umorusanego chłopca, cierpiącego przyjaciela.

 

Jeżeli prawdą jest, że Bóg jest tak blisko, że - tak zadziwiająco normalnie - obecny jest w naszym życiu, jak aniołowie na obrazach Jacka Malczewskiego, to dlaczego "oczy tak często pozostają na uwięzi"? W duchowości pierwszych wieków akcent zasadniczo nie był położony na szukanie woli Bożej czy "stopnie doskonałości". Podkreślano nade wszystko "czystość serca". św. Augustyn w jednym ze swoich kazań mówił: "Całe życie bracie polega na tym, aby oczyścić oczy serca, aby Boga oglądać mogły". Człowiek patrzy na świat poprzez głębię swojej wierzącej prawości i wrażliwości. Tylko ta głębia rozpozna głębię.


Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? (Łk 24, 32). Zamknięcie strefy spostrzegania do zmysłów "zewnętrznych", tego, co widać i słychać, jest okaleczeniem człowieka. To, co widzi, jest wtedy piekielnie nudne. ślepota serca jest najbardziej niebezpieczną chorobą człowieka.

 

W tradycji chrześcijańskiej pozostało przekonanie o istnieniu zmysłów duchowych, które pozwalają zauważyć głębszy, duchowy wymiar rzeczywistości. Pozostają one w istotnym związku z "czystością serca" i ukazują świat w jego prawdziwej postaci. Zmysły duchowe reaktywują się w człowieku przez spojrzenia w wierze. Jeżeli patrzę, słucham, dotykam, wierząc, że Bóg przez "wszystko może przemówić", wtedy zmysły stają się bardziej duchowe i potwierdzają mądrą intuicję wiary. A gdy odbieramy świat przez zmysły duchowe, wtedy nasza wiara staje się bardziej cielesna - uwrażliwiona na realność i codzienną konkretność.

 

Doświadczenie wiary nie musi wtedy uciekać poza banalność codzienności w daleki świat Boga, nie musi płacić za doświadczenie duchowe opuszczeniem nużącej realności swojego domu, pracy i kultury. Tu i teraz zadziwia niepojęte piękno, dobro i prawda. Można wtedy stać godzinami i wpatrywać się w kwiaty. Wydaje się, że wystarczy zapach kwitnącej akacji, aby przeżyć ten dzień. Jakie to wtedy oczywiste, że do wychowania syna o wiele bardziej konieczny jest długi spacer niż kupno komputera. Ileż piękna w ciszy, czułości, muzyce Mozarta, niedzielnej liturgii. To, o czym marzymy, za czym tęsknimy, jest tak blisko!

Wzrasta dzisiaj zainteresowanie światem mistyków - w ich życiu codzienność i Bóg pozostały nierozdzielone. W jednym ze swoich listów pisała św. Teresa z Ávila: "Niniejszym listem świadczę, jako dziś, w wigilię Oczyszczenia Pani naszej r. 1573, otrzymałam siedemdziesiąt i dwie sztuki kur; a iż tak jest, stwierdzam to własnoręcznym podpisem. Niechaj Pan nasz otacza was zawsze świętą opieką swoją i niech Boski Majestat Jego darzy was taką hojnością dóbr swoich, jaką mocną jest wam użyczyć, amen".

Droga do codziennej realności prowadzi przez modlitwę. Jej brak otwiera bramy iluzji, która codzienność maluje w szarych barwach. Obiecuje kolorową rzeczywistość, piękną i nasycającą, której jedynym mankamentem jest to, że nie ma jej "tu i teraz". Kto oddziela realność od modlitwy, traci je obie. Są one dwiema stronami tej samej rzeczywistości, podobnymi do dwóch ustawionych naprzeciw siebie luster - w każdym z nich, w niekończący się sposób, odbija się ich wzajemne piękno.

 

 

Życie Duchowe

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.82

Liczba głosów:

164

 

 

Komentarze użytkowników (38)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~marcin 1985 20:27:16 | 2014-06-26
dla niektórych frustratów, napiszę że, bóg pomaga tym któży prostują dla niego ścieżki, tzn, modlą się wytwale i szukają znaczeń zmieniających ich na tę drogę która jest zbawienna, nic ująć, może coś dodać, proszę bardzo...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~andy 07:14:03 | 2013-07-16
Gdybyś był kobietą to wymodlilibysmy ci za to zwątpienie wszystko co najgorsze, ale że jesteś mężczyzną, przyjmiemy cię z otwartymi ramionami, jak to (katolickie) pedały
... w moim środowisku za takie teksty dostałbyś kulturalny cios w ryj, ale żeś ciota to ci wybaczam "kochasiu" :D kieł mamuta :)))))))) Dobry goguś jesteś.

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Kieł Mamuta 01:59:47 | 2013-07-16
Gdybyś był kobietą to wymodlilibysmy ci za to zwątpienie wszystko co najgorsze, ale że jesteś mężczyzną, przyjmiemy cię z otwartymi ramionami, jak to (katolickie) pedały.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~andy 00:31:57 | 2013-07-16
Boga nie trzeba uzasadniać. Bóg jest niezależnie od Toich uzasadnień. Ja jestem dowodem na Jego istnienie. Trucker nawet nie wiesz jak jesteś mi bliski. Dziś w nocy będę się modlił za Ciebie, to dziecko i jego matkę. Bardzo bym chciał, abyś życia nigdy już nie kojarzył z bólem. To nie jest normalne, że młody człowiek tak gada, że jest zgorzkniały i smutny. Jeśli to nie problem obejrzyj ten film. Jakiś czas temu dzięki niemu znowu coś poczułem http://www.youtube.com/watch?v=LmokzlrsH3s

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~trucker filozof 23:36:52 | 2013-07-15
Idę spać, dobranoc.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~trucker filozof 23:34:02 | 2013-07-15
Do "gdzie jest Bóg". Boga nie ma i nie robi dla człowieka nic. 

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~trucker filozof 23:33:22 | 2013-07-15
Z resztą widzisz, to wszystko jest kompletnym chaosem. Życie jest chaosem, nawet, jeśli człowiek stara się je sobie ułożyć. Widzisz, ja jestem z wykształcenia mgr. filozofii, a pracuję jako kierowca tira. Nie narzekam, bo to kocham i jest to moja pasja. Jedynym, co łączy filozofię z jazdą jest przestrzeń - przestrzeń w sensie fizycznym i przestrzeń dla myślenia. Kiedy jeszcze wydawało mi się, że mam w sobie wiarę w Boga i wysłuchuje on moich modlitw, myślałem, że Bóg łączy wszystko w jakąś harmonijną całość. Teraz, kiedy nie wierzę, wiem, że to człowiek próbuje za wszelką cenę z chaosu rzeczywistości ulepić jakąś spójną bryłę, bo bezład życia sam w sobie jest czymś bolesnym. Stwierdziłem sięc, że jedyne, co mi pozostaje, to pogodzić się z tym bólem. Z bólem życia, w którym nie ma Boga.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~gdzie jest Bóg? 23:30:39 | 2013-07-15
To gdzie jest Bóg i co robi? Po co się głosi, że dla każdego człowieka chce jego dobra i szczęścia, jeśli nic nie czyni by to dobro i szczęście mu zapewnić?
Pewnie,  można powiedzieć: "to nie Bóg przejechał dziecko, to nie Bóg wywołał wojnę, to nie Bóg sprawił, że ktoś umarł na raka, to nie Bóg ... itd"
Ale wobec tego Co Bóg robi dla ludzi? Wygląda na to , ze nic.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~trucker filozof 23:25:35 | 2013-07-15
Owszem, nie byłem nigdy chrześcijaninem, ponieważ uważam, że Boga nie ma i nie da się uzasadnić. Kiedy ktoś mówi mi "Bóg", nie czuję i nie rozumiem kompletnie nic. To tak jakby mówił: "Omnipompołek". A kiedy ktoś do tego mówi mi: "Uwierz w Boga", to tak jakby mówił: "pultalkuj w Omnipompołka", bo kompletnie nie pojmuję, nie czuję i nie rozumiem, co oznacza słowo: "wierzyć" w tym kontekście, czyli jako "wiara" (pikołońła). Przeczytałem kiedyś na jakimś katolickim forum, że Bóg wysłuchuje naszych modlitw i dla tych, którzy w niego wierzą, ma wspaniały plan już w tym życiu. W przypadku kilkulatka rozerwanego przez blachy nie miał. Osobiście bardzo pragnął bym, aby za chmurami żył jakiś wszechpotężny Łaskawca, który sprawia, że życie jest szczęśliwe, a kiedy już przeminie, to zmartwychwstaniemy i będziemy jeździć w jakimś niebie bezpiecznymi samochodami po bezpiecznych szosach, żyjąc wiecznie i bez cierpienia. Jest to jednak głodna wizja, bajka, rodzaj myślenia życzeniowego, które nie stanowi żadnego kryterium uprawomacniającego nas do przyjęcia, że taki byt istnieje. W sensie logicznym jest to błąd. Argument, że ów Bóg wymyka się wszelkiej logice jest nie do przyjęcia, ponieważ to wina Omnipompołka, że stworzył nasze umysły takie, a nie inne i teraz każe nam w niego pultalkować. Najwyższy szaman katolików powiedział ostatnio, że sceptykom cuda się nie dzieją. To tak jakby twierdzić, że tym, którzy nie pultalkują w Omnipompołka, pymparamtymty się nie zdarzają. Tak więc nie wiem zupełnie, o co temu szamanowi chodzi.

Oceń Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~andy 23:07:53 | 2013-07-15
@trucker^ jakie inwektywy trucker?  Ja mówię ci prawdę, że po tym zdarzeniu z transportu nie zrezygnowałeś tylko z Boga. Ja twierdzę, że byłeś i pozostałeś dobrym truckerem, ale nigdy nie byłeś na prawdę chrześcijaninem. To nie Bóg przejechał to dziecko, tylko człowiek w samochodzie taki jak ty. Jakim prawem Boga oskarżasz o ten wypadek? Ludzie wsiadają do auta i podejmują ryzyko i Ty zawodowiec powinieneś o tym wiedzieć najlepiej. Bóg nie stworzył czowieka aby wytzymał 90km/h, a tam pewnie było dużo więcej (przy czołówce). Co ty myślałeś, że Bóg miał tych ludzi złapać i posadzić delikatnie na łączce? Takie rzeczy się dzieją trucker i to codziennie. Nikt przez to nie przestaje jeździć autem, chyba że ma fobię. Ludzie odchodzą z tego świata i jakie to ma znaczenie czy ładnie czy brzydko, ważne że oni już umarli. Ty się zastanów czy dobrze przemyślałeś co chcesz robić po śmierci, bo jak mówi święta wiara katolicka czeka cię tam wieczność z Bogiem czy bez. Wybrać musisz teraz. Co do psychologa, to już ktoś ci tam radził, ja myślę że prędzej czy później się z tym będziesz musiał zetknąć, bo wrażliwy facet jesteś i samo to z ciebie nie wyjdzie. Są dobrzy chrześcijańscy psychologowie z Persona Humana, sam przeżyłem tragedię w życiu i polecam ;)

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook