Dlaczego nie powinnaś być kochanką mojego taty

Miłujcie się
(fot. shutterstock.com)

Sprawa jest jasna i oczywista, bo przecież Pan Jezus jasno mówi na temat nierozerwalności małżeństwa. Nie może być dwóch zdań: związek małżeński jest święty i nierozerwalny. Niestety w dzisiejszych czasach wielu nie chce respektować prawa Bożego.

 

Chcę zacząć od tego, że do nikogo nie żywię urazy, wszystkim z serca przebaczyłem i mam nadzieję, że te osoby również wybaczyły lub wybaczą mi wszystko, w czym zawiniłem lub zbłądziłem. Piszę to świadectwo jedynie po to, by ostrzec mężczyzn i kobiety niszczących święte więzi małżeńskie przed tym fatalnym błędem. Jestem przekonany, że gdyby obecna kochanka mojego taty nie weszła z nim w związek, życie całej naszej rodziny wyglądałoby zupełnie inaczej.

Pamiętam, że w dzieciństwie tata był dla mnie wszystkim. Zawsze czekałem, aż wróci z pracy, żeby się mu rzucić na szyję i obojętnie jak, ale żeby spędzić z nim trochę czasu. Zazwyczaj kończyło się tak, że ja oglądałem film w telewizorze i co 10 minut budziłem tatę, który zasypiał obok mnie ze zmęczenia. Przez cały tydzień pracował od rana do późnego wieczora, co wywoływało we mnie jeszcze większą tęsknotę, i tym bardziej ceniłem sobie czas spędzony właśnie z nim. Brałem z niego przykład tak często, jak tylko mogłem. Przykładowo jeżeli on jadł obiad z garnka, to ja też chciałem tak samo; jak on pracował na komputerze, to stałem za nim i podpatrywałem jego ruchy. Dosłownie wszystko chciałem robić tak jak tata. No może z wyjątkiem nauki i porządku w pokoju... Oczywiście, tata stosował również pewien system kar i nagród, którego dziś już dokładnie nie pamiętam. Wiem tylko, że ja byłem traktowany bardzo ulgowo, bardziej niż moja siostra. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że moje dzieciństwo było bardzo spokojne… do czasu, aż wszystko się posypało. Mniej więcej gdy miałem 9 lat, dowiedziałem się, że taty koleżanka, z którą często jeździmy na wakacje, to nie tylko koleżanka, ale, jak stwierdził - osoba, w której jest zakochany. Moja siostra wiedziała o tym już wcześniej i pewnego razu nie wytrzymała, i strasznie się na tatę wkurzyła. Ja byłem albo za młody, albo zbyt zapatrzony w ojca, żeby mu powiedzieć: "Wybij to sobie z głowy. Żona to nie gadżet, który można zostawić albo wymienić". Tak się stało, że po jego krótkim wyjaśnieniu sytuacji powiedziałem, że go rozumiem. W rzeczywistości nie miałem pojęcia, co się naprawdę dzieje z naszą rodziną. Stałem się rzecznikiem zła przeciwko skrzywdzonej mamie i siostrze.
 
Zaczęło się prawdziwe piekło... Codziennością stały się u nas hałaśliwe kłótnie rodziców, o których z siostrą chcieliśmy jak najszybciej zapomnieć. Mama wiedziała, że tata ma kochankę, i nie mogła się z tym pogodzić. Spokojna rzeczywistość i nasze dzieciństwo zaczęły się walić... Chowaliśmy się z siostrą w pokoju i czekaliśmy, aż rodzice przestaną się kłócić. Kończyło się zazwyczaj tak, że tata wpadał do naszego pokoju i mówił do mamy: "Chodź, zobacz, jak przez ciebie dzieci się boją!". Jak gdyby to mama dążyła do zniszczenia naszej rodziny!

 W końcu mama nie wytrzymała i kazała mu się wynosić. Spakowała ojcu walizki i kazała mu się wyprowadzić do jego rodziców. Nie miałem zamiaru na to pozwolić. Mama chciała, żeby tata, który był dla mnie autorytetem i wzorem, się wyprowadził. Nadal nie rozumiałem krzywdy, jaką on wyrządził mamie, a siostra z mamą nie rozumiały, jaki to dla mnie był ból, kiedy czułem, że tracę najbliższą mi osobę. Ludzie często pytają: gdzie jest Bóg, kiedy go najbardziej potrzeba? Odpowiedź jest prosta: wszędzie, a w takich sytuacjach szczególnie blisko Ciebie. Niestety, jeżeli nie chcesz Go znać i nie respektujesz Jego przykazań, to Bóg musi uszanować Twoją wolną wolę. Jedyne, co może zrobić, to cierpliwie czekać, aż wezwiesz Go na pomoc.

 Jeszcze przed tymi wydarzeniami nasza rodzina wydawała się wierząca. Chodziliśmy wszyscy w niedzielę do kościoła i uczestniczyliśmy we Mszy św. Tata był pierwszym, który przestał chodzić w niedzielę do kościoła. Tłumaczył to nadmiarem pracy, ale bardzo możliwe, że chciał ukryć fakt, że spędza czas ze swoją kochanką. Następna była moja siostra. Ja z kolei wcześniej już przyczyniłem się do podłamania wiary mojej mamy, wychodząc zapłakany z konfesjonału zaraz przed moją pierwszą Komunią św. Moje słowa zdenerwowały księdza proboszcza, który w czasie spowiedzi zaczął na mnie krzyczeć tak, że cała klasa słyszała. Po odejściu od konfesjonału powiedziałem mamie, że "już nigdy tutaj nie wrócę". Później, gdy rodzice się rozstali, również my z mamą przestaliśmy chodzić do kościoła.
 
Na tak przygotowanym gruncie tragedii, kłamstwie, zdradzie, braku Boga w rodzinnej relacji zacząłem budować inne życie, oparte na niewłaściwych autorytetach. Zaowocowało to brakiem szacunku do mamy, siostry, lenistwem, nadmiernym egoizmem w relacjach z innymi ludźmi, przeklinaniem co trzecie słowo, popadaniem w nałóg oglądania pornografii i samogwałtu, a w końcu współżyciem przedmałżeńskim.

Tutaj można by zadać pytanie: co może powiedzieć rodzic dopuszczający się zdrady swojemu dziecku o niewspółżyciu przed ślubem? No właśnie nic - albo to, co ja czasem słyszałem: "tylko pamiętaj, żeby się zabezpieczyć"...
 
Każdy mój związek z kobietą kończył się porażką. Każdy oprócz tego, w którym obecnie się znajduję. Kiedy odkryłem, że wszystkie moje nieszczęścia wynikają z braku zaufania Jezusowi i z nieprzestrzegania przykazań Bożych, moje życie się zmieniło. Dziś jestem szczęśliwym mężem kochającej żony i postanowiłem, że nie będę budować relacji małżeńskiej, ani żadnej innej relacji, bez Pana Boga w moim życiu. Po prostu się nie da zbudować nic dobrego bez Jezusa. Małżeństwo to relacja męża z żoną i ich obojga z Panem Bogiem. Po to małżonkowie sobie ślubują "miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że się nie opuszczą aż do śmierci", bo jest to wspólna decyzja o podjęciu ciężkiej pracy prowadzącej do szczęścia. Działanie złego ducha polega na tym, że podsuwa on "łatwe" rozwiązania w najtrudniejszych momentach życia, a potem się okazuje, że dzieje się jeszcze gorzej. Opuszczenie mojej mamy przez tatę było właśnie taką ucieczką od problemów i niewygody oraz pogrążeniem się w egoizmie. W rzeczywistości i tata, i jego kochanka wybrali trwanie w grzechu ciężkim, skazując się na potępienie, ale oni kompletnie nie zauważają tego, że pustki, która powstaje z powodu braku Bożej miłości, nie da się zastąpić pieniędzmi lub wyjazdami, poszukiwaniem nowych wrażeń i atrakcji. Myślę, że gdyby dziewczyna, z którą tata odszedł, wiedziała, ile zła nam wszystkim wyrządziła, poszukałaby sobie innego mężczyzny i założyła normalną, kochającą się rodzinę. Bo przede wszystkim zburzyła swoje własne relacje z Bogiem i weszła w grzeszny związek, odciągając od Boga również mojego tatę. Następnie zabrała mamie męża, z którym ona jest związana sakramentalnie i z którym razem wychowywała dzieci, i budowała swoje życie.

Mama została zdradzona, poniżona, jej uczucia zostały zdeptane, jej zaufanie zburzone... Musiała budować dalsze życie bez męża, z poczuciem krzywdy i goryczy. My z siostrą zostaliśmy pozbawieni ojca - człowiek, który był dla mnie największym autorytetem, zdradził nas wszystkich, dając mi najgorszy z możliwych przykładów do naśladowania... Bardzo kocham swoich rodziców i pragnę, żeby byli znowu razem.

Cudzołóstwo jest grzechem, który burzy wzajemne relacje całej rodziny i przynosi mnóstwo cierpienia. Czy można zbudować szczęście, niszcząc życie kilkorga ludzi? Niestety, o tym kochanka mojego taty nie pomyślała…

Nawet dzisiaj, po wielu latach, kiedy sam jestem odpowiedzialnym mężem, odczuwam bolesne skutki rozbicia naszej pierwotnej rodziny. Wiem, że czeka mnie jeszcze ciężka praca, aby się pozbyć wszystkich złych nawyków i skłonności; gdyby mój tata zerwał z kochanką i powrócił do mamy, byłoby mi znacznie łatwiej. Przecież to, co małżonkowie wnoszą do swojego małżeństwa, jest w dużej mierze tym, co każde z nich wynosi ze swojej własnej rodziny.

Gdyby nie ludzie, którzy się za mnie modlili, i gdyby nie wielka miłość Boga w moim życiu, moje małżeństwo alboby nie istniało, albo rozpadłoby się równie szybko, jak wszystkie moje poprzednie relacje.

Zniszczyć rodzinę można bez trudu w ciągu kilku dni, a nawet kilku godzin. Aby coś zbudować, potrzeba wielu lat i cierpliwości, i wysiłków. Trwające w rodzinie cudzołóstwo znacznie utrudnia budowanie normalnych relacji - i właśnie dlatego nie powinnaś być kochanką mojego taty.

 

Źródło: Dlaczego nie powinnaś być kochanką mojego taty

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.68

Liczba głosów:

40

 

 

Komentarze użytkowników (51)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

martete20 00:21:52 | 2018-06-09
Chcę tylko szybko poradzić każdemu, kto ma trudności w jego związku z kontaktem z Dr.Agbazara, ponieważ jest on jedyną osobą zdolną do przywrócenia zerwanych związków lub zerwanych małżeństw w terminie 48 godzin. ze swoimi duchowymi mocami. Możesz skontaktować się z Dr.Agbazara, pisząc go przez e-mail na adres ( agbazara @ gmail. com ) LUB zadzwoń / WhatsApp mu na +2348104102662, w każdej sytuacji życia znajdziesz siebie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bogusia 16:39:59 | 2016-05-01
Obwinianie zdradzanych że są winne zdrady jest taką samą podłością jak obwinienie zgwałconej dziewczyny że została zgwałcona. 
Nieuczwie jest też duszpastwrtwo niesakramentalnych - utwoerdza się ich w zdradzie, przyciąga do kościoła opowiastkami że nie są odrzuceni, że ich miejece jest w kościele, zakłamuje się w tem sposób naukę Jezusa.
Owszem, Jezus nie potępiał. Ale powiedział wyraźnie "idź i nie grzesz więcej". Cudzołożników kościól nie upomina bo drży o swoją kasę. Gdyby tak było jasno mówione że cudzołożnikom wstęp do kościoła wzbroniony dopóki nie zerwą tych związków księża by wreszcie przestali żyć ponad stan. Oni mają się nawrócić, zerwać z koankiem/kochanką , naprawić zło które wyrządzili.
Kościół niestety takich głaszcze i zupełnie nie dba o tych porzuconych. Albo wręcz obarcza ich winą. Kilka ognisk Sycharu nie załatwia sprawy,zwłaszcza jak nie ma opiekuna, księdza z prawdziwego powołania, któremu by bardziej zależało na porzuconych niż kasie niesakramentalnych.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

pdy 17:26:11 | 2016-04-29
Jak widzę poziom agresji, jaki wywołują takie i podobne artykuły, poziom samozadowolenia obu stron sporu w tematach miłości i wierności małżeńskiej to:

odradzam redaktorom deonu publikowanie kolejnych świdectw - to pożywka dla złego

Oceń 2 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

to_ja 11:36:03 | 2016-04-29
Witajcie, niestety nie wszystko jest zawsze takie bialo-czarne. Jesli maz znudzil sie zona i po prostu odchodzi... to b. zle. Ale co zrobic jak jest inna sytuacja. Maz zneca sie psychicznie nad zona.. dzieckiem... oboje mocno cierpia. Maz nie chce sie leczyc. Brak mu empatii w przypadku gdy zona i dziecko zachoruje... nie troszczy sie w ogole. Nie chce isc na terapie... zadne argumenty do niego nie trafiaja. Co zrobic jak zona pozna kogos, kto nie zneca sie psychicznie... i jesli i ona i dziecko maja szanse na normalne zycie... w poczuciu bezpieczenstwa i troski....to b. trudne :-(. Z jednej strony sakrament malzenstwa.... ale zycie w ciaglych nerwach łzach ... strachu... z drugiej strony zycie w grzechu ale ... w spokoju .... co w takiej sytuacji... ??? 

Oceń 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 18:07:51 | 2015-05-09
I jeszcze drobne uwagi - człowiek, który zdradza swego małżonka i twierdzi iz jest wierzącym - kłamie.
Ktoś, kto porzuca swego małżonka uzasdaniajac to troska o dzieci z cudzołożnego zwiazku - kłamie.
A najbardziej perfidnym kłamstwem jest przypisywanie zdradzenemu małzonkowi jakijeś winy i obarczanie jej czy jego współodpowiedzialnoscią za zdradę. Nawet sytuacje poważnego kryzysu małżenskiego nie upoważniają do zdrady mażłeśkiej.

Ale jak łatwo być obecnie takim maleńkim cwanym tchórzykiem zamiast meżczyzną i wmawiac zdradzanej żonie iż jest winna zdrady.

To samo dotyczy oczywisćie kobiet, które zdradzają, bo mąż.... 

Oceń 11 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 17:56:36 | 2015-05-09
Ten list powninien byc dedykowany wszystkim tym, co tak usilnei takze i na Deonie opowiadają o "dobru" rozwodów i drugiczh, trzecich zwiazków.

Warto, aby ten list przeczytali księża, którzy prowadzą duszpasterstwa tzw. "małżeństw niesakramentalnych". Aby skończyli z próbami wybielania sytuacji rozwodników zwąc ją "sytuacja nieuregulowaną", aby skonczyli z fałszywym miłosierdziem, dając ułudę dobra rozwodu.
 
I warto zawsze pamiętać, iż skoro Bog ustanowił nierozerwalnść małżeńśtwa, to każda próba jego rozerwania bedzie złem, choć być moze niektórym wydawać sie dobrem.

Oceń 9 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~... 17:41:14 | 2015-04-30
''...Jeszcze przed tymi wydarzeniami nasza rodzina wydawała się wierząca. Chodziliśmy wszyscy w niedzielę do kościoła i uczestniczyliśmy we Mszy św. Tata był pierwszym, który przestał chodzić w niedzielę do kościoła.... Następna była moja siostra....Później, gdy rodzice się rozstali, również my z mamą przestaliśmy chodzić do kościoła....'''
W wyniku zdrady jednej osoby cierpi wiele innych, niewinnych, wszystko się rozpada: małżeństwo, rodzina, wiara.

Oceń 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zaba 08:05:40 | 2015-04-30
Nie zgadzam się z tym że winni są oboje małżonkowie. Mój były mąż miał kochankę, która przychodziła do nas do domu , jeździła ze mną na wczasy, dobra koleżanka. Był szafarzem i należeliśmy do Domowego Kościoła. Nigdy nie skarżył się , że jest mu źle, że coś nie pasuje, żeby coś naprawiać. Odchodząc z domu powiedział tylko że seks ma lepszy niż w domu i każdego dnia. Zostawił 5 dzieci. Tak bardzo je poranił. Kobieta bardzo walczyła o mojego męża, gdyby zdecydował się zostać to nie miałaby na kromkę chleba ani gdzie mieszkać. Ubierała się w ciucholandach  a teraz po trzech latach tylko cuichy firmowe, wyjazdy zagraniczne . Ona nie ma wyrzutów sumienia , że coś zniszczyła, wręcz opowiada wokoło, że uratowała życie mojemu mężowi. Teraz kiedy już minął okres zakochania zaczyna pomału dochodzić do mojego byłego mężą , że obecna żona to żadne cudo. Ma też i wady a nie tylko zalety. Mój 12 letni syn zakochany w ojcu , nie poradził sobie z jego odejściem i dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo. Jest pod kontrolą lekarzy, a ojciec twierdzi, że on dzieci nie zostawił. Pan Bóg dał nam wolną wolę, ale nie przewidział chyba jak ją będziemy wykorzystywać.

Oceń 33 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~:( 20:42:22 | 2015-04-29
to wszystko nie jest takie proste. winni są oczywiście wszyscy dorośli (małżonkowie i ten/ta  trzecia osoba) a cierpią niewinne dzieci.

Oceń 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~zdradzona żona 20:27:07 | 2015-04-29
Bardzo szczere i bardzo prawdziwe świadectwo. Powinno dotrzeć do wszystkich księży, a szczególnie zajmujących się związkami niesakramentalnymi. Bo  niestety prawda jest taka, że jesli ojciec Autora-Tomka trafił do duszpasterstwa dla niesakramentalnych to nie ma szans na spełnienie nadziei Tomka, by ojciec wrócił do jego mamy. 
Niedawno Deon zamieścił informację o spotkaniu duszpasterzy osób żyjących w związkach niesakramentalnych.Znalazła się tam szokująca  wiadomość, z której wynika, że duszpasterstwa działają na rzecz utrwalenia cudzołóstwa:
"...Duszpasterze wysłuchali także świadectwa małżeństw, które świadczą pomoc niesakramentalnym parom w budowaniu zdrowych, dojrzałych relacji i prowadzą dla nich spotkania oraz rekolekcje...''

https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,21881,spotkanie-duszpasterzy-osob-zyjacych-w-zwiazkach-niesakramentalnych.html

Już  absurdem jest stwierdzenie, że relacja cudzołożna może być "zdrowa i dojrzała", ale jeszcze bardziej tragiczne jest to, że są osoby w Kościele pomagające grzesznikom w trwaniu w grzechu i nazywają to budowaniem zdrowej i dojrzałej relacji.

Oceń 36 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook