Noc ludzi wolnych

(fot. shutterstock.com)

"W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany".

 

Wielki Czwartek (Wj 12,1-8.11-141 Kor 11,23-26J 13,1-15)

 
Pierwszy kadr z "Pasji" Mela Gibsona. Na niebie księżyc. Nie dla nastroju ani dla sentymentalnej poezji. Księżyc w pełni wiosennego zrównania dnia z nocą, czyli dnia Paschy. I zaraz potem pierwszy niezaczerpnięty z narracji ewangelicznej dialog, w którym Maria Magdalena pyta Marię "Dlaczego ta noc jest inna od wszystkich nocy w roku?" Słyszy odpowiedź: "Byliśmy niewolnikami faraona w Egipcie i (tej właśnie nocy) wyprowadził nas Haszem mocną ręką i wyciągniętym ramieniem".
 
Ta scena to streszczenie sensu paschalnego Triduum. Wraca do nas w rozpoczynającym obchody najświętszych dni czytaniu z Księgi Wyjścia. Noc, której świętowanie zaczynamy dzisiaj, także dla nas jest nocą paschalną. Nocą wyjścia z naszej niewoli. W tę noc wszystko ulega przewartościowaniu. Tak jak setki lat temu Bóg przeistoczył gromadę niewolników w naród wolnych ludzi, tak teraz liturgia Kościoła przypomni, że to nie pobożne opowiadanie z zamierzchłych czasów, ale wydarzenie, które ma się dokonać w każdym z nas.
 
On to w dzień przed męką, za zbawienie nasze i całego świata, to jest dzisiaj, jak usłyszymy w liturgii. I to "dzisiaj" brzmi w Wieczerzy Wielkiego Czwartku bardzo mocno i wymownie. To jedyny taki dzień w roku, kiedy podkreślamy, że wszystko, co robimy dzieje się teraz. To jest ta noc. Noc naszej pamięci i tożsamości. Jej wydarzenia najgłębiej określają to, kim jesteśmy jako chrześcijanie, jako dzieci Boga, a przede wszystkim jako ludzie wolni.
 
Wypada więc postawić pytanie: Jak to przejście ma się w nas dokonać? Jak Bóg chce nas wyprowadzić z niewoli? Wyjaśnień udziela dzisiejsza Ewangelia, w której Jezus schyla się przed każdym z nas, z prześcieradłem i miednicą, i każdego zapyta: "Chcę Ci umyć nogi, czy pozwolisz?" Przejmująca scena, trudna emocjonalnie do zniesienia dla jej uczestników, którzy czują się zakłopotani i skonsternowani, jest opowieścią o tym, że Bóg chce pokonać pychę każdego z nas. Konfrontacja Jego pokory z uporem Piotra jest dowodem, który znamy z codzienności życia, a który nieustannie podkreśla pomysł na samego siebie, na swoje szczęście, na wyjście z kryzysu i grzechu. Taka jest w końcu natura naszej pychy, która lubi dominować, nie zawsze będąc stroną silniejszą, wszak równie dobrze posługuje się pretensjami i żalem. Pycha - jak rak pożerający Bożą obietnicę w nas. Wpędza w najróżniejsze dziwactwa, zawziętość, upór i dumę. Łatwo rozprawia o nawróceniu, ale mocno obstaje przy swoich racjach i w gruncie rzeczy odmawia Bogu prawa do wejścia w nasze życie na Jego zasadach.
 
Jest takie wymowne zdanie z Tomasza Mertona: "Często wydaje się ludziom, że mają kochać. To prawda, lecz sednem chrześcijańskiej miłości nie jest wola kochania, ale wiara, że jest się kochanym". I to jest ogromna różnica. Bo łatwiej mówić jak Piotr, że choćby wszyscy uciekli, to nie ja, bo ja dam sobie radę, bo ja jestem inny. Łatwiej tak mówić niż przyjąć prawdę o tym, że wcale nie jesteśmy inni, ale mimo to, nawet tacy - uciekający od własnych obietnic, idący na kompromisy ze złem i wypierający się Mistrza, dalej jesteśmy w zasięgu Jego miłości i pragnienia zbawienia. Wiara, że jest się kochanym, najboleśniej uderza w pychę, która żywi się heroiczną niekiedy samowystarczalnością i lękiem przed przyjęciem jakiegokolwiek daru "Ty chcesz mi umyć nogi?" - usłyszymy dziś w liturgii. - Tego, co Ja czynię, teraz nie rozumiesz - powie Jezus. Oczywiście, że nikt z nas nie rozumie, bo pycha pragnie należności za miłość oraz bycia kochanym za coś. I dlatego wpędza nas najczęściej w stan potwornego umęczenia. W efekcie, zazdrośni o każdą minutę, uprawiając jedynie sensowne zajęcia, dochodzimy do tego, że nasze imiona mogą oczywiście znaleźć się w encyklopedii, ale nie są zapisane w księdze życia. I tak uparci zostajemy sami z rozpaczą i grzechem.
 

Ta noc, którą rozpoczynamy święta Zmartwychwstania Pańskiego, jest nocą ludzi wolnych, ale staniemy się nimi, bagatela, wtedy, kiedy przyjmiemy gest Jezusowego uniżenia i kiedy wyjdziemy poza gapienie się i "teatralną" scenę, która rozegra się przy ołtarzu, kiedy zrozumiemy, że to wszystko o mnie, o moim życiu, o moim uwolnieniu z grzechu. 

 

  

Roman Bielecki OP urodził się w 1977 roku. Ukończył prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W roku 2002 wstąpił do Zakonu Kaznodziejskiego. Ukończył teologię na PAT. Po święceniach kapłańskich w 2009 roku trafił do Poznania. Przez rok był duszpasterzem akademickim. Od czerwca 2010 jest redaktorem naczelnym miesięcznika "W drodze"

  

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

19

 

 

Komentarze użytkowników (5)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~XYZ 13:19:22 | 2015-04-04
Wolność to temat moich wielkopostnych przemyśleń. Kiedy wkońcu Pan daje człowiekowi pysznemu odczuć swoją obecność w każdej chwili, w każdej sekundzie jego życia-życie staje się udręką. Kiedy zyskujesz swiadomość i czujesz, że nic co Ciebie spotyka, co do Ciebie przychodzi z zewnątrz ale również ten wewnętrzny głos pochodzi od Niego-życie taje się udręką. Pan Bóg pozostawił człowiekowi wolną wolę (z teologicznego punku widzenia) każdy z nas wybiera w zgodzie ze sobą, swoim sumieniem-czyli... Pan Bóg nie godzi się na grzech,a jednak go dopuszcza i wchodzi w nasze życie na swoich warunkach. Dla kogoś pysznego i przywiązanego do życia doczesnego  triduum paschalne jest niedopojęcia-nie do zrozumienia, a jednak się dokonało, więc czy ja mam jakiś wybór? pewnie mam, ale chyba należało by zapytać siebie, co mam w sercu. "Miłość nie istniałaby gdybyśmy byli do niej zmuszani". Więc odnajduje sprzeczność bo rozumiem i przyjmuje, ale co innego czuje- ale wybrać i tak muszę. Co dziś odpowiem, czy stchórze? Tego nie wiem, jak św Piotr też nie wiedział. ON już pewnie wie.
Dobry tekst, sama prawda. pozdr

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 16:39:00 | 2015-04-03
Nie mam wątpliwości, że jestem i byłem przez Niego  kochany. Wielokrotnie sę o tym przekonywałem. Ale miłość do Niego, czyli chęć poznania Go, czynienia Mu dobra, przejścia z Nim przez życie, wierność, to niekiedy skrajnie trudne.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~niedźwiedź 21:30:48 | 2015-04-02
Bardzo dobre!

Oceń 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?