Grzech, ciemność, kłamstwo

Podczas Mszy świętej mówimy: „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata", ale, jak wiemy, Ewangelia Św. Jana mówi o „grzechu" świata (1, 29); w końcowym i podsumowującym fragmencie stwierdza zaś, iż Duch „przekona świat o grzechu" (16, 8).


Czym jest „grzech"? Odpowiadamy, że fundamentalnie złym postępowaniem. Oczywiście, Św. Jan wie, że istnieją również poszczególne grzechy, na przykład kiedy mówi w 20, 23; „Których grzechy zatrzymacie, są im zatrzymane", a zatem dobrze wie, iż wiele jest różnych rodzajów niewłaściwego postępowania. Niemniej jednak sprowadza je do wspólnego mianownika, ponieważ, jak wyjaśnia w 16, 8-9, ich źródłem okazuje się to jedno: „Przekona świat o grzechu... O grzechu - bo nie wierzę we Mnie". Według Ewangelii św. Jana, głównym grzechem jest to, że nie przyjmuje się Syna Bożego pośród nas, ze wszelkimi tego skutkami. Nie możemy opisywać tutaj wszystkich tych skutków, bo odeszlibyśmy od tematu naszych rozmyślań.

 

Na początku wszakże przyjmiemy za pewnik Janowe stwierdzenia; później do nich jeszcze powrócimy. W każdym razie jasne jest, że rysuje się tu również możliwość rozwiązania tej rzeczywistej trudności, która może i u was się zrodziła: że Ewangelia Św. Jana zdaje się nie wykazywać żadnej wrażliwości na grzechy społeczne, że w ogóle nie interesuje się stosunkiem do bliźnich, bo wszystko sprowadza jedynie do relacji z Jezusem, relacji absolutnie wewnętrznej, intymnej. Rozjaśnienie tej trudności nie będzie łatwe, bo szukać go trzeba z pomocą całej Ewangelii. W tym momencie przyjmijmy jednak „teleskopową" wizję św. Jana, który wszystko uzależnia od przyjęcia Słowa, Chrystusa wśród nas, i od uwierzenia w Niego.

 

Ciemność


Słowo ciemność dziewięć razy pojawia się w Ewangelii św. Jana (osiem razy jako skotia, raz jako skotos), najczęściej w sensie teologicznym. Widzimy je już w Prologu: „ciemność nie ogarnęła"; tłumaczenia się różnią: „nie ogarnęła" lub „nie stłumiła" (czyli „nie pokonała") światła. Oczywista jest w każdym razie opozycja między ciemnością a światłem; w 3, 19 staje się ona symbolem przeciwstawnych postaw ludzkich: „bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło". Te przeciwstawne postawy uwypukla się w 8, 12, w odniesieniu do Jezusa: „Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności". Raz jeszcze sprowadza się wszystko do postawy wobec osoby Słowa wcielonego.


Czym jest owa ciemność i jak można wytłumaczyć to pojęcie? Zacznijmy od stwierdzenia (co bez wątpienia jest łatwiejsze), czym nie jest. Nie wydaje się, aby Ewangelia Św. Jana rozumiała przez „ciemność" coś zewnętrznego lub makabrycznego, czy też coś właściwego samemu człowiekowi, jak pożądliwość lub namiętności. Co zatem oznaczałoby to słowo? Po prostu mrok, a więc brak światła, czyli sytuację, kiedy poruszamy się z trudem, potykamy się.

 

Rysuje się nam obraz kogoś, kto idzie ulicą i z powodu mroku nie wie, gdzie postawić krok, stawia go źle, potyka się... Doskonale to ilustrują zdania z J 12, 35: „Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła. A kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie". W 11, 9-10, w związku z tym, że siostry Łazarza posyłają po Jezusa, czytamy, że „dzień liczy dwanaście godzin i trzeba chodzić za dnia, dopóki jest światło, gdyż w ciemności nie wiadomo, dokąd się idzie". Chcąc przełożyć ową „ciemność" na nasz język, mówilibyśmy może o wewnętrznym zdezorientowaniu, czyli o stanie nieładu, kiedy to nie wiadomo, dokąd i którędy należy iść.


Wewnętrzne zdezorientowanie jest dzisiaj chyba zjawiskiem powszechnym; wśród księży występuje ono może nawet częściej niż w innych kręgach Kościoła. Takie wewnętrzne zdezorientowanie, jeśli nie chce się z niego wyjść, ale traktuje się je jako sposób życia, sprawia, że rządzą nami bezpośrednie impulsy i aktualne sytuacje, a umyka nam istota rzeczy. Przez „ciemność" Ewangelia Św. Jana rozumie zatem błąkanie się na oślep, typowe dla człowieka pozbawionego punktu odniesienia. Dlatego mówi nam Ewangelia: jeśli nie uznamy Jezusa, który stał się człowiekiem pośród nas, za ostateczny sens całej rzeczywistości, to znajdziemy się w ciemnościach, bez punktów odniesienia. A wtedy idzie się na oślep, po omacku, wpadając ciągle z jednej skrajności w drugą, nigdy nie wiedząc, co się robi i po co. Wszystkie katastrofalne skutki takiej dezorientacji streszczają się w „nieporządku działania", o którym mówi św. Ignacy Loyola.

 

Jeszcze jedno Janowe stwierdzenie wydaje się konieczne dla lepszego wyjaśnienia tego pojęcia: „Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła" (J 3, 20). Oznacza to, że ci, którzy celowo stworzyli wokół siebie zamęt, często dochodzą do punktu, kiedy nie chcą się już z zamętu wyzwolić. Piętrzą więc trudności i nie są zadowoleni z żadnego rozwiązania, ponieważ w istocie przenoszą na rzeczy i sytuacje swój brak wewnętrznej orientacji. Dlatego żadne z proponowanych rozwiązań, czy to teoretyczne, czy praktyczne, nigdy im nie wystarcza, bo w istocie lubują się w tym stanie chaosu, zdezorientowania, nieco gorzkim, nieco sceptycznym, w którym wszystko jest zawsze możliwe lub słuszne: każdy wybór zostaje w jakiś sposób usprawiedliwiony, ale nic nie staje się naprawdę ważne lub naprawdę niestosowne, niegodne, fałszywe czy błędne! Tak przedstawia się sytuacja ciemności.


Wypływa z niej następna konsekwencja, którą moim zdaniem dobrze ukazuje J 9, 4: „Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać". Kiedy zabraknie wewnętrznej orientacji, do głosu dochodzi bierność, albo wzmożone działanie, które tak naprawdę zakrywa jednak faktyczną bierność wobec istotnych spraw, bo nie umie się już odróżniać rzeczy istotnych od nieistotnych, i wszystkie uważa się za równe sobie. W takim przypadku gorączkowe mnożenie działań w gruncie rzeczy jest równoznaczne z biernością, bezczynnością, lenistwem, ponieważ obydwa te zachowania biorą się z jednakowej dezorientacji.

 

Kłamstwo

 

Podstawowymi tekstami są tutaj J 8, 44 i J 8, 55. Jak wyjaśnić to pojęcie, albo przynajmniej spróbować je wyjaśnić? Kto jest pogrążony w ciemności, w stanie dezorientacji i nie potrafi się do tego przyznać (czyli zgadza się, że w zasadzie wszystkie rzeczy się równoważą i nie ma jasnego rozróżnienia pomiędzy tym, co jest bardziej, a co mniej istotne), ten nienawidzi światła, a jego życie staje się nieprawdziwe, nieautentyczne. Żyje nieautentycznie ten człowiek, który uchyla się od najwyższej, najistotniejszej odpowiedzialności i ucieka przed nią wymawiając się pseudoobowiązkami lub prawami. I tak mija mu dzień za dniem. Ponieważ żyje nieprawdziwe, więc trawi go również zawiść wobec kogoś, kto zdaje się wieść życie prawdziwe. Dochodzimy tutaj do sedna stwierdzenia z 8, 44: diabeł jest „zabójcą ludzi" (stwierdzenie za Księgą Rodzaju i Księgą Mądrości), a to przez zawiść i w kłamstwie.


Powinniśmy prosić o łaskę odczucia w sobie nieporządku, ponieważ z pewnością zawsze coś nieprawdziwego w nas tkwi, a nawet dochodzi do głosu. Wszystkie sprzeczności w nas, na przykład między wiarą a życiem światowym, a w każdym razie wszelki brak wewnętrznej jedności, czyli wszelki brak harmonii pomiędzy pragnieniem a rzeczywistością, pomiędzy tym, czym chcielibyśmy być, a czym jesteśmy - wszystkie te sprzeczności są jakąś postacią nieprawdziwości, nieautentyczności, która niszczy nasze wnętrze. Zwłaszcza w życiu osób zakonnych spotyka się olbrzymie sprzeczności między pewnymi słowami i czynami świętymi, z jednej strony, a innymi niegodnymi postępkami z drugiej.

 

Być może właśnie w Kościele sprzeczności, nie tylko między myślą a czynem, ale także między jednym czynem i drugim, są bardziej widoczne i jaskrawe. Sprzeczności w uczuciach: przechodzenie od jakiegoś uczucia do uczucia mu przeciwnego, niezdolność do panowania nad nimi albo dostrzeżenia prawdziwej ich przyczyny. Słabość w działaniu, która rodzi się z braku pewności, z lęku przed trudnymi sytuacjami.


Jak wiadomo, bywają dzisiaj księża, którzy proszą o zwolnienie z powinności swego stanu bynajmniej nie z powodu braku wiary, ale dlatego, że nie czują się już zdolni sprostać konkretnym trudnościom. Ich dezorientacja przybrała groźne rozmiary: brakuje spójności między słowami a czynami, nie dostrzega się prawdziwych rozwiązań. Stąd ich lęk przed trudnymi sytuacjami, a nawet niezdolność skierowania własnego życia ku Bogu, i dlatego chcą zrezygnować.

 

Niewola

 

Ewangelia św. Jana nie mówi na ten temat wiele, ale podejmuje go w omawianym już fragmencie 8, 33. 34-35. Możecie zdać sobie sprawę, jak różne terminy są powiązane między sobą, jeśli odniesiecie się do 8, 34: „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu". Kto nie otworzy się na prawdziwe życie, jest niewolnikiem wszelkich codziennych okoliczności. Jeśli uważnie zbadamy nasz dzień, z pewnością odniesiemy wrażenie, że po trosze jesteśmy niewolnikami rzeczy: niewolnikami nie tylko namiętności (co może być dla nas oczywiste lub nie), ale i obowiązków, rozkładu zajęć, terminów, pośpiechu, nacisków, telefonu; i tak pośród mnóstwa spraw nie wiemy już dobrze, co robimy i dlaczego. Wiemy, co nas ponagla i czego inni od nas oczekują, ale nie zastanawiamy się nigdy, czy jest to naprawdę ważne; albo czy jest coś ważniejszego do zrobienia, czego może nikt nie robi.

 

Tak wygląda chaos (Św. Ignacy nazywa go właśnie „nieporządkiem w działaniu"), który często rujnuje naszą codzienną egzystencję i sprawia, że nasz dzień staje się udręką, dlatego właśnie, że brakuje w nim autentyczności. Kiedy zaś taka niewola rozszerza się (co zwykle zdarza się każdemu z nas) i staje się też niewolą wobec zewnętrznych, często niewidocznych czynników, jak opinia publiczna, modne idee, antypatie lub sympatie, sposoby mówienia, różne slogany - wówczas zdajemy sobie sprawę, że brak prawdziwych punktów odniesienia czyni z nas marionetki, uzależnione od mnóstwa rzeczy, które faktycznie rządzą naszą egzystencją, narzucając jej męczący i zniechęcający rytm. Nasze utrudzenie jest przy tym mało zaszczytne, bo nie wynika z zaangażowania w świadomie podjęte wybory, w ideały godne ofiary, ale z naszego uwikłania w różne mechanizmy, których działania często nie potrafimy uzasadnić.

 

Śmierć

 

Znajdujemy dla tego tematu trzy punkty odniesienia: w J 8, 24, a także w 8, 21 i 8, 51-52 oraz w 5, 24.


Wypada tutaj zwrócić uwagę przede wszystkim na 5, 24 i 8,51-52: dwa teksty, które odpowiadają sobie nawzajem. Przeczytajmy 5, 24: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia". Czym jest zatem stan śmierci? To stan człowieka, który nie słuchając słowa Jezusa i nie przyporządkowując swego życia obecności Słowa wcielonego wśród nas, prowadzi egzystencję nieprawdziwą, niewolniczą, rozdwojoną w sobie. Co pozwala nam przejść ze śmierci do życia? Wsłuchanie się z wiarą w słowo Jezusa.

 

A zatem Ewangelia św. Jana zdaje się znów wymagać radykalizmu: kiedy słowo Jezusa nie stanowi ducha naszego życia, pozostajemy w ciemności, w kłamstwie, w niewoli, w śmierci. Tylko słowo Jezusa może wyzwolić nas z tej sytuacji. Sami nie potrafimy się uwolnić; jeśli bowiem próbujemy uczynić to własnymi siłami, wpadamy w nową formę nieprawdziwości, która także jest ciemnością, kłamstwem, niewolą i śmiercią.


Jest to wizja z pewnością radykalna, bezkompromisowa: chciałoby się ją jakoś złagodzić wizją z naszego codziennego doświadczenia. Niemniej jednak warto co pewien czas rozważyć do głębi tego rodzaju wizję i zastanowić się, w jakim stopniu ona i nas dotyczy. Dostrzeżemy wówczas, że Duch domaga się, byśmy wyszli z mrocznej sytuacji, bo sam Jezus przychodzi nas wyzwolić swoim słowem i darem.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

4

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook