Wierność modlitwie

(fot. shutterstock.com)

Ludzie martwią się, kiedy nie mogą zachować pocieszeń, jakich pragną, podejmując wysiłek modlitwy. Chcą stale odczuwać Bożą bliskość, aby osobista modlitwa była przyjemna i niewymagająca.

 

Tymczasem Bóg rozwija naszą modlitwę w tempie innym, niż my chcemy, czy oczekujemy. Gdy nie akceptujemy Jego tempa, rok po roku toczy się walka. Kiedy w życiu przybywa obowiązków, zwykle jako pierwszy z codziennego harmonogramu usuwany jest czas przeznaczony na modlitwę. (Obywanie się bez modlitwy okazuje się dużo łatwiejsze, gdy pozornie wynika z niej mało owoców).


Wierność polega na znalezieniu w sobie ufności w Bożą bliskość, niezależnie od tego, czy czujemy tę bliskość, czy nie. Nadal się modlimy, bez względu na to, czy następuje odpływ, czy przypływ. Wyzbywamy się swoich przywiązań i pozwalamy działać Bogu, który zna intencje naszego serca. I to wystarczy.


Kiedy się modlimy, przekraczamy pewną granicę, wchodząc w tajemnicę. Wchodzimy z otwartością i z pewnością, że nasze życie będzie stale nabierać odcieni Świętego. Aby tak się działo, potrzebujemy okresów ciszy, czasu w ciągu naszego dnia, gdy dajemy pierwszeństwo milczeniu i samotności. Nasza kultura nie sprzyja takiej ciszy. Wręcz jest jej wroga. Stale jesteśmy pociągani to w tę, to w tamtą stronę przez nadmiernie aktywne społeczeństwo. Epoka elektroniki nęci nas ciągłym hałasem i gorączkowym, przymusowym działaniem. Jedynie przy mocnej determinacji zdołamy stworzyć przestrzeń potrzebną na codzienną, ustaloną modlitwę.


Podczas grudniowych rekolekcji w północnej Kalifornii poprosiłam obecne osoby, by wymieniły największą przeszkodę w duchowym wzroście. Wielu mówiło o "krzątaninie, dużej liczbie zajęć" i "braku czasu" jako najważniejszych przeciwnościach. Nic dziwnego. Wyzwaniem tym trzeba się zająć, jeśli człowiek ma być wierny codziennej modlitwie. Zauważyłam, że dorośli są coraz bardziej skrępowani podczas rekolekcji przy choćby półgodzinnej ciszy. Chociaż przygotowuję dla nich całą stronę urywków biblijnych, listę proponowanych pytań i działań na czas refleksji, szybko stają się niespokojni i zaczynają prowadzić rozmowy albo telefonować.


Kiedy zwalniamy tempo i wchodzimy w przestrzeń ciszy i spokoju, mniej jest barier między nami a Świętym. W ciszy stajemy twarzą w twarz z tym, co w innej sytuacji moglibyśmy przeoczyć albo czego unikać. Gdy oddajemy się okresom ciszy i samotności, coraz bardziej odkrywamy prawdę, która kieruje naszym życiem i potrafimy rozkoszować się dobrocią Ukochanego zamieszkującego w naszej duszy.


Dawna Markova, szanowana deweloper ośrodków edukacyjnych, odkryła wartość czasu sam na sam z Bogiem, kiedy postanowiła wyjechać na półroczne rekolekcje w samotności wysoko w górach Utah. To nie było łatwe. Jednak wytrwała w samotności i zyskała wizję oraz mądrość do pokierowania swoim życiem. Przez te miesiące Markova otrzymała ogromną wewnętrzną siłę, która pomogła jej ustalić i zrealizować swój cel życiowy. Pisze ona: Kiedy unikamy poznania samych siebie, kończymy, prowadząc oschłe życie bez pasji, odłączone od prawdziwego jego sensu. Gdy jednak mamy odwagę kształtować swoje życie na podstawie istoty tego, kim jesteśmy, zapalamy się, stając się naprawdę żywymi. Wymaga to wyzbycia się wszystkiego, co nieautentyczne. Jak jednak możemy poznać prawdę o sobie, jeśli nie będziemy potrafili przebywać w ciszy, w swoim własnym towarzystwie?


Większość z nas nie może sobie pozwolić na luksus półrocznego urlopu, tak jak Markova. A nawet gdybyśmy mogli, zapewne nie zgodzilibyśmy się nań z powodu wyzwania. Tyle ciszy i samotności brzmi wspaniale na odległość, lecz gdy przychodzi co do czego, takie doświadczenie może nami wstrząsnąć - spowodować lęk, nieustępliwy niepokój czy nudę. Wszyscy jednak mamy dwadzieścia cztery godziny na dobę, w których możemy znaleźć trochę czasu na ciszę i starać się spędzać go z Bogiem. Po prostu nie da się pędzić przez życie i jednocześnie spodziewać się, że znajdziemy trwały pokój i sens. Jeśli wciąż działamy i działamy, stracimy te pełne łaski okazje, by stawać się mądrzejszymi i bardziej kochającymi.


Jezus, mówiąc o modlitwie, zachęcał słuchaczy: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu (Mt 6, 6). Jezus robił to, czego nauczał. Ewangelie dają świadectwo, iż zostawiał On swoje aktywne, intensywne życie i szedł w góry, by jednoczyć się z Tym, który odnawiał Jego duchową siłę. Podobne przestrzenie komunii są konieczne także dla nas.
 

Rozważanie pochodzi z książki: Modlitwa osobista

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.77

Liczba głosów:

31

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?