Dlaczego wierzysz? - świadectwo (część 1)

(fot. jessleecuizon / Foter / CC BY)

To pytanie padło pewnego razu podczas lekkiej rozmowy ze znajomymi przy piwie. Jestem wyznawcą Chrystusa, katolikiem, działam w różnych inicjatywach związanych z Kościołem i nie ukrywam tego - wszyscy moi znajomi o tym wiedzą, więc prędzej czy później takie pytanie musiało paść.

 

Uruchomiło ono we mnie ciąg refleksji, które zmusiły mnie do odnalezienia jasnej i konkretnej odpowiedzi na to pytanie.

 

Wierzę, bo chcę. Tak wybrałem.

 

Ta odpowiedź nie przekonała wszystkich moich znajomych. Niektórzy z nich pokręcili głowami z miną w stylu "ale ściemniasz, my i tak dobrze wiemy jak było". Według nich wierzę, bo tak zostałem wychowany. Taki schemat narzuciła mi kultura, w której żyję, a ja, nie chcąc się wychylać, dałem się w niego wtłoczyć. Według nich, wiara (a raczej religia - bo to tylko pozornie jedno i to samo) jest jedynie tradycją, rodzajem "mody" i stylu bycia pokazywanego na zewnątrz. Religię dziedziczy się po rodzicach i katechetach, a indywidualna decyzja wiary dorosłego człowieka jest jedynie przyznaniem racji tradycji, a więc ślepym podążaniem za bezmyślnym tłumem pokoleń.

 

Oburzyła mnie taka ocena. Rzeczywiście, parę lat wstecz moja wiara była płaska. Dorastałem w rodzinie katolickiej, ale temat Boga był (i nadal jest) w moim domu tematem tabu, o tym się po prostu nie rozmawia; być może dlatego, że temat ten został uznany za zbyt trudny i mało życiowy. Chodziło się na Msze niedzielne "bo tak trzeba", chociaż nigdy nikt nie wytłumaczył mi dlaczego. Gdzieś w głębi przeczuwałem, że te praktyki religijne są ważne i mają jakiś ukryty sens, choć nie miałem pojęcia jaki.

 

Jednak później zacząłem dojrzewać i szukać tego ukrytego sensu. Pierwszym przebudzeniem było przyjęcie bierzmowania. Pokazano mi wówczas wielką mądrość Pisma Świętego, którym nigdy wcześniej się nie interesowałem. W tym czasie byłem też na wycieczce szkolnej w pełnym złota Licheniu. Te dwa czynniki - fascynacja Biblią i odraza dla pełnych przepychu świątyń - skierowały mnie w stronę wyznań protestanckich. Nadal chodziłem na Msze, na zewnątrz nic się nie zmieniło, ale w środku kontestowałem coraz więcej elementów Kościoła Katolickiego. Przekopywałem Internet w poszukiwaniu innych wyznań, z którymi byłbym w stanie zgodzić się w pełni.

 

Moim doświadczeniem po bierzmowaniu było osamotnienie w wyznawanej wierze. Chciałem być wierzącym, ale zewsząd spotykałem się z zupełnie nieprzyjaznymi postawami. Z jednej strony rówieśnicy, dla których wiara była staroświecką naiwnością dla moherów, z drugiej strony rodzina, dla której wiara jest czymś niezrozumiałym, w co lepiej się nie angażować, bo może się to źle skończyć. Ja byłem pośrodku tego, a że mam niepokorną naturę, tym bardziej interesowałem się religiami - na przekór wszystkiemu.

 

Osamotnienie to dało się we znaki mocniej, gdy zacząłem naukę w liceum. Wtedy to poznałem kilka osób, dla których wiara również nie była sprawą obojętną. Dzięki nim, nie bez oporów, znalazłem się w Ruchu Światło-Życie, popularnej "oazie" - a więc w miejscu, które utożsamiałem z moherową, smutną młodzieżą o charakterze sekciarskim oddającą cześć złoconym bożkom w świątyniach.

 

 

Tekst pochodzi z bloga Piotra Miśty: podroznawschod.blog.deon.pl

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

24

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Adam 07:47:08 | 2013-07-29
@Wolverane Twoja puenta jest tak samo prawdziwa jak i odwrotna. Niczego nie dowiodłeś i niczego w ten sposób nie dowiedziesz :)
A z innej beczki, jest coś takiego jak doświadczenie Boga. Oczywiście, Ty w to nie uwierzysz, ale tak jest. Powiem więcej, jeśli będziesz chciał, to doświadczysz, ale właśnie to otwarcie jest takie trudne, dużo trudniejsze niż uwierzenie w zasady rządzące tym światem (świadomie piszę uwierzenie, bo zrozumienie jest dla większości zbyt trudne, a zrozumienie z wielu dziedzin przez jednego człowieka nie możliwe). Jest nie tylko trudne, ale wiąże się z konsekwencjami, które dla wielu są zbyt trudne do przyjęcia.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Inceptive 17:29:49 | 2013-07-28
Super, ale szkoda, że świadectwo Autora rozciąga się na liceum i dalej już nie.
Liceum to jednak tylko liceum...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Xenomorph 02:33:21 | 2013-07-28
kamilius,
W sumie mądrze mówisz - KK w Europie się sypie, w Polsce jeszcze nie tak strasznie jak na zachód, ale już trzeszczy w posadach. Nie ma co wybrzydzać na wyznawców Jezusa, ale cieszyć się, że jeszcze jacyś są, nawet jeżeli modlą się kompletnie bez zrozumienia i refleksji. Grunt, że zapełniają - regularnie lub od czasu do czsu - kościoły. Liczy się sztuka. Jak na pastwisku z owcami. Trzeb dbać, żeby tyle owiec ile rano wyjdzie - wieczorem do zagrody wróciło, żeby którejś zly wilk nie zeżarł.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kamilius 13:33:09 | 2013-07-26
Uwaga: odnoszę się do całości świadectwa, którego cz. II dostepna jest pod http://podroznawschod.blog.deon.pl/dlaczego-wierzysz-2/#comment-27.

Przede wszystkim dziękuję za ważne świadectwo i głos w dyskusji na temat jakości naszej wiary. Pytanie w tytule jest fundamentalne. Zastanawiam się nad nim co jakiś czas i muszę przyznać, że nie potrafię na nie odpowiedzieć tak przekonująco jak Autor.
Chciałbym jednak podjąć polemikę z ostatnim fragmentem artykułu - również z tego względu, że zawiera on już nie tyle świadectwo, co opinię:
"Wiara bezrefleksyjna jest bezwartościowa" - byłbym ostrożny z takimi stwierdzeniami. W ciągu wieków miliony osób zapewne nie zadawały sobie sprawy, dlaczego wierzą, dostrzegając w tym zapewne tradycję uświęconą świadectwem przodków, ale i Tajemnicę, której po prostu nie da się zgłębić.
Choć zatem miewam takie zapędy, staram się nie potępiać babć odmawiających Różaniec podczas Eucharystii (absurd teologiczno-liturgiczny!), ale i takich osób, które z rzadka zaglądają do Kościoła, ale uważają się za wierzące, i szanują kryjącą się w wierze Tajemnicę. Myślę, że nad każdą (nie)wiarą Bóg pochyli się kiedyś indywidualnie i w większości wypadków będzie w stanie wydobyć wartość się w niej kryjącą, a przejawiającą się uczynionym w życiu dobrem...
Wbrew częstym - również swoim własnym - sądom skłaniam się ku przekonaniu, że katolicyzm masowy ma wiele zalet. Tworzy on rzeczywistość Kościoła, w której miejsce ma nie tylko "elita", lecz również grzesznicy ( i to nawet ci budzący zgorszenie) . Motywuje nas to z jednej strony do pokory, a z drugiej do dawania świadectwa indywidualnej więzi z Bogiem.
A jeśli "tamci" idą do spowiedzi wyłącznie ze względu na zbliżający się ślub córki - cóż, nie jest to idealna sytuacja, ale pamiętajmy, że sakrament jest łaską, i cieszmy się, że są oni nim objęci. Być może za kilkanaście lat nasz Kościół będzie miał radykalnie mniejszy zasięg...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wolverane 11:20:05 | 2013-07-24
Słabo zorientowany to Ty jesteś.
Nauka nie jest w stanie dowieść stnienia Jahwa, Chrystusa, Allaha, Mitry, Zeusa, Dionizosa i kilku tysięcy innych bogów których, wymyslili i o których mówili ludzie przez ostatni tysiąc lat. Czy to znaczy że oni wszyscy nie istnieją? Może istnieją? Może istnieje np. Zeus? A może Mitra? Dlaczego akurat Jezus? Bo ma najwięcej (obecne wyznawców). Kryteriumistnienia Boga jest ilościowe? Bo dużo religiantów w niego wierzy? Nauka nie jest w stanie dowieść istnienia krasnoludków, smoków, elfów, troli, gnomów, skrzatów. Czy to znaczy że nie istnieją?
A co do wiary naukowców w boga/bogów to polecam ten film: http://www.youtube.com/watch?v=s47ArcQL-XQ - to jest część I, ale jest też część II:  http://www.youtube.com/watch?v=6Gt4WSK_NlQ&feature=relmfu
Innymi słowy - słabo zorientowany jesteś. Argument - "nie możemy udowodnić nieistnienia boga, to możemy twierdzi, że istnieje" - jest argumentem na poiomie dziecka z piaskownicy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ladyinred 12:26:34 | 2013-07-22
Wolverane* - nauka jest w stanie dowieść tylko tego co da się zmierzyć i zbadać. A Bóg jest istotą niematerialną, niepojętą stąd teza o ubóstwie nauki, tudzież naukowych metod. Nauka  nigdy na Boga nie wskazuje? A ilu jest naukowcyw wysokiej klasy mówiących o stworzeniu przez Boga? Coś mało zorientowany jesteś...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ja 05:36:39 | 2013-07-22
Żeby katecheci wierzyli naprawdę, zupełnie inaczej toczyły by się losy młodzieży.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~koval 12:20:02 | 2013-07-21
Świadectwo zaczyna się świetnie! U mnie to samo. Rodzina niby wierząca i praktykująca, ale tylko dlatego, że "tak trzeba". Impuls po bierzmowaniu, tylko u mnie fascynacja Duchem Świętym. Potem rozeznawanie swojego miejsca w innych religiach. Trafienie do Oazy. I u mnie wtedy znalezienie Ojca oraz braci i sióstr w Ruchu Światło-Życie. 
Czekam na kolejną część świadectwa :)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wolverane 14:02:59 | 2013-07-20
Ed, nie ja to wymyśliłem.
Nauka jest w służbie Boga? A Ty długo nad tym myślałeś? A to co napisałeś jest po prostu głupie gdyż nauka nigdy i nigdzie nie wskazywała i nie wskazuje na istnienia Boga, raczej każe w niego wątpić.
Pewnie wyprano Ci mózg w kościele, więc piszesz takie pierdoły.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ed 11:31:46 | 2013-07-20
Wolverane, długo nad tym myślałeś? Może jakoś "naukowo" się do tego zabrałeś? Nauka jest w służbie Boga - nie odwrotnie, jesli uważasz, że jest tak jak napiałeś - biedny jesteś. 

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook