Przeżyłam wojnę w Syrii [WYWIAD]

Caritas
(fot. Caritas Polska)

Pani Maria wraz z mężem Syryjczykiem i córką żyją w małym, wynajętym mieszkaniu w Jordanii. Podobny los dzieli wiele innych rodzin, które uciekły z Syrii wskutek wojny.

 

O dramacie syryjskiej wojny i życiu na Bliskim Wschodzie rozmawia Marta Titaniec, kierownik działu projektów zagranicznych Caritas Polska.


Jak wyglądała wojna w Syrii?


Wojsko przyjeżdżało do naszego miasta, okradli nas. Raz byliśmy u teściów w innym mieście. O czwartej nad ranem weszło wojsko, zaczęła się strzelanina. W domu wszystko było porozrzucane. Czego nie ukradli - zniszczyli.

 

Kiedy indziej trzy razy strzelał do mnie snajper. Kula przeszła mi koło głowy. Nikt nie mógł wyjść z domu. Każdy się modlił, żeby bomba nie spadła mu na głowę. Pomagali partyzanci, jak wiedzieli, że wojsko ma wejść do miasta, ostrzegali, żeby wszyscy ludzie uciekali z miasta.

 

Po bombardowaniu naszego domu, jak tylko wyszło wojsko, partyzanci pytali czy mam chleb, czy mam wodę, lekarstwa czy czegoś potrzebuję. Wiele razy uciekałam o czwartej, piątej rano. Spaliśmy w ubraniach, bo nie wiadomo co będzie w nocy. Jeśli ktoś nie przeżył wojny - nie wie jak to jest. Wojsko Assada zniszczyło nasze maszyny, tak, żeby zniszczyć, żeby ludzie się bali. Straciliśmy wszystko. Wyjechaliśmy do Jordanii w tym w czym byliśmy. Nie mamy nic.


Jaka jest sytuacja od czasu kiedy wyjechałam? - nie wiem. Ale wiem, że jest bardzo źle, jest gorzej niż było. Siostra męża jeszcze tam żyje. Oni żyli w tej samej miejscowości, ale uciekli do innego miasta. Uciekają co dwa, trzy dni, bo albo jest bombardowanie, albo wchodzi wojsko. Mówi, że trzy dni nie może spać, bo latają nad nimi samoloty. Boją się bombardowania. Nie ma wody, nie ma gazu, nie ma jedzenia. Jak nie zginą od jakiejś bomby czy kuli, umierają z głodu. Nie mogą się tutaj też dostać bo jordańska granica jest już zamknięta.


Jeden brat mojego męża jest tutaj, siostra wyjechała do Niemiec, inna siostra przez opiekę społeczną wyjechała do Kanady. Najgorzej jest tym, którzy są tam i nie mogą się tutaj dostać. Nie mogą już nawet wejść do obozów.


Chciałaby Pani wrócić do Syrii, jeśli wojna by się skończyła?


Tam i tak nie będzie bezpiecznie. Trzeba lat, żeby się to uspokoiło. Wrócić? Do czego, jak tam jest wszystko zbombardowane?


Wcześniej w Syrii różne religie były razem, nie było problemów. Jeden zważał na drugiego, jeśli coś komuś nie pasowało to się nie odzywał, ale nie dokuczał. Potem się zaczęło psuć. Sunnici i Alawici zaczęli się wywyższać, że to jest ich kraj. Pamiętam, że pierwszy chłopak, który zginął z naszego z miasta, Ezra, gdzie mieszkało 80% chrześcijan, to był muzułmanin. W święta weszły wojska Assada, strzelanina trwała 3 dni. Chłopak, który zginął poszedł pomagać ludziom i został zabity. Pomagaliśmy sobie nawzajem.


Chciałabym wrócić do Polski.


Gdzie Pani teraz pracuje?


Pracuję nielegalnie, sprzątam domy. To nie wystarcza na wszystkie wydatki ale z czegoś trzeba żyć. Czynsz 150, światło 20, woda 10. Na same opłaty muszę mieć co najmniej 200 dinarów, zarabiam 300 dinarów, zostaje mi 100. To jest nic. Tu jest wszystko drogie. Syryjczykom nie wolno pracować, z czego mamy się utrzymać? Mąż był postrzelony w nogę, ma założone śruby. Sytuacja jest bardzo ciężka.


Mąż otrzymuje pomoc społeczną: 10 dinarów miesięcznie. To nie wystarczy nawet na chleb. Taka jest tutaj pomoc. Ja nie dostaję żadnej pomocy. Nie dość, że nie chcą mnie nigdzie zapisać to mam jeszcze karę.


Sprzątam w domach prywatnych, ale jeżeli by mnie złapali to ja bym miała problemy i oni by mieli problemy. Dlatego znalazłam pracę blisko domu, żeby nikt się nie dziwił, że mnie widzi. Pracowałam w jednym domu ponad rok. Chciałam odejść, nie chcieli mnie puścić i nie zapłacili mi 50 dinarów, a dobrze wiedzą, że nie mam za co żyć.


Chciałabym przyjechać do Polski. Byłoby mi dużo lżej niż tutaj. Skończyłam Zasadniczą Szkołę Zawodową w Mielcu. Tam pracowałam. Potem wyjechałam do Grecji, do pracy.

 

Potem razem z mężem wyjechaliśmy do Syrii. Mąż miał biuro ciężkich pojazdów i maszyn, była koparka, była ładowarka, był samochód ciężarowy. Żyliśmy dobrze. Potem zaczęła się wojna.

 

*  *  *


Rozmowa odbyła się w trakcie realizacji projektu współfinansowanego w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

 

Przyjąć przybysza - to cykl tekstów dotyczących problematyki migracji i uchodźców. Wraz z Caritas Polska przygotujemy dla czytelników DEON.pl wywiady, reportaże i opracowania związane z obecnym kryzysem migracyjnym. Chcemy, by dotarły do was opinie osób, które stykają się z migrantami od wielu lat i poświęcili im swoje życie. Chcemy, by dyskusję na temat uchodźców prowadzono na spokojnie, bez uprzedzeń i w oparciu o fakty. Aby dowiedzieć się, jak możesz wesprzeć Caritas Polska w pomocy uchodźcom, kliknij tutaj.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

10

 

 

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook