Dlaczego jesteśmy kuszeni?

Dariusz Piórkowski SJ
(fot. depositphotos.com)

Mam wrażenie, że często dlatego wpadamy w te same grzechy i ulegamy tym samym pokusom, ponieważ uporczywie, albo także nieświadomie, nie chcemy przyjąć Bożej i ludzkiej pomocy.

 

"Kuszenie jest znakiem, że wszystko idzie dobrze; jego brak może oznaczać, ze należy bić na alarm" (Michael Casey, OCSO).

 

"Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu i czterdzieści dni przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła" (Łk 4, 1).

 

Najbardziej zadziwiające w dzisiejszej Ewangelii jest nie tyle kuszenie Jezusa przez diabła, co obecność Ducha Świętego w tym samym miejscu. Co więcej, w tekście greckim czytamy, że Jezus był po niej "prowadzony w Duchu" bądź "przez Ducha". Nie siedział tam w jednym miejscu. Przemieszczał się. Św. Łukasz w odróżnieniu od pozostałych ewangelistów bardziej podkreśla samo dynamiczne doświadczenie pustyni inspirowane przez Ducha niż kuszenie przez diabła, który też tam się przyplątał.

 

Innymi słowy, pustynia jest czymś znacznie bardziej pojemnym niż tylko domeną kuszenia. Na pustyni dzieją się dobre rzeczy, nie tylko złe. Gdzie Duch Święty, tam i diabeł. Dlaczego? Duch oznacza świętość, siłę sprawczą dobra, moc, która przemienia, wyzwala, podnosi. Tam, gdzie Duch zaczyna działać w człowieku, zło od razu węszy zagrożenie dla siebie i próbuje wszelkimi sposobami przeszkodzić w tym, aby chwała Boga ukazała się w człowieku. Na pustyni dochodzi więc do próby i starcia. Dobro i zło oddziałuje na Jezusa, ale jak pokazuje Ewangelia, Duch jednak zwycięża.

 

Odruchowo próbę i pokusę postrzegamy jako coś z gruntu złego albo dotyczącą wyłącznie szczególnie grzesznych ludzi. Św. Jakub inaczej widzi sprawę. Na początku swego Listu oznajmia bowiem: "Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia" (J 1, 12). Próba ma nas wzmocnić. Próba pojawia się dlatego, że zaczynamy postępować w wierze, że opowiedzieliśmy się po stronie dobra. Trafnie opisuje tę subtelność św. Aelred z Rievaux: "Diabeł nie zajmuje się kuszeniem osoby, którą ma już w swojej mocy. Diabeł nie musi się zbliżać do tych, którzy posłuszni są swojej własnej pożądliwości we wszystkich rzeczach i zaspokajają pragnienia swego ciała. Lecz jeśli zaczynają odrzucać swoje pożądania i zmagają się z pragnieniami ich ciała, wtedy diabeł smuci się i przystępuje do ostrzejszego ataku".  

 

W tym kontekście przychodzą na myśl dwa skojarzenia. Najpierw niewątpliwie historia samego Izraela, który wędrował z Egiptu po pustyni o wiele dłużej niż sam Jezus. Izraelici, podobnie jak później sam Chrystus, również byli prowadzeni przez słup obłoku - symbol Bożej obecności. Ale równocześnie ten sam lud ulegał rozmaitym starym i nowym pokusom: wątpił, załamywał się w wierze, zniechęcał się, czynił sobie sobie widzialnego boga, tęsknił za niewolą, która mimo wszystko wydawała się mu lepsza niż ta okropna pustynia, manna i przepiórki od Boga. Dlatego wędrówka się przedłużała, ponieważ ludzie nie byli gotowi na wejście do Kanaanu, który był całkowitym darem. Jeśli bowiem człowiek na pustyni nie potrafi zauważyć troski Boga, jeszcze większe trudności spotkają go wtedy, gdy będzie miał wszystkiego pod dostatkiem. Wówczas może całkowicie zapomnieć o Bogu.

 

Dzisiaj posługujemy się niezwykle spłyconym wyobrażeniem o pokusie, najczęściej związanym z naszą cielesnością. Taka wizja jest dość powszechna w kulturze masowej. Jednak pokusa w sensie biblijnym, a może raczej próba, dotyczy najpierw wiary, odniesienia do Boga, a nie tego, czy ulegnę zachciance i zjem trzy kawałki ciasta w ciągu dnia zamiast jednego albo plasterek wędliny w piątek. Wtedy mamy do czynienia ze zwykłym zajadaniem, często nieświadomym odruchem, a nawet z uzależnieniem. Bywa to niezwykle uciążliwe, bolejemy nad tym, ale niekoniecznie macza w tym palce diabeł. Kusi nas najczęściej własna pożądliwość, nieopanowanie i to, co złe i pozornie dobre w świecie.  

 

Drugie skojarzenie pochodzi z Listu do Rzymian, gdzie św. Paweł pisze, że "wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi" (Rz 8, 14). Zwróćmy uwagę, że w naszym życiu chrześcijańskim też jesteśmy prowadzeni przez Ducha. Kłopot w tym, że często tego nie zauważamy. I częściowo stąd się biorą nasze upadki. Ponadto, rowadzenie przez Ducha nie dotyczy "synów Bożych" w niebie, lecz na ziemi, która wciąż pozostaje dla nas pustynią, a nie krainą mlekiem i miodem płynącą. Nie doświadczamy Boga bezpośrednio, choć On przez swego Ducha nami kieruje i przemienia nas. Bycie synami bądź córkami Boga to główny powód, dla którego jesteśmy kuszeni. Czas bycia na pustyni, na ziemi, jest czasem dojrzewania, ugruntowania wyboru.

 

Św. Łukasz, jak zawsze skrupulatny i rzeczowy, nieprzypadkowo umieszcza scenę kuszenia tuż po chrzcie Jezusa, który dobrowolnie przyjął na siebie los człowieka, wszedł do wód Jordanu razem z grzesznikami, ale też podjął decyzję, że wykona swoją misję według myśli Ojca, a nie ludzkiej. I wtedy "Duch Święty zstąpił na Niego" (Łk 3, 22). Następnie czytamy genealogię Jezusa, która ma pokazać, że jest On człowiekiem z krwi i kości.

 

Najgorsze kuszenia i próby wiary dotyczą naszej tożsamości, naszego powołania i związanej z nim misji. Stosunkowo łatwo zobaczyć, że diabeł kusi nas do określonego złego uczynku czy słowa. Rzadziej dostrzegamy, że podlegamy pokusie, abyśmy nie wypełnili naszej chrześcijańskiej misji, a przynajmniej, żeby jej spełnienie dało nam się we znaki. Na przykład, dla księdza będzie to pokusa zwątpienia, czy Bóg w ogóle działa w sakramentach, czy warto głosić Ewangelię i spowiadać, skoro jakoś rzekomo nie widać w wiernych ( i w sobie) żadnych postępów. Dla małżonków będzie to każdy kryzys, wzajemne niezrozumienie i poczucie osamotnienia, którego celem jest w ostatecznym rozrachunku rozwód. Dla każdego chrześcijanina będzie to subtelna pokusa, aby porzucić wszelką modlitwę pod pozorem nawału pracy i obowiązków. We wszystkich przypadkach chodzi o zaprzestanie konkretnego dobra, które często rozwija się nie bez bólu i trudności. Nie przetrwamy próby, nie pozostaniemy wierni powołaniu, jeśli będziemy starali się wygrać w pojedynkę, "po ludzku", jeśli zapomnimy, że po wyborze dobra, które chcemy realizować, nie jesteśmy sami, towarzyszy nam ciągle moc Ducha.

 

To, kim już staliśmy się z łaski Boga, przekracza nasze obecne możliwości. Nie dorastamy jeszcze do miana synów i córek Bożych. Nie potrafimy jeszcze tak żyć jak oczekuje tego Chrystus, ale mocą Ducha możemy przechodzić kolejne etapy drogi do pełni. Mam wrażenie, że często dlatego wpadamy w te same grzechy i ulegamy tym samym pokusom, ponieważ uporczywie, albo także nieświadomie, nie chcemy przyjąć Bożej i ludzkiej pomocy. Jezus nie powołuje się w walce z diabłem na  samego siebie w stylu:"Rozkazuję Ci szatanie odstąpić ode mnie", lecz cytuje Słowo Boże, Stary Testament, który jak widać zna. A my na co lub na kogo się powołujemy w czasie próby?

 

Dariusz Piórkowski SJ - rekolekcjonista i duszpasterz. Pracuje obecnie w Domu Rekolekcyjnym O. Jezuitów w Zakopanem. Jest autorem m.in. Książeczki o miłosierdziu

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.72

Liczba głosów:

18

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook