Cuda nie wystarczą. Co blokuje działanie Boga w moim życiu?

Piotr Chydziński
(fot. ben white / unsplash)

W cudach zwracamy uwagę przede wszystkim na to, co się wydarzyło. I nie jest to przecież dziwne, bo każda nieprawdopodobna rzecz, która się dzieje, przykuwa uwagę. Jest jednak jeszcze coś, co Jezus w Ewangelii robi przy praktycznie każdej sytuacji cudownej - daje wskazówki, co robić dalej.

 

Rozmnożenie chleba, czyli tego, co stanowi podstawowe pożywienie człowieka, zostało opisane przez wszystkich czterech ewangelistów. Nie jest to rzecz trudna w zrozumieniu dla kogoś, kto kiedykolwiek miał do czynienia z wypiekiem ciasta, że ono wcale nie da się cudownie rozmnożyć. Szczególnie kiedy na talerzu zostaje ostatni kawałek. Dlatego to wydarzenie było tak wielkim zaskoczeniem dla ludzi, i jest nim do dzisiaj.

 

Oczywiście obecnie można dzięki różnym ulepszaczom zwiększyć produkcję lub zastąpić jakieś składniki, ale tu chodzi o coś radykalnie innego. Tu stało się coś całkowicie nie do pojęcia ludzkim rozumem i nieprzewidywalnego. Pięć tysięcy mężczyzn najadło się do syta przyniesionymi przez jednego chłopca pięcioma chlebami jęczmiennymi i dwiema rybami, jak podaje ewangelista Jan. To jest właściwie nie do wyobrażenia.

 

Są różne interpretacje tego cudu, między innymi taki, że ewangeliści chcieli pokazać władzę Jezusa nad naturą lub że przez samolubstwo ludzie mieli ukryte jedzenie w swoich torbach i nie chcieli się nim dzielić z innymi. Egzegeci i teolodzy mieli do tej pory już wiele pomysłów, w jaki sposób rozumieć cud rozmnożenia.

 

Nie to jednak najbardziej w tym momencie przykuwa uwagę. Jak to zostało zaznaczone na początku, Jezus powiedział coś bardzo ważnego do uczniów po uczcie na trawie: "Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło". To dopiero ważny cytat, bo to właśnie po nim ludzie chcieli Jezusa obwołać królem.

 

Oczywiście to składowa całości wydarzenia, ale skupmy się przede wszystkim na tym, co Jezus powiedział do uczniów po cudzie. I zobaczmy rolę tych słów i ich znaczenie dla nas.

 

Jezus mówi do uczniów, żeby zebrali pozostałe po uczcie ułomki. Właściwie to można spróbować wyobrazić sobie tę scenę: wszyscy zgromadzeni najedzeni do sytości siedzą na trawie, rozmawiają, świętują, cieszą się z posiłku, generalnie panuje atmosfera błogości, a wiatr kołysze trawy na wzgórzu. I w tym momencie Jezus chce, żeby Jego uczniowie wyrwali się z tej atmosfery i zaczęli po wszystkich sprzątać.

 

Doskonale znamy to uczucie - nikomu nie chce się wstawać od stołu po obfitym posiłku, kiedy wokół siedzą bliscy, a do tego są dobre tematy do rozmowy. Najlepiej widać to podczas Wigilii Bożego Narodzenia, kiedy spożywanych posiłków jest więcej. "Spokojnie, Zośka, potem to posprzątamy, teraz posiedź z nami!". Jednak świętowanie świętowaniem, ale dla różnych racji ktoś zwyczajnie musi posprzątać.

 

Jezus przypomina swoim uczniom, że sprzątanie jest ważne i że jest ono elementem każdej czynności, w tym duchowej. Okazuje się, że ważne jest nie tylko przygotowanie i samo wydarzenie, ale też to, co zostaje po nim. I że bez tego tak naprawdę nie uda się osiągnąć prawdziwego sukcesu.

 

Święty Ignacy Loyola, założyciel jezuitów, w swojej duchowości mocno podkreślił wagę refleksji po różnych czynnościach w codzienności. W pewnym momencie doszedł do przekonania, że nawet gdyby jeszcze za jego życia papież skasował cały zakon, to piętnaście minut rachunku sumienia (czyli w mocnym uproszczeniu kwadrans skupienia na dziękczynieniu, wyznaniu i otwarciu na łaskę) wystarczyłoby mu, by nad tą decyzją przejść do porządku dziennego.

 

Papież Franciszek, który - jak wiele razy podkreślał - żyje duchowością zakonu jezuitów (sam o sobie, jeszcze jako biskup Buenos Aires, lubił mówić "el jesuita"), w innych słowach powiedział o tym, jak powinna wyglądać każda w całości dobrze wykonana czynność. Mówił o tym do kardynałów niedługo po rozpoczęciu pontyfikatu w 2013 roku. Użył po włosku trzech opisujących to czasowników, które są jednocześnie następującymi po sobie czynnościami: camminare, edificare, confessare, czyli: wędrowanie, budowanie, wyznawanie. To inny opis tego, o czym Pan Jezus powiedział do uczniów w Ewangelii. I jeszcze bardziej precyzyjne nazwanie tego, co jest potrzebne do duchowego i ludzkiego wzrostu.

 

Przede wszystkim wędrujemy przez nasze życie - jesteśmy pielgrzymami na tej ziemi. Cyprian Kamil Norwid (1821-1883) w swoim wierszu "Pielgrzym" starał się opisać doświadczenie chrześcijańskiej ziemskiej tęsknoty za Bogiem, przywołując postać Jana Chrzciciela, jednocześnie pokazując, że wędrówka polega na budowaniu w górę:

 

Nad stanami jest i stanów-stan,

Jako wieża nad płaskimi domy

Stercząca w chmury…

 

Wy myślicie, że i ja nie Pan,

Dlatego, że dom mój ruchomy

Z wielbłądziej skóry... 


Przecież ja? aż w nieba łonie trwam,

Gdy ono dusze mą porywa,

Jak piramidę! 


Przecież i ja? ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa,

Dopokąd idę!…

 

To właśnie budowanie jest kolejnym elementem, o którym mówi papież Franciszek. Mamy wędrując, budować swoje życie, opierając się na Bogu i ku Bogu. Nie przywiązywać się do bogactw materialnych i wiedzieć, że wszystko to, co jest najważniejsze dla nas, jest właśnie w Nim.

 

I ostatni element tej drogi, który jednocześnie jest trwałą częścią samej wędrówki, to wyznawanie - szczerość przed samym sobą, przez Bogiem i przed drugim człowiekiem. Otwartość na to, kim już jestem, i wolność w stosunku do tego, kim będę.

 

To jest właśnie refleksja. W ten sposób pełniej przeżywa się każdą czynność. Wyciąganie wniosków i niezamykanie się w swoim ciepłym, skrzętnie budowanym i uporządkowanym ziemskim świecie - "płaskim domu", o którym pisze Norwid, jest drogą do oczyszczania się z tak zwanych złych skłonności ludzkich, czyli grzechów.

 

Refleksja jest prawdziwym sprzątaniem duchowym. Musi być ona zawsze ostatnim elementem modlitwy - wyznaniem przed sobą i przed Bogiem tego, czym ona dla mnie była. I tego, co w niej uporządkować, co zmienić na lepsze i za co podziękować Bogu jako dobre i warte kontynuacji. Wtedy dopiero można zobaczyć, jak modlitwa naprawdę działa w moim życiu.

 

Było to w 2012 roku na forum charyzmatycznym w Krośnie. Podczas modlitwy wstawienniczej jedna z modlących się nade mną osób, nie znając mnie, zasugerowała, że moim największym problemem jest to, że nie kończę we właściwy sposób tego, czego się podejmuję. Duży zapał i energię, jaką poświęcam danej czynności, zobaczyła w obrazie uporządkowanych grządek i niedokończonej mojej pracy nad nimi oraz pewnej bezradności, którą w sobie wtedy miałem. 

 

Dzisiaj to rozumiem jako niewystarczającą refleksję nad swoją modlitwą i pracą. I faktycznie za mało się nauczyłem z minionych doświadczeń. 

 

Wydaje mi się, że między innymi to właśnie Jezus chciał powiedzieć uczniom, gdy kazał im zebrać ułomki - podejmijcie refleksję i wprowadźcie ją w życie, żeby ten cud był pełniejszy. Po odpowiedniej refleksji można prawdziwiej w Jezusie zobaczyć Mesjasza, Syna Boga Żywego, jak określił Go święty Piotr w odpowiedzi na Jego pytanie o to, za kogo Go uważa.

 

Ale Jezus wtedy usuwa się na górę. Nie chce być poznany raz. Chce być poznawany i odkrywany ciągle na nowo. Nie tylko jako król i jako prorok, ale jako Ten, który miał przyjść - Ten, który zbawia. Jako Bóg z nami - Emmanuel.

 

Piotr Chydziński SJ - redaktor i dziennikarz portalu deon.pl. Mieszka w Krakowie

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.13

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?