Znak krzyża - symbol przynależności do Pana

W sakramencie chrztu człowiek zostaje opieczętowany znakiem krzyża, a tym samym wyzwolony z mocy tego świata. Opieczętowanie znakiem krzyża w akcie chrztu jest oddaniem się na własność Bogu oraz wyłączeniem z grona reszty ludzkości i mocy szatana. Chrześcijanie, czyniąc znak krzyża, wspominają chrzest, to, że są własnością Boga, oraz fakt, iż wszelkim ich poczynaniom życiowym towarzyszy błogosławieństwo krzyża.

 

Mówią o tym teksty Ojców Kościoła. Tak pisze Tertulian w roku 211: "Gdy coś zaczynamy i gdy już coś robimy, na początku i na końcu, w czasie ubierania się i nakładania butów, przed kąpielą, gdy podchodzimy do stołu, gdy zapalamy świece, gdy udajemy się na spoczynek lub siadamy na krześle, w czasie codziennej krzątaniny kreślimy na czole znak krzyża". Niektórzy teologowie sądzą, że pierwsi chrześcijanie żegnając się we wszelkich sytuacjach życiowych chcieli wykorzenić bałwochwalcze praktyki pogan. Ważne jest to, że chrześcijanie odwołując się do krzyża pozwalają działać jego uzdrawiającej i zbawczej mocy. W owych czasach przeżegnanie się było publicznym wyznaniem wiary w Chrystusa, co niektórzy musieli przypłacić życiem. Także i dzisiaj przeżegnanie się, praktykowane przez niektórych z nas w restauracji przed spożyciem posiłku, stało się na nowo publicznym wyznaniem wiary w Chrystusa. W tym sensie Cyryl Jerozolimski pisze w swoich katechezach: "Nie wstydźmy się wyznać Ukrzyżowanego! Ufnie uczyńmy znak krzyża palcami na czole i na wszystkim, na chlebie, który spożywamy, na kielichu, który pijemy, przy wejściu i wyjściu, przed snem kładąc się na spoczynek, przy wstawaniu, chodzeniu i spoczynku! Jest on wielką obroną. Nie muszą za niego płacić ubodzy, trudzić się słabi. Od Boga jest dany jako łaska. Krzyż jest znakiem wierzących, postrachem szatanów. W krzyżu odnosi triumf nad nimi wierny, jeżeli się nim znaczy z ufnością. Na widok krzyża przypominają sobie Ukrzyżowanego. Lękają się Tego, który smokowi starł głowę".

 

Jan Chryzostom napomina chrześcijan, by znak krzyża nie był tylko gestem niejako zewnętrznym, lecz by żegnali się także w duchu: "Gdy tylko żegnasz się znakiem krzyża, weź sobie do serca wszystko, co jest w krzyżu; stłum gniew i wszelkie pozostałe namiętności! Gdy się żegnasz, wypełnij swoje czoło wielką ufnością, uczyń swoją duszę wolną! (...) Nie powinno się jednak czynić znaku krzyża tak po prostu - jednym palcem, lecz najpierw sercem, pełnym najgłębszej wiary. Gdy w ten sposób kreślisz go na swoim czole, nie zbliży się do ciebie żaden nieczysty duch, ponieważ widzi broń, która go rani, miecz, który zadał mu cios śmiertelny". W tekstach tych wciąż pojawia się motyw kreślenia znaku krzyża na czole. Zwyczaj ten sięga swoimi korzeniami już pierwszego wieku. Według Chryzostoma czoło jest najszlachetniejszą częścią ludzkiego ciała: "Bowiem ten znak wszyscy bezustannie czynią na najszlachetniejszej części swojego ciała i codziennie noszą go na czole jak na kolumnie". Poza tym zwyczajem istnieje zwyczaj kreślenia krzyża kciukiem na czole, ustach i piersiach, który oznacza, że nasze myśli, słowa i uczucia naznaczone są miłością Jezusa. Czyniąc wielki znak krzyża prowadzimy całą dłoń od czoła do brzucha, a potem od lewego ramienia ku prawemu. Gestem tym wyrażamy wiarę w to, że jako ludzie stworzeni jesteśmy na kształt krzyża, że tylko Chrystus może połączyć wszystkie sprzeczności naszej ludzkiej natury. Czoło jest symbolem myślenia, brzuch siły witalnej i seksualności, lewe ramię symbolizuje to, co nieświadome, prawe - to, co świadome. Jako ludzie zostaliśmy uformowani na kształt krzyża i czyniąc jego znak przyznajemy się do tego. Równocześnie wyrażamy naszą wiarę, iż wszystko w nas jest naznaczone, pobłogosławione i przemienione przez ukrzyżowaną miłość Boga.


Chrześcijanin nie tylko kreśli na swoim ciele krzyż, również modląc się przyjmuje postawę podobną do tego znaku. Dlatego pierwszą postawą chrześcijańskiej modlitwy jest postawa krzyża. Gdy chrześcijanie modlą się w postawie krzyża, wielbią Boga za miłość, która została im objawiona w tym znaku. Tym gestem wspominają zbawienie, które dokonało się przez krzyż, a jednocześnie wyrażają oczekiwanie na ponowne przyjście Jezusa Chrystusa. Z tego względu kiedyś modlono się w kierunku wschodnim, na Wschodzie bowiem miała rozpocząć się paruzja. Również krzyż obecny w absydach wczesnochrześcijańskich kościołów kryje w sobie owo eschatologiczne znaczenie. Człowiek patrzący na rozświetlony krzyż pragnął przyjścia Chrystusa w chwale - Chrystusa, który przemieni ten świat, a uciskanych chrześcijan wyzwoli z wszelkich utrapień.


Już w starożytności istniał zwyczaj noszenia małych krzyżyków z metalu lub innego materiału. Kobiety i mężczyźni, niewolnicy i wolni obywatele, a nawet dzieci, wieszali sobie na szyi ten znienawidzony niegdyś znak. Stał się dla nich amuletem, chroniącym przed demonami, negatywnym wpływem ludzi, nieszczęściami i chorobami. Z pewnością również i w tym wypadku chrześcijanie przejęli pogański zwyczaj noszenia na szyi amuletów, wyznając tym samym, że krzyż jest właściwym znakiem bezpieczeństwa. Lecz krzyż wieszany przez nich na szyi jest przede wszystkim znakiem miłości Boga, która ich wszędzie otacza, miłości Chrystusa, który sam za nich umarł, oraz życia, które z niego bierze swój początek - życia, które całym sercem odpowiada na miłość Ukrzyżowanego. Chrześcijańska pobożność ludowa schyłkowego antyku jest bardzo mocno naznaczona kultem krzyża oraz gotowością do realizacji takiego modelu życia, jakiego wymaga krzyż Chrystusa.


Sporo miejsca w pismach Ojców Kościoła zajmują rozważania na temat życia, które jest konsekwencją przyjęcia nauki płynącej z krzyża. Jeżeli nie jest się gotowym, by codziennie dźwigać ciężar krzyża, nie ma sensu nosić przy sobie tego znaku. Nieść krzyż to dla pierwszych chrześcijan z jednej strony być gotowym na mękę, a z drugiej - przezwyciężać zagrożenia pochodzące z wnętrza człowieka, akceptować cierpienia i niedogodności bytu. Dźwigać krzyż oznacza przede wszystkim znosić cierpliwie i nieugięcie to, czego w życiu żąda Bóg - prześladowania, cierpienia, utrapienia, zranienia, choroby, rozczarowania. Według Chryzostoma krzyż przyniósł nam nową mądrość i nauczył nas cnoty. Chryzostom wzywa chrześcijan, by żyjąc nieśli swój krzyż: "Czyż Twój Pan nie został przybity do drzewa krzyża? Naśladuj Pana w inny sposób! (…) Ukrzyżuj się sam, nawet wtedy, gdy nikt nie karze cię śmiercią krzyżową. Ukrzyżuj się sam, nie po to, by się - broń Boże - samemu zabić, to byłoby czynem bezbożnym, lecz jak mówi Paweł: świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata (Ga 6, 14). Gdy kochasz swojego Pana, umieraj tą samą śmiercią co On!" Ukrzyżować świat oznacza wyzbyć się żądzy posiadania, zrezygnować z tego, co bezpieczne, unikać bogactwa i wygody.

 

 

Fragment pochodzi z książki Krzyż - symbol odkupienionego człowieka, Anselm Grün OSB, Wydawnictwo WAM

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.76

Liczba głosów:

34

 

 

Komentarze użytkowników (17)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~kkk 22:11:27 | 2014-02-23
Anselm Grun jest u bernardynów szafarzem a więc nie kapłanem, bernardyni to zakonnicy a nie mnisi.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

naczelnyantykolejarzRP 16:45:54 | 2011-09-05
poradzcie. co robic? po ostatniej spowiedzi postanowilam wprowadzic znak krzyza w zycie codzienne. i czynie go juz przy niektorych znajomych, ale wciaz czesto brakuje mi odwagi. to dla mnie ciezkie. bo boje sie reakcji innych. i nie wiem czy powinnam sie z tego spowiadac? mysle zeby temu zaprzestac bo to dla mnie za trudne. ok, przy nieznajomych go czynie, ale juz przy znajomych jest inaczej... chce isc do spowiedzi, ale ta sprawa jest dla mnie duza zagadka. czy Kosciol nakazuje czynienia tego znaku publicznie? i czy nieczynienie go jest grzechem? bo mi sie wydaje ze tak... :(
Droga Potrzebująca pomocy, wydaje mi się że u źródła Twego problemu stoi sprawa ogólniejsza, zaniżona samoocena i uzaleznienie od opinii innych. Myślę, że powinnaś zacząć pracować nad dotrzeganiem darów i talentów, którymi Pan Bóg Cię obdarzył i rozwijaniem ich.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~potrzebujaca pomocy 18:43:52 | 2010-12-20
poradzcie. co robic? po ostatniej spowiedzi postanowilam wprowadzic znak krzyza w zycie codzienne. i czynie go juz przy niektorych znajomych, ale wciaz czesto brakuje mi odwagi. to dla mnie ciezkie. bo boje sie reakcji innych. i nie wiem czy powinnam sie z tego spowiadac? mysle zeby temu zaprzestac bo to dla mnie za trudne. ok, przy nieznajomych go czynie, ale juz przy znajomych jest inaczej... chce isc do spowiedzi, ale ta sprawa jest dla mnie duza zagadka. czy Kosciol nakazuje czynienia tego znaku publicznie? i czy nieczynienie go jest grzechem? bo mi sie wydaje ze tak... :(

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Alicja Snaczke 16:41:29 | 2010-03-10
Czynię znak krzyża: gdy rozpoczynam podróż (w środkach lokomocji też); Pewnego dnia czekała na mnie taksówka, wyjściu z klatki sschodowej przeżegnałam się. Kierowca taksówki mówi: tak pani się żegna i ja też jak wychodzę z domu. Rozmowa, wymiana doświadczeń wiary, jak ważny jest Krzyż w życiu człowieka.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

faflu 21:49:24 | 2010-03-09
Ja od paru miesięcy czynię znak krzyża w miejscach publicznych, podczas posiłku w pracy czy szkolenia, również przejeżdżając obok kościoła. Od paru miesięcy, bo od takiego czasu lepiej zrozumiałem co znaczy, że Chrustus jest moim Panem i Zbawicielem, że kochać go to znaczy obdarzyć bezgranicznym zaufaniem. Ta praktyka jest dla mnie właśnie ćwiczeniem w ufności i w wierze. Jest też przypomnieniem, że mam żyć Chrystusem w każdej chwili dnia. I Pan mnie nie zawodzi. Chwała Panu!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 20:05:18 | 2010-03-09
leszku, no to rozbawiłeś mnie swoim komentarzem. Ale sam się zastanów co jest łatwiej: czynic znak krzyża w zaciszu domowym czy publicznie w często zlaicyzowanym środowisku?
Nie miałbym ani odwagi ani potrzeby czynic tego gdyby Chrystus nie był dla mnie Drogą, Prawdą i Życiem.

Co łatwiej? Łatwiej jest nic nie robić jak nikt nie widzi ;-) A Ty napisałeś, że na wyjazdach robisz znak krzyża, więc tak to zabrzmiało :-) Ale dzięki Twojemu wyjaśnieniu nie powinno być wątpliwości.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

m0cna 19:50:13 | 2010-03-09
To co budzi moje wątpliwości jeżeli chodzi o czynienie znaku krzyża publicznie, w środowisku pracy na przykład, to jest moja obawa przed zaszufladkowaniem, że robię to na pokaz. Może faktycznie dlatego, że nie mam też tego zywczaju w swoim domu i poznałam go dopiero w środowiskach katolickich, w gronie wspólnoty, na rekolekcjach.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

JurekS 19:16:24 | 2010-03-09
leszku, no to rozbawiłeś mnie swoim komentarzem. Ale sam się zastanów co jest łatwiej: czynic znak krzyża w zaciszu domowym czy publicznie w często zlaicyzowanym środowisku?
Nie miałbym ani odwagi ani potrzeby czynic tego gdyby Chrystus nie był dla mnie Drogą, Prawdą i Życiem.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 18:12:29 | 2010-03-09
A ja sądzę że znak krzyża właśnie powinien wynikać z wewnętrznej potrzeby. Nie na pokaz, nie z obowiązku, nie z przyzwyczajenia, ale właśnie z potrzeby.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ms 17:44:31 | 2010-03-09
myślę , że czynienie znaku Krzyża przed każdym posiłkiem powinno byc dla nas normalne, także kiedy jesteśmy w restauracji czy w podobnym miejscu. i nie chodzi tu wcale o odwage czy o wewnętrzną potrzebe. ja czynie znak Krzyża za każdym razem jak wychodze z domu ofiarowując w ten sposób Bogu cały dzień i każde takie wyjście.
pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook