Kiedy Bóg odwołuje ludzi do siebie?

Bóg nie zawsze odwołuje ludzi do siebie, kiedy są na to przygotowani. Ale także ludzie często odchodzą z tego świata przez zaskoczenie, niespodziewanie, a zatem całe życie, każdy dzień i chwila winny być przeżywane w perspektywie śmierci. Wtedy dopiero nasze życie nabiera właściwej mu wartości i jest w takiej cenie, jaka mu się należy.

 

Zdarza się, że ktoś utracił życie w sposób niezawiniony, przez chorobę, wypadek, nagłą śmierć czy inne jeszcze jakieś nieszczęście. Pytanie, jakie kierujemy wówczas do Boga, brzmi ostro: czy musiał(a) umrzeć? Był tak dobry, tak wiele czynił dla drugich, dlaczego odszedł? Temperaturę pytania podnosi fakt, gdy zmarły miał małe dzieci czy odpowiedzialne stanowisko.

 

Bardzo trudno przychodzi nam wówczas zrozumieć sens czyjejś śmierci i pytamy, czy chciał jej Bóg, czy zastał go przygotowanym?
 

Kościół wyznaje wiarę w Bożą Opatrzność, która powołała człowieka do istnienia i nie przestaje prowadzić go przez życie, otaczając go miłością i troszcząc się o niego. Przypomina o tym Katechizm Kościoła Katolickiego, kiedy uczy, że:

 

Stworzenie ma właściwą sobie dobroć i doskonałość, ale nie wyszło całkowicie wykończone z rąk Stwórcy. Jest ono stworzone "w drodze" (in statu viae) do ostatecznej doskonałości, którą ma dopiero osiągnąć i do której Bóg je przeznaczył. Bożą Opatrznością nazywamy zrządzenia, przez które Bóg prowadzi swoje stworzenie do tej doskonałości.

 

Wszystko zaś, co Bóg stworzył, zachowuje swoją Opatrznością i wszystkim rządzi, "sięgając potężnie od krańca do krańca i władając wszystkim z dobrocią" (Mdr 8,1), bo "wszystko odkryte i odsłonięte jest przed Jego oczami" (Hbr 4,13), nawet to, co ma stać się w przyszłości z wolnego działania stworzenia.

 

Niemniej jednak Stwórca obdarzył człowieka właściwą dla niego wolnością, co oznacza, że cieszy się on możliwością podejmowania wolnych czynów, dobrych lub złych, za które również ponosi odpowiedzialność i jest wynagradzany; za dobre czyny słusznie oczekiwać może wynagrodzenia, na ziemi i w niebie, natomiast za złe postępowanie czeka go kara, także na ziemi i po śmierci.

 

Człowiek ma również władzę nad swoim życiem. On nadaje mu ostateczny kształt. Poprzez swoje wybory, decyzje, pracę czy przyjaźnie każdy z ludzi doskonali (lub osłabia i niszczy) dar życia otrzymany bezpośrednio od swoich rodziców (pośrednio zaś od Boga).

 

 

Są sytuacje, że ktoś utracił życie w sposób niezawiniony, przez chorobę, wypadek, nagłą śmierć czy inne jeszcze jakieś nieszczęście. Pytanie, jakie kierujemy wówczas do Boga, brzmi ostro: czy musiał(a) umrzeć? Był tak dobry, tak wiele czynił dla drugich, dlaczego odszedł? Temperaturę pytania podnosi fakt, gdy zmarły miał małe dzieci czy odpowiedzialne stanowisko.

 

Bardzo trudno przychodzi nam wówczas zrozumieć sens czyjejś śmierci i pytamy, czy chciał jej Bóg, czy zastał go przygotowanym?
 

Niezależnie od konkretnego przypadku, abstrahując od czasu i sposobu umierania, prawie zawsze skłonni jesteśmy sądzić, że śmierć przychodzi za wcześnie, że pojawia się nie w porę i przez zaskoczenie. I tak chyba nigdy nie uwolnimy się od takich myśli. Wynikają one z naszego powołania do wieczności i pragnienia posiadania jej już teraz, w obecnym życiu.
 

Dlatego kiedy z różnych względów zmuszeni jesteśmy pożegnać się z obecnym życiem, buntujemy się i kłócimy z Bogiem, że zabiera nas za wcześnie, bez przygotowania i z zaskoczenia. Ponieważ nie znamy daty swojej śmierci, jej ewentualność nie powinna być źródłem niepokoju, ale wezwaniem do czujności i odpowiedzialności za własne życie, do której wielokrotnie nawoływał Chrystus. Tak więc do Apostołów, którzy zasnęli w ogrodzie Getsemani, skierował słowa, które ważne są również dla nas: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe" (Mt 26,41).


Bóg nie zawsze odwołuje ludzi do siebie, kiedy są na to przygotowani. Ale także ludzie często odchodzą z tego świata przez zaskoczenie, niespodziewanie, a zatem całe życie, każdy dzień i chwila winny być przeżywane w perspektywie śmierci. Wtedy dopiero nasze życie nabiera właściwej mu wartości i jest w takiej cenie, jaka mu się należy.

 

 

Tekst pochodzi z książki ojca Zdzisława Kijasa OFM Conv, Odpowiedzi na 101 pytań o rzeczy ostateczne
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.2

Liczba głosów:

40

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~dziecko Boże 13:32:09 | 2012-04-03
skoro Bóg myślał o mnie już w łonie mojej matki i ukochał mnie takiego jakim jestem to wierzę w to mocno, że i odejść z tego świata pozwoli wtedy, kiedy najbardziej będę na to przygotowany...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~NJ29H 12:26:38 | 2012-04-03
Niedawno temu spora część polskiego Kościoła modliła się o wyzdrowienie 96-letniego Ojca Joachima Badeniego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andreas 14:25:21 | 2010-04-12
Wszystko jasne, ale jakże ciężko można to pojąć.
Znam bliskie mi osoby, które w wieku lat prawie dziewięćdziesiąt boją się śmierci.
Nie mogę ich oceniać. Próbuję zrozumieć.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook