Czy z in vitro trzeba się spowiadać?

Niedziela
(fot. shutterstock.com)

Mimo kryzysu postaw pokutnych w dobie konsumpcjonizmu, mimo promocji relatywizmu moralnego i reklamy tego, "co jest grzechu warte", mimo bolesnego zjawiska utraty poczucia grzechu oraz przedstawiania spowiedzi jako "psychicznych tortur" - do konfesjonałów w polskich kościołach ustawiają się kolejki penitentów.

 

Jako moralista jestem pytany o moralne rozstrzygnięcia różnych trudnych kwestii. Często pytania te dotyczą spowiedzi z in vitro.

Czy z in vitro trzeba się spowiadać?

Oczywiście, że tak. To, co jest sprzeczne z prawem Bożym i moralnością chrześcijańską, jest grzechem. W tym wypadku, z racji poważnej materii, chodzi o grzech śmiertelny. Mają go na sumieniu nie tylko małżonkowie decydujący się na tę metodę oraz korzystający z niej, ale także wszyscy, którzy do tego "przyłożyli rękę", np. poprzez namowę czy przekazanie pieniędzy na zabieg. Z oczywistych powodów śmiertelnie grzeszą również wszyscy embriolodzy, lekarze i pielęgniarki, którzy zawodowo pomagają przy zapłodnieniu in vitro. Dotyczy to sporej liczby ludzi, w Polsce jest bowiem ok. 40 prywatnych klinik przeprowadzających takie zapłodnienia. Ponieważ nie ma obowiązku zgłaszania tych zabiegów, nie wiadomo, ile ich się tak naprawdę wykonuje.

Co więcej, w określonych przypadkach grozi również - ze strony moralnej - kara ekskomuniki, w sensie postawienia się samemu poza "komunią", czyli wspólnotą Kościoła (eks-komunika). Moralność ma bowiem szerszy zakres niż przepisy prawne. Co prawda Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. (wtedy metoda in vitro była jeszcze w powijakach, gdyż najstarsze dziecko poczęte w ten sposób - Luiza Brown - przyszło na świat w 1978 r.) w kanonie 1398 mówi o sankcji ekskomuniki ipso facto jedynie wówczas, kiedy zaistnieje skutek "przerwania ciąży", i nie odnosi jej nominalnie do in vitro, to jednak w przypadku niszczenia "embrionów nadliczbowych" przy zastosowaniu "aborcji selektywnej" (kiedy jest pewność, że mamy już do czynienia z zygotą ludzką, czyli że zostało poczęte nowe życie) w trakcie tej procedury moralnie ekskomunikują się wszyscy, którzy tego dokonują, tak jak w przypadku każdej innej aborcji. Im więcej zarodków ludzkich zostało zabitych w ten sposób, tym oczywiście moralna wina rodziców i lekarzy jest większa. Człowiek żyjący w ekskomunice i niepróbujący się z tego stanu wydobyć, jest wykluczony z życia Kościoła i zagrożony wiecznym potępieniem.

Czy można liczyć na rozgrzeszenie?

W wielu przypadkach zaangażowanie w in vitro może być powodem odmówienia rozgrzeszenia. Ta procedura medyczna rozciąga się w czasie. Może trwać wiele miesięcy, a nawet kilka lat. Dlatego problem ten należy rozpatrywać także w odniesieniu do trzech okresów: przed zapłodnieniem in vitro, w trakcie tej procedury i po dokonaniu zabiegu.

Przed zapłodnieniem in vitro

W przypadku penitenta (odnosi się to zarówno do kobiety, jak i mężczyzny, ponieważ decyzja podejmowana jest wspólnie przez oboje małżonków), który nosi się z zamiarem dokonania takiego zabiegu i taką decyzję wyraża w sakramencie pokuty, należy mu uświadomić moralną niegodziwość takiego działania. Jeśli z rozmowy w konfesjonale wynikałoby, że decyzja jest nieodwołalna, kapłan nie może udzielić rozgrzeszenia z racji złej woli trwania w grzesznym postanowieniu, czyli z powodu braku podstawowego warunku rozgrzeszenia. W przypadku, gdy penitent się waha, a kapłan nie jest w stanie przekonać go do zaniechania praktyki in vitro albo decyzję tę penitent pragnie uzgodnić jeszcze ze współmałżonkiem, co jest wskazane, rozgrzeszenie trzeba odłożyć do momentu podjęcia decyzji o rezygnacji z zapłodnienia in vitro. Nie można udzielić rozgrzeszenia, gdy u penitenta brakuje dyspozycji i pragnienia zejścia z drogi grzechu, który się wprawdzie jeszcze nie dokonał, ale jest już nieodwołalnie zaplanowane jego popełnienie (analogicznie do sytuacji, gdy ktoś planuje kradzież i nie ma zamiaru zrezygnować ze swoich planów - w swoim sercu już jest złodziejem). Przypomnijmy sobie Jezusowe słowa: "Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już w swoim sercu popełnił cudzołóstwo" (Mt 5, 28).

W trakcie procedury in vitro

Inny przypadek to sytuacja, w której penitent, przystępując do sakramentu pokuty, jest w trakcie owej wielomiesięcznej procedury. W takiej sytuacji, podobnie jak w poprzednim przypadku, należy uświadomić ogrom zła moralnego i starać się za wszelką cenę przekonać do zmiany decyzji. Inaczej rozgrzeszenia nie można udzielić z racji braku właściwej dyspozycji. Taka osoba musi wiedzieć, że chcąc cieszyć się swoim dzieckiem z in vitro, świadomie zabije przy okazji kilka innych swoich dzieci w fazie zarodkowej, prenatalnej.

Po dokonaniu zabiegu

Być może będzie to najczęstszy przypadek: osoba przystępująca do spowiedzi jest już po in vitro. Nie zwalnia to kapłana z obowiązku uświadomienia dokonanego zła, i to w ciężkiej materii. Rozgrzeszenie w przypadku skutecznego przeprowadzenia in vitro jest możliwe po spełnieniu koniecznych warunków "dobrej spowiedzi". Jednym z nich jest żal za popełnione zło. Czym innym jest radość z posiadanego dziecka, także w wyniku niegodziwej drogi jego poczęcia, a czym innym żal za czyn moralnie zły. To, że ktoś cieszy się z poczęcia dziecka, choć nieetyczną metodą, nie oznacza, że z czasem nie zrozumie zła, którego się dopuścił, i jeśli szczerze żałuje, może liczyć na miłosierdzie Boże. Rozgrzeszenie usuwa grzech, nie usuwa jednak nieporządku, jaki on wprowadził (por. KKK 1459). Stąd też wydaje się uzasadnione zachęcenie penitenta do zachowania dyskrecji o dokonanym zabiegu in vitro. Moralne zło, którego ktoś się dopuścił, nie może być motywem do chlubienia się nim. Nie może też stanowić pewnego wzorca ani zachęty dla innych niepłodnych małżeństw. Prawda jest bowiem taka, że ta metoda rozrodcza jest macierzyństwem z laboratoryjnej "taśmy produkcyjnej" (w momencie poczynania się życia dziecka jego rodzice nawet nie są obecni w pomieszczeniu, gdzie pod mikroskopem embriolog łączy ich gamety).

Czy osoba wierząca może w jakimś aspekcie akceptować in vitro?

Katolik nie może akceptować czegoś, co jest złe moralnie i grzeszne. Stosunek do in vitro jest dzisiaj testem wierności wobec nauki Chrystusa i Kościoła. Prawdą jest, że nie wszystko, co Kościół proponuje, jest łatwe. Dlatego czasem przeżywa to samo, co spotkało Chrystusa. Nie wszyscy chcieli Go słuchać, wielu odeszło od Niego, bo trudna była Jego mowa (por. J 6, 60-68). Analogiczna sytuacja zachodzi w odniesieniu do praktyki in vitro w dzisiejszej rzeczywistości. Mimo szlachetnych motywów in vitro nie może być przez katolika zaakceptowane, obojętnie czy chodzi o katolickiego prezydenta, premiera, posła, senatora, czy wiernego świeckiego. Zła moralnego bowiem, mimo humanitarnego opakowania uszczęśliwiania dzieckiem niepłodnych małżeństw, nigdy nie można nazywać i uważać za dobro!

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.52

Liczba głosów:

33

 

 

Komentarze użytkowników (34)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Lukasz86 11:29:29 | 2017-04-08
In vitro to zło! Dlaczego? Dlatego, że jest to ingerencja w kompetencje Boga. On jest twórcą i dawcą życia... tylko On! Tak jak istnieje ostra granica ludzkiego losu: potępienie i zbawienie tak samo istnieje granica tego co człowiekowi wolno a co nie. Człowiek to nie Bóg!

Jeśli świat mówi tak dla in vitro to ja się pytam co dalej. Może.. klonowanie ludzi albo eksperymenty na ludzkim genomie. Przecież wtedy mielibyśmy wydajniejszych pracowników! Kij z marchewką, że w tym wszystkim zabity został czlowiek - korona Boskiego stworzenia uczyniony na OBRAZ i PODOBIEŃSTWO BOGA.

Powiem szczerze, czytam te wasze komentarze i łapię się za głowę! MY MAMY BYĆ ŚWIĘCI !!! Wyjątkowi! Oczyszczeni w ogniu, przeznaczeni na specjalną własność Boga a gdy o tym teraz piszę to widzę szydercze uśmiechy wielu osób. Uśmiechy osób, ktore nie wiedzą o czym mówię...

Myslących podobne zapraszam na blog katolicki. Szczególnie polecam artykuł o MIŁOŚCI DO KRZYŻA, która gdzieś nam zginęła...

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~AJ 17:49:45 | 2015-05-19
Ciekawe czy Bronislaw Komorowski tez sie z tego wyspowiada...tak jak ze swojego radykalizmu????

Oceń 1 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Mistrz Ciętej 02:23:21 | 2015-05-19
Na razie zobaczymy czy dzięki in-vitro można zostać prezydentem na II kadencję.

Oceń 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~terra nova 15:53:14 | 2015-05-18
Ksiądz do ksiedza "Ja tez jestem za metodami naturalnymi, jak sie spowiadają z in vitro w ogóle mnie to nie kręci" . Ot i cały problem KK z in vitro wg Mleczki.  W pełni sie zgadzam.

Oceń 7 12 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

tes 14:25:05 | 2015-05-18
Ks.Olczyk napisał,ze zabieg in vitro:"Mają  na sumieniu nie tylko małżonkowie decydujący się na tę metodę oraz korzystający z niej, ale także wszyscy, którzy do tego "przyłożyli rękę", np. poprzez namowę czy przekazanie pieniędzy na zabieg."Jednak myslę,ze najbardziej grzeszą RODZICE(mam cichą nadzieję,ze kiedys ta kwalifikacja grzechu sie zmieni jak np.z pochówkiem samobójcow w nieposwięconej ziemi,a dawniej z zakazem sekcji zwłok)-bo gdyby nie ich decyzją co do zabiegu,lekarz tego zabiegu by nie wykonał.Chyba nie ma w Polsce osoby,któej wykonano by zabieg in vitro wbrew jej woli,tak samo jak zabiegu aborcji chyba nie wykonano nigdy wbrew życzeniu kobiety !

Oceń 3 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Rambo 14:17:23 | 2015-05-18
Czegoś nie rozumiem. Bierzemy jedną komórkę jajową z ciała matki, polewamy ją nasieniem ojca. Po zapłodnieniu umieszczamy zygotę/zarodek w macicy. Zarodek się tam zagnieżdża i rozwija. Rodzi się dziecko. Gdzie tu grzech? Na którym etapie?

Zaznaczam, że nie chodzi mi o pobieranie wielu komórek ale maks dwa i umieszczaniu ich w ciele kobiety bez absolutnie żadnej "aborcji selektywnej".

Oceń 9 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~jesienna 13:38:51 | 2015-05-18
In vitro jak najbardziej leczy bezpłodność.

Mam już dość demagogicznego  argumentu, że tak nie jest.

Leczenie to nie tylko zlikwidowanie samej choroby, ale też zlikwidowanie jej skutków.

Żadnego chorego na cukrzycę nie wyleczy insulina, nie wyleczy w tym sensie, że nie usunie przyczyny choroby.


Niemniej jednak podawanie insuliny, które zapobiega skutkowi choroby jakim jest podwyższony poziom cukru we krwi. Nikt poważny nie powie, że podawanie insuliny nie jest leczeniem a diabetologia nie jest dziedziną medycyny.

Inny przyklad - podawanie leków psychotropowych choremu na schizofrenię schizofrenii nie usuwa, ale "tylko" pozwala choremu normalnie funkcjonować. Nikt poważny nie powie, że podawanie leków psychotropowych nie jest leczeniem a psychiatria nie jest dziedziną medycyny.


Odnosząc to in vitro. Procedura ta leczy niepłodność ponieważ niweluje jej skutek jakim jest niemożność posiadania potomstwa.

Oczywiście to jest niejako "obejście problemu" (podobnie jak podawanie insuliny czy leków psychotropowych) ale to JEST LECZENIE.


Nie jestem za in-vitro.
Jestem przeciw demagogicznym argumentom.

Oceń 9 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~<jerzy> 12:49:29 | 2015-05-18
To oznacza, że nasz "umiłowany" prezydent Bronisław sam się wyłączył z Kościoła, podpisując chorą ustawę. 

Oceń 3 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook