Licencja na zabijanie

(fot. bengrey/flickr.com/CC)

Projekt ustawy o leczeniu niepłodności, którego społeczne konsultacje właśnie się kończą, zadziwia. Jaki jest jego prawdziwy cel?

 

Pełen tytuł dokumentu, który opracowało Ministerstwo Zdrowia brzmi: "Ustawa o leczeniu niepłodności, projekt z dnia 16 lipca". Rozczaruje się jednak ten, kto spodziewa się po nim rzetelnego projektu ustawy stawiającej sobie za cel zbudowanie w naszym kraju kompleksowego i skutecznego systemu leczenia niepłodności, która bez wątpienia jest dziś społecznym problemem. Na próżno szukać w nim zagadnień dotyczących medycyny prokreacyjnej, planów przeprowadzenia bardzo szczegółowej diagnostyki niepłodności małżeńskiej pozwalającej na wyeliminowanie nieprawidłowości, które da się wyeliminować czy listy specjalistów. Nie znajdziemy tam także słowa na temat nowoczesnej metody leczenia niepłodności, jaką jest naprotechnologia. Ministerstwo Zdrowia, ponoć zaniepokojone niskim przyrostem naturalnym, nie pomyślało nawet o rozporządzeniu wycofującym dofinansowanie hormonalnych środków antykoncepcyjnych niszczących płodność. Mając świadomość, że przyczyną rosnącej liczby niepłodnych par w Polsce jest coraz późniejsze decydowanie się na potomstwo, trzyma się jednej linii - wspiera biznes sztucznego rozrodu.

 

Legalizacja in vitro

 

Zaproponowana ustawa bez wątpienia wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy ją zamówili. Projekt zakłada bowiem utworzenie na terenie całego kraju szeregu centrów leczenia niepłodności, jednostek posiadających koncesję od ministra zdrowia. Ich opis w projekcie zaczyna się od banku komórek rozrodczych i zarodków. Dalej szczegółowo omówione są procedury dotyczące pobierania komórek rozrodczych, tworzenia, wszczepiania i przechowywania zarodków oraz kryteriów, jakie mają spełniać dawcy i biorcy. Wśród przewidzianych zabiegów mowa jest tylko o takich, które związane są z procedurą in vitro. Tak naprawdę bowiem opis przyszłych centrów leczenia niepłodności jest opisem istniejących już prywatnych klinik in vitro działających poza prawem przy wykorzystaniu istniejącej luki legislacyjnej. Jak zauważa w swojej analizie Katolicka Agencja Informacyjna, proponowana ustawa jest de facto legalizacją tego rozwiniętego już "przemysłu". Obejmuje go opieką i kontrolą ze strony państwa, a przede wszystkim zapewnia finansowanie z kieszeni podatnika. Zabiegi, niezależnie od ich ilości i szans powodzenia, będą bowiem finansowane w ramach kontraktów z NFZ. I to przy ciągłym braku środków na służbę zdrowia.

 

Rodzice nieznani

 

Co jeszcze przewiduje projekt ustawy o leczeniu niepłodności? Otóż daje on możliwość korzystania z in vitro zarówno przez małżeństwa lub osoby "pozostające we wspólnym pożyciu", czyli żyjące w konkubinacie, jak i osoby niebędące w żadnych związkach. Tak więc do zabiegu in vitro będzie mogła zgłosić się zarówno para, jak i kobieta samotna (jedynym warunkiem jest pełnoletniość i oświadczenie woli w formie pisemnej zgody). Zarodek będzie mógł zostać utworzony z komórek rozrodczych danej pary, bądź za pomocą komórek rozrodczych innego, anonimowego dawcy, jak również z komórek rozrodczych dwóch innych zewnętrznych dawców. Jednocześnie założenia projektu utrudniają dziecku poczętemu in vitro dostęp do informacji o jego pochodzeniu. Osoba urodzona w wyniku procedury medycznie wspomaganej prokreacji, w wyniku dawstwa innego niż partnerskie ma prawo zapoznać się jedynie z datą i miejscem urodzenia oraz stanem zdrowia dawcy (czyli w dalszym ciągu bez poznania, kim był biologiczny ojciec lub matka), ale dopiero po osiągnięciu formalnej pełnoletniości. Nietrudno więc sobie wyobrazić, do jakich rozterek psychicznych może to doprowadzić.

 

Wybór między życiem a śmiercią

 

Jeden z artykułów projektu ustawy zezwala także na dawstwo komórek rozrodczych na rzecz anonimowej biorczyni. W praktyce może to prowadzić do późniejszych przypadków kazirodztwa między osobami poczętymi w wyniku in vitro, które zawrą małżeństwo (czyli pochodzącymi od tego samego biologicznego ojca, niewiedzącymi jednak o tym).

 

Niestety projektowi bliskie są też idee eugeniki zakładającej m.in. możliwość ograniczania u człowieka jego cech ujemnych. Zabrania on wprawdzie genetycznej diagnostyki preimplantacyjnej w celu wyboru płci, ale... z jednym wyjątkiem. Chodzi o sytuację, w której "wybór taki pozwala uniknąć ciężkiej nieuleczalnej choroby dziedzicznej". Wyjątek ten w praktyce sankcjonuje szerokie "sito eugeniczne" obejmujące co najmniej kilkadziesiąt jednostek chorobowych, z którymi można żyć. W praktyce możne oznaczać to wyrok na zarodkach, np. z zespołem Downa.

 

Projekt powołuje też Radę ds. Leczenia Niepłodności oraz Rejestr Dawców Komórek Rozrodczych, przeznaczając na ich funkcjonowanie ponad 9 mln zł. Przypomnijmy, że od roku realizowany jest już rządowy program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, którym objętych zostanie w sumie ok. 15 tys. par (każda z nich będzie mogła skorzystać z dofinansowania trzech cykli in vitro). Koszty realizacji tego programu w latach 2013−2016 to prawie 250 mln zł. W pierwszym roku z zakwalifikowanych do niego prawie 9 tys. par, uzyskano 2,5 tys. ciąż, z czego urodziło się 217 dzieci. Podatników kosztowało to 72 mln zł.

 

Oprócz narodzin dziecka...

 

Zdaniem dr. Tadeusza Wasilewskiego, jednego z pionierów metody in vitro w Polsce, który po 14 latach praktyki zaprzestał jej stosowania, co więcej stał się jej zdecydowanym przeciwnikiem, projekt Ministerstwa Zdrowia jest skrajnie liberalny i w praktyce pozwala klinikom in vitro na wszystko. - Mówię "Nie" dla całej procedury in vitro: dla śmierci zarodków, do której dochodzi w trakcie jej realizacji i długofalowych, negatywnych skutków, które wynikają m.in. ze stosowania podawanych w jej trakcie leków. Jeśli traktujemy poważnie definicję początku życia, to aprobata in vitro zdecydowanie jest nieporozumieniem - podkreśla dr Wasilewski, który od pięciu lat prowadzi klinikę leczenia niepłodności metodą naprotechnologii.

 

Prof. Janusz Gadzinowski, kierownik Katedry i Kliniki Neonatologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, największej tego typu w kraju, przyznaje natomiast, że oprócz radości rodzin z powodu posiadania dziecka w następstwie stosowania metody in vitro, obserwuje także tragedie będące konsekwencją częstszego występowania ciąży mnogiej z ryzykiem porodu przedwczesnego. − Dochodzi do tego zwiększona częstość przetoczeń krwi między płodami oraz większa liczba wad wrodzonych. Wszystko to powoduje zwiększoną zachorowalność i śmiertelność noworodków. W wielu krajach w ciąży mnogiej mamy też do czynienia z tzw. eliminacją płodu, czyli zabiciem jednego z dzieci w łonie matki, aby pozostałym dać większą szansę na przeżycie - alarmuje prof. Gadzinowski, członek Papieskiej Akademii Życia.

 

Staje się jasne, skąd wziął się nakaz milczenia, jaki obowiązywał w mainstreamowych mediach, odnośnie do informacji, że chore dziecko, którego aborcji odmówił prof. Bogdan Chazan, pochodzi z in vitro. Lobbystom in vitro "przepychającym" wątpliwy projekt zdecydowanie nie na rękę było głośne mówienie na temat możliwych wrodzonych wad u dzieci poczętych tą metodą.

 

Kto ma prawo głosu?

 

Ministerstwo swoją ustawę o leczeniu niepłodności 17 lipca skierowało do konsultacji społecznych, wskazując na termin ich zakończenia 18 sierpnia br. Już sam wybór wakacyjnych miesięcy na ewentualną dyskusję świadczy o mało poważnym podejściu do tematu. Jeszcze gorzej rzecz wygląda, jeśli przyjrzymy się kogo zaproszono do konsultacji. Na liście 26 podmiotów społecznych widnieją wszystkie organizacje feministyczne i stowarzyszenia walczące o powszechny dostęp do in vitro. Jest wśród nich np. aborcyjna Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. W tym gronie nie znalazły się natomiast żadne stowarzyszenia rodzinne czy organizacje broniące życia.

 

Tymczasem Polska Federacja Ruchów Obrony Życia (PFROŻ) zrzeszająca 86 organizacji prorodzinnych, w swoim stanowisku na ten temat przekazanym mediom wyraża negatywną opinię o projekcie. "Z perspektywy medycznej, technika wspomaganego rozrodu nie jest metodą leczenia niepłodności. Polega ona jedynie na omijaniu przyczyn niepowodzeń prokreacyjnych. W organizmie kobiety lub mężczyzny nadal nie zostaje rozwiązana przyczyna uniemożliwiająca poczęcie się dziecka. Stąd też nadanie projektowi ustawy tytułu, który odnosi się wprost do leczenia niepłodności, musi zostać odczytane, jako utrwalanie nieprawdziwych informacji w świadomości społecznej" - czytamy między innymi. PFROŻ zauważa także, że projekt pozwala na przekazywanie poczętych istot ludzkich przez ich rodziców innym osobom lub do wykorzystywania podczas badań, co jest równoznaczne z traktowaniem istot ludzkich jako własności rodziców oraz legalizowaniem eksperymentów na embrionalnych komórkach macierzystych.

 

Nie zasłaniajmy się Unią

 

Z kolei jedna ze specjalistycznych opinii przygotowanych na potrzeby Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu ds. Bioetycznych, któremu przewodniczy abp Henryk Hoser, podkreśla, że zarodek został zrównany z pozycją komórki, tkanki czy organu. Na ośrodki medyczne projektodawca nie nakłada żadnego obowiązku ochrony zarodków, a ilość tzw. zarodków nadliczbowych nie zostaje w żaden sposób ograniczona. W opinii stwierdza się wprost, że "w perspektywie nauczania Kościoła katolickiego, nie ma możliwości poparcia tego projektu w procedurze legislacyjnej".

 

Dla twórców projektu ustawy argumentem do nadania jej zaproponowanego kształtu są ponoć wymogi uregulowań, których oczekuje Unia Europejska. Tymczasem ustawodawstwo w kwestii zapłodnienia pozaustrojowego w krajach Unii jest zróżnicowane, mniej lub bardziej liberalne. Czy nasz kraj nie powinien stać się przykładem nowoczesnej ochrony życia? - My Polacy powinniśmy pokazać Europie, że w tej dziedzinie potrafimy korzystać z metod, które nie pociągają za sobą śmierci milionów zarodków. Dlaczego nie potrafimy szanować ludzkiego życia od poczęcia i walczyć o szacunek do życia, tak jak czynił to św. Jan Paweł II? - zastanawia się dr Tadeusz Wasilewski.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.5

Liczba głosów:

16

 

 

Komentarze użytkowników (35)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~leszek 15:19:10 | 2014-08-19
Każdy może wejść  na stronę :
--------------
http://legislacja.rcl.gov.pl/lista/2/projekt/230033/katalog/230037
--------------
przeczytać i sprawdzić, że to co autorka pisze, to są raczej jakieś fantazjowania, a nie uwagi odnoszące się do rzeczywistej treści tego projektu. Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie ma tych spraw objętych prawnymi regulacjami,  takie dyskusje są prowadzone od 10 lat bez żadnych efektów.
Wyobrażenie, że za ta ustawą stoi jakieś "lobby" czy inna konspiracja jest fantazją autorki. Jest raczej w interesie potencjalnych pacjentów czy pacjentek, aby ta sfera została objęta kontrolą państwa. 
Nie jest wcale - jak fantazjuje autorka - że ustawa dotyczy wyłącznie "in vitro", po co rozpowszechniać nieprawdziwe informacje.
Znaczna część tego projektu reguluje zasady pobierania czy stosowania ludzkich komórek rozrodczych czy prowadzenie tzw. "banków ludzkich komórek rozrodczych", ale jest raczej fenomenem, ze w kraju europejskim w XXI wieku te zasady zostały jeszcze objęte regulacjami prawnymi. 
Wbrem fantazjowaniom autorki, zadziwiające jest wyłącznie, że projekt takiej ustawy pojawił się dopiero teraz podczas gdy taka ustawa powinna być wprowadzona dawno temu.

Oceń 3 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~dla przypomnienia 11:46:13 | 2014-08-19
za in vitro twórca otrzymał nagrodę Nobla. Świat idzie do przodu a nie cofa się do średniowicza, gdzie np. posługiwanie się widelcem też było grzechem. Przykłady można by wymieniać w nieskończoność. Ludzie odchodzą od kościoła, bo nie chcą tkwić w średniowieczu.

Oceń 10 28 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~koniec, kropka 11:37:41 | 2014-08-19
nikt nikogo nie zmusza do in vitro. Najwięcej wrzasku podnoszą ci, którym to w ogóle "nie grozi". każdy  dorosły człowiek ma prawo decydować o sobie. To wtrącanie się do każdej dziedziny życia człowieka jest naprawdę żenujące (tak kulturalnie określone), a szczególnie jeśli chodzi o intymną sferę życia.  Moje życie intymne to ja i mój partner i nikt inny!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Oceń 8 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~dd 00:34:26 | 2014-08-19
projekt ustawy każdy może przeczytać i KAŻDY może zgłosić uwagi, mam nadzieję, że organizacje katolickie w tym Polska Federacja Ruchów Obrony Życia to zrobiła! Jak jest okazja do bronienia życia to trzeba to robić! A nie post factum biadolić.

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Monika Tomalik 17:53:52 | 2014-08-18
Coś dla osób, które uważają się za katolików, a Jan Paweł II jest dla nich autorytetem: „Gdy rozmawiałam z Janem Pawłem o in vitro – bo to zaczęło się już za jego życia – to ten Człowiek, który rzadko mówił o karze, bardziej o przebaczeniu i miłości, powiedział: Chyba Pan Bóg będzie musiał ukarać tę ludzkość, bo to woła o pomstę do Nieba.” pisze pani Wanda Półtawska

Oceń 19 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Monika Tomalik 17:51:50 | 2014-08-18
Pani doktor Wanda Półtawska, bliska przyjaciółka Jana Pawła II, która 65 lat przepracowała w poradni rodzinnej, w swojej książce In vitro – zagrożona godność  pisze tak: „In vitro jest całkowitym odrzuceniem Boga Stworzyciela i jest zarazem potraktowaniem człowieka na równi ze światem zwierząt, czyli istot, którymi ma prawo manewrować. Technika sztucznego zapłodnienia jest przeciw godności człowieka i jest daleka od tego, żeby dziecko było owocem miłosnego uścisku kochających się rodziców. Dlaczego mamy skazywać dziecko na taki los, żeby dowiedziało się, że było poczęte z techniki?! Nie mamy do tego prawa.
Jeśli przyjmujemy, że każdego człowieka stwarza Bóg. Jeżeli poważnie traktujemy przysięgę małżeńską przy ślubie, gdy ksiądz zadaje pytanie: „Czy przyjmiecie potomstwo, którym was Bóg obdarzy?” – to wtedy zakładamy, że Bóg decyduje, kto i kiedy ma stać się rodzicem. Małżeństwo ma respektować Boży plan. Człowiek ma przyjąć zarówno dziecko – każde dziecko – i pierwsze, i piętnaste – jak i bezdzietność. Jeżeli są pary małżeńskie, które nie mają dzieci i nie można ich wyleczyć od strony medycznej, to trzeba zgodzić się z tym, że jest to ich życiowy krzyż, że nie mają dzieci. I oni muszą ten swój krzyż przyjąć i szukać innej drogi dążenia do świętości – bo to jest celem każdego człowieka.”

Oceń 19 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Przemek 16:15:59 | 2014-08-18
Wstyd dla rodaków Jana Pawła II, cóż za haniebny wzór dla innych 

Oceń 4 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Słaba 15:54:37 | 2014-08-18
zarodek został zrównany z pozycją komórki, tkanki czy organu. Na ośrodki medyczne projektodawca nie nakłada żadnego obowiązku ochrony zarodków, a ilość tzw. zarodków nadliczbowych nie zostaje w żaden sposób ograniczona.

W tej sprawie należałoby koniecznie przesłać Ministerstwu Zdrowia (i środkom przekazu) opinię, niezależnie od tego, czy zostało się zaproszonym do konsultacji, czy nie.

Warto byłoby też opracować conajmniej jakiś projekt ustawy o ochronie zarodka ludzkiego lub załącznik do ustawy o in vitro.
Ci, którzy mają kłopot z przyjęciem, że zarodek to człowiek we wczesnym stadium rozwoju, pewnie mogliby przyjąć, że zarodek różni się od tkanki i organu (z racji swojej funkcji ma inną genetykę) - więc pewnie zgodziliby się przyjąć taką ustawę chroniącą.
Ta ustawa powinna też ograniczać ilość zarodków.

Należałoby też uregulować sprawę stymulaji hormonalnej przed pobraniem komórek jajowych (nadmierna - aby uzyskać jak najwięcej komórek) utrudnia zajście w ciążę .Ale to już chyba nie da się ustawowo...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Słaba 15:26:20 | 2014-08-18
Po pierwsze - dlaczego przez ten miesiąc, który był na konsultację, nie ukazał się na Deonie żaden artykuł z odniesieniem do pełnego tekstu tej ustawy?
Nie wiem, jak było na innych portalach katolickich. Ale bądźmy szczerzy - przespaliśmy sprawę.
Dziś, w ostatnim dniu, można najwyżej lać krokodyle łzy. I taką rolę pełni ten artykuł...

Można było próbować zrobić jakiś protest w kwestiach najbardziej drastycznych - stosowania in vitro jako "sita eugenicznego", a nie wspomagania prokreacji. To jjest nie tylko "maksymalnie liberalny" wariant. To jest niezgodne z nazwą tej ustawy (która jest tu tak skrytykowana) - i być może z tego punktu można byłoby ten przepis zaskarżyć.

Ponadto - nie wiem, jak brzmi przepis o "anonimowim" dawstwie komórek. Dla kogo jest ono anonimowe, a kto ma dostęp do tych danych. Czy dane te mają być niszczone i jeśli tak, to kiedy? Bo te dane powinny być przechowywane z przyczyn medycznych. Jeśli idzie o rozwiązanie społeczne, to jeśli nie zastosuje się tutaj prawa takiego, jak przy adopcji, to może być wielki bałagan i procesy o stwierdzanie rodzicielstwa (nie tylko ojcostwa).

Nie uważacie, że jednak warto zawalczyć o sprawy najważniejsze, zamiast stanowiska - "in vitro nie powinno być wogóle i koniec gadania o nim".

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~__Ateista__ 13:49:29 | 2014-08-18
Świętoszkowaty Kościół Katolicki.
Przez setki lat popierał karę śmierci, a Tomasz  Akwinu, święty Kościoła katolickiego i jeden z doktorów Kościoła pisał:
"(...) człowiek, który dopuszcza się ciężkich wykroczeń, pozbawia się swojej godności i jest gorszy od bestii. Takiego człowieka można pozbawić życia."
Dziś, ten sam KK walczy zajadle z in-vitro, zupełnie pomijając objawione prawdy innego wielkiego doktora Kościoła , św Augustyna, który nauczał, że "dusza wnika do ciała (czyli powstaje osobowość ludzka) dopiero 40 dni po zapłodnieniu. "Potwierdził to II Sobór Nicejski w roku 787, stwierdzając, że u mężczyzn dzieje się to 40 dni po zapłodnieniu, a u kobiet po 80 dniach."

Oceń 11 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook