Sposób na dzień. Bandaż na rany

ks. Wojciech Koladyński
Materiały promocyjne artystki (fot. antoninakrzyszton.pl)

"Życie tyś dniem krótkim, przemijasz jak sen. Boże, tu na ziemi, aby kochać Cię, mam ten jeden dzień" (św. Teresa z Lisieux). Tylko tyle - jeden dzień, jedno życie, nic więcej. Jak wykorzystać tę szansę najlepiej? Podpowiedź przychodzi, dość niespodziewanie, od Antoniny Krzysztoń. Chwilę przed Adwentem pojawiła się płyta "Pieczęć", którą artystka nagrała z Andrzejem Jagodzińskim. To album, który głupio byłoby przegapić.

 

Antonina Krzysztoń od kilku lat towarzyszy moim Adwentom - głównie za sprawą "Perłowej łodzi" w wersji z albumu "Czekaj" (2003). Bardzo to kojące, tęskniące dźwięki. Mocno siedzą w moim sercu - i pewnie tym mocniejszym zaskoczeniem jest dla mnie "Pieczęć". To bowiem album szorstki, trudny, znacznie trudniejszy niż bym się spodziewał. Ale przy każdym kolejnym przesłuchaniu przekonuję się, że to jednocześnie album bardzo potrzebny.

 

Dwoje muzyków - wokalistka i pianista. I jedna historia - zamknięta w klamrę "Kiedy ranne wstają zorze" na początku i finałowego "Wszystkie nasze dzienne sprawy" (są jeszcze dwa bonusy, niejako echo całego opowiadania). Historia każdego dnia - tego jednego, który zmienia się w życie.

 

Zaczyna się zwyczajnie, tak przecież rozpoczynają się poranki - głos Krzysztoń wyśpiewuje pierwsze frazy "Kiedy ranne wstają zorze", a klawisze Jagodzińskiego niczym pierwsze promienie słońca (lub krople ciepłego deszczu) wsączają w serce światło. Nie ma tu żadnego kombinowania - już od pierwszych sekund jest jasne: to nie płyta rozrywkowa. To bardziej "świadectwo modlitwy" i przecież też inspiracja do szukania własnych dróg do Boga.

 

Te drogi własne, czasem już zapomniane, są niełatwe. Bo to nie jest płyta "pierwszego zakochania". To świadectwo relacji dojrzałej (a przynajmniej dojrzewającej) - stąd pewnie niektórzy przy pierwszych trudnościach w słuchaniu rzucą ją w kąt, może wrócą za parę lat. Ale ci, którzy już kawałek życia z Panem Bogiem przeszli i którzy wiedzą, że nie zawsze jest łatwo - ci wybierają Go jako fundament, źródło bezpieczeństwa. Podejmują decyzję, że już "pieczęć na sercu" będzie wyznaczała rytm codzienności - zresztą fragment Pieśni nad Pieśniami wydrukowany na wewnętrznej stronie okładki właśnie to rozumienie "pieczęci" uwypukla.

 

I pewnie dlatego cały album jest w pierwszym odbiorze trochę szorstki, może zbyt surowy. Bo w pewnym momencie życia potrzeba po prostu konkretów - także w relacji z Bogiem. Trzeba pewnej stanowczości, z którą próbuje się ogarnąć swoje serce, swoje życie. I wtedy okazuje się, co jest najważniejsze w życiu, czego nie można zgubić.

 

Są na "Pieczęci" tematy znane - choćby "Pieśń słoneczna" św. Franciszka z Asyżu czy fragmenty Psalmu 23 - ale podane w taki sposób, że trzeba się przy nich na nowo zatrzymać. Są też teksty - przynajmniej dla mnie - absolutnie premierowe, ocalone od zapomnienia, na czele z "Ofiaruję Ci tajemnicę mego życia". To piosenka wyśpiewana do tekstu bł. Honorata Koźmińskiego - jedna z najpiękniejszych modlitw na całym albumie, niejako przesłanie całości (zresztą to jeden z nielicznych tekstów wydrukowanych w książeczce). Co mogę zrobić w ciągu dnia, co mogę zrobić w ciągu życia - ofiarowywać Mu siebie, wyśpiewywać Mu chwałę. Szczególnie mocno brzmią w tym kontekście utwory, w których nie pada ani jedno słowo - "Ojcze nasz, który jesteś" to solowy utwór Jagodzińskiego, a w "Moja dusza pragnie Ciebie" głos Krzysztoń w wokalizach (z cytatem melodii "Kiedy ranne"/"Wszystkie nasze") opowiada to, co niewypowiadalne słowami. Wobec bliskości Boga czasem jedyną reakcją jest właśnie taki niezwerbalizowany zachwyt - i znów nie słychać tu "pierwszego zakochania", ale pewność dojrzałej miłości.

 

Płyta ułożona jest jak dzień - od porannej modlitwy i wołania do Ducha Świętego, poprzez wspomniane ofiarowanie siebie i pochwały stworzenia, poprzez odkrywanie, że Bóg jest we wszystkim (piękny tekst św. Wincentego Pallottiego i akcenty liturgiczne - wyśpiewany hymn brewiarzowy i "Sanctus", które przypominają, że nie tylko na Mszy św. mogę odkrywać świętość Boga), aż do wieczornego wtulenia się w Bożą obecność. Pod koniec dnia, pod koniec życia, pod koniec albumu wyśpiewuje się też pewność, że On jest największy - zresztą "Nim świat się zbliży do kresu" brzmi trochę jak refleksja po każdym kolejnym trudnym doświadczeniu, jak echo liturgii; refleksja, która przynosi nadzieję, że On naprawdę jest większy niż "wszystkie nasze dzienne sprawy" (swoją drogą - akordeon w finałowym utworze jest tak cudnie trafionym pomysłem!).

 

Album - po pierwszych szorstkościach i trudnościach - przy każdym kolejnym przesłuchaniu zaczyna przynosić ukojenie, zwłaszcza gdy pozwalasz się temu albumowi prowadzić piosenka po piosence. Słuchałem go w ostatnich kilku dniach w różnych sytuacjach: o poranku po jutrzni i wieczorem przed kompletą, pośród autobusów i tramwajów, codziennych szkolno-parafialnych biegów i zmagań. I z radością dostrzegałem, jak "mocowanie się" z tą płytą zmienia się w coraz większe zrozumienie. To piosenki, które zostają w sercu i spotykają nas niespodziewanie. Przy każdym kolejnym odsłuchu na pierwszy plan wybija się, w jakiś przedziwny sposób, jedna z ostatnich piosenek, autorski utwór Krzysztoń, "Wstań i idź". To - obok "Ofiaruję Ci tajemnicę mego życia" - drugie przesłanie albumu: zachwyt Bogiem, zwłaszcza ten niełatwy, da mi siłę, bym szedł w kolejny dzień, bym spróbował się zmierzyć z tym, co na mnie czeka. I pośród kolejnych świtów i wieczorów wiedzieć, że On jest, że On chroni.

 

Antonina Krzysztoń i Andrzej Jagodziński przygotowali płytę piękną, choć niełatwą. Nagranie przesiąknięte jest modlitwą gostyńskiej bazyliki (tam powstawało), wrażliwością muzyków i zostawia mnóstwo miejsca na Boże działanie. W jednym z wywiadów dla Polskiego Radia przy okazji promocji płyty (polecam szczególnie długi wywiad w "Muzycznych rozmowach" w Trójce) Krzysztoń powiedziała, że widzi dzisiejszy świat jako ranny, wołający o pomoc. "Pieczęć" nie jest, to jasne, receptą na wszystkie zranienia codzienności. Ale jest swoistym bandażem, który przypomina, że pomoc idzie zawsze od Niego, od Jezusa - także przez takie płyty jak ta.

 

 

ks. Wojciech Koladyński - zakochany w Panu Bogu ksiądz archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Badacz-amator popkultury, miłośnik polskiej muzyki. Szczęściarz. Prowadzi bloga księdza.pl

 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

8

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook