Weekendowy przegląd filmowy

Weekendowy przegląd filmowy
Diane Keaton i Harrison Ford, czyli gwiazdorska obsada komedii "Dzień dobry TV"
wab

Tym razem ton nadają Hiszpanie. Dwie propozycje warte uwagi: brawurowy "Hiszpański cyrk" Álexa de la Iglesii i mocny thriller "Oczy Julii". Ale jest także "Dzień dobry TV" lekka komedia w gwiazdorskiej obsadzie.

Hiszpański cyrk

"Hiszpański cyrk" Álexa de la Iglesii został nagrodzony Srebrnym Lwem w Wenecji za najlepszą reżyserię i scenariusz.

Akcja filmu zaczyna się w 1937 roku, gdy do cyrku wkracza Historia. „Nie widzicie, że ja tu pracuję?!” - mówi przebrany za klauna mężczyzna, gdy teatr szturmują republikanie, a cały Madryt ogarnięty jest wojną domową. Trupa – również klaun – musi wziąć udział w walce z oddziałami Franco. W efekcie przegranej klaun trafia do obozu pracy i prosi syna, by podążał śladem rodzinnej tradycji i by w przyszłości również zaangażował się do cyrku. By został smutnym klaunem.

DEON.PL POLECA

Tak się dzieje. W 1973 roku Javier angażuje się do madryckiego cyrku. Tam przeżywa fascynację trapezistką Natalią i wzbudza nienawiść prostackiego „wesołego” klauna. Kolejne starcie dobra ze złem rozegra się ponownie z autentyczną historią w tle – udanym zamachem ETA na premiera Carrero Blanco.

To przebój hiszpańskiego kina ostatnich miesięcy. Zbierający entuzjastyczne recenzje thriller twórców świetnego „Sierocińca". Kolejny dowód na to, że Hiszpanie wiedzą, jak zagrać na naszych fobiach i skrytych obawach, by stworzyć trzymający w napięciu thriller.

Siostra tytułowej Julii (świetna Belen Rueda) została znaleziona martwa w piwnicy swojego domu. Wszyscy (policja, mąż Julii i inni.) utrzymują, że było to samobójstwo. Tylko Julia podejrzewa, że jej siostra bliźniaczka nie odebrała sobie życia. Zaczyna prowadzić własne, coraz bardziej obsesyjne dochodzenie. A jednocześnie degeneracyjna choroba oczu, która doprowadziła siostrę do ślepoty, zaczyna rozwijać się i u niej...

Peryferie

Ten rumuński obraz został uhonorowany aż czterema nagrodami na 26. Warszawskim Festiwalu Filmowym.

To zamknięta w 24 godzinach opowieść o młodej kobiecie, której los dał nadzieję na całkowitą odmianę życia. Tak jej się przynajmniej wydawało. Dwudziestokilkuletnia Matilda, odsiadująca pięcioletni wyrok, po dwóch latach dostaje dobową przepustkę. Opuszcza bramy więzienia z postanowieniem, że nigdy tam nie wróci.

By jej plan się powiódł, brat musi pożyczyć jej pieniądze, a były facet – zarazem ojciec jej ośmioletniego syna – musi zapłacić za to, że go nie wydała przed sądem i wzięła całą winę na siebie. No i oddać syna, by mogła go zabrać ze sobą za granicę.

Brat pieniędzy nie miał, facet oddał co prawda dług, ale syna przekazał do domu dziecka. Matilda jedzie tam, by, jak się okazuje, zobaczyć, jak krzywdzone jest jej dziecko. Happy endu nie należy się spodziewać.

Ana Ularu jako Matilda jest odpychająca i niesympatyczna, za to bardzo prawdziwa. Film wart polecenia.

 

Spokój w duszy

Tono wychodzi z więzienia, gdzie spędził pięć lat za kradzież złomu. Wraca do rodzinnej miejscowości o nazwie Čierny Hron i okazuje się, że wszystko się tu zmieniło. Żona ledwo go poznaje, jego pięcioletni syn traktuje go jak obcego, ponadto nikt nie chce zatrudnić złodzieja. Tono nie chce dłużej kraść, ma dość takiego życia. Tymczasem jego przyjaciel Štefan, wpływowy lokalny biznesmen, nie chce go znać.

Koledzy z dzieciństwa – Mark, katolicki ksiądz i Peter, biznesmen odnoszący sukcesy – starają sie pomóc Tono w powrocie do normalnego życia. Niestety, sami również zmagają się z problemami mężczyzn po czterdziestce i muszą stawić czoła rzeczywistości, która odbiega od ich wyobrażeń. Tono czuje się samotny i zdesperowany.

Film byłby zdecydowanie lepszy gdyby nie raził pompatycznością i nie ociekał symbolicznością. W "Spokoju w duszy" nie ma miejsca na prostotę, na zwyczajnych bohaterów i nieskomplikowane historie. Balko uderza w wysokie tony, czyniąc ze swojego debiutu niemal moralitet.

Dzień dobry TV

Poziom lekkostrawnej rozrywki rodem z telewizji śniadaniowej, ale za to z całkiem przyjemną obsadą, więc da się obejrzeć.

Początkująca telewizyjna producentka Becky (Rachel McAdams) zostaje wywalona z lokalnej stacji w New Jersey, ale niemal natychmiast znajduje zatrudnienie w nowojorskiej IBS. Tam niestety trafia do spadającego na łeb i szyję we wszystkich sondażach porannego programu "Daybreak". Jednak Becky potrafi dostrzec potencjał w swoich pracownikach – doświadczonej prezenterce Colleen (Diane Keaton), a nawet kompletnej analfabetce, zajmującej się tematami lifestyle’owymi. Co więcej, udaje jej się sprytnym szantażem ściągnąć do prowadzenia show swojego idola, wybitnego reportera u schyłku kariery Mike’a Pomeroya (Harrison Ford). Mike opornie się zgadza (Becky znajduje kruczek w jego kontrakcie, który utrudnia odmowę), ale początkowo to, co miało być strzałem w dziesiątkę, jest raczej strzałem kulą w płot.

Justin Bieber: Never Say Never

Dokument o fenomenalnym sukcesie 17-letniego chłopaka – niegdyś ulicznego performera, a dziś idola milionów nastolatek. Zaczął od umieszczania swoich filmików w serwisie YouTube, by w krótkim czasie podpisać kontrakt z wytwórnią płytową i stać się „dziecięcym” celebrytą.

Na ekranie gra w kosza, hasa po scenie, zdejmuje koszulkę. Cały film jest hałaśliwy, młodzieńczy, zdecydowanie bardziej od filmu przypomina kolorowy teledysk czy film reklamowy. Trudno więc uwolnić się od pytania, kim właściwie jest oprócz tego, że od zawsze marzył o sławie?

Nie pomagają też sceny, w których najbliżsi wspominają, jakim zdolnym był dzieckiem i z jakim to niebywałym rytmem, mając zaledwie lat cztery, walił w domowe sprzęty.

Film byłby znacznie ciekawszy, gdyby jego twórcy postawili przed sobą inne zadanie – na przykład próbę przyjrzenia się sposobom, w jaki show-biznes kreuje nowe gwiazdy. Bo Justin Bieber jest fenomenem na skalę Facebook’a, więc warto byłoby mu się uważnie przyjrzeć.

„Sucker Punch” to historia młodej dziewczyny, która niczym bajkowy Kopciuszek po śmierci matki jest gnębiona przez złego ojczyma. Ten chce pozbyć się córki, aby spadek po żonie stał się jego własnością. Dlatego też zamyka dziewczynę w szpitalu psychiatrycznym i płaci skorumpowanemu ordynatorowi za wykonanie lobotomii. Baby Doll (bo tak nazywa się dziewczyna) ma pięć dni na przygotowanie ucieczki ze szpitala. Wraz z czterema dziewczynami wprowadza w życie niebezpieczny plan.

Fabuła jest wątła i straszliwie uproszczona, ale wizyjność i pomysłowość reżysera tworzącego kolejne światy, w które wkraczają bohaterki robi wrażenie. Cała akcja filmu toczy się bowiem w głowie naszej bohaterki, reżyser daje upust swojej wyobraźni, łącząc w całość film akcji, fantasy, dramat, horror, science fiction, kino katastroficzne i musical.

Los numeros

Komedia kryminalna Ryszarda Zatorskiego.

Historia policjanta Kuby (w tej roli Lesław Żurek), który trafia kumulację na loterii, ale zamiast otrzymać wygraną w wysokości 17 milionów, zostaje oskarżony o próbę jej wyłudzenia. Chcąc wykaraskać się z kłopotów, wpada w jeszcze większe.

W rozwiązywaniu sprawy towarzyszyć mu będzie śliczna sąsiadka i początkująca dziennikarka Ania, w którą wcieliła się Justyna Schneider. Dwie kolejne piękne panie to Tamara Arciuch, która zagrała w prawniczkę Martę oraz Weronika Książkiewicz, która w filmie jest seksowną Iwonę, prezenterkę prowadzącą loterię.

Made in Poland

Najnowszy film Przemysława Wojcieszka.

Boguś (Wawer jr) jest wściekłym na cały świat siedemnastolatkiem. Tłucze łomem samochody na parkingu i telefoniczne budki, wypluwa z siebie rewolucyjne hasła bez ładu i składu: gardzi supermarketami i ciepłymi posadkami w KFC, księdzem (Bluszcz) z jego religijnymi formułkami i matką, która wierzy w Krzysztofa Krawczyka i zbawczą moc edukacji. "Zakładam organizację terrorystyczną, średnia wieku 20 lat" - mówi w pewnym momencie. Chce rozwalić cały świat. Tylko nie ma pojęcia, w imię jakiej idei - i co zbudować w zamian.

"Made in Poland" wystawione było najpierw jako spektakl w Legnicy i stało się jednym z najgłośniejszych przedstawień ostatnich lat. Trzeba też przyznać, że było znacznie lepsze od filmu – dialogi brzmiały naturalniej, aktorzy mieli większą charyzmę i byli bardziej wyraziści. Szkoda, bo autor „Głośniej od bomb” i „Doskonałego popołudnia”, dał się poznać jako bardzo utalentowany reżyser. Czekamy na kolejny film.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Weekendowy przegląd filmowy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.