Domy Jezusa

Droga śladami Jezusa nie ogranicza się do samej tylko Jerozolimy. Większość pielgrzymek rzadko poświęca na pobyt w Świętym Mieście więcej niż dwa dni, a resztę przewidzianego czasu przeznacza z reguły na inne opisane w Ewangeliach miejsca związanie z ziemską historią Chrystusa. Każde z nich przyciąga uwagę pielgrzymów w inny sposób.

 

Stosunkowo łatwo można dotrzeć do miejsc, w których Jezus przebywał przez pewien czas, i które za jego ziemskiego życia przez krótszy lub dłuższy czas stawały się jego domem. To one właśnie, jak możemy przypuszczać, w szczególny sposób ukształtowały go jako człowieka. Jezus wprawdzie nie przywiązywał się zbytnio do miejsc, a sam o sobie mówił: Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. (Łk 9,58)


Niemniej nawet w najintensywniejszym okresie swej publicznej działalności zatrzymywał się na pewien czas w domach, u swoich uczniów i przyjaciół. Zechciejmy się im uważnie przyjrzeć zwracając przy tym uwagę mniej na oprawę materialną, a bardziej na ich duchowy klimat.

 

Ain Karem – miejsce Nawiedzenia

 

Na początku zauważmy, że to nie Nazaret był pierwszym ziemskim domem Jezusa! Z Ewangelii wiemy, że natychmiast po anielskim Zwiastowaniu Maryja z pośpiechem pobiegła w góry Judei do miasteczka, gdzie mieszkała jej kuzynka Elżbieta z mężem Zachariaszem, kapłanem świątyni jerozolimskiej.

 

Tradycja sytuuje to miejsce w Ain Karem, które obecnie stanowi zachodnie przedmieście Jerozolimy. Aby tam dotrzeć wystarczy wsiąść w zwykły miejski autobus. Nazwa ta oznacza dosłownie źródło winnicy – i rzeczywiście w centralnym punkcie miasteczka dostrzegamy zgrabną wieżyczkę meczetu, a pod nią – niskie kamienne arkady z fontanną, z której zapewne od niepamiętnych czasów mieszkańcy miasteczka czerpali wodę. Z pewnością Maryja w czasie swego trzymiesięcznego pobytu w Ain Karem też tam przychodziła, stąd też nazwano je w późniejszych czasach chrześcijańskich Źródłem Maryi.

 

Spod źródła chcemy się zapewne udać do domu Zachariasza – i tu czeka nas kolejna niespodzianka: są aż dwa miejsca, w których chrześcijańska tradycja go umieszcza. Kierując swe kroki na północ dochodzimy do kościoła św. Jana, gdzie w bocznej kaplicy odnajdujemy rzekomą grotę, gdzie miał się urodzić ten, który miał przygotować drogę Mesjaszowi.


Idąc zaś stromą ścieżką na południe dochodzimy do położonego w ogrodzie uroczego kościoła Nawiedzenia, gdzie przechowywany jest kamień obrzezania św. Jana Chrzciciela.

 

Który z tych kościołów obejmuje teren dawnego domu Zachariasza? Wszystko wskazuje na to, że jest to położony na stoku południowego wzgórza kościół Nawiedzenia. W czasach krzyżowców w XII w. był on własnością Ormian, i to dlatego właśnie „łacinnicy’ wymyślili historyjkę, że postawiono go w miejscu, w którym św. Elżbieta miała się ukryć ze swym synkiem w czasie rzezi Heroda. Wygodniej im było przekonać katolickich pielgrzymów, że prawdziwy dom Zachariasza, gdzie miał narodzić się i zostać obrzezany św. Jan Chrzciciel, był gdzie indziej, na miejscu zrujnowanego uprzednio przez muzułmańskich zdobywców kościoła w północnej części Ain Karem.

 

Sytuacja uległa zmianie dopiero wtedy, gdy, po kilkowiekowym wygnaniu chrześcijan z Ain Karem przez Turków, franciszkanie zdołali odzyskać w XVII w. oba sanktuaria. Wtedy także zdano sobie sprawę, że tradycja chrześcijańskiego Wschodu nieprzerwanie sytuuje scenę spotkania Brzemiennych Kuzynek - i spoczywających w ich łonach Synów! – właśnie w ogrodzie położonym na wzgórzu południowym. To tam Maryja i Elżbieta pod wpływem Ducha Świętego powiedziały sobie – i Bogu! - tyle ważnych rzeczy. To tam rozległy się po raz pierwszy słowa, które Kościół przechowuje jako jeden ze swych najdroższych skarbów: Błogosławiony owoc twego łona… Wielbi dusza moja Pana…

 

Miejsce to zachowało do tej pory domową atmosferę promieniującą na przybyszów ciepłem i intymnością, którą podtrzymują jego franciszkańscy stróże z Kustodii Ziemi Świętej.


Pielgrzymi, którzy tam dotarli, rozumieją dobrze, dlaczego Ewangelia w narracji o Nawiedzeniu wspomina o górskiej krainie (por. Łk 1,65), bowiem tu rzeczywiście są góry. Pierwszy raz byłem tam, gdy okolicę spowiła gęsta mgła, a położone na wzgórzach gaje oliwnie i winnice wyglądały bardzo tajemniczo. Drugim razem powitało mnie bezchmurne niebo i wspaniałe widoki na okoliczne wzniesienia. Zapewne tutejsi ludzie nie mieli łatwego życia: jak wszyscy górale musieli walczyć o to, aby wyrwać skalistemu podłożu najmniejszy nawet kawałek uprawnej ziemi i aby nie dać się kaprysom aury. Ale to właśnie musiało zahartować w swoisty sposób Jana Chrzciciela, który spędził tu całe dzieciństwo i młodość.

 

Betlejem – miejsce Narodzenia

 

Do miejsca narodzenia Jezusa jest z Jerozolimy równie blisko, jak do Ain Karem, ale dostać się nie jest tak łatwo. Wszystko to za przyczyną muru, który odgrodził Betlejem, położone na skraju Autonomii Palestyńskiej, od aglomeracji jerozolimskiej.

 

Wycieczkowe autokary muszą przejść uciążliwą kontrolę, którą tylko niekiedy izraelscy pogranicznicy odpuszczają dla posiadaczy „lepszych” paszportów. Indywidualni pielgrzymi muszą jakoś podjechać do muru (taksówką lub zdezelowanym palestyńskim autobusem z dworca we wschodniej Jerozolimie), po czym pokonać nieprzyjemną granicę na piechotę. Dalej trzeba albo łapać palestyńską taksówkę, albo też zdać się na tamtejszą komunikację miejską w dzikim tłumie oczekujących.

 

Bazylika Narodzenia Pańskiego to szacowna i co nieco przyciężkawa kamienna budowla z czasów późnostarożytnych, obecnie położona w samym centrum coraz bardziej rozrastającego się miasta. Od czasu kompromisu zawartego w 1853 r. między Francja i Rosją, dzieli się na część prawosławną, w której podziemiach znajduje się miejsce Narodzenia Pańskiego, i część katolicką, kryjącą w sobie grotę, gdzie z końcem IV w. św. Hieronim tłumaczył Biblię hebrajską na łacinę.

 

Pierwszym wrażeniem pielgrzyma, który tu dociera, jest dość często przykre zaskoczenie: spodziewał się on być może zobaczyć coś na kształt wielkiej szopki bożonarodzeniowej, a tu taki „bunkier”… To już znacznie efektowniej wygląda położony po drugiej stronie placu meczet!

 

Aby uniknąć tego rodzaju reakcji lepiej jest przed nawiedzeniem bazyliki Narodzenia Pańskiego pojechać do pobliskiego Bet Sahur na Pole pasterzy, do miejsca, gdzie mieli trzymać straż nocną pasterze, którym Anioł Pański ogłosił radosną nowinę o narodzeniu Zbawiciela. Tam możemy zobaczyć autentyczne groty, które stanowiły schronienie dla ludzi i bydła w czasie zimnych judejskich nocy. Stamtąd roztacza się także widok na peryferyjne pagórki Jerozolimy, gdzie wznoszą się obecnie nowe żydowskie osiedla odcięte od Betlejem posępnym murem. Pasterze zdziwili się zapewne niepomiernie, że Anioł każe im iść nie do Świętego Miasta, ale w stronę lichej mieściny położonej w przeciwnym kierunku. Nie do reprezentacyjnego centrum, ale właśnie na biedne obrzeża!

 

Miejsce, gdzie wznosi się obecna bazylika musiało kiedyś przypominać okolice Bet Sahur, a grota, gdzie narodził się Jezus musiała przypominać jedną z pasterskich grot. Pokorę Syna Bożego rodzącego się w pomieszczeniu godnym bydła i nieobytych parobków przypominają nam obecnie niskie drzwi bazyliki, przez które można przejść jedynie wyraźnie chyląc głowę. Jej wnętrze jest ciemne i dość zaniedbane (zwłaszcza w części prawosławnej). Po prawej stronie za ikonostasem schodzi się po wąskich schodkach do Groty Narodzenia Pańskiego, która jest obecnie niewielką kryptą ledwo mieszczącą autokarowy komplet pielgrzymów.

 

Tam zaś wita nas łagodny blask zwisających z niskiego sklepienia lamp oliwnych. Ma się wrażenie, że z mroków zstąpiliśmy ku niespodziewanemu światłu, tak właśnie jak to zapisał Ewangelista: światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła (J 1,4). Izrael pogrążony w mroku kolejnych szaleństw umierającego króla Heroda mógł tu właśnie zobaczyć wielką światłość, wschodzącej Gwiazdy z Jakuba, którą zapowiadali prorocy (por. Lb 24,17).

 

Gwiazda we wnęce oznaczająca miejsce Narodzenia Pańskiego jest mała i jakby niepozorna, lecz równocześnie nie sposób jest jej nie zauważyć. Ma ona czternaście ramion, według liczby króla Dawida, bo przecież on też urodził się właśnie tu, w Betlejem, i tu też prorok Samuel namaścił go skrycie na króla (por. 1Sm 16,1-13). Tymczasem Jezus został także uznany za króla, lecz przez Magów, którzy oddali mu pokłon i złożyli potrójny dar (por. Mt 2,11); przypomina nam o tym miniaturowa kapliczka ustawiona naprzeciw wnęki z Gwiazdą, w miejscu, gdzie miał stać żłóbek Dzieciątka.

 

Nazaret – miejsce poczęcia, dzieciństwa i młodości

 

Do Nazaret stosunkowo łatwo jest dojechać z Jerozolimy z centralnego dworca autobusowego. Inną możliwością jest wykupienie jedno lub dwudniowej wycieczki do Galilei w jednej z licznych agencji turystycznych. Pielgrzymi szlak wiedzie albo autostradą wzdłuż wybrzeża przez urodzajną równinę Szefeli, albo też znacznie bardziej malowniczą drogą przechodzącą obok Jerycha i dalej wzdłuż doliny Jordanu.

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.81

Liczba głosów:

21

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~franek 18:12:05 | 2011-05-11
Miły i mądry tekst.
Z czystej przekory dodam, że nie zrozumiałem opowiadania o domku Matki Bożej w Nazarecie. Jeśli był dziurą wykopaną w ziemi, to jak można było zabrac go do Loreto we Włoszech (Loretto jest w Polsce). W Loreto byłem i widziałem jednopiętrowy dom z bloków kamiennych.
Nie chciałbym w ten sposób umniejszyć wartości tekstu. Szczególnie przemówiły do mnie pytania postawione na końcu.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook