Trzy historie, które pokazują, co jest ważne w spełnianiu marzeń

(fot. Danny Trujillo / unsplash.com)

Sięganie po marzenia nie zawsze jest łatwe. Boimy się nieznanego, albo myślimy, że jeśli coś osiągniemy, będziemy chcieli więcej. Poznaj trzy niesamowite historie, które zwracają uwagę na to, co jest ważne w spełnianiu marzeń.


I "Zależnie od perspektywy"


Najpierw dwanaście godzin lecieli, a następnie cały dzień jechali samochodem. Kolejne dwa dni spędzone w pięknym hotelu ze wspaniałym basenem nie pozwoliły chłopcu dobrze wypocząć. Gdyby to od niego zależało, najchętniej zostałby w basenie i zaprzyjaźnił się z kilkoma innymi chłopcami, którzy w nim hasali. Nie było to jednak możliwe. Ojciec koniecznie chciał go zabrać na męczącą górską wycieczkę.


- Po prostu musisz to zobaczyć! Z wierzchołka góry jest taki widok, że nie zapomnisz go przez całe życie. Coś absolutnie niepowtarzalnego! - powiedział ojciec, próbując zapalić syna do swojej propozycji. - Nie masz się czego obawiać, będziemy mieć dobrego przewodnika i iść całkiem wolno. Jutrzejszej nocy będziesz już spał w górskim schronisku pod szczytem.
Wprawdzie nie musiał nieść dużego plecaka, tylko butelkę z wodą i pulower, jednak ostatnie godziny wspinaczki bardzo go wyczerpały i prawie już śpiąc, rzucił się na polowe łóżko schroniska.


Nie wiedział, co go obudziło i gdzie się znajduje. Pomieszczenie zalane było bladoczerwonym światłem. Wtem usłyszał łoskot, który go prawdopodobnie obudził. Zdjął go lekki strach i zapragnął być daleko stąd, u siebie, gdzie wszystko było na swoim miejscu, gdzie był rodzinny dom i mama. Po chwili znów usłyszał łoskot. Tym razem jakby bliżej. Wstał i chciał wyjrzeć przez okno, ogarnięty pełną lęku ciekawością, jaki też to widok roztoczy się przed jego oczyma. Ale okienko umieszczone było tak wysoko, że mógł zobaczyć jedynie płomiennoczerwony skrawek nieba.


- Tato, tato, obudź się! Pożar!


I znów potężny łoskot i huk wstrząsnął poranną ciszą.


- Trzęsienie ziemi! Szybko, wstawaj, musimy się ratować! Ojciec przetarł oczy, burcząc coś pod nosem. Następnie wolno rozsunął śpiwór, przeciągnął się, wstał i podszedł do okna, spoglądając na szczyt góry skąpany w promieniach wschodzącego słońca.


Huk powtórzył się i rozgrzany porannym słońcem nawis śnieżny runął, głośno dudniąc, w dolinę.


Bojaźliwie i nie bez zażenowania, że tak się lęka, chłopiec przytulił się mocno do ojca.


- Czy umrzemy tutaj? Czy to koniec świata?


- Nie, synku - pocieszył go ojciec i objął ramieniem. - To początek nowego dnia.


II "Błogosławiona niewiedza"


Dwóch biednych beduinów od lat przemierzało ze swoimi dwoma wielbłądami bezkres pustyni. Bieda i wyrzeczenia były ich chlebem powszednim. Z rzadka tylko dostawali od mijających ich karawan parę daktyli w zamian za kilka lin uplecionych z palmowych włókien. Czasem złapali jakąś jaszczurkę żyjącą w skalnych szczelinach. Przeważnie jednak prażyli migdały i owady na ogniu z wielbłądzich odchodów i pili słonawą, niezbyt nadającą się do spożycia wodę z prastarych źródeł.


Pewnego dnia natknęli się podczas swojej wędrówki na strużkę wody, której nie było przedtem w tej okolicy. Wypływała z ziemi wprost przed ich stopami i widzieli w niej niejako dar zesłany przez niebiosa. Woda była trochę mętna i lekko słona, lecz im zdawała się wodą z samego raju, bowiem dawno nie delektowali się czymś równie wyśmienitym.


- Tak cudownej wody nie możemy zachować tylko dla siebie - powiedział beduin. - Zaniosę ją osobiście władcy. On na pewno pozna się na jej wybornym smaku.


Napełnił dwa bukłaki, jeden na podróż, drugi dla władcy, i wyruszył w drogę. Po kilkunastu dniach przybył pod pałac kalifa. Powiedziawszy straży o tym, co się zdarzyło i jakie ma życzenie, został, tak jak to było w zwyczaju, zaprowadzony do sali audiencyjnej przed oblicze władcy.


Rzucił się kalifowi do nóg i powiedział:


- Jestem tylko biednym beduinem, który urodził się i żyje na pustyni. Dlatego dobrze ją znam, znam jej niebezpieczeństwa i jej cuda, a także wszystkie jej źródła. Lecz nigdy nie doświadczyłem większego cudu i nie piłem lepszej wody niż z tego źródła, które nagle wytrysnęło spod naszych stóp. Dlatego przynoszę ci tę wyborną rajską wodę, by sprawić ci nią radość.


Wodę przelano z bukłaka do złotego pucharu i podano ją kalifowi. Ten widział wprawdzie, że woda w pucharze nie lśniła jak zwykle, lecz była mętna, wziął jednak jeden łyk i chociaż mu nie smakowała, nie dał tego po sobie poznać.


Następnie przerwał pełną napiętego oczekiwania ciszę, rozkazując strażom ująć beduina i osadzić go natychmiast w więzieniu, tak by nic i nikogo nie widział. Przerażonemu beduinowi zarzucono więc na głowę chustę i umieszczono go w ciemnym lochu.


Później, kiedy kalif pozostał sam ze swoim wezyrem, udzielił mu następującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak dziwnie postąpił:


- Dla beduina woda oznacza wszystko, dla nas zaś nie znaczy nic. To, co uważa on za wodę raju, jest dla nas niezdatnymi do picia pomyjami. Jednak jego pragnieniem było podzielić się z nami czymś, co jest dla niego najcenniejsze. Każ go zatem sprowadzić do mnie, gdy nastanie noc. I niech zaniosą mu jedzenie, lecz bez wody, by nie rozczarował się zawartością swojego bukłaka, gdyż nadal będzie musiał zadowalać się taką wodą.


Kiedy beduin, posilony dobrą strawą, ponownie stanął przed obliczem kalifa, ten wręczył mu sakiewkę ze złotymi monetami.


- Aby uchronić cię przed zawistnymi ludźmi, wręczam ci tę sakiewkę dopiero teraz i mianuję cię strażnikiem odkrytego przez ciebie źródła. Każdy, kto przemierzając pustynię, przyjdzie do ciebie, niech wie, że ty ochraniasz źródło, a ja ciebie. Idź i strzeż tego źródła w moim imieniu.


W ciemnościach, tajnymi drogami straże wyprowadziły beduina z pałacu w kierunku miasta, tak by do jego uszu nie dotarł plusk parkowych fontann, a jego oczy nie dostrzegły żadnego ze stawów.


III "Pozbawiony życzeń"


Rybak wyciągnął z wody sieć. Na jej dnie znalazł starą butelkę. Otworzył ją i nieźle się przestraszył, gdy wydostał się z niej na zewnątrz potężnych rozmiarów duch.


- Ponieważ mnie uwolniłeś, możesz wypowiedzieć trzy życzenia. Powiedz pierwsze.


- Życzę sobie - rzekł z namysłem rybak - abyś uczynił mnie tak mądrym, że moje kolejne dwa życzenia będą doskonałe.


- Gotowe! - zagrzmiał duch. - A teraz twoje drugie i trzecie życzenie.


- Serdeczne dzięki! - powiedział rybak. - Nie mam więcej życzeń.
 

***

 

Chcesz przeczytać więcej historii? Wszystkie opowiadania pochodzą z książki Norberta Lechleitnera "Witaminy dla duszy".

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

4

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook