Nie tylko filozofia

(fot. shutterstock.com)

Starożytni Rzymianie twierdzili wprawdzie, że w hierarchii wartości pierwsze miejsce należy się praktycznemu życiu, a filozofii dopiero drugie ("primum vivere, deinde philosophari), ale sami przywiązywali dużą wagę do studiów filozoficznych. Mimo że w pierwszej połowie II wieku przed Chr. trzykrotnie wypędzano z Rzymu filozofów greckich, to jednak zamożni i oświeceni Rzymianie, rozumiejąc znaczenie filozofii, starali się zapewnić swoim synom możliwie najlepsze wykształcenie w tej dziedzinie, posyłając ich na kosztowne studia filozoficzne nie tylko do szkół rzymskich, ale również do Aten, na wyspę Rodos, do Aleksandrii i kilku innych ośrodków myśli filozoficznej.


Nie tak dawno  pojawiły się w mediach informacje o zamiarze likwidacji kierunku filozofii w niektórych polskich uczelniach. Uzasadnieniem takich decyzji czy uchwał miała być rzekomo nierentowność tych studiów z powodu małej liczby studentów. Nie wiem - bo takich informacji nie doszukałem się w mediach - czy rzeczywiście doszło do zamknięcia tego kierunku w którejś z polskich uczelni wyższych. Osobiście wolałbym wierzyć, że nigdzie w Polsce do tego się nie posunięto, gdyż stałoby się to precedensem, na którym mogłyby się wzorować uczelnie, których sytuacja finansowa tych studiów jest zła lub wręcz katastrofalna. Bez filozofii nasze uniwersytety, jak słusznie stwierdził autor listu otwartego w tej sprawie, zdegradują się do rangi szkół zawodowych i stracą w istocie prawo nazywać się uniwersytetami, podczas gdy sama ich idea i powstanie nierozerwalnie związane są z filozofią. Warto wreszcie zauważyć, że studia filozoficzne nie powinny mieć charakteru masowego i liczba studentów  w żadnym wypadku nie może przesądzać o ich funkcjonowaniu w uniwersytecie. Zresztą sam system, w którym środki finansowe dla uczelni wyższych w Polsce przyznawane są zależnie od liczby studentów, to znaczy im większa liczba studentów, tym większe środki otrzymuje uczelnia, jest nie tylko błędny, ale wręcz szkodliwy, gdyż w takim razie miernikiem wysokości nakładów na szkoły wyższe nie staje się poziom kadry dydaktycznej, jakość nauczania, wyniki badań naukowych, ogólnopolskie i międzynarodowe znaczenie danej uczelni, lecz po prostu i wyłącznie liczba studentów. Wydaje się, że im prędzej ten chory system zostanie zarzucony, tym prędzej wydobędziemy się z głębokiej depresji, w jakiej w ostatnich dziesięcioleciach znalazło się polskie szkolnictwo wyższe.


Wykazując zastraszającą szkodliwość i jawną absurdalność samego pomysłu zamknięcia studiów filozoficznych, które są z założenia szkołą prawdziwie pragmatycznego i strategicznego myślenia, należy pamiętać o opłakanej sytuacji także innych kierunków studiów humanistycznych w Polsce, takich jak historia, historia sztuki, filologia klasyczna, socjologia. Trzeba tu zwrócić uwagę, że od wielu miesięcy na łamach internetowego czasopisma Polskiej Akademii Umiejętności "Pauza Akademicka" toczy się na ten temat dyskusja, w której głos zabierają wybitni przedstawiciele polskiej humanistyki, diagnozując jej stan w poszczególnych dziedzinach i szukając sposobów uzdrowienia. Czy jednak jakakolwiek terapia jest tu możliwa bez całkowitej zmiany stosunku władz do humanistyki na wszystkich jej szczeblach - od szkół podstawowych poprzez gimnazja i licea po uniwersytety, instytuty badawcze, związki twórcze, biblioteki, wydawnictwa itd.? Dotychczasowe, raczej smutne doświadczenia każą w to wątpić.


Walka przeciwko szeroko pojmowanej humanistyce zaczęła się w istocie od chwili wprowadzenia w Polsce pseudo-socjalistycznego systemu władzy po II wojnie światowej. Jednym z pierwszych kroków w tym kierunku była przeprowadzona pod dyktando radzieckich mocodawców eliminacja z polskiego systemu oświatowego języków i kultury klasycznej, które stanowią fundament wszelkiej edukacji humanistycznej. Później przystąpiono do usuwania ze szkół nauki religii i redukcji zakresu nauczania innych przedmiotów humanistycznych w celu wprowadzania ich kosztem we wszystkich typach szkół aż po wyższe uczelnie włącznie obowiązkowej nauki języka rosyjskiego. Proces ten został na pewien czas zahamowany po roku 1956 i reformach tzw. "polskiego października" oraz po tzw. "transformacji" w roku 1989. Obecnie jednak od kilku lat mamy do czynienia z inspirowanym przez władze, w całej rozciągłości aprobowanym przez nie procesem gwałtownej dehumanizacji polskiego szkolnictwa wszystkich szczebli, zatrważającym zjawiskiem masowej likwidacji szkół, drastycznym zmniejszaniem ilości godzin przeznaczonych na przedmioty humanistyczne w programach nauczania. Bezsensowne preferowanie studiów technicznych przez wysokie nakłady finansowe kosztem kierunków humanistycznych ma rzekomo służyć modernizacji i zwiększeniu "innowacyjności" naszej gospodarki. Efekty tych zabiegów są jak dotąd żałosne, a nic nie zapowiada, że stan naszej gospodarki dzięki nim poprawi się w przyszłości.


Władze oświatowe wszystkich szczebli, kierując się odgórnymi dyrektywami, najwidoczniej nie zdają sobie sprawy z faktu, że wszystkie tego rodzaju działania nie tylko nie przynoszą żadnych wymiernych korzyści, ale wyraźnie szkodzą zarówno gospodarce, jak i kulturze narodowej, która w Polsce przeżywa aktualnie w wielu ważnych dziedzinach okres upadku. Jeśli ci, którzy zdobyli lub przyznali sobie przywilej decydowania o naszym szkolnictwie i edukacji, o rozwoju naszej kultury narodowej, nie przypomną sobie myśli Hugona Kołłątaja, jednego z najświatlejszych przedstawicieli polskiego Oświecenia, iż kultura i edukacja narodu może się prawidłowo rozwijać tylko wówczas, jeśli wszystkie dziedziny wiedzy cieszą się równymi prawami, o żadnej poprawie sytuacji niestety nie może być mowy.

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

10

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?