Abp Grzegorz Ryś o "konserwacji", która zabija Kościół

(fot. youtube.com / maskacjusz)

Straszna pokusa polega na tym, żeby sprowadzić ewangelizację, bo Kościół istnieje dla ewangelizacji, do "duszpasterskich zabiegów o charakterze wyłącznie konserwującym". (...) My będziemy konserwować i patrzeć, jak Kościół się zwija.

 

Przytoczę najprostszą definicję nawrócenia pastoralnego. Definicja jest następująca: "Nawrócenie pastoralne naszych wspólnot wymaga przejścia od duszpasterskich zabiegów o charakterze wyłącznie konserwującym do posługi zdecydowanie misyjnej". To jest 375. punkt tzw. Dokumentu z Aparecidy, tego, który powstał w 2007 roku jako wynik refleksji biskupów latynoskich oraz biskupów Karaibów. Ten dokument ma napisany wstęp przez papieża Benedykta XVI. Papież pokazał, że to nie jest dokument tylko do refleksji dla lokalnego Kościoła.

 

Nie widzimy, gdzie naprawdę leży problem

 

Zwróćmy uwagę na kilka elementów tej swoistej definicji. Po pierwsze mówimy o potrzebie nawrócenia, to znaczy pokazujemy problem po swojej stronie. Jesteśmy świetnymi ekspertami od pokazywania problemów po drugiej stronie. Jeśli mówimy "nawrócenie", to oznacza, że problem jest po naszej stronie. Jak ten problem opisać? Jest takie zdanie, które zresztą jest cytowane w "Dokumencie z Aparecidy", to jest zdanie napisane przez kard. Ratzingera w roku 1996. Ratzinger mówił, że to, co widzimy w Kościele dzisiaj: "to jest szary pragmatyzm kościelnej codzienności, w której wszystko wydaje się w dalszym ciągu trwać normalnie, a w rzeczywistości mamy do czynienia z wiarą, która umiera".

 

Przyszły papież, bo to jest 1996 rok, fantastycznie nazwał to, co może nawet przeczuwamy, ale on to po prostu opisał: "szary pragmatyzm kościelnej codzienności". Kościół się dzieje, dzieje się też w naszych parafiach. Dzisiaj jest niedziela, jutro będzie poniedziałek. Dzisiaj jest suma, jutro jest kancelaria. Po jutrze mamy pogrzeb, w sobotę katechezę kościelną dla rodziców chrzestnych. "Mówiłem już ją dziesięć razy, dam sobie radę". Potem znowu jest niedziela, ale już Adwentu. Potem Boże Narodzenie. Ktoś tego nie umie? Wszyscy to umiemy? Robimy to świetnie, nauczyli nas tego. Tylko to jest szare. Tu kompletnie nie ma życia. Nie ma kolorów. I papież mówi, że to wszystko wydaje się normalne, że funkcjonuje, toczy się. I wiara umiera.

 

Dlaczego będziemy patrzeć, że Kościół się zwija?

 

Co chcemy zakonserwować? Liczby? Mówią, że w Bukowinie na Mszy jest 110% ludzi. Bo to jest miejscowość turystyczna. Nie mam nic przeciwko góralom, ale co z tego, że jest 110%, co chcemy konserwować? Co się kryje za tymi liczbami? W kościele na Mszach w ciągu dnia było 2500 ludzi. A ilu było z sąsiedniej parafii? Ilu przyjezdnych? Ilu takich, którzy uprawiają churching? I człowiek wpada do kościoła, my go liczymy, jesteśmy zachwyceni, pokazujemy liczby. Ale pozostaje pytanie, gdzie jest kościół, który go tworzy, kościół, w którym on jest? Nie do którego wpada, ale w którym jest? Powtarzam, nie chodzi o liczby, ale o to, co się za nimi kryje.

 

Straszna pokusa polega na tym, żeby sprowadzić ewangelizację, bo Kościół istnieje dla ewangelizacji, do "duszpasterskich zabiegów o charakterze wyłącznie konserwującym". W wakacje odwiedzałem wspólnoty, które były na rekolekcjach oazowych. Na jednym spotkaniu taki młody człowiek, widać, że nakręcony tymi rekolekcjami, zadał mi pytanie: "Księże biskupie, jak to zachować?". Pytał, bo wiedział, że ten dobry czas rekolekcji może szybko się skończyć. On już jest przerażony i wie, że wraca do świata, gdzie to wszystko jest ułożone jednak trochę inaczej. To są takie momenty, kiedy Duch Święty musi szybko podpowiadać odpowiedź.

 

Powiedziałem mu: "Chłopie, zachowują tylko ci, co pomnażają". To jest przypowieść o talentach. Ten, który zagrzebał w ziemi, nic nie zachował. Usłyszał: "To nie jest twoje, dawaj". Ten, który zachowuje, ten pomnaża.

 

My będziemy konserwować i patrzeć, jak Kościół się zwija. W imię naszej konserwacji. Jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń, jakie mam ostatnio, związane jest z bierzmowaniem, jakiego udzielałem w polskich parafiach w Niemczech. Miałem też tam rekolekcje dla polskich księży w Niemczech. I oni widzą, że jak jest 11 parafii w wielkim mieście, to nie ma tam ani jednego księdza. I zamieniają te parafie w jeden ogromny "ośrodek duszpasterski". I radzą tam w dekanatach, jak to zrobić, jak ułożyć struktury, jak to zorganizować. I jak już to wszystko pięknie poukładają, to widzą, że to wszystko się kurczy.

 

Można by było postawić inne pytanie. Skoro nie mamy księży, to skąd się księża biorą? Jan Paweł II napisał, że najważniejszym źródłem powołań kapłańskich jest kierownictwo duchowe. Ale jak robić kierownictwo duchowe w świecie, w którym się już nie spowiada? "To zakonserwujmy to, co mamy, i połączmy wszystkie parafie". To nie są żarty.

 

Misja konkretnej miłości

 

Wróćmy jeszcze do "Dokumentu z Aparecidy". To jest jeden z dokumentów, który wyznacza pontyfikat papieża Franciszka. On był jednym z ojców synodalnych z Aparecidy i był jednym z twórców tego dokumentu.

 

Ale przejdźmy dalej, od "zabiegów o charakterze konserwującym" do misji. Misja prowadzi do przekazania doświadczenia wiary, czyli osobistego spotkania z Jezusem. Nie ma tego, to nic nie ma. Misja to jest ewangelizacja, ewangelizacja to jest spotkanie osoby z osobą, przekaz wiary. To jest nasza misja.

 

Jednym z najpiękniejszych obrazów, jakich użył papież Franciszek, jeśli chodzi o przekaz wiary, to jest sztafeta 4 razy 400 metrów. Biegniesz z tą pałeczką i widzisz, że dobiegasz. I co? Rzucasz ją obojętnie gdzie czy przekazujesz drugiej osobie? To jest spotkanie osoby z osobą, gracie w jednej drużynie, jeszcze musisz tego drugiego dotknąć. Przekaz wiary to jest sztafeta. Nikt nie rzuca pałeczki na oślep, bo może ktoś złapie. A jak pobiegnie w drugą stronę? A jak złapie i schowa do kieszeni? A jak złapie, bo jest kolekcjonerem pałeczek? Sztafeta to jest misja.

 

I jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym podkreślić. Konieczne jest nawrócenie pastoralne naszych wspólnot. Chciałbym skupić się na słowie "wspólnoty". Tu jest to wyczucie, że ewangelizuje Kościół, ewangelizują wspólnoty. To jest na przykład parafia. To jest też na przykład wspólnota w Ruchu Światło Życie albo Droga Neokatechumenalna, albo którykolwiek ruch eklezjalny. Wspólnota potrzebuje odejścia od zabiegów konserwujących do misji. Oczywiście tutaj nie chodzi o to, że wspólnota ma rosnąć w nieskończoność. Święty Benedykt, który jest mistrzem myślenia o wspólnocie w Kościele na Zachodzie, i św. Bazyli na Wschodzie, obydwaj mieli poczucie, że wspólnota musi być mała. Benedykt mówił - 12 mnichów. Jak się pojawią kolejni, to tworzymy nowy klasztor. Bazyli mówił tak samo. Jeden i drugi mieli poczucie, że istniały do tej pory na Wschodzie i Zachodzie wspólnoty, które miały po kilka tysięcy mnichów. Na Wschodzie były wspólnoty mnichów, które liczyły po pięć, sześć tysięcy osób.

 

Benedykt i Bazyli mówili otwarcie, że w tym nie ma konkretnego doświadczenia chrześcijaństwa, bo głównym przykazaniem chrześcijaństwa jest przykazanie miłości.

 

Nie ma żadnego powodu, żeby kochać czterdzieści tysięcy ludzi. Tak jak w parafii. Można powiedzieć, że kocha się wszystkich parafian. Zwłaszcza jak połowy nie wiedziało się nigdy na oczy. Ale jak masz dwunastu ludzi, z którymi żyjesz całe życie, to jest konkret. Czy nie mówimy o tym, że potrzebujemy właśnie konkretnych wspólnot? Inna sprawa jest taka, że te dwanaście osób może zamknąć się w zamku, wybudować fosę i podnieść most zwodzony. I jeszcze powiemy, że to jest modne, bo "liczy się jakość".

 

Albo misja, albo zanik

 

Może nam być tak świetnie w naszych wspólnotach, że mamy w nosie to, co się dzieje poza nimi. Wspólnota albo jest konserwująca, albo jest misyjna, wychodząca do innych. Jeśli jakaś wspólnota ma charyzmat, to on jest dany tylko dla niej czy dla całego Kościoła? Mają go przeżywać tylko dla siebie czy dla całego Kościoła? Charyzmat nie jest im dany, żeby się dobrze poczuli w tym małym kółeczku. Jest im dany dla parafii, dla Kościoła. To jest ich przeżywanie wiary dane Kościołowi. Nie ma innego mechanizmu.

 

Oczywiście to, czy wspólnota będzie misyjna, zależy od obu stron. Biskup DiMarzio mówił kiedyś, że polscy wierzący, owszem, są bardzo pobożni i modlą się, ale jak chodzi o dzieło posługi w Kościele, to zostawiają je swoim proboszczom i wikariuszom. Oczywiście po drugiej stronie też jest piłka, bo jest pytanie, na ile ksiądz jest otwarty na wspólnotę. Żeby ksiądz w parafii nie chciał podejmować ewangelizacji w pojedynkę. I żeby się nie łudził, że ewangelizację można wykonywać w pojedynkę.

 

Bardzo mnie uderzyło, że w "Dokumencie z Aparecidy" wypisanych jest kilka trudności oraz problemów, z jakimi ksiądz musi się dzisiaj zmierzyć w świecie. Tych trudnych wyzwań jest wymienionych kilka. Na trzecim miejscu jest celibat, na drugim jest zmierzenie się z dzisiejszą kulturą, a na pierwszym - zmierzenie się z własną tożsamością kapłańską, tak jak ją Kościół rozumie od czasu Soboru Watykańskiego II.

 

Sekret tkwi w służbie

 

Jak od tego czasu Kościół mówi o kapłaństwie? Wyróżnia jego dwa rodzaje: kapłaństwo królewskie i kapłaństwo służebne. Kapłaństwem królewskim jest nazwane kapłaństwo powszechne. I dlatego kapłaństwo służebne jest nazwane służebnym, bo sługą się jest dla króla. Ja mam kapłaństwo służebne wobec kapłaństwa królewskiego, które jest złożone w całej wspólnocie. I to jest wpisane w mój urząd pasterski. Czyli pasterz to nie jest ten, który mówi, gdzie jest miejsce każdego, nie przestawia szachów na szachownicy, nie chodzi o to, że biskup ma władzę nad każdym księdzem w diecezji i może z nim zrobić, co mu się żywnie podoba. Chodzi o to, że jest pasterz i jest wspólnota.

 

I to wspólnota ma pierwszeństwo, a pasterz jest na służbie tej wspólnoty. I taki pasterz jest zainteresowany, kto ma jaki charyzmat, że go wzbudza w ludziach, że go wzmacnia. I co, to nie jest trudniejsze niż przestrzeganie celibatu?

 

Kiedyś jeden ksiądz, jak usłyszał moje słowa, powiedział, że jak tak dalej będę mówił, to nam się powołania skończą. Nie wierzę w to, że młodzi ludzie kierują się tylko taką logiką. Ale ten ksiądz chcący nie chcący powiedział coś ważnego. Że w momencie, kiedy na serio mówimy o kapłaństwie służebnym, to jest trudno, żeby się w tym odnaleźć. Kapłaństwo, tak jak je opisał sobór, jest właśnie na służbie wspólnoty. To jest cała tożsamość.

 

Konferencja została wygłoszona w czasie II Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji w 2013 roku. Tytuł, nagłówek i śródtytuły pochodzą od redakcji.

 

Grzegorz Ryś - biskup pomocniczy krakowski w latach 2011-2017, arcybiskup metropolita łódzki od 2017 r.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.54

Liczba głosów:

213

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Oriana 00:49:57 | 2019-04-01
Coś co jest zakonserwowane nie jest już żywe, mimo że przez długi czas może się nie zmieniać i nawet pięknie wyglądać. Zakonserwowany ogórek ładnie wygląda w słoju, ale z niego nie powstanie już nowe życie. Nowe życie powstanie z ogórka, który dorośnie, wyda nasiona, sam niestety zgnije, albo zostanie zjedzony, ale z jego nasion powstaną nowe ogórki, które zakwitną i powstaną z nich nowe owoce. Konserwa, to niestety nie jest życie, ani rozwój. 

Oceń 4 23 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Wow Ras 21:27:39 | 2019-03-31
Ewangelizować znaczy pokazywać drogę do Boga, np moją więź z Nim, i/lub owoce tej więzi w moim życiu; nierzadko mylimy misję ewangelizacji jako zagarnianie owieczek do Kościoła Katolickiego :)

Kapłani KK mają problem ze zrozumieniem tego, że są na służbie wspólnoty. NAjcześciej jest odwrotnie :(

Oceń 6 28 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 10:53:46 | 2019-02-10
Życie niesie nam rzeczy dobre i rzeczy nowe. Rzeczy nowe nie zawsze są dobre,  a dobre nie zawsze są nowe. Jak się w tym rozeznać, komu wierzyć? Na tym polega ten nieszczęsny dar wolności.

Oceń 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Beniamin 08:36:47 | 2019-02-10
Bp Ryś się myli ,kard.Ratzinger się myli, Franciszek się myli tylko polscy jedyni prawdziwi katolicy trwają w prawdzie.

Oceń 4 34 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Mawak 22:51:40 | 2019-02-09
"Bardzo mnie uderzyło, że w "Dokumencie z Aparecidy" wypisanych jest kilka trudności oraz problemów, z jakimi ksiądz musi się dzisiaj zmierzyć w świecie."
Rozumiem, że apostołowie i ich następcy w pierwszych wiekach nie musieli się mierzyć z trudnościami oraz problemami.
Rozumiem, że misjonarze, tacy jak św. Wojciech nie musieli się mierzyć z problemami i trudnościami.
Rozumiem, że podczas rewolucji francuskiej, rosyjskiej czy w czasie wojny z bolszewizmem w Hiszpanii księża, zakonnicy i zakonnice nie musieli się mierzyć z problemami i trudnościami.
Czy może mi ktoś powiedzieć, kiedy to był taki czas, gdy prawdziwie wierzący duchowni nie musieli się mierzyć z problemami i trudnościami?
W dzisiejszych czasach największym problemem księży jest po prostu brak wiary. Nie mamy zbyt wielu duchownych, którzy rzeczywiście wierzą w to, czego nauczał Chrystus i to jest podstawowy problem. Zarówno tych niewierzących duchownych, jak i nas, którzy nie znajdują w nich oparcia, a jedynie słyszymy inwektywy, że jesteśmy faryzeuszami, dewotami i nienadążamy za nowymi czasami.
Wciąż zadaję sobie pytanie - kto tak naprawdę odchodzi z Kościoła: ci nowocześni, czy ta konserwa.

Oceń 46 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

koru 20:29:07 | 2019-02-09
Dziwne - ta, gdzie Kościół dobrze konserwował, tam się rozwija, a tam gdzie najgłośniej krzyczy o konieczności stawiania na "żywe ewangelizowanie" tam wymiera.

Oceń 116 15 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (1/2019) "Życie modlitewne katolika"