Cześć, nazywam się PRZEGRYW

Michał Lewandowski
(fot. depositphotos.com)

Światło, które nocami odbijało się od śniegu pozwalało mi przetrwać. Chociaż była noc, ono się jej nie poddawało. To sztampowa, ale całkiem udana metafora mojego życia.

 

Krzysiek. Znamy się od dawna, przegadaliśmy nie jedną sprawę. Teraz stwierdził, że to historia warta opisania. Nie musiał mnie długo namawiać. Usiedliśmy, ja tylko pisałem.

 

Miałem dobre relacje z rodzicami, ale uważam, że byli nieobecni w moim życiu. Nie, żadna patologia, po prostu czułem, że samo moje bycie im wystarcza. Nie muszą już zabiegać, ani troszczyć się o mnie na takim głębszym, bardziej subtelnym poziomie. Miałem wszystko, czego potrzebowałem, wiadomo, że czasem było krucho, ale generalnie nam starczało. Bez szału jednak, nowe buty raz do roku i zawsze wykorzystane do maksimum. W domu nie nosiłem wyjściowych ubrań, bo trzeba oszczędzać. Ale na słodycze wystarczało, może dlatego byłem w szkole większy w pasie od innych. W katolickich książkach znajdziesz mnóstwo porad, że to ojciec kształtuje wnętrze syna, że potrzebna im jest wyprawa, ratowanie księżniczki i takie inne bzdety, które przeczytasz między innymi w "Męskim sercu". To fajnie wygląda na papierze, ale od zawsze uważałem to za sprzeczne i przemocowe. Kiedy zakompleksione chłopaki czytają takie teksty, to tworzą sobie w głowie idealny obraz faceta. Najlepiej, żeby wyglądał jak Brad Pitt, miał muskularną i owłosioną klatkę piersiową, szczękę kanciastą jak pudełko i zawsze wiedział, co ma robić. Tak, uważam, że takie książki robią wodę z mózgu młodym kolesiom, którzy dopiero co zaczynają swoje życie. Moi wierzący rodzice podrzucali mi podobne teksty i nawet nie wiedzieli, że robią mi krzywdę. Ale napisz to takimi słowami. Dobrze.

 

Napisałem. Chociaż sam czytałem w młodości "Męskie serce", to nie wiedziałem, że można mieć do niego tak emocjonalny stosunek. Postanowiłem podrążyć temat.

 

Kościół kształtowany jest również przez współczesną kulturę, a ona mówi, że facet, to - pardon panowie - wyrobnik, który ma spełnić określone funkcje. Żeby nie było, to samo tyczy się kobiet. Ale mężczyzna ma zawsze mieć wszystko poukładane, dobrze, żeby był pewny siebie, miał nienaganne maniery, uczesany, ząbki umyte, modne ciuchy, obeznany w świecie, z samochodem, wiedzący, co ma robić, poukładany, oszczędny… już mi się nie chce dalej wymieniać. Nigdzie w tych mądrych książkach nie przeczytasz tego, że facet może być słaby i że to wcale nie sprawia, że jest gorszy. A Kościół dowala do tego mistyczną otoczkę i kreuje obraz mężczyzn, którzy są połączeniem św. Józefa z Chrisem Evansem i najlepiej, żeby jeszcze miał taką tarczę (Evans jest aktorem grającym Kapitana Amerykę, bohatera, który posługuje się tarczą zdolną odbijać prawie wszystko - red.). Nie ma tam miejsca na słabość, na wątpliwości. Jest takie słowo, które określa facetów, którzy nie wpisują się w ten nomen omen święty obrazek - PRZEGRYW. I tak, chciałbym, żebyś napisał to wielkimi literami. Przegryw to ktoś, to ma całkiem udane życie, ale nie wpisuje się w kulturowy model, który wymaga od faceta tego wszystkiego, o czym wspomniałem. Rżnięta od linijki forma, którą trzeba zalać stopionym kolesiem.

 

No dobrze, ale jeszcze nie wytłumaczył mi, dlaczego tak denerwuje się, kiedy mowa o PRZEGRYWACH (tak, zaczynam stosować jego język).

 

Bo sam przez lata czułem się przegrany. Nigdy nie wiedziałem dlaczego, może to moja jakoś tam zafiksowana relacja z rodzicami, nigdy nie byli do końca obecni i tak naprawdę większość rzeczy w życiu robiłem na czuja, nie miałem nad sobą opieki, doradców, którzy podpowiadają ścieżkę, nie czułem, że ktoś mnie prowadzi. Czułem się słaby, bez wyraźnego pomysłu na życie. Owszem, przeszkadzało to, ale nie na tyle, żeby nie dało się żyć. Dopiero, kiedy naczytałem się o tym, jaki jest modelowy przykład faceta, coś we mnie pękło, poczułem, że od zawsze zachowywałem się inaczej, byłem odludkiem, kolesiem bez własnego zdania, szarakiem, któremu można wszystko wmówić. Możliwe, że wcale taki nie byłem, ale kiedy zrozumiałem, czego oczekują ode mnie inni, okazało się, że jestem gorszy. Więc dalej pakujmy w młodych te heroiczne wyobrażenia o męskości, to złamiemy kolejny życiorys.

 

Tutaj użył mocnych słów o "złamanym życiorysie". Wiem, że całkiem dobrze radzi sobie w życiu, ale wiem, że przeszedł trudne chwile.

 

Miałem taki zwyczaj, jak przychodziłem ze szkoły do domu i nikogo nie było, to wpatrywałem się w okno. Była zima, różowawe niebo, kilka lamp ulicy nieopodal, jakieś cienie, blaski, odgłos piszczących butów na małej hali sportowej obok. Siedziałem i gapiłem się w ten wirujący pejzaż pokryty śniegiem i adorowałem moment swojego bycia w dupie. Czułem się przegrany, bo tamci faceci byli bardziej wysportowani, tamci mądrzejsi, tamci lepiej wygadani, tamci mieli więcej hajsu. W podstawówce było widać, kto ma nadzianych starych, a kto nie. Dzieciaki chodziły w przetartych butach, czasem w poplamionych ubraniach. Teraz jest lepiej, wtedy były przepaści. No i czułem, że mimo posiadania jakiejś tam paczki przyjaciół, byłem sam. Jak jesteś przegrany, to cały czas rywalizujesz ze światem, bo chcesz udowodnić, że jednak taki nie jesteś. Coś tam robisz, próbujesz rozmawiać, starasz się. Wtedy najczęściej jesteś sztuczny, więc przegrywasz i koło się zamyka. Odbyłem setki takich bitew, które wytoczyłem tylko po to, żeby przekonać się, jak bardzo dobrze znam smak porażki. Nie wiem, czy miałem wtedy depresję, może, choć nigdy klinicznie jej u mnie nie zdiagnozowano. Zrobiłem błąd, bo trzeba było zgłosić się do specjalisty, a nie gapić w zimowy krajobraz. Wiem natomiast, jak fatalnie jest wpatrywać się ciągle w jeden punkt w przestrzeni i starać się nie myśleć o niczym. Jak dzisiaj patrzę na te wieczory, to myślę, że mogły mnie uratować. Światło, które nocami odbijało się od śniegu pozwalało mi przetrwać. Chociaż była noc, ono się jej nie poddawało. To sztampowa, ale całkiem udana metafora mojego życia.

 

Wiedziałem już, że czuł się przegrany, dotarło do mnie, że winą obarcza kulturę, która stawia przed oczami taki, a nie inny wzorzec. Ale, czy na pewno wszystko można zrzucać na czynniki zewnętrzne?

 

Faceci są słabi, bo mają niepoukładane relacje, nie radzą sobie ze swoimi emocjami, które każe im się wypierać, nie okazywać, chować w sobie. A oni się na to nabierają i myślą, że jak będą mówili tak, jak inni i nie pokazywali swoich uczuć, to będą okej. Tylko to rodzi problemy, bo uczucia, które nie są okazywane nie giną, ale zostają w Tobie. Organizm wie, że nie wyszły na zewnątrz i szuka innych metod. Dlatego ludzie piją, ćpają, uprawiają seks z kim popadnie i uważają się za najważniejszych na świecie. Nie radzą sobie z emocjami, które w nich buzują. Jak patrzę na polityków, którzy są podobno przedstawicielami tego społeczeństwa, to widzę, jak gigantyczny problem oni wszyscy mają ze swoimi emocjami. Ci faceci w garniakach, to w większości chłopaki, którzy swoje chłopięce rywalizacje w stylu "kto ma większego" przełożyli na rywalizację w majestacie państwowych urzędów i spółek. Nikt nie mówi o tym, że mężczyźni narażeni są na wielkie stresy i że potrzebują, jak wszyscy ludzie opieki psychologa, a czasem pomocy psychiatry. Do dzisiaj mało kto przyznaje się otwarcie, że idzie do psychologa, bo koledzy powiedzą mu, że jest "pedałem" i żeby się "nie pierdzielił", tylko "wziął w garść". No i jak się słyszy takie rzeczy, to odechciewa się żyć i tyle. A ja zawsze byłem jakiś taki wycofany, trochę bez własnego zdania, trochę niepewny siebie, czułem się źle wśród innych mężczyzn, bo zawsze panowała tam atmosfera walki i przemocy, nawet, jak była ona "w białych rękawiczkach". I bolało mnie to, że dziewczyny obserwują tych najbardziej agresywnych i pewnych siebie. Nie miało znaczenia, że w takiej podstawówce groziło mu powtarzanie klasy, one nie patrzyły na to, że był po prostu debilem, ustawiały się do niego w kolejce, jak do automatu z napojami. Szlag mnie trafiał. Tak, PRZEGRYW był zazdrosny.

 

Zaczął mówić o kobietach. Kamień spadł mi z serca, bo nie chciałem go o to pytać wprost. Z poprzednich rozmów wiedziałem, że miał z nimi "przeprawy", ale że teraz jest w całkiem udanej relacji. Wrzucił piąty bieg i odpalił turbo swojego monologu.

 

Cierpiałem bardzo, bo przez swoje bycie słabym nie miałem powodzenia u dziewczyn. Podkochiwałem się, zadurzałem, wzdychałem, ale nie podjąłem żadnych konkretnych kroków w kierunku jednej albo drugiej. Stresowałem się, wiedziałem, że mi nie wychodzi w życiu, choć obiektywnie było inaczej, bo brałem udział w olimpiadach przedmiotowych, dobrze się uczyłem. To była największa przeszkoda, coś w mojej głowie, co mówiło mi, że jestem PRZEGRYWEM, nieodpowiednim dla żadnej z nich. Tak jak wspomniałem przedtem, działał tutaj podobny mechanizm, im bardziej się starałem, tym mniej mi wychodziło. Poza tym, chyba faktycznie krążyła w towarzystwie opinia o mnie, że jestem jakiś dziwny. Kilka razy zdarzyło się, że one przestawały się odzywać, nawet wtedy, kiedy wszystko wydawało się, że jest w porządku. Żeby była jasność, nie oskarżam kobiet o kierowanie się podstawowymi instynktami, im też głupia kultura robi wodę z mózgu i lansuje wizję mężczyzn, którzy spełnią ich pragnienia. One w to wierzą podobnie, jak my wierzymy w idealne kobiety. Karolinę poznałem dopiero w wieku 25 lat, jesteśmy ze sobą do dzisiaj, ona mnie rozumie, przy niej nie muszę być mocny.

 

Spodziewałem się, że będzie mówił więcej, ale kiedy doszedł do mówienia o swojej dziewczynie, to trafiłem na ścianę.

 

Napisz jeszcze, że mi chodzi o to, żeby faceci byli sobą. Żeby się nie bali czasem zawalać, upadać i być ludźmi jak wszyscy. Słabość to nie jest nic złego. A jak trafiasz na dziewczyny i facetów, którzy tego nie akceptują, to nie są warci twojego czasu. U mnie działa taka zasada, że wypisuję sobie to, co mi wychodzi, w czym wygrałem, gdzie jestem dobry. Lista jest długa, a mimo to czasem "słyszę w głowie", jak nic mi nie wychodzi. Wtedy jak głupek czytam z kartki - pomaga. Bo jak się porównujesz z innymi, to zawsze będziesz gorszy i przegrany. Nawet, jak ani trochę nie jesteś PRZEGRYWEM.

 

Imię bohatera zostało zmienione. Wysłuchał i zredagował Michał Lewandowski.

 

Michał Lewandowski - dziennikarz DEON.pl, publicysta, teolog, koordynuje projekt "Wspólny Dom" poświęcony ekologii chrześcijańskiej

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

4

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (8/2019) "JAK BYĆ MĘŻCZYZNĄ W KOŚCIELE?"