Jakub - mężczyzna i patriarcha

Jacek Siepsiak SJ
(fot. depositphotos.com)

Ezaw polował i miał swoich zbrojnych (co widać w późniejszej scenie spotkania z bratem). To on wydaje się wzorem prawdziwego mężczyzny, a nie spokojny, mieszkający w namiocie i ukochany przez matkę Jakub, który nigdy nie walczył z ludźmi, nie prowadził żadnej wojny ani zbrojnej wyprawy.

 

Jakub jest znany jako patriarcha. Od niego pochodzą poszczególne rody Izraela. Można powiedzieć, że należy (wraz z Abrahamem i Izaakiem) do podstaw systemu patriarchalnego, a więc do systemu męskiego, w którym rządzą mężczyźni. Bóg zmienił mu imię na Izrael, czyli walczący z Bogiem. Czy taki człowiek nie powinien być wzorem męskości? Kto wie? Ale warto mu się przyjrzeć, by zobaczyć, czego ewentualnie mężczyźni mogliby się od niego nauczyć. On sam wypada ciekawie na tle swojego brata Ezawa oraz teścia i wuja Labana, a także na tle własnych synów.

 

Ezaw

 

Jakub i Ezaw byli bliźniakami. "Gdy chłopcy urośli, Ezaw stał się zdolnym myśliwym i wędrował po polach. Jakub natomiast był człowiekiem spokojnym i mieszkał w namiocie. Izaak kochał Ezawa, ponieważ polował dla niego, Rebeka natomiast kochała Jakuba" (Rdz 25,27-28). Ezaw polował i miał swoich zbrojnych (co widać w późniejszej scenie spotkania z bratem). To on wydaje się wzorem prawdziwego mężczyzny, a nie spokojny, mieszkający w namiocie i ukochany przez matkę Jakub, który nigdy nie walczył z ludźmi, nie prowadził żadnej wojny ani zbrojnej wyprawy. Jedyną walką, jaką stoczył, było nocne zmaganie się z aniołem (Bożym aniołem, a może Bogiem?). Miał to być anioł, który według komentarzy żydowskich nakłaniał go do tego, by nie walczył z Ezawem, swoim bratem. A zatem Jakub walczył z Bogiem (stąd nowe imię Izrael) po to, by nie walczyć z człowiekiem.

 

Jakub był dużo bogatszy i potężniejszy od swojego brata. Miał pełne prawo sądzić, że go pokona. Mógł się jednak spodziewać, że Ezaw zaatakuje, bo miał za co się mścić i miał charakter myśliwego. Jakub przyznawał, że atak Ezawa zagroziłby nie tylko jego majątkowi, ale także życiu i zdrowiu jego rodziny (por. Rdz 32,12). Rozwiązanie siłowe, czyli pokonanie Ezawa (spodziewanego agresora), było wielką pokusą. Całą noc się zmagał, aż doznał zwichnięcia stawu biodrowego. Skoro o wschodzie prosił o błogosławieństwo, a już wcześniej poczynił przygotowania do "udobruchania" brata, więc chyba oparł się pokusie wybrania innej drogi, czyli zbrojnego starcia. Zresztą kontuzja biodra, jeżeli w ogóle nie wykluczała z walki, to przynajmniej przypominała, że nie warto jej podejmować: nigdy nie wiadomo, jak wojna się skończy.

 

Jakub zwykł wszystkie swoje trudne sprawy załatwiać na drodze negocjacji. Był rozsądny, a nawet sprytny. Potrafił udawać. Przewidywał następne kroki. Bardzo kochał swoją rodzinę. Dbał o nią. Nie chciał jej narażać. W tej sytuacji bał się, że jego rodzina zapłaci za oszustwo, którego dopuścił się wiele lat wcześniej, gdy jeszcze był kawalerem. Stąd jego dylemat: walczyć czy nie walczyć z człowiekiem (bratem). Dlatego musiał stoczyć walkę "duchową" nie tylko z Bogiem, ale i z człowiekiem, czyli samym sobą.

 

Laban

 

Drugim tłem dla postawy Jakuba jest Laban. Chodzi szczególnie o jego relację z rodziną, a zwłaszcza z spokrewnionymi kobietami. 

Bóg polecił Jakubowi odejść od Labana. Co ciekawe, Jakub, ten "wzorcowy" patriarcha, spytał o zdanie swoje żony. One w odpowiedzi dały takie oto świadectwo o ich ojcu Labanie: "Czy mamy jeszcze udział w majątku i dziedzictwie naszego ojca? Czyż nie traktował nas jak obce? Nie tylko wziął za nas zapłatę, lecz także przejadł należny nam posag" (Rdz 31,14-15). I dodały, by ich mąż posłuchał polecenia Boga i razem z nimi uciekł od teścia. Laban handlował swoimi córkami. Bogacił się na miłości Jakuba do młodszej Racheli. Oszukał go, wciskając mu podstępem starszą, niekochaną. Naraził swoją starszą córkę Leę na piekło bycia tą gorszą, niechcianą, drugorzędną żoną. Wszystko po to, by Jakub harował dla niego przez wiele lat. One wolą uciekać z Jakubem, bo wiedzą, że jest inny. Że choć ich nie kocha jednakowo, to jednak dba o nie i ich dzieci, a nawet naraża dla nich życie.

 

Tu znowu musimy wrócić do sceny powrotu Jakuba do Kanaanu i ryzykownego spotkania z bratem bliźniakiem. Jakub podstępnie wykupił od niego przywilej bycia pierworodnym synem i jeszcze podstępniej wyłudził błogosławieństwo swojego ojca, które ten chciał dać Ezawowi. Potem zbiegł przed gniewem brata. Teraz wraca i nie wie, co go czeka. Ezaw nadciąga z czterystu ludźmi. Nie wiadomo, jakie ma zamiary.

 

Co w tej sytuacji robi Jakub? Wysyła przed sobą stada jako dary dla brata. Bardzo rozsądne pociągnięcie. Chce go udobruchać darami. Ale gdy już dochodzi do bezpośredniego spotkania, staje między nadchodzącym bratem i jego ludźmi, a swoimi dziećmi i żonami. Do tego dzieli je na trzy grupy: tuż za nim niewolnice z dziećmi z nich zrodzonymi, potem Lea i jej dzieci, a najbardziej z tyłu umiłowana Rachela i jej syn Józef, którego najbardziej kochał. Zrobił tak, bo gdyby brat zaatakował i zaczął się mścić, mordując jego i jego bliskich, toby się w końcu nasycił zemstą i przestał niszczyć, a wtedy może ocaleliby ci dla Jakuba najcenniejsi. Dlatego umieścił ich najdalej od linii bezpośredniego zagrożenia.

 

A przecież mógł zrobić coś przeciwnego. Mógł postąpić z nimi jak ze stadami, które wysłał wcześniej. Mógł się sam schować za swą rodziną. On jednak wolał zginąć jako pierwszy.

 

Stary dowcip z Bliskiego Wschodu mówi, że przed współczesnymi wojnami mężczyzna zawsze szedł pierwszy, potem jego wielbłąd, a na końcu żona. Teraz gdy jest wiele min, jest dokładnie odwrotnie: pierwsza idzie żona, potem wielbłąd, a na końcu mężczyzna.

Jakub diametralne różnił się od Labana. W tej scenie wyraźnie widać, co było dla Jakuba ważne - rodzina czy dobytek. Stanął pośrodku. Przed nim stada - dar dla Ezawa, za nim rodzina, którą zasłania własną piersią. Do tego dzieci były podzielona na trzy grupy. Jakub odróżniał owoc miłości od owocu pracy. I wiedział, co jest cenniejsze.

 

Synkowie

 

Jeszcze jednym kontrastującym tłem dla Jakuba (mężczyzny i ojca) niech będą jego synowie Symeon i Lewi. Mianowicie pewnego razu (por. Rdz 34) córka Lei i Jakuba, Dina, została zgwałcona przez syna króla Sychem. Ale on się w niej zakochał. Gdy Jakub się o tym dowiedział, początkowo milczał. Natomiast, gdy jego synowie wrócili z pól i się dowiedzieli o całym wydarzeniu, zasmucili się i wpadli w gniew. Postanowili wykorzystać zakochanie syna królewskiego i zawarli pakt z mieszkańcami Sychem. Obiecali im małżeństwa mieszane, w tym z ich siostrą Diną, o ile się obrzezają. Ci dali się obrzezać. Ale gdy bardzo cierpieli po tej "operacji" synowie Jakuba (Symeon i Lewi) wtargnęli bez trudu do miasta i zabili mężczyzn. Inni synowie zrabowali, co się dało wraz z kobietami i dziećmi. 

 

Wtedy "Jakub powiedział do Symeona i Lewiego: «Postawiliście mnie w trudnym położeniu. Znienawidzą mnie mieszkańcy tego kraju - Kananejczycy i Peryzzyci, a ja przecież mam mało ludzi. Razem uderzą na mnie, zniszczą mnie i mój dom». A oni odparli: «Czy naszą siostrę możemy traktować jak nierządnicę?»" (Rdz 34,30-31). To dramatyczna scena. Z jednej strony honor córki i siostry, a z drugiej przeżycie rodziny. Co powinien wybrać mężczyzna?

 

Pozwólcie dzieciom…

 

Jezus zachęca mężczyzn do przyjmowania dzieci. Robi to wobec tych, którzy je "po męsku" odsuwają. Przyjąć dziecko to przyjąć nieustanną troskę, to zdecydować się na przewidywanie niebezpieczeństw oraz na czuwanie. Gdy Jezus wzywa nas do czuwania, chodzi Mu chyba także o to. Czuwać to stanąć jak Jakub, by bronić (mniejsza o to jak: czy nadstawiając karku, czy strasząc wroga, czy też paktując z nim i przekonując) tych, których się kocha, a którzy beze mnie sobie nie poradzą.

 

A stać się jak dziecko to chyba wiedzieć, że sam sobie nie poradzę, że potrzebuję błogosławieństwa (o które Jakub starał się przy każdej okazji i którego Jezus nie skąpił dzieciom). To znaczy wiedzieć, że ktoś przy mnie stoi i mogę cieszyć się beztroską. Bo jak napisał Ogden Nash (tłum. St. Barańczak):

 

W jakim celu zostali stworzeni rodzice?

Dzieciom potrzebne jest dla równowagi coś, na co mogą nie zwracać uwagi.

 
 
Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe". 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (8/2019) "JAK BYĆ MĘŻCZYZNĄ W KOŚCIELE?"