W poszukiwaniu prawdziwości. Gdzie szukać wzorca męskości?

Paweł Kowalski SJ
(fot. depositphotos.com)

Pewien mężczyzna zwierzał się kiedyś jezuicie: "Wie ojciec, jak spotykamy się z kumplami to najpierw gadamy o kobietach... ale potem zawsze długo rozmawiamy o Bogu".

 

Kiedyś w naszym duszpasterstwie w Gdańsku zorganizowano męską nocną drogę krzyżową. Młodzi szli 40 km w ciszy, przebijając się przez błoto, smagani zimnymi deszczami, rozważając mękę swojego Mistrza. Treści do modlitwy przygotowywał jeden z nich. Dał mi je wcześniej do przeczytania i ewentualnego poprawienia. 

 

Po wstępnej lekturze dwóch pierwszych stacji oniemiałem. Z każdego zdania wylewała się tam tęsknota za męskością w typie brutalnego macho, samotnego wojownika podejmującego walkę ze złem całego świata. Zmroziło mnie. "Czy taki właśnie model męskości promujemy w Kościele?" - pomyślałem. Na szczęście Pismo Święte pełne jest niesamowitych postaci, które pokazują męskość od innej strony. 

 

Dawid śpiewający - czyli o Pięknie

 

Jestem bardzo ciekaw, co musiał myśleć Samuel, kiedy odwiedzał Jessego Betlejemitę i przypatrywał się jego synom. Widział młodych, rosłych, silnych mężczyzn, a w sercu szukał bożego wskazania, kogo ma namaścić na króla. Wszystkie ich przymioty kazały sądzić, że "Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec" (1 Sm 16, 6). Tymczasem na króla zostaje namaszczony najmłodszy, ten który zajmował się pasterstwem. "Był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd" (1 Sm 16,12). Nie kojarzył się ani z władzą, ani z siłą państwa, ani z postrachem, jakiego pewnie by sobie życzono. W przyszłości miał zapisać się również jako autor pieśni, które śpiewano na cześć Pana.

 

Bardzo mi brakuje takich właśnie mężczyzn w Kościele. Brakuje mi wielbicieli Piękna, którzy chętnie biorą udział w liturgii, śpiewają w chórach, aktywnie zajmują się opieką nad przestrzenią modlitwy w parafiach i nie tylko. Mam natomiast wrażenie, że dużo częściej można spotkać tych, którzy nie tyle delektują się Pięknem, co starają się nie zważać na wszechobecny kicz.

 

W poszukiwaniu prawdziwości

 

Mój znajomy sparafrazował kiedyś słowa Exsultetu śpiewanego w Wigilię Paschalną:

 

Znamy już wymowę tej plastikowej kolumny, którą zapalił jasny płomień.

Chociaż dzieli się on użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku,

żywi się bowiem strugami oliwy, którą dla utworzenia tej cennej pochodni

wyprodukowała rafineria gdańska.

 

Już dawno pogodziliśmy się z tym, że przy ołtarzu widzimy plastikowe tuby udające świece, widzimy księdza ubranego w plastikowy ornat, który udaje że jest drogi - tę litanię można ciągnąć jeszcze długo. Jeśli jesteśmy otoczeni kościelną kulturą udawania, wówczas nie trudno samemu, chodząc na Eucharystię, jedynie wiarę udawać. Dla mnie ten fałsz to podstawa tego, co nazywamy kiczem.

 

Czy Dawid, zanim został namaszczony na króla, udawał rosłego, silnego mężczyznę? Przyszedł pewnie do proroka prosto z pola. Brudny, śmierdzący, z błyskiem w roześmianych oczach, bo dawno nie był w domu. Nie nadawał się na władcę. W obliczu wzroku Boga łatwo wpaść w pokusę udawania kogoś lepszego. Na szczęście - "nie tak bowiem człowiek widzi <jak widzi Bóg>" (1 Sm, 16,7) Bóg chce w nas oglądać pięknych ludzi, a nie kiczowatych superbohaterów. 

 

Piękno liturgii kosztuje

 

Ogromnym problemem w naszych parafiach jest świadomość, że Piękno jest drogie. Proboszcz musi czasami zdecydować, czy woli zainwestować w wystrój kościelnego wnętrza, czy też raczej przeznaczyć pieniądze na prezenty świąteczne dla dzieci. To często trudne wybory. Jeśli bowiem np. wymieni ornaty, wówczas szybko usłyszy znane z Ewangelii pytanie "Na co takie marnotrawstwo? Przecież można było to rozdać ubogim" (Mt 26, 8-9) Tak jak jesteśmy uczuleni na kicz, tak też nie ufamy przepychowi.

 

Istnieje jednak pewna droga środka, między kiczem a przepychem. To kultura prawdziwości. Dziś bowiem dużo bardziej pociąga nas ku Bogu prostota niż bogactwo. Warto zauważyć, że świat cierpi na przesyt informacji. Dzisiejszy mężczyzna tęskni za surową przestrzenią modlitwy, która nie będzie do niego krzyczeć kolorowymi obrazami, tak jak to robią reklamy, ale da mu przestrzeń na cichą modlitwę. 

 

Piękno kosztuje nie tylko pieniądze, ale i czas. W kościele spotkamy takich mężczyzn, którzy będą na mszy tylko dlatego, że chcą uczynić zadość niedzielnemu obowiązkowi. Ale będą i tacy, pewnie w mniejszości, dla których będzie to wydarzenie osobistego głębokiego spotkania z Panem. Trzeba zadać sobie fundamentalne pytanie, do kogo adresujemy liturgię? Bo jeżeli zaadresujemy ją do ludzi, którzy chcą od wiary czegoś więcej niż tylko obrzędu, wówczas na pewno nasze Eucharystie nie będą aż tak liczne. Jednak długofalowo może to przynieść dużo lepsze owoce. Naszym celem nie jest bowiem utrzymanie dużej liczby wiernych, ale dostarczanie im możliwości tworzenia żywego Kościoła.

 

Paweł w poszukiwaniu Prawdy

 

Historia życia św. Pawła jest przeciekawa. Ten wielki Apostoł przeszedł fascynującą drogę od budowania własnej tożsamości w oparciu o obrzęd, do budowania jej wprost na relacji z Chrystusem. Szaweł Faryzeusz i Paweł Apostoł to mężczyźni, którzy poszukują odpowiedzi na fundamentalne pytanie "kim jestem?". Jeden tej odpowiedzi szukał w wypełnianiu Prawa, więcej, w gorliwości zwalczania wszystkich przeciwników religijnego systemu. Drugi, wcale nie jest mniej impulsywny, albo mniej radykalny, to człowiek, który jest w stanie wytatuować sobie na przedramieniu słowa "Dla mnie żyć to Chrystus!" (por. Flp 1,21) Jedynym motorem jego działania jest bowiem Boża Chwała.

 

Braterstwo słabości

 

We wspomnianym wyżej liście do Filipian Paweł wylicza wszystkie przestrzenie swojego życia, w których mógłby upatrywać swojej sprawiedliwości. W pewnym momencie przyznaje, że w gorliwości wypełniania Prawa był nie tylko bez zarzutu, ale więcej - prześladowcą Kościoła (por. Flp 3, 6) Szaweł Faryzeusz "ciągle siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich" (Dz 9,1) Bardzo lubimy dominować i dawać się porwać zapalczywości. Dają nam poczucie bezpieczeństwa. Bóg jednak upomina się o Pawła i daje mu doświadczyć bardzo mocno jego własnej ślepoty.

 

Mam nieodparte wrażenie, że dzisiejszy mężczyzna doświadcza bardzo mocno swojej niemocy i kruchości. Spotkałem wielu mężczyzn marzących o wielkiej miłości, którzy wpadli w sidła pornografii i autoerotyzmu. Gdy zderzają się ze swoją słabością, wówczas pokusa dominacji jest wyjątkowo atrakcyjna. Łatwo wtedy schronić się za wojennymi flagami, bo krzykliwość radykalności odwraca własną uwagę od bolesnego doświadczenia niemocy.

 

Dla Pawła ratunkiem było doświadczenie przyjęcia przez grupę oraz posługa Ananiasza. Bardzo mnie ujmuje, gdy rozmawiam z mężczyznami należącymi do grup Anonimowych Seksoholików. Świadomość przyjęcia całego człowieka, a nie tylko jego wojennej maski, sprawia, że uczestnicy są dla siebie "braćmi". Jeden z nich mi opowiadał, jak boleśnie kiedyś upadł - wpadł w ciąg. Otrzeźwienie przyszło po kilku godzinach spędzonych na pornografii. Wiele tygodni walczył ze sobą, żeby przyznać przed innymi, że wcale nie ma na koncie pokaźnej abstynencji. Wreszcie odważył się i powiedział na spotkaniu prawdę. Bracia przyjęli jego szczerość ze wzruszeniem. Nic tak nie łączy mężczyzn jak kruchość.

 

Bądź moim przewodnikiem

 

"Paweł otrzymał łaskę jasnego rozumienia prawd wiary i stał się nauczycielem narodów pogańskich" słyszymy 29 czerwca podczas mszy świętej w uroczystość Piotra i Pawła. Lektura listów Apostoła pokazuje, jak bardzo mu zależało, aby jego słuchacze, głównie poganie, zrozumieli głoszoną wiarę. Warstwa rozumu przez wiele wieków była mocno doceniana w Kościele. Dziś jednak w epoce postmodernizmu, gdzie znaczenie faktów jest dużo mniejsze niż emocji, rola rozumu została mocno ograniczona.

 

W wielu środowiskach kościelna katecheza pozostała na poziomie pamięciowego przyswajania wiedzy, co czyni ją dla dzisiejszego słuchacza niezrozumiałą. Postmodernistyczny mężczyzna woła, aby wiedza była pociągająca. Chętnie podąży drogą rozumu, jeśli ktoś mu ją wskaże i zainwestuje czas, aby podążać razem z nim.

 

Jestem głęboko przekonany, że dzisiaj mężczyzna w Kościele bardzo potrzebuje mentorów, którzy będą w stanie wskazać mu ścieżkę do zrozumienia wiary. "Wiara szuka zrozumienia" mówił już święty Augustyn, a dziś można by powiedzieć, że "wiara szuka przewodników". Dlatego posługa kierowników duchowych albo duchowych towarzyszy, jest dziś bardzo ważna.

 

Dobroć Józefa

 

Pamiętam, jak sobie uświadomiłem jak niesamowitą postacią jest św. Józef, mąż Maryi, opiekun Jezusa. Wielokrotnie podkreśla się, że na kartach Ewangelii nie zanotowano żadnego jego słowa. Zwykło się komentować, że Józef to człowiek wielkich czynów, a nie słów. O ile nie można mu odmówić odwagi, o tyle myślę, że obraz Józefa, nakreślony przez autorów Ewangelii dużo bardziej urzeka niesamowitą wrażliwością i odpowiedzialnością za powierzony mu skarb.

 

Za czasów działalności Jezusa, Maryja była już dawno wdową. Historia życia Mesjasza została spisana dziesięciolecia później. Łukasz, który najwięcej napisał o dzieciństwie Zbawiciela, uwiecznił obraz Jego opiekuna jako człowieka targanego wieloma rozterkami. Jedynym źródłem tych informacji mogła być tylko Maryja, żona Józefa. Można sobie zatem wyobrazić młodych zakochanych, jak rozmawiają o swojej historii życia i o tym jak sobie z nią dają radę. Józef nie ukrywał trudności. Przeplatają się w nim wielkie wątpliwości oraz heroiczne czyny. Odpowiedzialność, która na nim spoczywa, wcale nie była łatwa do udźwignięcia, czym pewnie nie raz dzielił się ze swoją żoną. Ewangelia jednak odnotowuje, że w tym wszystkim zachował się jak człowiek sprawiedliwy (por. Mt 1,19). Czy nie można odnieść wrażenia, że w Kościele bardzo brakuje nam odpowiedzialnych mężczyzn?

 

Płytkość

 

Kiedyś na kursie przedmałżeńskim podchodzi do mnie para i mówi: "Proszę księdza, my to wszystko już wiemy, co wy tu proponujecie. Tak szczerze. Od paru lat już mieszkamy razem, i proszę nam wierzyć, to nie są dla nas jakieś nowe rzeczy. To może my się tak umówimy, że ksiądz nam tu wszystko podpisze, bo mamy ważniejsze rzeczy do roboty". Z trudem zachowawszy spokój, poinformowałem, że jedynym sposobem zaliczenia kursu jest uczestnictwo we wszystkich zajęciach. "Kolejne są już za 15 minut" powiedziałem z trochę sztucznym uśmiechem.

 

Inna sytuacja. Na kolędzie chłopiec mówi o tym, że w szkole zmienił się mu katecheta. "Proszę księdza, poprzednia katechetka była straszna! Ona kazała nam się uczyć!" mówił z przejęciem. "Teraz ksiądz puszcza nam filmy, pozwala się bawić..." Rodzice się zarumienili. Zrozumiałem od razu, jaka narracja o lekcji religii panuje w domu. Te i wiele innych sytuacji pokazują, że przyzwyczailiśmy ludzi do płytkości. Ta zawsze będzie nam sugerować, że w istocie mamy do czynienia z czymś mało wartościowym. Jeśli promujemy płytkość w naszym życiu wiary, wówczas możemy być pewni, że nikt nie weźmie odpowiedzialności za jej kształt. Po co się angażować w wiarę, skoro katecheza to dłuższa przerwa między innymi lekcjami. Po co się angażować w przygotowanie do małżeństwa, jeśli to tylko formalność.

 

Rozmawiałem kiedyś z chłopakiem, który uczestniczył w wielomiesięcznym kursie przygotowującym do posługi szafarza nadzywczajnego. Mówił z zapartym tchem o wykładach z liturgii, o obrzędzie ustanowienia w posłudze, czy też o tym jak będzie mógł odwiedzać chorych i zanosić im komunię świętą. "To dla mnie kwintesencja męskości" - powiedział. Kiedy mężczyzna ma świadomość, że to, za co jest odpowiedzialny, ma znaczenie, wówczas jest w stanie włożyć w posługę całego siebie.

 

Pozwól mi się tym zająć

 

"Dlaczego o. Michał się tym wszystkim zajmuje?" usłyszałem kiedyś w duszpasterstwie. Studenci z troską patrzyli na młodego jezuitę, który brał na siebie odpowiedzialność za wszystkie działania wspólnoty. Zbierał zapisy na rekolekcje, ogarniał transport na wyjazd w góry, pisał konferencje na kolejny rok formacji. Wydawało się, że całe duszpasterstwo stoi tylko na nim. To okropny błąd naszych wspólnot. Czasem łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że za żywotność grup odpowiadają księża. Ci oczywiście powinni być ich zapalnikami, ale paliwo, i siła do podejmowania działań nie zależy już od nich.

 

Bardzo łatwo przyzwyczaić ludzi do tego, że w Kościele to księża mają się wszystkim zająć od prowadzenia nabożeństw, przez konferencję po pilnowanie, żeby w toalecie nie brakowało papieru. Przy tym nieraz można słyszeć sfrustrowanych duchownych, którzy narzekają, że świeccy nie angażują się w życie parafii. Nie dziwota, skoro przez lata byli przyzwyczajani do bierności. Kościół jest wtedy widziany jako przedsiębiorstwo dystrybucji sakramentów, gdzie panuje zasada "płacę - wymagam". Droga w drugą stronę, gdzie panuje odpowiedzialność za wspólne dobro, jest dużo trudniejsza i wolniejsza.

 

Kościół potrzebuje facetów!

 

Jestem pewien, że nigdy jak teraz potrzebujemy w Kościele takich "Dawidów", "Pawłów" i "Józefów". Dzisiejszy Dawid szuka w Kościele piękna i jest świadomy, że ma ono swoją cenę. Przedkłada piękną liturgię nad mszę "odbębnioną", płytką i w brzydkiej oprawie. Wyjedzie nawet pół godziny szybciej z domu, żeby zapewnić sobie lepsze miejsce w kościele, a i nie będzie skąpił pieniędzy na tacę, mając świadomość, że będą one przeznaczone na utrzymanie jego świątyni. Dawid to mężczyzna kreatywny i głęboki, dlatego bardzo jest potrzebny we wspólnocie wierzących.

 

Pewien mężczyzna zwierzał się kiedyś jezuicie: "Wie ojciec, jak spotykamy się z kumplami to najpierw gadamy o kobietach... ale potem zawsze długo rozmawiamy o Bogu". Kościół potrzebuje takich Pawłów, czyli mężczyzn którzy nie boją się wielkich i często kłopotliwych pytań, a których łączy nie tyle poczucie dominacji, co braterstwo. Paweł to człowiek, który z przyjaciółmi nie tyle narzeka na Kościół, co będzie z nimi ustalał plan, jak mogą to zmienić razem.

 

Bardzo kibicuję wszystkim mężczyznom, którzy tak jak Józef podejmują w Kościele odpowiedzialność za kształt swojej wiary i wspólnoty. Wspominam wiele takich rozmów, gdzie w męskim gronie dyskutowaliśmy o tym, co możemy zrobić, aby przestrzenie naszego duszpasterstwa były bardziej użyteczne albo kiedy wspólnie ustalaliśmy formację dla naszych grup.

 

Po pewnej akcji dziękowałem jednemu chłopakowi za zaangażowanie. Zrobił świetną robotę. W momentach kiedy napotykaliśmy trudności, on zachował zimną krew i szukał kreatywnych rozwiązań. Byłem pod wrażeniem jego rozgarnięcia i trzeźwego spojrzenia. Uścisnął mi mocno dłoń, spojrzał spokojnie w oczy i odparł - "dziękuję za zaufanie". "Jak ja bym chciał, żeby w Kościele było więcej mężczyzn jak on" - pomyślałem wzruszony. 

 

Paweł Kowalski SJ - duszpasterz akademicki wspólnoty DA Winnica w Gdańsku Wrzeszczu. Bydgoszczanin. Ukończył filozofię na Akademii Ignatianum w Krakowie. Pracował w Szkole Kontaktu z Bogiem. Studiował teologię na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Podharcmistrz i przewodnik medytacyjnej grupy pielgrzymkowej WAPM "CZARNA"

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (8/2019) "JAK BYĆ MĘŻCZYZNĄ W KOŚCIELE?"