Bycie facetem "twardym jak stal" często oznacza cierpienie w milczeniu

Angelika Szelągowska-Mironiuk
(fot. depositphotos.com)

Mężczyźni, z którymi nikt nie rozmawiał o uczuciach, w dorosłości często mają trudności z kontrolowaniem impulsów (na przykład stają się agresywni i wulgarni), nie umieją stworzyć stałego, opartego na zaufaniu związku, częściej sięgają po rozmaite używki. 

 

Miejscem, które pozwala najwięcej dowiedzieć się na temat współczesnych trendów w wychowaniu dzieci, bez wątpienia jest plac zabaw. Na ten, który znajduje się blisko mojego miejsca zamieszkania, w godzinach popołudniowych przybywają rodzice i dziadkowie z pociechami w każdym wieku - od tych ledwo chodzących, po takie, które lada moment wejdą w okres dojrzewania. Osobiście cieszy mnie to, że przy huśtawkach i zjeżdżalniach pojawia się coraz więcej ojców - chyba zaczynamy w końcu przyswajać wiadomość, że mężczyźni są potrzebni swoim dzieciom na każdym etapie ich rozwoju. Ale, mimo że ta lekcja została już chyba (przynajmniej przez część społeczeństwa) odrobiona, to w wychowaniu maluchów obecny jest inny atawizm. Nadal dostrzegalne jest to, że kiedy podczas zabawy przewróci się dziewczynka, zostaje ona przytulona i pocieszona. Kiedy zaś kolano rozbije sobie chłopiec, wciąż zdarza się, że osoba pełniąca nad nim opiekę mówi: "przestań się mazać, bądź facetem".

 

Nieostrożne mogą być dzieci i kobiety, nie mężczyźni!

 

Kiedy prowadzę warsztaty dla dzieci i młodzieży na temat rywalizacji, pracy w zespole czy nawet integracji, dość często w którymś momencie pojawia się wątek zachowań adekwatnych i nieadekwatnych do płci: na przykład któryś z uczestników mówi, że inny "zachował się po męsku", albo że "to, co będziemy teraz robić, to męskie (albo mało męskie) zadanie". W miarę możliwości staram się za tym podążyć - dopytuję, co dokładnie zdaniem uczestników wpisuje się w bycie "męskim" albo "mało męskim". Odpowiedzi rzadko kiedy są zaskakujące. Przeważnie z prawdziwą męskością kojarzy im się bycie zdecydowanym, samodzielnym, rywalizującym, a także niezbyt emocjonalnym.

 

Bardzo ciekawe z kulturoznawczego punktu widzenia jest również dociekanie, skąd ci chłopcy (niekiedy bardzo młodzi) czerpią swoje przekonania. Tutaj okazuje się, że dzieci i nastolatkowie często próbują wcielać w życie przepisy na męskość, których dostarcza nam kultura popularna: chcą być tacy jak Spiderman, Batman lub Bond (choć ta postać akurat bardzo ewoluuje i w nowszych częściach nie jest już bezwzględną maszyną do zabijania). Kilkakrotnie zdarzyło mi się usłyszeć znany cytat, zgodnie z którym mężczyźni "nie mają uczuć, tylko mięśnie", albo że "prawdziwy mężczyzna lubi pomagać szczęściu". Wzorzec mężczyzny w popkulturze ulega przemianom, ale jednak powoli - męscy bohaterowie filmów i gier nadal są "twardzi", czyli de facto brutalni i samotni. Ale tym, co kształtuje człowieka w największym stopniu, nie są filmy o superbohaterach, lecz własna rodzina. I w tym przypadku młodzi chłopcy również padają ofiarami przenoszonych z pokolenia na pokolenie stereotypów, które próbuje im się narzucić jako właściwy styl życia. Tak właśnie wydarzyło się w przylądku Marcina, którego poznałam w jednym z miejsc w sieci przeznaczonych dla osób, które kiedyś korzystały z pomocy psychologicznej.

 

Marcin o modelu męskości w swojej rodzinie mówi w następujący sposób: "Dzisiaj wiem, że bycie facetem twardym jak stal to często horror, cierpienie w milczeniu, ale kiedyś robiłem wszystko, aby być takim facetem. Ojciec nigdy w życiu nie okazywał uczuć - ani mnie, ani mamie. Był zamknięty w sobie - czasem popijał, gdy działo się coś złego, ale nigdy nie tracił nad sobą kontroli. Mnie chciał wychować na prawdziwego mężczyznę - kiedyś w podstawówce dostałem od niego lanie za to, że rozpłakałem się z powodu jedynki. Nie chodziło mu o tą jedynkę, ale o to, że zachowałem się jak baba. Często mowil, że na problemy najlepszy jest sport albo obejrzenie meczu (był zapalonym legionistą). Nie był to głupi facet - oglądał dobre filmy i miał sensowne poglądy. Był wielkim fanem «Ojca chrzestnego». Kiedyś, jako nastolatek, zakochałem się w dziewczynie z klasy, ale ona po jakimś czasie stwierdziła, że woli być z moim przyjacielem. Byłem załamany, więc ten jeden raz zwierzyłem się ojcu. On zachowywał się tak, jakby to była moja wina. Rzucił mi cytatem ze swojego ulubionego filmu - że nieostrożne mogą być dzieci i kobiety, nie mężczyźni. Uznał, że takie rzeczy widać od razu i że powinien być czujny - czyli co powinienem zrobić? Tego nie powiedział, a ja już nie pytałem. Pod koniec liceum związałem się z inna osoba, ale nie umiałem jej do końca zaufać, bo bałem się, że znowu wyjdę na frajera. Tuż przed maturą między mną a ojcem doszło do awantury. Ja chciałem studiować socjologię, ale ojciec był zdania, że to za mało konkretne jak dla faceta. Zmusił mnie do ekonomii, która mnie nie interesowała. Kluczowy był argument, że będę musiał utrzymać rodzinę - a dla ukochanej Marty zrobiłbym wtedy wszystko".

 

Byłem zamknięty jak Sim w pojedynczym kwadracie

 

Każda z trudnych emocji, jaką odczuwają ludzie, musi w jakiś sposób znaleźć ujście. Zazwyczaj najbezpieczniejsze (i najbardziej korzystne) jest werbalizowanie uczuć, czyli nazywanie ich i omawianie. Zdarza się jednak tak, że emocje rozgrywamy poprzez działanie, czyli tak zwany acting out. Może on polegać między innymi na tym, że gdy zostaniemy przez kogoś niesłusznie skrytykowani, to zamiast powiedzieć "twoje słowa sprawiają mi przykrość", reagujemy agresją albo… "topimy" smutki w alkoholu. Kiedy zatem małemu chłopcu nie daje się przyzwolenia na mówienie o swoich uczuciach, odrzuca się jego emocje, to wcale nie oznacza to, że jego trudności w magiczny sposób znikają - one wciąż są w jego umyśle obecne, a niekiedy "popychają" do destrukcyjnych i autodestrukcyjnych działań w dorosłości. Mężczyźni, z którymi nikt nie rozmawiał o uczuciach, w dorosłości często mają trudności z kontrolowaniem impulsów (na przykład stają się agresywni i wulgarni), nie umieją stworzyć stałego, opartego na zaufaniu związku, częściej sięgają po rozmaite używki.

 

Raport TNS z 2013 roku wskazuje na niepokojąco wysoką liczbę mężczyzn, którzy piją alkohol dla "odstresowania się" - czyni tak aż 71 procent panów (i 54 procent kobiet). "Zapijanie" problemów bywa niestety pierwszym krokiem w stronę uzależnienia. Niekiedy wyczerpani byciem "twardymi i silnymi" mężczyźni podejmują próby samobójcze. Według statystyk Krajowej Komendy Policji z 2016 roku mężczyźni stanowili aż 86 procent osób, które odebrały sobie życie. Co ciekawe, to na depresję (która może doprowadzić do samobójczej śmierci) częściej chorują kobiety - ale jednocześnie panie częściej szukają dla siebie pomocy. Według danych zgromadzonych przez kampanię "Twarze depresji"  w roku ubiegłym na depresję w ramach publicznej służby zdrowia leczyło się 205 tysięcy kobiet i tylko 68,5 tysiąca mężczyzn.

 

Dlaczego? Istotną rolę odgrywa tutaj przekonanie wielu mężczyzn, że z problemami muszą sobie radzić sami. Ta specyfika męskiego funkcjonowania jest widoczna nawet podczas rozmów z pacjentami płci męskiej, którzy znajdują się w moim gabinecie: często wyznają oni, że nikt nie wie, że poszukali dla siebie "takiej ostatecznej" formy pomocy, a także podkreślają, że do tej pory zawsze dawali sobie radę sami. Oczywiście, pacjent sam decyduje, kto wie o jego obecności na terapii - ale warto pamiętać, że wsparcie bliskich osób podczas leczenia depresji czy zaburzeń lękowych może być bardzo korzystne dla całego procesu. Mężczyźni, którzy z powodu przekonania o konieczności bycia samowystarczalnym trzymają to w tajemnicy, tracą ten istotny element.

 

Na szczęście psychoterapia często owocuje tym, że mężczyźni przestają wstydzić własnych uczuć i zaczynają o nich mówić - tak właśnie było w przypadku Marcina, który tak mówi o kryzysie i zmianie w swoim życiu: "Kiedy skończyłem studia, nie mogłem znaleźć pracy. Czułem, że zawodzę moją dziewczynę, bo nie mogłem jej niczego zapewnić, a ona pochodziła z bogatego domu. Miałem parcie, aby ze mną miała jeszcze lepiej, a każda rozmowa [o pracę - przypis mój] kończyła się porażką. Zacząłem obstawiać zakłady, aby zdobyć pieniądze i przestać być nieudacznikiem. Nie wiem, czy byłem hazardzistą, ale na pewno dużo straciłem. Potem doszły problemy neurologiczne, zdiagnozowano u mnie chorobę, której też się wstydziłem. Było coraz gorzej. Jak ktoś grał w Simsy, to wie, jak się czułem - jak zamknięty w takim pojedynczym kwadracie, jeden na jeden, z którego nie można wyjść. Związek mi się rozpadł, z kolegami rozmawiałem, ale nie o tym co ważne , a ojciec jak zawsze mówił mi, żebym wziął siebie garść, a ja… nie umiałem. W końcu stwierdziłem, że skoro wszystkich zawodzę i jestem skazany na samotność i takie życie, to je zakończę. Po podjęciu decyzji po raz pierwszy napisałem list do mojej byłej już dziewczyny - o moim bólu, o poczuciu pustki i tego, że wszystkich zawiodłem. Nie pisałem w nim, że chcę się zabić, ale ona to wyczytała z tych słów. Przyjechała do mnie i pojechaliśmy razem umówić mnie do psychiatry. Po antydepresantach i półtora roku terapii, której na początku się też wstydziłem, moje życie stało się normalne. Nie wróciliśmy do siebie z Martą, ale «nagle» okazało się, że wokół mnie są dobrzy ludzie, którym mogę o sobie mówić. Blokada i pomysł na męskość w stylu Corleone były we mnie, ale na szczęście mogłem je w końcu odrzucić".

 

Emocje nie są zabójcą męskości

 

Historia Marcina skończyła się w optymistycznie - choć może lepiej byłoby napisać, że się nie skończyła, lecz że nastąpiła zmiana, dzięki której mężczyzna zyskał wgląd we własne emocje i odrzucił model "toksycznej męskości". Aby jednak u innych panów nie dochodziło do tak skrajnych sytuacji, jak chociażby wspomniane uwikłanie w gry losowe i myśli samobójcze, warto jest zwrócić uwagę na to, jak wychowujemy chłopców. Rodzice oraz nauczyciele, którzy z nimi pracują, powinni starać się rozumieć chłopięce emocje i rozmawiać o nich z dziećmi Warto jest także zachęcać chłopców do pracy zespołowej, opartej na współpracy i wzajemnym uzupełnianiu się, a nie skupianiu się wyłącznie na rywalizacji (która, oczywiście, również jest częścią szkolnego czy podwórkowego życia).

 

Nie jest to wcale "rozmiękczanie" chłopaków, ale zapobieganie samotności oraz inwestowanie w ich przyszłość - w dzisiejszym świecie to właśnie wysoki poziom umiejętności społecznych ułatwia osiągniecie zawodowego sukcesu! Z drugiej strony, kilkakrotnie zdarzyła mi się sytuacja, gdy zatroskani rodzice chłopców pytali, czy dla dobra ich synów nie warto byłoby ich odciąć od filmów o superbohaterach i innych tekstów kultury, które promują specyficzny model męskości. Uważam, że nie jest to potrzebne (plus, przyznajmy, w dobie wszechobecności internetu takie odcięcie jest po prostu mało realne) - warto jednak tłumaczyć dzieciom, że w prawdziwym świecie nie zawsze się wygrywa, a bycie bohaterem (nie w ujęciu DC czy Marvela) nie oznacza, że człowiek nie odczuwa strachu czy wątpliwości. W realnym życiu nie jest przecież tak, że jedynym dostępnym sposobem na rozwiązanie konfliktu jest walka na ostre przedmioty.

 

Tłumaczymy chłopcom, na których nam zależy, że zamiast być kopią Vita Corleone, Batmana czy Bonda lepiej jest zostać zdrowym i szczęśliwym mężczyzną.

 

Angelika Szelągowska-Mironiuk - psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2

Liczba głosów:

4

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (8/2019) "JAK BYĆ MĘŻCZYZNĄ W KOŚCIELE?"