Ewangelia dla lesbijek i gejów [ROZMOWA]

(fot. Michał Lewandowski)

"Łatwiej jest atakować pewne grupy ludzi, czy krytykować pewne zachowania, niż głosić good news o tym, że Jezus zwyciężył śmierć" - mówi prof. Krzysztof Krajewski-Siuda.

 

Michał Lewandowski: Dlaczego nauczanie Kościoła o homoseksualizmie budzi napięcia?

 

Prof. Krzysztof Krajewski-Siuda: Jeśli nie wierzymy w zmartwychwstanie ciała i świętych obcowanie, to nauczanie Kościoła o homoseksualizmie wydaje się zwyczajnie okrutne.

 

Dlaczego?

 

Okrutne, bo skazywałoby taką osobę na ból samotności i pozbawiało realizacji ważnej części życia, jaką jest życie seksualne.

 

Realizacja części siebie jest ważniejsza, niż zmartwychwstanie?

 

Z wiarą w zmartwychwstanie jest tak samo, jak z każdą wiarą, to znaczy są osoby, które tej wiary nie podzielają. I tę rzeczywistość trzeba uznać. Łatwiej jest atakować pewne grupy ludzi, czy krytykować pewne zachowania, niż głosić good news o tym, że Jezus zwyciężył śmierć.

 

Kościół ma z tym problem?

 

Powinien zdawać sobie sprawę (wszyscy powinniśmy), że głoszenie Dobrej Nowiny o zmartwychwstaniu i obcowaniu świętych wiąże się z konfrontacją z trzema pokusami.

 

Na czym one polegają?

 

Każdy, kto chciałby to robić, to niezależnie od tego, czy to jest świecki, diakon, prezbiter czy biskup musi się zmierzyć z trzema pokusami, z którymi konfrontuje się Chrystus na pustyni przed rozpoczęciem swojej publicznej działalności: z pokusą cudu, pokusą autorytetu i pokusą władzy.

 

Na czym polega pokusa cudu?

 

Dzieje się wtedy, kiedy szatan przychodzi do wyposzczonego Chrystusa i namawia go, żeby zamienił kamienie w chleb. Ta pokusa w odniesieniu do seksualności, choć nie tylko, jest w Kościele całkiem rozpowszechniona. Chodzi o to, że ktoś, kto odkrywa swoją orientację homoseksualną często oczekuje, że nastąpi cud. Wierzy, że gorąca modlitwa jest w stanie zabrać od niego pociąg seksualny do osób tej samej płci.

 

Modlę się, a Pan Bóg mi to zabierze.

 

No właśnie. Ta pokusa każe myśleć, że nastąpi zmiana i Bóg albo zabierze pociąg seksualny, albo cudownie sprawi, że zmieni się jego orientacja. Niektórzy z moich pacjentów przeżywali coś takiego Częstym elementem formacji kleryków (czy zakonnic) jest wpajanie im, że kiedy odkryją swoją homoseksualną orientację, to powinni się modlić i nie myśleć o sobie jako o geju (lesbijce), skoro teoretycznie nie realizują w czynny sposób swojego życia seksualnego.

 

Nie warto się modlić?

 

Nie chodzi o to. Pokusa cudu jest rodzajem wezwania do modlitwy, w którym oczekujemy jakiegoś nadzwyczajnego rozwiązania. W tym przypadku byłaby to zmiana natury. Ale Pan Bóg nie zmienia natury. Błąd polega na tym, że modlimy się o cud, a nie o wypełnienie woli Bożej. Skrajnym i skandalicznym przykładem ulegania tej pokusie jest wypędzanie “ducha homoseksualizmu" przez niektórych egzorcystów. To się zdarza w praktyce.

 

Niektórzy egzorcyści wypędzają “ducha homoseksualizmu", a jaka jest odpowiedź Jezusa?

 

Jezus wie, że bez chleba, w naszym przypadku seksualności, nie ma życia. Ale odpowiada, że "nie samym chlebem żyje człowiek". To jest ważna odpowiedź, bo wskazuje, że człowiek nie żyje samą seksualnością, więcej, samą orientacją seksualną, którą posiada.

 

Jakie są konsekwencje takiego myślenia?

 

Z tego wypływa ważny wniosek na temat godności człowieka: nie orientacja jest czynnikiem decydującym o szacunku, który jesteśmy winni innym ludziom. Do czego zresztą Kościół wzywa w swoich dokumentach.

 

Przez lata narracja o homoseksualizmie w kościelnych dokumentach ulegała zmianie.

 

Jeżeli analizujemy różne dokumenty Kościoła to widać, że jego narracja i redakcja zmieniała się przez lata. Nie miejsce by to szczegółowo omawiać. W dokumentach z lat 70. mówi się skłonnościach (zakładając, że niektóre są przejściowe). W ogóle Kościół boi się używać określenia orientacja homoseksualna. Kiedyś było to bardziej może zrozumiałe, bo stoi za tym intencja, że młody człowiek, który odkrywa w sobie fantazje homoseksualne, nie musi w wieku 16 lat sformatować się społecznie na geja. Najciekawszym dokumentem Kościoła, który traktuje o homoseksualizmie jest "Katechizm Młodych". Jest rzadko cytowany, ale ma w sobie bardzo ciekawy fragment dotyczący lesbijek i gejów. Dla jasności, dokument jest zatwierdzony przez Benedykta XVI, nie przez papieża Franciszka.

 

Co tam jest napisane?

 

W "YouCat" jest owszem napisane, że akty homoseksualne są grzeszne, ale zawiera fragment, który mówi, że Bóg prowadzi do siebie niestandardową drogą. To jest trochę inna narracja, niż o "zboczeniu", czy "dewiacji" lub "zejściu z drogi". Dalej tekst tłumaczy, że brak, utrata lub zranienie, przyjęte i uznane, mogą stać się trampoliną, od której człowiek odbiwszy się, wpada w ramiona miłosiernego Boga, który bardziej objawia się w zbawieniu, niż w stworzeniu. Te słowa niosą nadzieję, to jest Ewangelia dla lesbijek i gejów.

 

Na czym polega ta nadzieja?

 

Oznacza, że np. brak możliwości bycia rodzicem, przyjęte i uznane, a nie odrzucone i zaprzeczone, może stać się trampoliną rzucającą nas w objęcia Boga. Jeśli człowiek zaprzeczy temu, co ma w sobie, to z biegiem czasu go to zniszczy. Znam przypadki księży, którzy odkrywali swoją orientację seksualną dopiero po święceniach. Tak bardzo w czasie formacji była ona wyparta i zaprzeczona, że dopiero z czasem dochodziła do nich prawda. Wiem, co mówię, bo mam za sobą rozmowy, konsultacje, farmakoterapię, czy psychoterapię ponad dwustu homoseksualnych księży.

 

Ten fragment Katechizmu, inaczej niż teksty z lat ubiegłych, nie rozprawia o tym, czy skłonności są uleczalne, czy nie.

 

Narracja Kościoła poszła w kierunku tego, że seksualność trzeba przyjąć i zaakceptować, chociaż może to być trudne szczególnie dla osób religijnych. W psychiatrii mówilibyśmy, że ich orientacja jest egodystoniczna, czyli rodzi cierpienie związane z brakiem jej zaakceptowania.

 

Dlaczego Bóg objawia się bardziej w zbawieniu, niż w stworzeniu?

 

Jak przyjrzymy się tej scenie, to wyraźnie czytamy, że Jezus cudownie nie zmienia kamienia w chleb, ale w innym fragmencie Ewangelii, przemienia chleb...

 

...w swoje ciało.

 

To znaczy, że nasza seksualność zostanie zamieniona w świętych obcowanie. Można powiedzieć, że we "współżycie" świętych. Tu jest to tradycyjne odniesienie do seksualności. Ta wspólnota świętych (communio sanctorum) to jest mistyczne ciało Chrystusa. Czyli będziemy mieć udział w Bogu, który jest "wszystkim we wszystkich". Jeżeli ktoś nie zrealizuje w pełni swoje seksualności, nie będzie ojcem lub matką, to będzie miał udział we wszystkich tych matkach i ojcach, którzy zrealizowali swoją seksualność.

 

Czyli to obcowanie świętych dzieje się cały czas?

 

Dam przykład z mojego życia. Mój syn jest na kursie językowym w Anglii, przysyła mi stamtąd zdjęcia, cieszę się, że on przeżywa coś dobrego, że doświadcza czegoś nowego, zwiedza, mam udział w tym, co robi. Świętych obcowanie będzie czymś podobnym, ale na niewyobrażalnie większą skalę. To nie jest wizja prymitywnej orgii, tak jak w niektórych wierzeniach, ale to jest znacznie głębsze. Kościół naucza, że jeśli seksualność lesbijek i gejów nie może być zrealizowana w pełni tutaj na ziemi, to będą oni mieli udział w doświadczeniu innych, będą mogli wyjść na tyle poza siebie, żeby cieszyć się przeżyciami wszystkich, być zanurzonymi w Bogu, który jest "wszystkim we wszystkich". Z tego wynika bardzo poważna konsekwencja.

 

Mianowicie?

 

Że nikogo nie możemy wykluczyć, bo jeśli tak się stanie, to sami pozbawimy się kogoś z naszej wspólnoty. A to znaczy, że sami stawiamy siebie poza Bogiem, który jest "wszystkim we wszystkich". Jeśli piekło na czymś polega, to właśnie na tym.

 

To wszystko piękne, ale pojawiają się głosy, które mówią, że ogólnoświatowy trend zmierza w kierunku upowszechniania homoseksualizmu i “moralnej zgnilizny".

 

Mogą pojawić się zarzuty, że międzynarodowe lobby homoseksualne doprowadziło do tego, że zmieniono klasyfikację chorób i wyrzucono z niej homoseksualizm. Chybiony jest zarzut, że trend ogólnoświatowy w psychiatrii idzie w kierunku łagodzenia i liberalizacji narracji w sprawach związanych z seksem. Wszystko sprowadza się do nazewnictwa. Jeśli weźmiemy międzynarodową klasyfikację chorób ICD-10 (wciąż obowiązującą), to tam ekshibicjonizm, sadyzm i pedofilię sytuuje się w zbiorze pod tytułem "zaburzenia preferencji seksualnej". To są takie zaburzenia, które niosą ze sobą ryzyko zmuszenia kogoś drugiego do czegoś, czego nie chce. W najnowszej klasyfikacji chorób ICD-11, te przypadki klasyfikowane są jako "zaburzenia dewiacyjne" (a to jest silniejsze określenie).

 

Czyli jedyne pocieszenie dla lesbijek i gejów jest po śmierci i zmartwychwstaniu ciała?

 

Homoseksualizm jest wyzwaniem egzystencjalnym i jest - jak pisał niedawno zmarły Jean Vanier - "tajemnicą". Tajemnicą nie tylko, co do swojej genezy (wciąż niejasnej i zapewne wieloczynnikowej), ale też tajemnicą w sensie teologicznym, czy teleologicznym (nauka o celowości - przyp. red.). Kościół naucza, że jest pewien obiektywny porządek moralny, ale jest też subiektywna ocena czynu konkretnego człowieka w warunkach, w których on funkcjonuje. I jeśli nawet coś w tym obiektywnym porządku jest uznawane za złe, to żeby dana osoba popełniła grzech ciężki konieczne jest spełnienie jeszcze kilku warunków. Musi być całkowita wolność i świadomość. Z tego wynika konstatacja, że nie każdy grzech związany z seksem jest grzechem ciężkim.

 

Lektura Katechizmu Kościoła Katolickiego sugeruje, że “grzechy seksualne" są z natury ciężkie.

 

Tak, i tutaj dochodzimy do pewnej pozornej sprzeczności, bo z Katechizmu Kościoła Katolickiego wynika, że każdy grzech związany z seksem (może poza masturbacją, gdzie dochodzą inne okoliczności), że każdy taki grzech jest ciężki. A przecież trzeba wziąć pod uwagę wolność i świadomość człowieka, o której również jest punkt w Katechizmie, ale w zupełnie innym miejscu. Przypomina mi się anegdota, jaką opowiadał pewien, nieżyjący już dziś, znany duszpasterz i psychoterapeuta. Przychodzi do niego na rozmowę młody mężczyzna i mówi:

- Zgrzeszyłem z dziewczyną.

- A skąd wiesz, że zgrzeszyłeś? - pyta duchowny.

- Nie wiem, ale wy tak mówicie.

- Skoro nie wiesz, to może nie zgrzeszyłeś ciężko...

 

Co mówi o tym psychiatria?

 

Są takie sytuacje jak mania psychotyczna, w której człowiek całkowicie traci nad sobą kontrolę, czego efektem jest seksualne rozhamowanie. Nagle wchodzi w przypadkowe kontakty seksualne, co wiąże się z różnymi konsekwencjami, ale normalnie to by mu to głowy nie przyszło, że coś takiego może się zdarzyć. Są osoby, które mają strukturę osobowości "borderline", która polega na tym, że takiemu człowiekowi trudno jest kontrolować jakiekolwiek impulsy. To wiąże się nierzadko z niepewnością, co do swojej tożsamości lub orientacji seksualnej. Wola takiej osoby i możliwość opanowania impulsów seksualnych jest mniejsza, niż u osoby, która nie ma takiego zaburzenia. Psychiatria zna wiele różnych przypadków, które pokazują, że wola człowieka nie zawsze jest wolna lub świadomość ulega ograniczeniu. Dlatego pewna delikatność i współczucie są potrzebne, żeby nikogo zbyt łatwo nie osądzić. Więcej, chodzi o to, żeby ten człowiek sam siebie za szybko nie osądził zbyt surowo.

 

Jaka jest druga pokusa, przed którą staje Kościół?

 

Druga pokusa, to pokusa autorytetu. W Ewangelii jest opisana jako kuszenie Jezusa do tego, żeby stanął na rogu świątyni i skoczył w dół. Szatan przytacza fragment z Biblii w którym jest mowa o aniołach noszących Jezusa na rękach. W odniesieniu do naszego tematu, pokusa ta sprowadza się do tego, że chcemy objaśnić rzeczywistość za pomocą cytatów z Biblii i tradycji tak, jak ją rozumiemy. Bez otwarcia na testowanie rzeczywistości. Czyli jak coś nam nie pasuje, to…

 

 ...tym gorzej dla rzeczywistości.

 

Właśnie. W kontekście homoseksualizmu ta pokusa daje o sobie znać w różnych wypowiedziach księży, publicystów katolickich, czy czatach internautów. Polega na tym, że zakazy obecne w Biblii służą do objaśniania moralności współczesnemu człowiekowi. To ryzykowne.

 

O jakich zakazach mówimy?

 

Pierwszy zakaz jest w Księdze Kapłańskiej, gdzie jest mowa o zakazie współżycia między mężczyznami. “Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość" (Kpł 20,13). Jak się dobrze wczytać, to zakaz ten widnieje między takimi obostrzeniami, jak zakazy noszenia brody, tatuaży (inaczej rozumianych, niż dzisiaj), czy kolorowych ubrań.

 

Częściej w argumentach dotyczących krytyki zachowań homoseksualnych pojawiają się jednak fragmenty z listów św. Pawła.

 

W jednym z nich (1 Kor 6,9-10: “Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą Królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" - red.) autor mówi o mężczyznach, którzy współżyją ze sobą. Jednak w greckim oryginale użyte jest określenie malakia, które oznacza "męskie prostytutki sakralne", które były rozpowszechnione wówczas w kręgu kultu Baala i Kybele/Astarte. Byli to zniewieściali eunuchoidalni chłopcy, którzy zajmowali się obsługą seksualną pielgrzymów w miejscach kultu.. Jedyny zachowany na świecie zbiór figurek przedstawiających "chłopców świątynnych" zobaczyć można w Muzeum Archeologicznym w Stambule. Obok tego używa określenia arsenokoites ("mężczyźni leżący obok siebie"), co nie jest wcześniej używane w grece, ale jest raczej kalką z języka hebrajskiego. Istnieje spór, co to w zasadzie oznacza, niektórzy widzą w tym podział na gejów "pasywnych" i "aktywnych", w innych językach arsenokoites tłumaczone jest jako mężczyźni wzajemnie się wykorzystujący. Paweł potępia tego typu praktyki, ale to nie ma raczej nic wspólnego z orientacją seksualną tak, jak my ją dzisiaj rozumiemy. Paweł pisze, że autorzy listu takimi byli, ale już nie są. Rozumiem to w ten sposób, że w świętych obcowaniu nie będzie relacji wzajemnego wykorzystania.

 

Jest jeszcze fragment z Listu do Rzymian. Rz 1, 27: “Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie".

 

Tutaj autor też nie krytykuje orientacji homoseksualnej, ale praktyki pseudo-homoseksualne, czyli takie, kiedy ktoś, kogo orientacja jest heteroseksualna, oddaje się aktom homoseksualnym w pewnych określonych warunkach. To się dzieje np. w więzieniach, koszarach, na statkach, w seminariach w klasztorach, słowem w zamkniętych społecznościach.

 

Zatem Biblia nie potępia homoseksualizmu?

 

Z tego, co mówię nie wynika, że akty homoseksualne Kościół powinien uznawać za dobre i pożyteczne, czy nawet akceptowalne. I że Biblia nic nie mówi na ten temat. Jeśli chcemy jednak wyprowadzić etykę seksualną Kościoła z jakichś słów Ewangelii, to myślę (to jest moje prywatne przekonanie), że całe to nauczanie można znaleźć w jednym zdaniu Jezusa: "na początku tak nie było". Odpowiedź Chrystusa pojawia się w specyficznych okolicznościach, kiedy faryzeusze pytają Go o rozwód, ponieważ "prawo Mojżeszowe na to zezwala". Jego odpowiedź jest zaproszeniem do pewnej przygody odczytania tego, czym jest pierwotny zamysł Boga wobec człowieka w ogóle i jaka jest wola Boża wobec mojego życia. Jezus nie daje tutaj żadnych konkretnych zakazów i nakazów, odchodzi od mentalności 500 czy 1000 przykazań, które regulują każdą sferę życia. Jeśli mówimy o seksualności człowieka, to musimy zadać pytanie o fundament. Nie wystarczy krytykować, że czegoś nie wolno. Zresztą co najmniej od czasów św. Augustyna ("przyjemność można zwyciężyć tylko przyjemnością") wiemy (a nowsze teorie uzależnień to potwierdzają), że seksualności nie da się skontrolować poprzez odwołanie się do poczucia winy (grzeszności), bo to działa na krótką metę. Przekaz musi być pozytywny i wzmacniać tzw. gratyfikacyjną część superego, czyli coś co św. Augustyn nazywa "delectatio vintrix" (radością zwyciężającą).

 

Przejdźmy do trzeciej pokusy.

 

Trzecia pokusa, to pokusa władzy, kiedy Szatan pokazuje Jezusowi wszystkie królestwa świata i mówi, że jeśli odda mu pokłon, to one będą Jego. Dzisiaj ta pokusa może oznaczać dążenie do tego, że wszyscy będą żyli wokół reprezentowanych przez Kościół wartości. Intencja jest bardzo dobra, ale Ignacy Loyola nazwałby ją "złem pod pozorem dobra". Nie da się tak kontrolować rzeczywistości, że wszyscy będą żyli tak, jak my chcemy. To jest szatańska iluzja. Jeśli ktoś jej ulega i próbowałby dążyć do tego, że wszyscy myślą jednakowo, to nie może tego uczynić bez oddania pokłonu diabłu. Jeśli Kościół (czyli my wszyscy) nie konfrontuje się z tymi trzema pokusami, to nie jest w stanie głosić Ewangelii. To co wyjdzie, to będzie jej karykatura. To, co działo się w Białymstoku jest przykładem takiego zachowania.

 

Czy za wydarzeniami z Białegostoku, gdzie doszło do ataku na Marsz Równości, stoi homofobia?

 

Możliwe, ale żeby dobrze zrozumieć zjawisko, musimy wiedzieć, czym jest homofobia. Psychoanalityczne teorie mówią, że homofobia jest wyprojektowaną na zewnątrz niezgodą na własną część homoerotyczną. Co prawda nie jest to wiedza stricte medyczna, ale zawiera w sobie ziarno prawdy. Każda z osób heteroseksualnych ma w sobie część homoerotyczną, która jest wyparta, ale dzięki niej tworzymy głębokie relacje z osobami tej samej płci (przyjaźnie). Czasem ta homoerotyczna część przebija się do świadomości, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy ktoś nie jest pewny swojej tożsamości, i wtedy wrogość i niezgoda na nią zostaje wyprojektowana na zewnątrz w postaci homofobii. Obserwacje pokazują, że homofobiczne środowiska np. pseudokibiców, to w rzeczywistości mężczyźni, którzy budują swój zewnętrzny pancerz macho, ale w środku nadal tkwi zalękniony mały chłopak, bardzo niepewny siebie i mający wątpliwości, co do swojej męskości. I teraz ten chłopak mści się na tej niepewności w taki sposób, że swój gniew projektuje na innych. Alfred Adler opisuje to jako "protest męski". Polega on na tym, że są tacy mężczyźni, którzy niepewni swojej męskości budują pancerz i chcieliby być, jak mówi franciszkanin Richard Rohr, "cały czas w erekcji". A przecież mężczyzna może być słaby.

 

Niektórzy biskupi w swoich wypowiedziach nie mówią jednak o słabości, ale o walce. Padają takie określenia jak: “Chryste (...) roztrzaskaj glinianych idoli LGBT", “Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka", “Nadszedł czas walki! Już dłużej cofać się nie możemy i nie będziemy! Musimy się bronić w sposób zorganizowany" czy “tęczowa zaraza".

 

Należałoby zapytać, czy w sytuacji w której jesteśmy: pomiędzy dwoma edycjami filmu braci Sekielskich, które opowiadają o różnych problemach polskiego Kościoła, te słowa nie są próbą odwrócenia uwagi? Czy to nie jest tak, że stanowisko części polskiego kleru wobec środowiska LGBT, które też jest różne, bo są w nim osoby wyważone i skrajne w swoich poglądach, czy to stanowisko nie przypomina stanowiska Sanhedrynu wobec Jezusa? Czy nie jest szukaniem kozła ofiarnego, którego trzeba wygonić z naszej ziemi, żeby poniósł nasze grzechy? Czy myślenie niektórych arcybiskupów nie przypomina mentalności arcykapłana Annasza, które polega na tym, że poświęcamy jednego, żeby innych ocalić? To sytuacja, w której odwracamy uwagę od innych spraw, jak kryzys rodziny - skądinąd potężny - którego nie da się objaśnić tylko ideologią gender. Sprawa jest wieloczynnikowa, skala problemu wielka i to musi być frustrujące dla polskich biskupów i prezbiterów. Czują bezradność wobec kryzysu rodziny, wobec narastającego problemu, z którym nie potrafią sobie poradzić.

 

Kwestia homoseksualizmu to jedyny taki przypadek?

 

Przeakcentowanie jest w Kościele widoczne także w innych miejscach, dla przykładu: Kościół jest za życiem. Ale działalność pro-life nie może być zredukowana tylko do, ważnych skądinąd, kwestii aborcji i eutanazji. Dlaczego nie widać jakiejś specjalnej aktywności Kościoła w sprawie samobójstw? Dlaczego nie wspiera on profilaktyki w tym zakresie? Z powodu samobójstw rocznie na świecie ginie milion osób, to jest więcej niż w konfliktach zbrojnych. Więcej, w Polsce od lat problem narasta, statystyki pokazują, że jest więcej samobójstw i prób samobójczych, niż w ubiegłych latach. W grupie dziecięco-młodzieżowej jesteśmy w tej kwestii niechlubnymi liderami w Europie. Z innej strony to dramat niedofinansowanej polskiej psychiatrii. Niestety do tej pory nie spotkałem się z przypadkiem biskupa, który odwiedziłby psychiatryczny oddział dziecięco-młodzieżowy w Polsce. Nie widać by któryś z nich naciskał na polityków. Sprawa leży odłogiem. Wieloośrodkowe badania pokazują, że osoby transseksualne, biseksualne i homoseksualne (w tej kolejności) są w grupie ryzyka samobójstwa.

 

Jak Pana zdaniem te słowa biskupów wpływają na wiernych, którzy słyszą je na przykład w czasie homilii?

 

Kim ja jestem, żeby recenzować wypowiedzi biskupów? Każdy może ocenić, czy jakaś wypowiedź pochodzi od Ducha Świętego, czy od złego ducha, bo Chrystus dał nam proste kryterium rozeznania: "Po owocach ich poznacie!", a owoce Ducha Świętego to: miłość, radość, pokój, cierpliwość, łagodność, uprzejmość, dobroć, skromność, czystość… Jeżeli mamy czyste serce, to tymi owocami obdarowujemy innych.

 

Ale z drugiej strony nie możemy odbierać biskupom prawa do ostrzegania i wyrażania poglądów na tematy ich zdaniem społecznie ważne. 

 

Oczywiście! Ale zauważmy, że chrześcijaństwo nie jest w pierwszym rzędzie o moralności. Prezbiterzy i biskupi nie są w pierwszej kolejności strażnikami cudzej moralności. Jeżeli potrzebny by nam był jakiś system społecznych zasad postępowania, to konfucjanizm by wystarczył. Chrześcijaństwo jest przede wszystkim o relacji z Bogiem Ojcem przez Chrystusa w Duchu Świętym. I z tych relacji wypływa cała moralność. Jeśli się od tego nie zacznie, tylko podejdzie od drugiej strony, to to nie będzie Ewangelia. To jest zadanie dla nas wszystkich.

 

Nie boi się Pan, że model rodziny w Polsce jest zagrożony przez działania ruchów LGBT?

 

Czy chrześcijaństwo jest o pokonywaniu lęku - 365 razy w Biblii jest napisane "nie lękajcie się" - czy chrześcijaństwo jest o ciągłym przypominaniu o zagrożeniach i kasandrycznej wizji świata i o sianiu paranoicznych lęków? Na ile zachowania homoseksualne miałyby by być zagrożeniem dla rodziny? Nie ulega wątpliwości, że żyjemy dzisiaj w świecie, w którym jest olbrzymi kryzys rodziny. Połowa małżeństw w Polsce się rozpada, wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest pobożnym życzeniem, podczas gdy my skupiamy się na tematyce dotyczącej ważnej, ale jednak mniejszości. Do tego edukację seksualną traktuje się tak, jakby miała doprowadzić do zachowań promiskuitycznych (kontakty seksualne pozbawione więzi uczuciowych - red.), hedonizmu i ogólnego rozpasania seksualnego. Faktem jest, że Kościół w Polsce boi się seksualności, boi się edukacji seksualnej. Pierwszy polski podręcznik medycyny pastoralnej pt. "Medycyna Pasterska" został napisany przez bpa Pelczara, dzisiaj świętego. Cały podręcznik napisał w języku polskim, ale część poświęconą seksualności napisał po łacinie, mimo iż zaprzyjaźniony z nim psychiatra, z którym zresztą konsultował tę część, mu to odradzał. To trwa do dziś. Na tym lęku wychowano całe pokolenia prezbiterów.

 

Co psychiatria mówi o homoseksualizmie?

 

Wiemy z badań, że 40% dorastających chłopców doświadcza fantazji homoseksualnych, a 30% ma doświadczenia homoerotyczne. Miara rozpowszechnienia tego typu zjawisk jest duża, dotyczy przecież jednej trzeciej chłopaków, u dziewcząt to jest znacznie mniej. W seksuologii uważane jest to za jeden z wariantów rozwoju. Takie zachowania nie skutkują tym, że 30% mężczyzn w społeczeństwie jest homoseksualistami. Mało tego, odsetek osób homoseksualnych niezależnie od kultury jest mniej więcej taki sam. Jest na świecie populacja plemienia Sambia w Papui Nowej Gwinei, gdzie 100% mężczyzn w wieku dojrzewania doświadcza z rówieśnikami zachowań homoseksualnych. W tamtejszej społeczności istnieje przekonanie, że sperma jest czymś niezwykle cennym w związku z czym nie może być tracona. Skutkuje to tym, że młodsi chłopcy zaspokajają oralnie starszych chłopców. Ten proceder ciągnie się aż do zawarcia małżeństwa przez młodego mężczyznę, najdalej może wystąpić w rok po ślubie. Potem to znika. Odnotowano, że w tej społeczności odsetek osób homoseksualnych nie jest większy, niż we wszystkich innych kulturach. Co jest dowodem na to, że nie stanie się tak, że nagle, nawet w przypadku bardzo agresywnej edukacji seksualnej, osób homoseksualnych będzie więcej. Natomiast wiemy z badań, że czynnikiem predysponującym do tego, że ktoś będzie miał orientację homoseksualną, czy biseksualną jest wykorzystanie dziecka, czy nastolatka przez osobę dorosłą, czyli akt pedofilny lub hebefilny. Jedyną (zbadaną) subpopulacją męską, w której odsetek osób homoseksualnych i biseksualnych wynosi 30% są prezbiterzy rzymskokatoliccy. Wynika to z różnych badań, także tych prowadzonych w Polsce. Ich wyniki mogą być obarczone błędami np. błędem doboru (selection bias), czy błędem obserwacji (observation bias) /trudno bada się takie zjawiska/, ale tym wynikom w zupełności nie da się zaprzeczyć. Zatem z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przyjąć, że co trzeci ksiądz jest osobą homoseksualną lub biseksualną. I co z tego? Ziemia kręci się dalej wokół swojej osi, a woda w Wiśle płynie.

 

W jaki sposób Kościół powinien mówić o homoseksualizmie i rozmawiać z ruchami LGBT?

 

Łagodnie, uprzejmie, cierpliwie, skromnie, z dobrocią, miłością, pokojem serca... Im Kościół w swojej narracji staje się krzykliwy, tym bardziej "dodaje siły" ruchom LGBT. Im bardziej jakiś ksiądz jest agresywny i surowy, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że jego własne życie jest poukładane. Już bowiem Ewagriusz z Pontu zauważył, że "nie można żyć we wstrzemięźliwości bez łagodności dla siebie i innych". Czy nie dochodzi do sytuacji, która kiedyś dotyczyła chrześcijaństwa à rebours, że z jednej strony mieliśmy władzę Rzymu, która prześladowała chrześcijan i ich krytykowała, z drugiej wspólnoty wierzących, którzy rośli w siłę. Czy Kościół nie wzmacnia paradoksalnie takich zachowań? Skutek społeczny jest taki, że dzisiaj wiele osób solidaryzuje się z ideologią LGBT, co wcześniej byłoby nie do wyobrażenia. Łatwiej jest być epidemiologiem mierzącym rozpowszechnienie groźnych ideologii, niż głosić Dobrą Nowinę o zmartwychwstaniu.

 

Krzysztof Krajewski-Siuda - lekarz, zajmujący się psychiatrią i psychoterapią, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie

 

Michał Lewandowski - dziennikarz DEON.pl, publicysta, teolog, koordynuje projekt "Wspólny Dom" poświęcony ekologii chrześcijańskiej

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.33

Liczba głosów:

3

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~ewa123 15:05:12 | 2019-09-01
Bardzo cenny i ciekawy wywiad.Konkretne informacje.Mozna też doczytać artykuł"O problemie święceń homoseksualnych mężczyzn".

Oceń 3 4 odpowiedz

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (8/2019) "JAK BYĆ MĘŻCZYZNĄ W KOŚCIELE?"