Po stracie ciąży macie prawo do żałoby. Pozwólcie łzom płynąć

Angelika Szelągowska-Mironiuk
(fot. depositphotos.com

Osoby, które nie doświadczyły utraty, mogą nie rozumieć Waszego bólu i żalu. Macie prawo pokochać rączki i nóżki, których nie mieliście okazji dotknąć. Wasze dziecko odeszło, zmarło przed pierwszym pocałunkiem.

 

W rozmowach z rodzicami, którzy stracili swoje dzieci jeszcze przed ich narodzeniem się, często przewija się wątek cierpienia z powodu niezrozumienia ich dramatu. Ludzie, którzy nie doświadczyli straty ciąży, nie zawsze rozumieją uczucia i myśli, jakie pojawiają się w głowach Aniołkowych Rodziców - bo tak często nazywają siebie ci, których dzieci odeszły, nim przyszły na świat. Sądzę, że tym, co może pomóc osobom w obliczu tego dramatu, jest cierpliwe bycie przy nich, wysłuchanie ich historii oraz - być może - pomoc w zrozumieniu tego, co dzieje się w ich sercach i umysłach. Do Was, drodzy Aniołkowi Rodzice, kieruję zatem ten tekst.

 

Pozwólcie łzom płynąć, pozwólcie sobie na cierpienie

 

Po pierwsze, jeśli doświadczyliście utraty ciąży, macie pełne prawo do żałoby, a więc również do związanych z nią łez, złości, apatii i wspominania Waszego Dziecka - nawet jeśli widzieliście je tylko raz na ekranie ultrasonografu. Nie jest prawdą, że Waszego Dziecka nie było - przecież Wy zdążyliście je pokochać i - być może - snuliście już wizje wspólnej przyszłości. Nie ma znaczenia, czy dziecko miało zaledwie parę milimetrów, czy też zmarło tuż przed przewidywanym terminem porodu (lub w jego trakcie). Jeżeli dla Was był to człowiek, Wasz syn lub Wasza córka - to znaczy, że tak właśnie możecie myśleć o tej malutkiej osobie. Mieliście prawo pokochać rączki i nóżki, których nie mieliście okazji dotknąć; mieliście też prawo czekać na pierwsze spotkanie z dzieckiem. Niestety, dziecko odeszło, zanim było Wam dane je przytulić - szloch, poczucie pustki i żalu nie są więc oznaką histerii - są zupełnie adekwatną reakcją na to trudne wydarzenie. Pozwólcie łzom płynąć, pozwólcie sobie na cierpienie. "Ukryta" żałoba nigdy nie znika - a niekiedy wraca po latach i znacznie utrudnia funkcjonowanie. Wiem, że tuż po śmierci maleństwa wydaje się to nieprawdopodobne - ale po przejściu przez żałobę odzyskacie spokój. Nie oznacza to jednak, że macie zapomnieć o Waszym dziecku! Większość par na zawsze zachowuje pamięć o dzieciach, które zmarły przed narodzinami - między innymi z tego powodu na genogramie (jest to narzędzie terapeutyczne, stanowiące graficzny schemat przekazów międzypokoleniowych w rodzinie) obok żyjących członków rodziny oznacza się dzieci, które nie doczekały swojego urodzenia.

 

Pozwólmy sobie na pożegnanie

 

Żaden rodzic nie powinien doświadczyć śmierci swojego dziecka - jeżeli jednak para jest dotknięta tą tragedią, to ma pełne prawo do pożegnania swojego maleństwa. Przed pochówkiem należy ustalić płeć dziecka (jeśli było bardzo małe, potrzebne będą badania genetyczne). Na podstawie otrzymanej w szpitalu karty martwego urodzenia dziecka oraz karty zgonu, rodzice mogą zarejestrować dziecko w USC z adnotacją, że urodziło się ono martwe. Następnie rodzice otrzymują akt urodzenia - ten dokument jest potrzebny, aby osoba zatrudniona w domu pogrzebowym mogła odebrać ciało maleństwa ze szpitala. Rodzice, którzy są katolikami, mają oczywiście prawo do pogrzebu ich dziecka w obrządku katolickim, gdyż - jak mówił ksiądz Jacek Konieczny, dyrektor Duszpasterstwa Rodzin Kurii Krakowskiej - "poronione dziecko jest w pełni człowiekiem i ma prawo do godnego pochówku". Przejście przez pogrzeb jest ważnym elementem żałoby - pozwala znaleźć ujście emocjom. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy pochówek nie jest możliwy - na przykład wtedy, gdy kobieta roni niespodziewanie w domu (niektóre poronienia przypominają obfitą miesiączkę i mają miejsce na przykład w toalecie). Gdy strata ciąży dokonuje się w taki sposób, warto jest pożegnać dziecko w sposób symboliczny.

 

Nie jesteście winni

 

Parę miesięcy temu poznałam kobietę, która zmagała się z potwornymi wyrzutami sumienia po utracie dziecka - teściowa tej pani wmawiała jej, że straciła dziecko przez zajadanie się kiszoną kapustą (według niej dziecko się "zakwasiło"). Być może Wy także czujecie się odpowiedzialni za to, co się stało, i na przykład często zastanawiacie się, czy Wasze dziecko dalej by było, gdybyście tylko nie pojechali na wakacje, gdyby mama dziecka nie pracowała zawodowo, gdybyście tamtego poranka nie zjedli na śniadanie czegoś, co Wam zaszkodziło… Naturalną tendencją człowieka jest to, że chcemy poznać przyczyny tego, co się dzieje - dlatego u wielu par po stracie dziecka pojawiają się tego rodzaju wątpliwości. Prawda jest jednak taka, że śmierć dziecka absolutnie nie jest Waszą winą.

 

Niestety, dramat odejścia dziecka, które dopiero co zamieszkało pod sercem mamy, dotyka bardzo wielu rodzin - według najnowszych danych ciążę traci nawet 20% kobiet (połowa z nich mogła nawet nie wiedzieć, że była w ciąży). Nie każda ciąża kończy się szczęśliwym rozwiązaniem - jest to smutne, ale taka jest specyfika ludzkiej ciąży. W 60% przypadków przyczyną poronienia są wady chromosomalne u dziecka. Zdarza się, że do poronienia dochodzi na skutek zaburzeń hormonalnych występujących u mamy, zaburzeń krzepnięcia krwi przy poważnych urazach. Jednak nigdy, przenigdy nie dajcie sobie wmówić, że przyczyną utraty ciąży była normalna aktywność zawodowa, wizyta u fryzjera czy współżycie.

 

Szukajcie wsparcia i zrozumienia

 

Osoby, które nie doświadczyły utraty ciąży, mogą nie rozumieć Waszego bólu i żalu. Ludzie, którzy stracili dziecko już po jego narodzeniu (na przykład na skutek choroby), mogą (choć, oczywiście, wcale nie muszą!) "umniejszać rangę" Waszego cierpienia. Dlatego też, kiedy poczujecie się do tego gotowi, poszukajcie dla siebie wsparcia. Możecie zwierzyć się z Waszych trosk empatycznym i wyrozumiałym członkom własnej rodziny lub przyjaciołom, ale pomocne może być także uczestnictwo w grupie wsparcia dla Aniołkowych Rodziców (grupy tego rodzaju znajdują się także w internecie).

 

Rodzice dzieci, które zmarły przed urodzeniem, często spotykają się na przykład w Dniu Dziecka Utraconego, aby pielęgnować pamięć o swoich okruszkach oraz dawać sobie wsparcie. Poczucie bycia wysłuchanym i zrozumianym nie likwiduje bólu, lecz ułatwia radzenie sobie z żałobą i poukładanie swoich emocji. To, ile i jak mówicie o swoim zmarłym dziecku, zależy oczywiście od Was - na przykład jeśli określenie "poronienie" wydaje się Wam zbyt zimne, możecie mówić, że Wasz/Wasza (tutaj imię dziecka) zmarł/zmarła przed pierwszym pocałunkiem.

 

Pamiętajcie, że jeśli pomimo upływu miesięcy Wasz stan psychiczny nie poprawia się albo też z każdym tygodniem czujecie się coraz gorzej (bo na przykład nie dajecie sobie rady z poczuciem winy), nie zwlekajcie z wizytą u psychiatry lub psychologa.

 

Angelika Szelągowska-Mironiuk - psycholog, absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego (spec. psychologia zdrowia i kliniczna), czynny psychoterapeuta pracujący w nurcie systemowym, w trakcie szkolenia w Ośrodku Szkoleń Systemowych w Krakowie, trener umiejętności społecznych I stopnia. Na co dzień pracuje z pacjentami indywidualnymi, parami i rodzinami oraz prowadzi szkolenia i warsztaty dla dzieci, nauczycieli i rodziców. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Tadeusz_25 13:18:59 | 2019-04-30
Dobry artykuł, tylko jedna uwaga: nie traci się ciąży, traci się dziecko.

Oceń 5 odpowiedz

CZYTAJ ARTYKUŁY Z NUMERU (3/2019) "KIM SĄ ANIOŁKOWI RODZICE?"