Nienaruszalne granice życia

Znak

W 1960 roku dziekan Harvardu zwrócił się do swoich studentów: „Moi Drodzy, w dniu, w którym wręczamy Wam dyplomy, mogę zdradzić Wam pewną tajemnicę: połowa tego, czego Was uczyliśmy, okaże się po 15 latach zupełną, bezużyteczną bzdurą. Co gorsze, nie wiemy, która to będzie połowa”. Tak to właśnie jest z medycyną.

 

Chciałbym rozpocząć od przywołania słów Prospera z dramatu Burza Williama Szekspira. Prospero – jak pamiętamy – mówił, że „życie to chwila jawy między dwoma snami” . Gdyby rzeczywiście spojrzeć na życie w ten sposób, to okazałoby się, że ta „krótka chwila” ma wejście i wyjście, ma dwa słupy graniczne, które określają jej początek i koniec. Właśnie o tych dwóch słupach, które w ostatnich dziesięcioleciach bardzo się przesuwają, chciałbym przede wszystkim mówić. Nasze życie, „ta chwila jawy” – jak mówił Prospero – szalenie się wydłużyło. Na przestrzeni ostatnich stu lat każdemu z nas przydano blisko trzydzieści lat życia. To fantastycznie dużo! To wydarzenie bezprecedensowe w skali całej historii ludzkości.


Jak do tego doszło? Bez wątpienia stało się to za sprawą wielkich osiągnięć biologii i medycyny. Wystarczy wspomnieć znakomite postępy farmakologii, a więc wprowadzenie szeregu nowych leków, które niemal całkowicie wyeliminowały pewne choroby. Pamiętam, że kiedy kończyłem studia w Krakowie, to przy ulicy Kopernika znajdowała się duża, osiemdziesięciołóżkowa klinika, która nosiła nazwę Klinika Wad Serca. Jako studenci wyższych lat widzieliśmy, że co trzeci, co czwarty pacjent cierpiał z powodu wad serca, najczęściej były to wady poreumatyczne. Problem ten został całkowicie rozwiązany za sprawą penicyliny. Wprawdzie zdarzają się dziś wady serca u osób starszych, ale są one, po pierwsze, dużo rzadsze, po wtóre zaś mają zupełnie inne podłoże. W podobny sposób odeszła także kiła i wiele innych chorób. Niestety, pojawiły się także nowe. Mamy to wyjątkowe szczęście, że w naszej części Europy, w tym także w naszym kraju, nie rozwinęła się epidemia wirusa HIV. Pamiętajmy jednak, że w innych miejscach na świecie to wciąż problem zasadniczy, który szerzy się na wielką skalę. Pojawiły się ponadto nowe choroby wirusowe: zapalenie wątroby typu B i C, a także szereg innych schorzeń przypisywanych wirusom, choć ich rola nie jest udowodniona. Mówiąc o postępie, pamiętajmy o reanimacji, która przed pięćdziesięciu laty nie istniała prawie w ogóle, intensywnej terapii, a przede wszystkim – o profilaktyce. Warto sobie uświadomić, że śmiertelność z powodu chorób serca, które, obok nowotworów, są jedną z dwóch najczęstszych przyczyn zgonów, zmniejszyła się na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat o 68%, a więc o około dwie trzecie. To fenomenalne wyniki! Oznacza to także, że wiek zachorowań znacząco się opóźnił. Jeśli ludzie umierają na te choroby, to umierają dopiero po siedemdziesiątce czy osiemdziesiątce.


Medycyna rozwija się dziś bardzo dynamicznie, z czego zaczęto zdawać sobie sprawę już przed pięćdziesięciu laty W 1960 roku dziekan Harvardu zwrócił się do swoich studentów, którzy kończyli studia medyczne, w taki sposób: „Moi Drodzy, w tym momencie, w dniu, w którym wręczamy Wam dyplomy, mogę zdradzić Wam pewną tajemnicę: połowa tego, czego Was uczyliśmy przez ten długi czas, okaże się po piętnastu latach zupełną, bezużyteczną bzdurą. Co gorsze, nie wiemy, która to będzie połowa”. Tak to właśnie jest z medycyną.

 

Prometejski sen medycyny

 

Jeśli jednak medycyna zmienia się tak szybko, to można by zapytać, czy jest w niej jakiś constans, jakiś element stały, coś, o czym zawsze śniła, co wydawało się jej szczególnie ważne. Sądzę, że prometejskim marzeniem medycyny, które do dzisiaj ożywia jej wyobraźnię, a niekiedy wręcz eksploduje z potężną siłą, jest nie tylko idea odnowienia człowieka, ale także stworzenie człowieka na nowo. O tym marzył przecież Paracelsus – wielki szesnastowieczny lekarz, który miał uleczyć osiemnastu królów, od których odstąpili wszyscy inni medycy. Paracelsus uważał, że ukoronowaniem medycyny stanie się homunkulus – mały człowieczek powstały w probówce, którego stworzenie przypieczętuje ostateczną dominację człowieka nad porządkiem natury. Homunkulus, jak twierdził ten niemiecki medyk, miał powstać z nasienia męskiego chowanego w cieple przez czterdzieści dni. Podobną ideę spotykamy w drugiej księdze Fausta Goethego. Tym razem ów mały człowieczek powstaje za sprawą Mefistofelesa w bajecznym laboratorium Wagnera. Goethe zachwycał się homunkulusem, który miał znać sprawy zakryte dla umysłu ludzkiego. W judaizmie również odnajdujemy koncepcję stworzenia człowieka na nowo. Tym razem chodzi o postać golema, istoty ulepionej z gliny i powołanej do życia za pomocą odpowiednich kombinacji liter alfabetu hebrajskiego, nierzadko zapisywanych na jego czole. Koncepcja homunkulusa, wbrew pozorom, nie jest ideą czysto abstrakcyjną, lecz wiedzie nas – w pewnym sensie – do bardzo konkretnego zagadnienia, z którym spotykamy się dzisiaj i które szerzej omówi prof. Zoll. Otóż pierwszego człowieka w probówce otrzymano w 1978 roku w Anglii za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Dziś, jak wiemy, jest to sprawa, która stanowi przedmiot wielu dyskusji. Z punktu widzenia biologii jest to jednak zagadnienie stosunkowo proste.

 

Proces zapłodnienia in vitro polega na tym, że od kobiety pobiera się jajeczko, które następnie łączy się w warunkach laboratoryjnych z plemnikiem męskim. Najpierw trzeba jednak wzbudzić u kobiety owulację poprzez systematyczne podawanie przez kilkanaście dni hormonów gonadotropowych, które pobudzają jajeczkowanie. Wydaje się – na podstawie doświadczeń trzydziestu kilku lat, jakie mijają od pierwszego udanego zapłodnienia in vitro – że hormonalna stymulacja jajeczkowania jest stosunkowo bezpieczna. Należy jednak pamiętać, że szpikowanie silnymi hormonami nigdy nie pozostaje w pełni bez konsekwencji, ponieważ nie jest zgodne z naturą. Niemniej w tym przypadku nie ma to bardzo negatywnych skutków dla organizmu. W momencie, gdy dochodzi do wzmożonej owulacji, ginekolog zaczyna monitorować ten proces za pomocą ultrasonografii, dzięki czemu dokładnie wie, kiedy i w jakiej ilości owule, czyli jajeczka, zostają wyprodukowane. Następnie, gdy jajeczek jest wystarczająco dużo i wydają się dojrzałe, lekarz pobiera je wraz z płynem folikularnym, transwaginalnie, a następnie in vitro, czyli w probówce albo szalce, dodaje do plemników. Dzisiaj coraz częściej wprowadza się plemniki do jajeczka za pomocą cieniuteńkiej sondy albo kaniulki. Są to dwa sposoby połączenia komórki żeńskiej i męskiej, przy czym ten drugi zaczyna obecnie dominować. Zapłodniona komórka zostaje następnie ulokowana w macicy kobiety. Szansę udanego porodu dziecka poczętego w ten sposób oblicza się obecnie na 28%. Aby zatem poprawić ten współczynnik, lekarz podejmuje często decyzję – w Stanach Zjednoczonych jest to niemal powszechne – by wprowadzić do jamy macicy dwa albo trzy zarodki i w ten sposób zwiększyć prawdopodobieństwo ich implantacji, zagnieżdżenia i rozwoju. Tym samym jednak zwiększa się też prawdopodobieństwo ciąży wielokrotnej, a więc bliźniaczej lub nawet trojaczej. Zabieg zapłodnienia in vitro stosuje się najczęściej wtedy, gdy rodzice nie mogą począć dziecka w sposób naturalny. Powody są znane: jest to albo niedrożność jajowodów, albo – coraz częściej – wykrywane od wielu lat powody ze strony męskiej, a więc różne braki partnera.

 

Procedura zapłodnienia in vitro pociąga za sobą szereg problemów o charakterze etycznym. Najważniejszy z nich polega na tym, że podczas tego zabiegu powstają zarodki nadliczbowe, a więc takie, które nie zostają umieszczone wewnątrz organizmu kobiety. W momencie, gdy lekarz ma pobrany materiał – komórki jajowe i plemniki – wytwarza z nich więcej zarodków niż jednorazowo może implantować w macicy. A ile może umieścić w macicy? Zazwyczaj wprowadza się dwa albo trzy, choć w zasadzie nie powinno się ich wprowadzać aż tak dużo. Pozostaje pytanie, co z resztą? Pozostałe zarodki zostają zamrożone. Mogą albo leżeć w zamrażarce przez pewien czas, albo zostać wykorzystane przez biologa lub lekarza do innych celów, na przykład do wytwarzania komórek macierzystych. Zarodki nadliczbowe – z punktu widzenia badań biologicznych – zachowują swoje właściwości przez okres minimum siedmiu, ośmiu lat. Nie znaczy to jednak, że można je implantować w dowolnym momencie.

 

Podaje się, że w krajach wysoko rozwiniętych niespełna 1% wszystkich urodzeń żywych to dzieci poczęte in vitro. A zatem jedno dziecko na sto zostaje poczęte w warunkach laboratoryjnych. W Szwecji na przykład ta proporcja wynosi aż 1 do 50. To duże liczby. In vitro nie jest problemem wyłącznie akademickim. W Polsce mówi się, że w ten sposób rodzi się ok. 5 tysięcy dzieci rocznie, a klinik świadczących usługi in vitro wciąż przybywa. Zapłodnienie poza ustrojem zdaje się nie odbijać w niekorzystny sposób na zdrowiu poczętych w ten sposób dzieci, choć są publikacje naukowe, które twierdzą, że ilość malformacji i zaburzeń rozwojowych u nowonarodzonych dzieci wzrasta po in vitro nawet dwukrotnie.

 

Dyskusja na temat początku ludzkiego życia toczy się od wieków. Nie jestem specjalistą w tym temacie, jednak – o ile dobrze pamiętam – św. Tomasz uważał, że jest to siódmy tydzień ciąży, ponieważ właśnie wtedy dostrzegano pierwsze zarysy istoty ludzkiej. Z perspektywy biologa czy medyka człowiek bez wątpienia powstaje w momencie połączenia komórek rozrodczych. Zarodek – o czym wiemy doskonale dzięki odkryciom współczesnej biologii, medycyny, a przede wszystkim genetyki – ma w sobie cały plan rozwoju, pełen komplet wszystkich genów, by móc się rozwijać. W obliczu osiągnięć współczesnej genetyki nie sposób zatem twierdzić, że zarodek staje się człowiekiem dopiero po upływie tygodnia czy też pięciu tygodni od chwili poczęcia. Zarodek po pięciu tygodniach nie będzie bardziej człowiekiem, ponieważ jest nim już w chwili poczęcia. To mój osobisty punkt widzenia, który ma solidne uzasadnienie biologicznie.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.92

Liczba głosów:

12

 

 

Komentarze użytkowników (14)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~leszek 09:08:10 | 2011-01-13
Karlola piszesz
"A jak myślicie, czy byłoby etyczne doprowadzić do powstania tylko 2-3 zarodków i ewentualnie wszczepić te zamrożone w odstępie maks. 8 lat jako młodsze rodzeństwo?"

CZy jest medycznie możliwe doprowadzenie do powstania akurat 2-3 zarodków? To znaczy do pobrania tylkjo 2-3 jajeczek przy stymulacji jajeczkowania?

Jadwigo, mylisz i mieszasz pojęcia. Zarodki do nie to samo co jajeczka więc pisanie: '2-3 zarodki to znaczy 2-3 jajeczka' jest bez sensu i świadczy wyłącznie o ignorancji.

Jajeczek powstaje tyle ile powstaje i trzeba je wszystkie pobrac aby nie doprowadzic do komplikacji. I zaczyna sie problem co zrobic z tymi nadprogramowymi, je sie zamraza. Oczywiscie mozna zapłodnic 2-3 ale reszte sie zamraza, na wypadek gdyby z tego zapładniania nic nie wyszło.

A niby jaki problem jest z nadprogramowymi jajeczkami? Co stoi na przeszkodzie aby je zwyczajnie wyrzucić/zniszczyć?
To co wypisujesz zwyczajnie świadczy że nie masz pojęcia o czym piszesz. Bo jajeczka bardzo źle się przechowuje, więc albo się je zwyczajnie wyrzuca/niszczy albo zapładnia i przechowuje zarodki.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Jadwiga 08:00:12 | 2011-01-13
Karlola piszesz
"A jak myślicie, czy byłoby etyczne doprowadzić do powstania tylko 2-3 zarodków i ewentualnie wszczepić te zamrożone w odstępie maks. 8 lat jako młodsze rodzeństwo?"

CZy jest medycznie możliwe doprowadzenie do powstania akurat 2-3 zarodków? To znaczy do pobrania tylkjo 2-3 jajeczek przy stymulacji jajeczkowania? Jajeczek powstaje tyle ile powstaje i trzeba je wszystkie pobrac aby nie doprowadzic do komplikacji. I zaczyna sie problem co zrobic z tymi nadprogramowymi, je sie zamraza. Oczywiscie mozna zapłodnic 2-3 ale reszte sie zamraza, na wypadek gdyby z tego zapładniania nic nie wyszło.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 18:31:57 | 2011-01-12
A jak myślicie, czy byłoby etyczne doprowadzić do powstania tylko 2-3 zarodków i ewentualnie wszczepić te zamrożone w odstępie maks. 8 lat jako młodsze rodzeństwo? Ja myślę, że chyba tak, bo różni się od zwykłego planowania rodziny "tylko" tym, że "gotowy" miniczłowiek czeka w kolejce, a nie powstaje od razu w macicy.

@Karlola, zamiast kombinować lepiej zapoznaj się z Instrukcją O godnosci ludzkiej osoby.
Wariant który proponujesz nadal jest nieetyczny, tyle że nie planuje morderstwa. A porównywanie jego do planowania rodziny świadczy o tym że nie bardzo rozumiesz o czym piszesz... Przecież działając wg Twoich koncepcji, czyli zapładniając 2-3 zarodki, Twoja rodzina OD RAZU, NATYCHMIAST ma dwoje czy troje dzieci! Twój pomysł to coś w rodzaju sytuacji, że Twoja żona rodzi trojaczki, więc dwójkę z nich pakujesz do zamrażalnika w lodówce aby 'gotowe' czekały sobie w kolejce max 8 lat.

A pomijając już wszelkie inne względy... Nie chcesz chyba twierdzić, że ludzie planują sobie swój rozwód albo termin śmierci jednego lub obojga małżonków? I co proponowałbyś w takim razie zrobić z tymi 'gotowymi' dziećmi których rodzice postanowili się rozwieść, albo którym jedno lub oboje rodziców zginęło w wypadku lub zmarło wskutek choroby?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Karlola 18:18:19 | 2011-01-12
A jak myślicie, czy byłoby etyczne doprowadzić do powstania tylko 2-3 zarodków i ewentualnie wszczepić te zamrożone w odstępie maks. 8 lat jako młodsze rodzeństwo? Ja myślę, że chyba tak, bo różni się od zwykłego planowania rodziny "tylko" tym, że "gotowy" miniczłowiek czeka w kolejce, a nie powstaje od razu w macicy.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszek 17:33:39 | 2011-01-12
@Ewo, w dn. 2011-01-11 18:31:47 stwierdziłaś:
Iles tam lat temu podobnie wypowiadano sie o przeszczepach. Kościoł był całkowicie przeciwny - przecież nienaruszalnosć ludzkiego ciała, bezczeszczenie. Pamietam te dyskusje. Obecnie przeszczepy są na porzadku dziennym Kościół zmienił diametralnie zdanie.

A ja, protestując napisałem:
Podobnie?!? To znaczy jak?!? Ale konkretnie!
@Ewo, zwyczajnie kłamiesz. Nie możesz nic takiego pamiętać bo zwyczajnie nic takiego nie było. Nie będziesz w stanie podać żadnych wypowiedzi Kościoła przeciwnych przeszczepom.


Prosiłem więc o KONKRETY! A Ty, zgodnie z moimi przewidywaniami, nie będąc w stanie podać jakichkolwiek wypowiedzi Kościoła przeciwnych przeszczepom podajesz linki do jakichś tendencyjnych artykułów tak mieszających prawdę z kłamstwem aby wywołać fałszywy obraz roli Kościoła w historii medycyny. Szkodami czasu na sprostowywanie wszystkich kłamstw i przekłamań szkalujących Kościół więc odniosę się wyłącznie do tego co było związane z tematem, czyli z przeszczepami.

http://www.polityka.pl/nauka/zdrowie/245512,1,kosciol-i-medycyna.read
[...] Pierwsze transplantacje nie wywoływały sprzeciwu papieży ani nawet nie prowokowały do poważniejszych wątpliwości moralnych – eksperymentowano na zwierzętach lub zwłokach. Pius XI (1922–1939) w encyklice Casti connubii stwierdził, że nie wolno człowiekowi zmieniać naturalnego przeznaczenia ludzkiego ciała i jego poszczególnych organów. Jego następca Pius XII (1939–1958), przemawiając w 1952 r. na kongresie medycznym zwrócił uwagę, że pacjent nie jest absolutnym panem swego ciała: „Nie ma więc prawa narażać swej integralności fizycznej i psychicznej w imię medycznych poszukiwań, jeżeli mogą one narażać go na szkodę i poważne ubytki”. Jak przyznaje ks. dr Adam Sikora z Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu (przytaczamy za „Kardiochirurgią i Torakochirurgią Polską”, Pius XII z dużą ostrożnością odnosił się do transplantacji (nie widząc problemu tylko w przetoczeniach krwi, czemu do dziś sprzeciwiają się świadkowie Jehowy). Ale były to dopiero początki nowej metody leczenia, kończące się częściej zgonami pacjentów niż uratowaniem im życia.
W końcu trzeba było postawić najważniejsze pytanie: w którym momencie można uznać człowieka za zmarłego, by móc wyjąć z jego ciała zdrowy organ? Już w 1957 r. Międzynarodowy Zjazd Anestezjologów w Rzymie zwrócił się do papieża z prośbą o rozwiązanie tej zagadki. Pius XII odpowiedział: „Ludzkie życie trwa dopóty, dopóki funkcje życiowe – co należy odróżnić od samego funkcjonowania poszczególnych organów ciała – przejawiają się spontanicznie bez pomocy jakichś sztucznych działań”. Papież uznał ponadto, że określenie „dokładnego momentu śmierci” leży w gestii lekarzy.
[...]
Na ustawę normującą te kwestie trzeba było w Polsce czekać aż trzydzieści lat, podobnie jak na
słynne słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II, który w sierpniu 2000 r. przybył na obrady Światowego Towarzystwa Transplantacyjnego, by mocno wesprzeć lekarzy (warto odnotować, że już Paweł VI potwierdził pozytywne stanowisko Kościoła katolickiego i akceptację medycznych kryteriów śmierci).

http://wrozka.com.pl/archiwum/2010/09/5765-kosciol-i-medycyna
Paweł VI zaakceptował pierwsze przeszczepy serca, a Jan Paweł II w jednym ze swoich wystąpień na spotkaniu z przedstawicielami medycyny nie tylko poparł wszelkiego rodzaju przeszczepy narządów ratujące życie, ale wystąpił z apelem, żeby „nie zabierać doczesnych szczątków do nieba”. Od wielu lat jednymi z bardziej aktywnych organizacji optujących za przeszczepami są właśnie organizacje kościelne, które wspierają duchowo rodziny wyrażające zgodę na pobieranie organów do przeszczepu z ciał zmarłych bliskich.

I niby w którym miejscu była tam mowa o jakimś sprzeciwie Kościoła wobec przeszczepów?!? Wręcz jest powiedziane że już pierwsze transplantacje nie wywoływały sprzeciwu!

Tak więc podtrzymuję to co już napisałem wcześniej:
@Ewo, kłamiesz... i jak widać nie jesteś w stanie podać jakichkolwiek wypowiedzi Kościoła przeciwnych przeszczepom...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Wiem 12:48:31 | 2011-01-12
Ciesze się, że zacytowano tu coś ze Znaku. To mądry i dobrze redagowany miesięcznik

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tim 11:35:56 | 2011-01-12
Jestem głęboko oburzony i zgorszony promowaniem tu ZNAK.
To pomieszanie dobrego i złego.
Tak działa szatan.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ewa 23:50:42 | 2011-01-11
do leszka
http://www.polityka.pl/nauka/zdrowie/245512,1,kosciol-i-medycyna.read

i może bardziej kontrowersyjne

http://wrozka.com.pl/archiwum/2010/09/5765-kosciol-i-medycyna

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ewa 23:29:44 | 2011-01-11
bart
Ewo, czy nie widzisz różnicy między życiem ludzkim a przeszczepem


Przeszczep pobiera sie zwykle od osoby, która umiera i podtrzymuje sie jej funkcje życiowe aby ten przeszczep pobrac.Zatem róznicy prawie nie ma. Przeszczep jest - dawca umiera.( za wyjątkiem pobrania nerki lub szpiku)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bart 23:14:31 | 2011-01-11
 Brawo tak właśnie jest! Człowiek nie może być dyspozytariuszem życia i śmierci! Nareszcie DEON zapodał coś wartościowego.
Ewo, czy nie widzisz różnicy między życiem ludzkim a przeszczepem - szkoda jednak, że mózgu nie przeszczepiają. Uniknęlibyśmy wtedy głupkowatych komentarzy.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook