Jak dzieci widzą osoby niepełnosprawne i jak na to reagować?

Jak dzieci widzą osoby niepełnosprawne i jak na to reagować?
(fot. Freedom Studio / Shutterstock)

- Mamo, mamo… ta pani nie ma rąk - drze się córka, a swoim piskliwym głosikiem zwróciła uwagę innych. - Rety! Przeproś panią - mówię, bo nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. - Ale za cóż ma przepraszać! Wie pani, ja wolę szczerość i zainteresowanie dzieci, niż obojętność dorosłych, albo jakieś takie litowanie się i biadolenie - usłyszałam.

Nie lubię określenia: "niepełnosprawny". Nawet zastąpienie go zwrotem: "osoba z niepełnosprawnością" jakoś uwiera. Jeśli mogłabym decydować, mówiłabym krótko: "chory". A właściwie, to dlaczego różnicujemy ludzi? Dla mnie "osoba niepełnosprawna" brzmi jak jakaś inna. Wolę słowo chory. Dlaczego? Każdy z nas był, jest lub będzie wkrótce chory. Bardziej integrująco to brzmi - zresztą sama jestem chora. Choroba jednoczy, a niepełnosprawność spycha na margines odmienności. Tak to czuję… Pewnie dlatego, mówiąc dzieciom o niepełnosprawności, mówię o chorobach.

Dialog pierwszy

- Mamusiu, dlaczego ta pani jeździ na wózku? - pyta Córka.
- Pewnie ma chore nóżki, albo kręgosłup… albo jest słaba i nie może stać o własnych siłach.  
- A czemu ten pan nie ma nogi?
- Nie wiem. Może miał wypadek?
- A czy Ty też możesz się tak rozchorować, że nie będziesz miała siły stać?
- Nie wiem. Tego nie wie nikt.
I tak po dziecięcemu często rozmawiamy. Temat kręcił się zwykle wokół chorych nóg.

Dialog drugi

- Mamo, mamo… ta pani nie ma rąk - drze się Mała
Piskliwym głosikiem zwróciła uwagę innych kupujących. Faktycznie, stała za nami kobieta mniej więcej w moim wieku. Dwie ręce bardzo krótkie i nieco zdeformowane. Brak niektórych palców. Znakomicie sobie radzi z pojedynczymi zakupami, a w cięższych rzeczach pomaga jej druga pani… chyba jej mama.
- Dlaczego pani ma takie dziwne rączki? - Córka ze zdziwienia przechodzi w konwersację, a ja się kurczę ze wstydu.
- Kochanie, nie wolno tak krzyczeć! Bardzo panią przepraszam - bąkam, bo cóż mam powiedzieć.
Kobieta uśmiecha się ciepło.
- Proszę nie przepraszać. Przecież to dziecko. Dziecko jest ciekawe, to pyta - mówi do mnie. Potem zwraca się już do Małej: - Wiesz, taka się już urodziłam. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale takie mam ręce i nic nie poradzę - wyjaśnia.
- Aha. Wie Pani, bo ja się Pani przestraszyłam - wypala znowu Młoda szczerze… a ja modlę się, by kasjerka szybciej kasowała produkty, nim Córka chlapnie coś jeszcze.
- Rety! Przeproś panią  - mówię, bo nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.
- Ale za cóż ma przepraszać! Wie pani, ja wolę szczerość i zainteresowanie dzieci, niż obojętność dorosłych, albo jakieś takie litowanie się i biadolenie… - usłyszałam.
Lekcja dla mnie!

Dialog trzeci

Odetchnęłam z ulgą, a serce wróciło powoli do bicia w normatywnej skali. Życzymy sobie wzajemnie miłego dnia. Córka macha na pożegnanie. Potem prędko mnie pyta:
- Mamo, ja chyba coś źle zrobiłam. Tak?
- Rozmawiałyśmy już o tym. Tłumaczyłam Ci, że nie wolno głośno komentować czyjegoś wyglądu, np. mówić, że ktoś jest gruby.
- Dlaczego? Często ludzie wykrzykują do mnie, ale masz piękne włosy. I co? Jeszcze mówisz, że mam powiedzieć: “dziękuję".
- Co innego mieć piękne włosy, a co innego nie mieć rąk?
- A jaka jest różnica? Przecież każdy jest jakiś! Czemu o jednym można mówić, a o drugim nie? - uderza mnie dziecko tym pytaniem, jak obuchem w łeb. Nim zdążę odpowiedzieć, sama dodaje:
- I tak wszyscy widzą, że pani nie ma rąk.
- Widzisz. Wszyscy widzą, a nikt nie krzyczy - podaję argument ostateczny, uciekając od istoty rzeczy.
Mała myśli, kombinuje, widzę, że coś jej jeszcze doskwiera… a w końcu pyta.
- Ale rozmawiać z chorymi ludźmi mogę? - …i sama sobie odpowiada: - Myślę, że nawet trzeba!
Córcia solennie obiecuje, że postara się już więcej nikogo przestraszyć. Każe wymienić sobie wszystkie choroby świata i jak mogą wpływać na wygląd osoby. Nie chce więcej być zaskoczona. Potem sama sobie przypomina szpitalne doświadczenia, gdy spotkała dzieci z poparzoną skórą i jeżdżące na wózkach. Dzień kończymy oglądając zdjęcia z książki "Bez nóg, bez rąk, bez ograniczeń" Nicka Vujcica i wspólną modlitwą za wszystkie osoby chore.

Rozmowa z dzieckiem o niepełnosprawności

A Wy rozmawiacie z dziećmi o niepełnosprawności? Ja tak, jak wyżej, choć nigdy jeszcze nie użyłam tego słowa - jakoś mi przez gardło nie przechodzi.
Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Ciężko mi mówić o "niepełnosprawnych". Czemu nikt nie wymyślił lepszego słowa! Zwyczajnie jesteśmy inni. Osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności często zaskakują taką błyskotliwością, zaradnością, otwartością i zrozumieniem, że zadaję sobie pytanie, kto z nas jest bardziej sprawny?
Na pytanie córki nie umiem odpowiedzieć do dziś. Jaka jest różnica pomiędzy nami? Wszak zarówno piękne włosy, jak i zbyt krótkie ręce, to dzieło natury. Kto określa kanony piękna? Kto nam dał prawo oceniania, co jest piękne a co nie?  
Każdy jest jakiś! A w oczach Boga i... dziecka, wszyscy jesteśmy idealni. Różni, lecz doskonali. Sprawni na różne sposoby.

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu "Retro Matka", autorstwa Lidii Góralewicz. Jest ona matką czwórki dzieci i autorką cyklu "Małe kroczki" o tym, jak wprowadzać dziecko w Kościół.

DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Marta Babik, Marek Babik

Jak kształtować wiarę dziecka, aby nie stała się ona tylko przykrym obowiązkiem? Jak zachować duchowy wymiar sakramentów mimo ich świeckiej otoczki? Co zrobić, żeby dziecko nie nudziło się na mszy?

Autorzy są rodzicami czwórki dzieci....

Skomentuj artykuł

Jak dzieci widzą osoby niepełnosprawne i jak na to reagować?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.