Święta oczami matki. Jak pogodzić przygotowania z byciem rodzicem?

Magdalena Urbańska
(fot. shutterstock.com)

Chciałabym, by w tym roku wszystko było inaczej, lepiej. Nie chcę sytuacji, w której z ulgą na ustach powiem "święta, święta i po świętach".

 

Gdy myślę o zbliżających się świętach, widzę Martę i Marię - jedna biega między kuchnią, a stołem, druga siedzi u stóp Jezusa. Spoglądam na siebie w tej scenie - jestem w niej gdzieś po środku, z dezorientacją w oczach i bólem niedokończonych spraw.

 

Bycie rodzicem, szczególnie gdy dzieci są jeszcze małe, to wyższa szkoła kombinowania przed świętami. W tym roku nie zdążyłam zrobić adwentowego kalendarza dla dzieci, mimo iż bardzo chciałam. Wyjście na roraty też niezbyt się nam udało. Okna od dawna zachlapane, pierniczki nie dokończone, a czas płynie. Jak pogodzić przygotowania do świąt z byciem rodzicem?

 

Chciałabym by w tym roku wszystko było inaczej, lepiej. Nie chcę sytuacji, w której z ulgą na ustach powiem "święta, święta i po świętach" - udało się, przeżyłam, teraz będzie spokój.

 

Marta we mnie chce działać. Więcej daje niż bierze, spisuje kolejne rzeczy do wykonania, wciska w grafik, sprawdza, czy się wyrobi na czas. Ciągle w biegu, zdenerwowaniu i irytacji.

 

Chciałabym powiedzieć samej sobie: odpuść! Na stole nie musi być dwunastu dań. Lepiej zrobić połowę mniej, ale z dziećmi i mężem. Lepiej upiec kolejne pierniczki, dając radość najmniejszym niż kolejne ciasto, które wyschnie nim zdąży być zjedzone. Lepiej mieć brudne okna, niż obolałe ramiona, które nie będą miały sił przytulić. Czy potrafię? Nie wiem.

 

Od pewnego czasu w naszej rodzinnej codzienności sprawdza się zasada: zróbmy to razem. Choć moje dzieci są jeszcze małe (5 i 2 lata), większość rzeczy w kuchni robimy wspólnie. To prawda, że później trzeba sprzątać, ale spotkania w kuchni łączą, a umiejętności pozostają. A ja? Pokornie, krok za krokiem uczę się odpuszczać i stawiać na pierwszym miejscu większe dobro - spotkanie, które jest twórcze i przynosi konkretny rezultat.

 

Coś, czego cały czas się uczę, to delegowanie zadań innym. Nie dam rady zrobić wszystkiego sama. To lekcja trudna, ale potrzebna. Od czasu, gdy na świecie pojawiły się dzieci, mój czas nie jest już tylko mój. Muszę dzielić go na wiele różnych spraw, aktywności, ludzi.

 

Mogę się spiąć i spać jeszcze mniej. Czy to jednak będzie dobre? Czy powierzenie ulepienia pierogów teściowej sprawi, że moje święta będą mniej wartościowe?

 

Coraz bardziej widzę, że to nie zastawiony stół, czyste okna i wypastowane podłogi są sensem świąt. Ich serce bije gdzie indziej. Przejrzyj się w oczach swoich bliskich - widzisz tam klimat świąt, radość, oczekiwanie - nie tylko na kolejne prezenty kupione na przedświątecznej wyprzedaży?

 

Dopuszczam w sobie do głosu Marię - tę, która siedziała u stóp Jezusa i chłonęła każde Jego słowo. Wyciągam wniosek z poprzednich lat, gdy owszem było posprzątane, pachniało, a ja w środku cuchnęłam zmęczeniem, bylejakością i oczekiwaniem na koniec świąt.

Słyszałam ostatnio fenomenalne kazanie - ksiądz mówił o tym, jak można swoje przygotowanie do świąt zorganizować tak, by samo Boże Narodzenie nie było duchową udręką. Jakie to było dla mnie odkrywcze!

 

Życie duchowe to ciągły ruch, potrzeba formacji. Serce rodzica jest tym bardziej radosne, kochające, im więcej w nim Boga!

Warto pomyśleć nad tym, by nie zostawiać spowiedzi na ostatni moment - nie stać w długich kolejkach i odchodzić od konfesjonału z uczuciem niedosytu, bo wyczuwało się zmęczenie i pośpiech spowiednika.

 

Może tak wcześniej albo później? Od jakiegoś czasu praktykuję spowiedź po świętach - gdy nie ma kolejek, a ja mam za sobą refleksję z czasu świąt - czy pozwalam Jezusowi rodzić się w sobie każdego dnia? To jest dobry sposób, ale... jeśli jesteś w stanie łaski uświęcającej i wiesz, że czas świąt nie będzie czasem bez pełnego przyjęcia Nowonarodzonego. W innym wypadku - warto odstać swoje w kolejce!

 

Czas adwentu jest potrzebny, by w codziennej gonitwie za uchwyceniem normalności, złapać oddech i wyrwać sobie czas na modlitwę. Tak, wyrwać, wyszarpać, zaplanować. Bez tego może się okazać, że znowu - pragnienia były ogromne, ale pozostały w sferze oczekiwań.

 

Może by tak w tym roku posłuchać słów Papieża Franciszka - jeśli z powodu przedświątecznych porządków, miałbyś nie zrobić porządków w sercu, to nie rób porządków przedświątecznych.

 

Jak w codzienności przygotować się na święta?

 

Czytanie Pisma Świętego, słuchanie komentarza do niego. To jedno z wielkich osiągnięć tegorocznych przygotowań - dzięki stronie Inny Wymiar na Facebooku słucham co rano (robiąc dzieciom śniadanie) komentarz do czytań z dnia. Mocne, krótkie, dające do myślenia - dzięki porankom ze słowem, łatwiej i owocniej mogłam przeżyć dzień. I kosztowało to tak niewiele, nie wymagało heroiczności i odcięcia się od codziennych zajęć.

 

Pasterka - pójdź na nią razem z dziećmi. Pamiętam czas, gdy razem z mamą czekałyśmy do godz. 23, by wyjść do naszego filialnego kościoła i móc razem poświętować. Te wspólne pasterki przynoszą owoc do dziś.

 

Posiedź chwilę przy żłóbku - zobacz, jak wygląda Święta Rodzina, wyobraź sobie, co czują, myślą. Pobądź z nimi, choćby kilka minut.

 

Kolęduj - nic nie jednoczy rodziny tak, jak wspólnie spędzony czas. Pośpiewajcie, posłuchajcie, usiądźcie wspólnie. Nie biegnij wtedy za niczym, wyłącz telewizor i telefon - niech to będzie celebracja życia!

 

Rozejrzyj się wokół siebie. Tęsknisz za kimś? Zadzwoń do niego, porozmawiajcie kilka minut. Zanieś samotnemu sąsiadowi trochę z tego, co przygotowałaś na święta - zapewniam, że wystarczy dla wszystkich. A uśmiech, spojrzenie, rozmowa - mogą wnieść w twoje życie to, czego tak bardzo ci brak.

 

Niech kolejne Boże Narodzenie czymś zaowocuje. Może narodzi się w nas Jezus? Otwarte, czyste serce lepiej widzi - więcej przyjmuje i rozdaje innym. Niech obecność Boga w życiu każdego z nas będzie szczególnym źródłem radości nie tylko w święta, ale i na co dzień.

 

Jezus patrzy prosto w moje oczy ze słowami: obrałaś najlepszą cząstkę, nic ci jej nie odbierze. Spójrz, jak na ciebie patrzę. Jesteś dobrą żoną i mamą, jesteś na swoim miejscu, dokładnie tam, gdzie chcę byś była. Moje oczy lśnią na twój widok. Nie biczuj się za to co nie wyszło, czego zabrakło. Masz wszystko, czego ci trzeba, a resztę załatwimy razem. Pozwolisz Mi?


Magdalena Urbańska - z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Prowadzi bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

3

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook