Jak być spełnioną mamą? Sposób na szczęśliwe macierzyństwo

(fot. shutterstock.com)

Każda z nas pragnie być matką szczęśliwą, spełnioną, a do tego idealną. Ale ile kobiet, tyle wzorców: według doświadczeń wyniesionych z domu i własnych wizji. Mam dla nas, mam, propozycję.

 

Kiedy już więc potkniemy się po raz enty na osobistych pomysłach na macierzyństwo i zawiodą porady naszych mam, przyjaciółek i babć, proponuję, również jako matka, zwrócić się do Maryi.

 

Najdoskonalsza z matek

 

Zawsze chciałam być żoną. Sakramentalny związek z kochanym mężczyzną był obiektem moich marzeń od naprawdę młodych lat. Ale pragnienie zostania matką nie pojawiło się natychmiast w chwili, gdy tylko z mężem przekroczyliśmy próg sypialni. Dodatkowo moje problemy zdrowotne wprawdzie nie zamykały nam drogi do rodzicielstwa, ale bardzo ją utrudniały. Bez żalu godziliśmy się z tym, ciesząc się sobą nawzajem. Aż w końcu przyszedł ten dzień, gdy - by rozwiać wątpliwości - trzeba było wykonać test ciążowy... Tak się zaczęło. Historia, jakich miliony.


Jak miliony przyszłych matek na całym świecie wkroczyłam w przeplatane stany euforii i lęku. Kogo teraz słuchać? Siebie? Zupełnie niedoświadczonej w roli matki? Własnej mamy? Doświadczonej, ale przecież z perspektywy czasu widoczne jak na dłoni pozostawały zarówno jej mądrość i poświęcenie, jak i błędy, których z całego serca nie chciałam powielać. Sióstr? Przyjaciółek? Słuchałam wszystkich po trochu: opinii czasem zgodnych, często sprzecznych.


Aż w końcu zwróciłam się do Matki, której przykład realizacji macierzyństwa może być dla każdej z nas najpewniejszym wsparciem. Do Maryi - najdoskonalszej z matek.

 

Oddaj się, czyli zaufaj

 

Macierzyństwo to ogromne wyzwanie, zmuszające do działania i życia na najwyższych obrotach. Tak większość matek i ojców do niego podchodzi: przede wszystkim jest dużo do zrobienia, począwszy od zajścia w ciążę, przygotowania się do porodu i powitania dziecka w rodzinie, po zabezpieczanie bytu materialnego, wychowywanie i przede wszystkim kochanie. Na pierwszym miejscu jawi się nam nasza aktywność. Ale nie jest to cała prawda. Macierzyństwo jest także po to, żeby zmienić nas.

 

Wzbogacić, uzdrowić, nauczyć cierpliwości i wytrwałości, uformować, wzmocnić i przez to jeszcze bardziej zbliżyć do Boga i ludzi. Czego potrzeba, żeby tak się stało? Ja realizuję to poprzez oddanie siebie i dziecka Bogu poprzez Maryję.


Na pierwszy rzut oka, sprawa wydaje się prosta. Wystarczy znaleźć odpowiednią modlitwę (w moim przypadku był to Akt zawierzenia się Jezusowi przez ręce Maryi według św. Ludwika Marii Grignion de Montfort) i wszystko będzie "załatwione". To jednak za mało. Tak naprawdę dopiero wtedy rozpoczyna się nasza nieustanna praca nad przemianą serca: swoją postawą i sposobem widzenia, a to już naprawdę może niektóre z nas (popieram te słowa własnym przykładem) wiele kosztować.

 

Czy łatwo odrzucić swoje (tak naprawdę złudne, ale jak mocno się go trzymamy!) poczucie kontroli nad zdarzeniami i ludźmi? Czy łatwo zdystansować się (na początek) od własnej woli i zdać na wolę Boga, gdy jak sztandar pojawia się nam przed oczami Jego Syn - na krzyżu...? Ktokolwiek próbował, wie, ile samozaparcia czasem to wymaga. Dlatego Maryja może być dla nas doskonałą przewodniczką w tej szkole. Ona przecież też musiała się tego oddania stopniowo uczyć, gdy z czasem Bóg z każdym kolejnym zdarzeniem w życiu Jej i Jezusa (które możemy śledzić, rozważając choćby tajemnice Różańca), wymagał od Niej coraz większej ufności w Jego miłość.

Ufności praktycznie ślepej wobec tego, co widziały oczy.

 

Szykuj się do walki

 

W szkole Maryi zaufanie Bogu nie bierze się jednak "znikąd". Wynika ono z patrzenia na świat z Bożej perspektywy. Życie Maryi było nieustanną modlitwą i ten fakt sprawiał, że mogła Ona odrzucać zmysłowe doświadczenia i własne ograniczone rozumienie (czy raczej nierozumienie), a zamiast tego odbierać życie z transcendentnej perspektywy Boga.


Na oddanie się Maryi składa się więc po pierwsze modlitwa, w której oddajemy Bogu naszą wolę i prosimy o udzielenie nam Bożej optyki, optyki wiary. Nie jest to oczywiście jednorazowy wysiłek. To stała, uporczywa walka z naszym pragnieniem rządzenia losem, ludźmi, sobą, własnym dzieckiem. Zachowujemy się, jakbyśmy to my byli bogami. Mówimy Bogu: jesteś dla mnie ważny, ale moja wola niech się dzieje, pomimo tylu "Ojcze nasz", gdzie próbujemy przekonać Boga, a jeszcze bardziej samych siebie, że słowa "bądź wola Twoja" nie są w nas ciągle kłamstwem.


Broń Boże, nie zachęcam tutaj do porzucenia Modlitwy Pańskiej i w ten sposób rozwiązania "problemu". Trzeba jednak także prosić, jak prosił Jezusa ów niewidomy: "Panie, abym przejrzał" (Mk 10, 46-52), ze świadomością, że ciągle musimy dorastać do prawdziwego kochania Boga i bycia Mu doskonale posłusznym. Jak Maryja.

 

Warto tutaj zauważyć, że posłuszeństwo i nasze podejście do niego mogą stanowić osobną trudność. Czy nie kojarzy się nam ono raczej z poddaniem apodyktycznej władzy bez słowa sprzeciwu i możliwości decydowania? Tu tkwi błąd naszego myślenia. Bóg daje wolność, a bycie Mu posłusznym zawiera w sobie przede wszystkim, o czym tak często w tym kontekście zapominamy, ochronę przed złem, którego możemy doświadczyć także od samych siebie. Posłuszeństwo Bogu to Jego umacniające i pocieszające towarzystwo, a nie pryncypialna kontrola. 

 

Przyjaźń pilnie poszukiwana

 

Drugi aspekt szkoły Maryi to kobiece przyjaźnie. Potrzebujemy ich na każdym etapie życia, ale w żadnym innym czasie kobieta nie zbliża się tak mocno do innych kobiet, jak wtedy gdy zostaje matką. Przyjaźń między kobietami, zwłaszcza między matkami, już na etapie "wspólnego" bycia w stanie błogosławionym, to coś, czego potrzebujemy jak tlenu. Taki był też zamysł Boży. W przypadku Maryi Jego odpowiedzią na to pragnienie była postać świętej Elżbiety.


Odkąd w moim życiu zaczęła dominować wizja macierzyństwa, nagle na ulicy zaczęłam dostrzegać głównie kobiety ciężarne, z wózkami lub prowadzące dzieci za rączkę. Lgnęłam i lgnę do chrześcijańskich kobiet - matek jak nigdy wcześniej. Modliłam się przez wstawiennictwo Maryi o jak najwięcej takich przyjaźni. Bóg spełnił moją prośbę nad wyraz wymownie. Moja najbliższa przyjaciółka (najbliższa w dwojakim znaczeniu: emocjonalnie - duchowo, jak i zwyczajnie odległościowo, Monika mieszka na sąsiedniej ulicy), kobieta w tym samym wieku i w podobnej sytuacji życiowej, zaszła w ciążę kilka miesięcy po mnie. Był to dla nas obu i naszych mężów prawdziwy cud i wielka radość. Teraz wspieramy się, podobnie jak Maryja i Elżbieta, ciesząc się, że być może nasze dzieci także będą się przyjaźnić.


Warto jednak oprzeć tę potrzebę nie tylko na ziemskich przyjaźniach. Osobiście lubię teraz wzywać pomocy świętych matek: św. Moniki, św. Rity i św. Joanny Beretty Molli i w książkach im poświęconych szukać inspiracji dla własnego macierzyństwa. Ukoronowaniem kobiecych, "niebiańskich" przyjaźni jest sama Maryja. Jest ona w stanie uzdrowić naszą koncepcję kobiecości z wszelkich błędnych przeświadczeń i bolesnych ran, które zniekształcają nasze relacje z innymi kobietami i nierzadko wpływają druzgocąco także na związki z mężczyznami. Przyjaźń z Maryją to element oddania Bogu siebie i dziecka poprzez Jej ręce. Wzywa nas do zmiany, która rozpocznie się w momencie oddania i będzie trwała, jak przypuszczam, przez całe życie, gdy stwierdzimy, że już nie tylko umiemy żyć, ale i umierać, dla siebie, dla innych, dla Boga. Jak Ona.

 

Artykuł zainspirowany książką Judy Landrieu Klein "Bądź mamą jak Maryja", Wydawnictwo eSPe, Kraków 2017

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.2

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 14:32:21 | 2018-05-26
Piękny i mądry tekst

Oceń 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook