Spotkała swoje dziecko po śmierci

"Mamo, dlaczego mnie zabiłaś?". Padłam jak nieżywa. Zalał mnie niewysłowiony ból. Chciałam biec, krzyknąć "wybacz", chciałam go zatrzymać, wtulić się w niego. Tyle lat czekałam, tyle lat błagałam. Tyle lat marzyłam, że mi wybaczy. Moje życie skończyło się wraz z jego życiem. 

 

Odchodziła w samotności, zamknięta w pustej, laboratoryjnej sali. Tylko odgłosy jęków innych chorych nie pozwalały skupić się i wyciszyć myśli. Drżące dłonie zdradzały jej lęk przed nieznanym.

 

To koniec - pomyślała. Koniec moich udręk. To ma sens! - wmawiała sobie z udawaną pewnością. Przecież nie jestem nikomu potrzebna, mąż już nie żyje tyle lat, a moje dziecko i tak mi nigdy nie wybaczy… skrócę tę mękę. Tylko jeden zastrzyk i koniec cierpień...

 

Ostatnie chwile spędziła wspominając dobre momenty swojego długiego życia, nie sądziła by coś dobrego jeszcze mogło spotkać ją po drugiej stronie, przecież to bezkres, wieczna pustka i niebyt, tam nic nie ma, to definitywny koniec.

 

W pewnej chwili na salę wchodzi szybkim krokiem lekarz z obstawą. Z bezdusznym i wyprutym z uczuć spojrzeniem, pochyla się zadając mechanicznie ostatnie pytanie i zgodnie z procedurą szpitalną, recytuje jakieś farmazony, że mam prawo, że to zgodne z moim sumieniem, że to nie jest morderstwo. Jakie do cholery sumienie? Przecież ja go nie mam i nigdy nie miałam! - myślę.

 

Doskonale wiem, że te suche formułki są przewrotnym uzasadnieniem przestępstwa w świetle prawa, czy jak kto woli morderstwa. Teraz na sekundę przed odejściem, na krok przed przepaścią wszystko mi jedno. Ci fachowcy w białych kitlach od uśmiercania nazywają i ubierają wszystko w piękne, wzniosłe hasła obramowane kodeksem i naszpikowane prawnymi zwrotami. Mi to już obojętne. Człowiek, który żyje w beznadziei całe życie i patrzy w twarz śmierci, nie myśli już czy eutanazja to etyczne czy nie.

 

I zaczęło się… a raczej skończyło… wokół nie było ani jednej twarzy bliskiej mi osoby, stroskanej, cierpiącej z powodu pożegnania ze mną, ani jednej... tylko zegar zatrzymał się nagle na godzinie 19.00.

 

- To już? - rzuciłam? Tak po prostu?

- Nie - spłynął skądś ciepły, czuły głos.

- Jestem już po drugiej stronie, nie żyję? To wszystko? Jeden zastrzyk i koniec? I co teraz?

- Tuż przede mną rozlało się wszechogarniające światło, tak jasne i pełne blasku, że musiałam się gdzieś skryć, czułam się naga i bezsilna, tak jakby zdarto ze mnie całą prawdę o mnie.  Stanął przede mną lśniący, otoczony jakąś złotawą poświatą, niezwykłej urody młodzieniec. Biła od niego czysta radość i pokój, tak że ogrzewałam się przy nim jak przy domowym kominku. Przypomniały mi się dawne opowieści babci o aniołach i zaśmiałam się skromnie. Ten młody mężczyzna był olśniewająco piękny, miał blond włosy tak jak ja, jak te aniołki z dziecięcych obrazków.

 

Zdrętwiałam mimo, że od kilku chwil nie żyję.

 

- Kim jesteś?- z bólem wycedziłam. Całą wieczność trwała cisza poprzedzająca odpowiedź.

- Mamo, dlaczego mnie zabiłaś?

 

Padłam jak nieżywa.

 

Zalał mnie niewysłowiony ból.  - Kim jesteś? Moim synem? - powtórzyłam. Ale mojego dziecka już nie było. Nie było mojego syna! Chciałam biec, krzyknąć "wybacz", chciałam go zatrzymać, wtulić się w niego, tyle lat czekałam, tyle lat błagałam. Tyle lat marzyłam, że go jeszcze ujrzę i mi wybaczy. Moje życie skończyło się wraz z jego życiem. Bo moje serce było połączone z jego sercem od poczęcia. Gdybym wiedziała, jakie będą skutki.

 

Miałam wszystko, a nawet więcej, dwójkę dzieci, pieniądze, dom, pracę, pasje i męża. Nie wierzę w Boga. Ale ktoś dał mi szansę cieszyć się życiem, a ja bestialsko odebrałam tę szansę mojemu synowi, tylko dlatego, że miał urodzić się chory. Odebrałam mu wszystko, a teraz jest taki piękny.

 

Krzyczałam ile sił, wróć! Nie zostawiaj mnie! Wybacz mi! Kocham Cię, jestem twoją Mamą!

 

Nagle te słowa przeszyły mnie jak miecz, uświadomiłam sobie, że jestem jego Matką. To był naprawdę mój syn. Ten, którego oddałam w ręce lekarzy podczas zabiegu. Oddajcie mi go!

 

Wokół nic.

 

Tylko szara, bezkresna pustka. Leżałam i czekałam na cud… Skoro nie wierzyłam, że pojawi się za życia, to może teraz. Tak bardzo chciałam go przytulić i prosić o wybaczenie. Blask zniknął wraz z jego odejściem. Leżałam pośrodku czeluści, wyzbyta nadziei, zrozpaczona i pogrążona w nieogarnionym bólu. To był mój syn, o którym myślałam całe życie, któremu nadałam imię i każdego dnia śniłam, płakałam, wyrzucając sobie ten czyn. Porównywałam inne dzieci do niego z wyobrażeń i snów, codziennie go przepraszałam, starałam się dobrze żyć, być uczciwą i kochać pozostałe dzieci, ale nic nie przynosiło ulgi, wręcz ją pogłębiało. Każde spojrzenie innego chłopca wpędzało mnie w jeszcze głębsze poczucie winy. Tysiące listów, słów, łez.

 

Nigdy się nie modliłam. Jak na zawołanie pojawił się przed oczami ten moment, ten tragiczny błąd, koszmarny dzień, w którym umarłam razem z nim. Wszystko po kolei krok po kroku. Dostrzegłam swój lęk, słabość i jego ogromny ból fizyczny. Myślałam, że tracę zmysły. Zlituj się, wybacz mi. Nie mam sił. Stoję tu odarta ze wszystkiego, już teraz wiesz kim jestem, wiesz co mną powodowało, nie ma już dla mnie nadziei.  Ale proszę wybacz mi, to da mi pokój, którego tak usilnie szukam.

 

W tym momencie spłynął na mnie zniewalający pokój, uwalniające ciepło i miłość, im bardziej płakałam i mówiłam o swoim bólu i winie, tym większą miłość czułam, to był ogrom miłości nie do udźwignięcia i nie do opisania.

 

Wybrałam Życie. Teraz jestem wolna. On czekał cały czas i wybaczył mi. Mój syn mnie kocha, a ja wreszcie wybaczyłam sobie…

 

Tekst oparłam o historie matek cierpiących z powodu syndromu postaborcyjnego. Temat nadal pomijany w mediach. Dlatego odważyłam się go poruszyć, ale od nieco innej strony. 

 

Wpis ukazał się pierwotnie na blogu Mama pasji oddana

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.53

Liczba głosów:

19

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook