Odkąd mam dzieci, uczę się przepraszać

(fot. shutterstock.com)

Szczere "przepraszam" wynika z potrzeby, żeby komuś przywrócić wiarę w to, że naprawdę ogromnie się go kocha. Dzieci wybaczają nierozsądnie szybko. Zapominają i nie robią afery.

 

"Zachęta"do wyznań miłości to ta piąstka, która uderza w stół, na którym leży lista niedociągnięć, żalu, pretensji, niewiary. Do siebie. Moja lista. To ona się odzywa, nie nożyce, którymi można byłoby pociąć listę. Nie lubię Dnia Matki, bardziej niż rachunku sumienia. Po rachunku sumienia odpuszczone są mi grzechy, a po Dniu Matki czuję się okropną matką, mam poczucie odbierania niezasłużonych peanów i czułości.


Słucham wielbiąco-radosnego "mamo, mamo" Anielki. Patrzę na ogień w oczach Zosi, kiedy przynosi mi kolejne niespodzianki i mówi tyle tyle tyle czułych słówek. Przypominam sobie ubiegłą sobotę - z Chodakowską, masażem i manicure - sprezentowaną przez III be i patrzę na Karola, który jest wdzięczny i uśmiechem przyjmuje mój każdy drobny życzliwy gest. I rośnie mi gula.

 

Bo widzę moją niecierpliwość, zniechęcenie, matczyne fochy, złości, małość, którą mogę wybaczyć sobie jako a. ka. (Anna Kasprzyk - przyp. red.), ale sobie jako mamie... Może i mogę. Instynkt samozachowawczy podpowie - "powinnaś". Ale nie o mnie tu chodzi. I cokolwiek powiedzieliby higieniści od samorozwoju, to wcale mnie to nie uspakaja. Nawet jeśli tekst opatrzony jest morową ilustracją.

 

Co najwyżej podjaram się estetycznie, a smutek zostanie, bo nie ma mocy, żeby przerzucić na kogoś innego prawa autorskie do lektury własnych błędów. Nie tylko wychowawczych, ale takich ludzkich, jakie popełniam z pozycji kogoś, kto ma "władzę" (rodzicielską). I rojące się myśli, co też w tych trzech kochanych głowach zostanie, co niechcianego będą mi "zawdzięczać" . I czy wybaczą, kiedy będą mogli. Czy będą chcieli?


Ale mam też skarb, który odkryłam dzięki Z. i moim dzieciom. Przyznanie się do winy i kojące jak rozgrzeszenie "przepraszam". "Przepraszam" szczere i wynikające z potrzeby, żeby komuś przywrócić wiarę w to, że naprawdę ogromnie się go kocha, że to MEA culpa, a nie z poczucia obowiązku czy zasad dobrego wychowania. Odkąd mam dzieci, uczę się przepraszać.

 

Przy nich łatwiej, bo dzieci wybaczają nierozsądnie szybko, nie mówią "ok, ale więcej tak nie rób!". Wybaczają i zapominają. A właściwie zachowują się tak, jakby naprawdę nie było sprawy, bo są sprawy inne, ważniejsze. Przytulic się, zagrać w coś razem, zrobić występ dla mamy i taty, cieszyć się i takie tam małe ważne sprawy - byle już razem. Jakby wiedziały, że się uczysz.

 

Jak w przypowieści o odnalezionej owcy. Nie dość, że Dobry Pasterz nie robi afery ( swoja drogą, jakie to niewychowawcze!), wychodząc najwyraźniej z założenia, że owca ma już za swoje (i chyba słuszne to założenie), to w dodatku pokazuje, co to znaczy wybaczyć siedemdziesiąt siedem razy: sprasza znajomych i robi imprezę , bo nareszcie są razem. Przypowieść (też ) o wybaczaniu.

 

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Anny Kasprzyk

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.69

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook