Chudzielec. Fajtłapa. Nic z ciebie nie będzie

(fot. shutterstock.com)

Molestowanie emocjonalne jest najbardziej rozpowszechnionym rodzajem krzywdzenia dziecka. Jednak zdecydowanie trudniej je zdefiniować i udowodnić niż przemoc fizyczną lub wykorzystywanie seksualne.

 

Cofnijcie się myślą do wcześniejszych okresów swojego życia; mogę niemal zagwarantować, że przypomnicie sobie takie sytuacje, w których doświadczaliście molestowania emocjonalnego.

 

Czy wasi rodzice karcili was w sposób, który budził w was poczucie zawstydzenia i winy? Czy usłyszeliście kiedyś kierowane pod waszym adresem takie przezwiska, jak: "głupi", "fajtłapa", "podły", "gruby", "chudzielec", "oferma" lub inne poniżające epitety? Czy ktoś się z was wyśmiewał? Czy byliście kiedyś kozłami ofiarnymi?

 

To wszystko są formy molestowania emocjonalnego. Zakres szkód wywołanych przez molestowanie emocjonalne zależy od jego źródła oraz czasu trwania. Co innego, jeśli ktoś całkiem obcy nazwie cię niezdarą lub głupkiem, a co innego, jeśli powie to twoja matka.

 

Przez lata w każdą sobotę odkurzałam dziewięć pokoi w naszym domu na wsi. Nie miałam nic przeciwko tej pracy, chociaż wolałabym sobie poczytać książkę. Ale jakoś nigdy nie udawało mi się wykonać jej dobrze. Pamiętam, że pewnego dnia obudziłam się rano i przyrzekłam sobie, że to będzie dzień, w którym w końcu osiągnę cel i mama będzie dumna z mojego odkurzania.

 

Problem w tym, że to nie zdarzyło się nigdy. Nigdy nie zostałam doceniona, za to mama zawsze mnie zbeształa. "Gracie - mówiła - tego stołu nawet nie dotknęłaś szmatką!". Jakimś sposobem zawsze znalazła kilka drobinek kurzu. Potem następowały dłuższe lub krótsze tyrady na temat tego, jaka jestem niestaranna, leniwa i nieodpowiedzialna. Nie widziała tego, że byłam całkiem dobrym dzieckiem; zwyczajnie nie potrafiłam sprostać jej wymaganiom.

 

Podkreślasz porażki, pokazujesz błędy? 

 

Moja matka krzywdziła mnie emocjonalnie. Zamiast pomóc mi lepiej wykonać zadanie, poniżała mnie. Jeśli moja pobożna matka mogła mnie tak krzywdzić, to jestem pewna, że wielu innych rodziców również krzywdzi emocjonalnie i znieważa słownie członków swoich rodzin. Jeśli zdaliście sobie sprawę, że i wy do nich należycie, postanówcie z tym natychmiast skończyć!

 

Na spotkaniu rady rodziców w jednym z liceów miałam pogadankę na temat motywacji. Gdy skończyłam, podeszła do mnie para rodziców, którzy wyglądali na zmartwionych. Zapytali: "Co możemy zrobić, żeby zmotywować naszego szesnastoletniego syna? Jest wystarczająco zdolny, ale po prostu nie chce się uczyć. W jego pokoju jest zawsze bałagan, a jego postawa jest nie do przyjęcia!".

 

Właśnie poświęciłam godzinę na omówienie sposobów motywowania dzieci, więc musiałam pomodlić się o cierpliwość! Potem zapytałam: "Jakich metod już próbowaliście?". Ojciec niemal ze łzami w oczach odpowiedział: "No cóż, próbuję skłonić go do nauki. Pokazuję mu jego błędy. Powtarzam mu, że do niczego nie dojdzie, że będzie się nadawał tylko do kopania rowów. Nie wyobrażam sobie, jak on kiedykolwiek będzie w stanie zarobić na życie".

 

To mi wystarczyło. Nastolatkom ogromnie zależy na tym, żeby rodzice byli z nich dumni, ale ich zaciekła determinacja, żeby być niezależnymi, nie pozwala im przyznać się do tego przed rodzicami. Pragnąc zmotywować swojego syna, ten niesamowicie zaangażowany, ale niedoinformowany ojciec krzywdził go emocjonalnie - i w niezamierzony sposób podsycał jego bunt.

 

Może się zdarzyć, że zniewagi i negatywne prognozy zmotywują dziecko, żeby udowodnić rodzicowi lub dorosłemu, że nie miał racji, ale znacznie częściej okazują się samospełniającymi się przepowiedniami. Uczestniczyłam kiedyś w seminarium prowadzonym przez dra Haima Ginotta, słynnego w latach siedemdziesiątych psychologa dziecięcego. Zilustrował on wówczas tę koncepcję następującym przykładem:

 

Ojciec zabrał swojego pięcioletniego syna na lody. Gdy sprzedający wręczył loda ojcu, niecierpliwy chłopczyk błagał, żeby ojciec dał mu go jak najszybciej. Ojciec potrząsnął głową. "Jak ci go dam, to zaraz go upuścisz" - powiedział. "Nie upuszczę" - obiecał chłopiec. "Proszę, daj mi go, tatusiu!". Ojciec kilkakrotnie powtórzył swoje ostrzeżenie, po czym w końcu wręczył synkowi loda - a chłopiec natychmiast go upuścił.

 

Dr Ginott zakończył swoje opowiadanie tymi słowami: "To dziecko nie chciało być synem kłamcy, dlatego uczyniło to, co wielokrotnie przepowiadał ojciec: upuściło loda".

 

Skrzywdzenie emocjonalne

 

Po napisaniu książki Verbal Abuse [Znieważanie słowne] otrzymałam niepokojący list od lekarza. Jego syn, świetny pływak, bardzo przykładający się do treningów, należał do drużyny pływackiej. Ojciec pisał, że trener drużyny nigdy nie chwalił zawodników, choćby dzieciaki nie wiem jak się starały. Trener chciał mieć wspaniałą drużynę i widocznie sądził, że upokarzające uwagi, krzyki i wyzwiska zmotywują jego pływaków do coraz lepszych rezultatów, a z niego uczynią mistrzowskiego trenera. W rzeczywistości syn lekarza był tym zniechęcony, a jego wyniki zamiast się poprawić, były coraz słabsze.

 

Skrzywdzenie emocjonalne może być rezultatem różnych zachowań, od milczącego, zjadliwego spojrzenia do najeżonej plugawym słownictwem tyrady. Skutkuje ono natomiast: brakiem pewności siebie, lękiem, miernymi dokonaniami, niepowodzeniami, utratą poczucia własnej wartości, niepokojem w kontaktach społecznych... - można by tę listę ciągnąć dalej.

 

Jak rodzice zaniedbują dzieci

 

Oto kilka scenariuszy ilustrujących liczne sposoby, na jakie rodzice mogą zaniedbać dziecko:

 

• Dwuletnia Laura bije Kyle'a, swojego czteroletniego brata, chcąc zabrać mu jego zabawkę. Kiedy matka podnosi ją, żeby przygotować ją do obiadu, Laura kopie również matkę, wrzeszcząc: "Nie chcę obiadu! Chcę się bawić". W obydwu przypadkach matka usprawiedliwia dziecko, ponieważ "za krótko spała w południe". Mama nie chce wyciągnąć wobec jej zachowania konsekwencji. Łatwiej jest szukać wymówek.

• Trzyletnia Annie uwielbia kolorować i tworzyć rzeczy z błyszczącego papieru. Nauczyła się tego w przedszkolu. Ojciec jest całymi dniami w pracy, a matka zajmuje się dużym domem, pracuje na pół etatu i ma niezliczone obowiązki. Obojgu znacznie łatwiej jest posadzić Annie przed telewizorem, niż poświęcić jej trochę czasu i energii i wspólnie z dzieckiem uczestniczyć w twórczych zajęciach.

• Sześcioletni Carl potrzebuje trochę dodatkowej pomocy w nauce. Jego samotna matka musi wiele pracować i nikt jej nie pomaga. Czuje, że musi wykonywać wszystkie prace domowe, ponieważ jej matka patrzy bardzo krytycznie, jeśli coś jest nie tak. Chciałaby pomóc Carlowi w nauce, ale postanawia, że będzie musiał poprzestać na tym, czego nauczy go jego nauczycielka. Oczywiście, nikt nie uczy Carla grać w piłkę nożną czy koszykówkę, ponieważ ojciec bardzo rzadko się z nim widuje.

• Bill, piątoklasista, jest niezły w sporcie. Potrzebuje uwagi ojca. Chciałby z nim poćwiczyć, ale ojciec, w ramach swojej pracy, dużo podróżuje i gdy wraca do domu, jest bardzo zmęczony. Lubi oglądać sport w telewizji i nie ma ochoty na rzucanie piłki. I nie można od niego oczekiwać, żeby w sobotnie popołudnie spędził dwie godziny w gorącym słońcu po to, żeby w końcu zobaczyć, jak Bill wypada z gry...

 

Chociaż każdy rodzaj skrzywdzenia jest straszny i rozdzierający serce, to jednak najbardziej żal mi dzieci zaniedbanych. Jak bardzo bolesne musi być dla nich to, że rodzice unikają swoich dzieci i traktują je tylko jako dodatkowy ciężar. Drogi rodzicu, nigdy nie zaniedbuj swojego dziecka! To dehumanizuje, niszczy psychicznie i prowadzi do rozpaczy.

 

Pracowałam z kilkoma ojcami, którzy sami w dzieciństwie byli zaniedbywani. Jeden usiłował nauczyć się od ojca umiejętności technicznych. Ponieważ był trochę niezręczny, zdarzało mu się upuścić klucz francuski lub zgubić śrubę, co irytowało jego ojca. "Daj, synu, ja to zrobię - mówił - ty się po prostu nie nadajesz do męskiej roboty". Ojciec nie tylko odnosił się do syna obelżywie, ale również zaniedbywał jedno ze swoich najważniejszych zadań, jakim jest cierpliwe wprowadzanie syna w rolę mężczyzny.

 

Znam też innego ojca, który ma poważne trudności z utrzymaniem się w pracy. Unika odpowiedzialności wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, pracuje jak najmniej, każdy wieczór i weekend wykorzystuje na zabawę. Wprawdzie bawi się z synami, jednak rodzina cierpi z powodu jego niezdolności do utrzymania stałej pracy. Kiedy zapytałam go o jego lata chłopięce, powiedział mi, że po szkole zawsze chciał się bawić z kolegami. Rzucał książki i wypadał z domu, wrzeszcząc: "Mamo! Wychodzę się pobawić!". Mama chciała, żeby był odpowiedzialny, więc odpowiadała krzykiem: "Najpierw masz posprzątać pokój, Michael!".

 

Ale po Michaelu dawno już nie było śladu. I zgadnijcie, co było potem! Kiedy wracał, spalony słońcem i pogryziony przez komary, matka już posprzątała za niego pokój. Była poirytowana, a on czuł się okropnie winny - ale wcześniej dobrze się bawił. Poprzez zaniedbanie właściwej dyscypliny wychowała mężczyznę nieodpowiedzialnego, myślącego tylko o zabawie i dręczonego poczuciem winy.

 

Zaniedbując opiekę, miłość i wychowanie dziecka - krzywdzimy je, za co w przyszłości przyjdzie mu zapłacić wysoką cenę. Z drugiej strony, jeśli uświadomimy sobie, że nasze dziecko czuje się zaniedbane i w odpowiednim czasie zareagujemy na jego uczucia, będzie to akt miłości, który może przynieść wielkie korzyści.

 

Neil urodził się, gdy jego siostra, Melanie, miała dopiero osiemnaście miesięcy. Matka zauważyła wtedy, że jej starsza córka staje się agresywna i nieznośna. Melanie nie chciała brata i nie wiedziała, co z nim zrobić. Czasami szczypała niemowlę. Kiedy indziej znowu, gdy matka przytulała Neila, wyciągała wszystkie naczynia z szafek w kuchni albo rozrzucała kosmetyki po sypialni.

 

Na szczęście jej mama zrozumiała, że braciszek pojawił się, zanim Melanie sama poczuła się wystarczająco dopieszczona. Poprosiła swoją matkę, aby pomogła jej przy niemowlaku, a sama wróciła do swoich wcześniejszych zwyczajów niańczenia Melanie. Kołysała ją i śpiewała jej, łaskotała ją i tuliła. W ciągu zaledwie kilku tygodni Melanie została na nowo nasycona miłością i zaczęła z radością obserwować swojego szybko rosnącego brata. Kilka lat później byli już dla siebie drogimi przyjaciółmi.

 

 

Wiecej w książce: JAK UCHRONIĆ DZIECKO PRZED PRZEMOCĄ - Grace Ketterman

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.3

Liczba głosów:

23

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook