Kiedy Ewa nie chce spać

(fot. Firesmile / flickr.com)

Każdy wie, że małe dziecko powinno iść spać po dziewiętnastej, no, po dwudziestej.  Starsze może dostać wieczorem extra godzinę. Nie należy przeciągać momentu kładzenia się spać. W nocy leżymy w łóżku i nie zakłócamy ciszy płaczem ani nawoływaniem.

 

Każdy dorosły uważa te zasady za oczywiste. A potem zostaje rodzicem i zaczynają się atrakcje - wieczorne koncerty oraz nocne podchody. Owszem, zdarzają się szczęśliwcy, którzy mają bezproblemowego potomka. Należą oni jednak do mniejszości.


Wachlarz kłopotów ze spaniem jest szeroki, a wiele z nich jest typowych dla konkretnych etapów rozwoju dziecka. Dla noworodków pora doby to rzecz względna. Ich nocna aktywność jest zbliżona do dziennej. Pobudki zwykle spowodowane są fizjologią - głodem, przegrzaniem lub wyziębieniem, pełną pieluchą. Do tego dochodzą choroby - nawet zwykły katar utrudnia oddychanie. Później zaczynają wyrzynać się ząbki. We wczesnym dzieciństwie duże znaczenie ma również potrzeba bliskości. Zazwyczaj niemowlęta nie przepadają za rozłąką z mamą. Niektóre spałyby tylko na jej rękach, najlepiej przy samej piersi.  Inne pozwalają się położyć do łóżeczka, ale po wybudzeniu natychmiast domagają się szybkiego transportu do łoża rodziców. I to kilka razy w nocy.


W trakcie rozwoju dziecka wydłużają się okresy czuwania w ciągu dnia, zmniejsza się też ilość nocnych pobudek. Tak przynajmniej być powinno, choć i tu znajdą się wyjątki potwierdzające regułę.  Kolejną zmianą jest pojawienie się różnego rodzaju lęków nękających maluchy. Za oknem panują ciemności, słychać jakieś tajemnicze odgłosy. Po zgaszeniu światła, wyłaniają się nieznane kształty za firanką. Do tego wczoraj przyśniły się potwory, pojawia się więc strach, że dziś będzie tak samo. W spaniu mogą także przeszkadzać nierozwiązane podczas dnia problemy. Starszy brat stara się w nocy zyskać więcej kontaktu z mamą, która ma nowego dzidziusia. Przedszkolak odreagowuje w tym momencie pierwsze wizyty w nowej placówce edukacyjnej. Nawet pierwszoklasista może mieć trudności ze spaniem, gdy czuje się odrzucony przez kolegów lub jest świadkiem wieczornej kłótni rodziców. Aby odwlec trudną noc dzieci często starają przeciągnąć zabawę. Później, już po zgaszeniu światła, proszą o następną bajkę, dodatkowy kocyk, całusa w drugi policzek, kubek wody oraz wiele, wiele innych rzeczy, które nam by nawet do głowy nie przyszły. Inne wielokrotnie budzą się w nocy i przychodzą z pielgrzymką do naszego łóżka. Zyskują dzięki temu kolejne minuty opieki rodziców, nas za to zaczyna ogarniać zwątpienie.


Niekiedy przyczyny nocnych kryzysów dzieci są niezależne od wieku. Późne pobudki i zbyt długa drzemka poobiednia mogą powodować, że nasz potomek po prostu nie jest wieczorem zmęczony. Pełne atrakcji wieczory sprawiają, że będzie rozbawiony i nieskory do wyciszenia. Jeśli przyczyną problemów z zasypianiem jest tryb życia, zwalczenie ich będzie stosunkowo łatwe. Gorzej, jeśli nasz maluch z natury jest rześki wieczorem - należy do ludzi określanych terminem "sowy". Ludzie ci wstają rano, ponieważ muszą. Przez sporą część dnia rozkręcają się i aktywizują. Dopiero pod wieczór osiągają szczyty swoich możliwości. Wtedy pojawia się kolejny kłopot. Wypadałoby pójść do łóżka, aby wstać następnego dnia do przedszkola, szkoły lub pracy. Rodzice dzieci - sów codziennie muszą stawić czoła schematowi - najpierw maluch nie chce wstać, potem nie chce iść spać. Pociechą w takiej sytuacji są badania naukowców potwierdzające, że można do pewnego stopnia skorygować zegar biologiczny człowieka.


Spora ilość czynników wpływających na sen najmłodszych członków rodziny może nie nastrajać zbyt optymistycznie. Pociechą jest fakt, że wszyscy dorośli ludzie jakoś przeżyli swoje dzieciństwo, ich rodzice zwykle też. Drogą analogii - nam również powinno się to udać. Możemy przy tym postawić na dwie strategię - próbę przetrwania lub wzięcia byka za rogi. W pierwszym przypadku przyda się dużo kawy, w drugim konieczna będzie żelazna konsekwencja.


Po wykluczeniu kłopotów zdrowotnych i tych natury psychologicznej przyjrzyjmy się, czy dziecko nie kładzie się spać wyspane. Może rano wstaje zbyt późno lub urządza drzemkę poobiednią o zmierzchu? Jeśli tak - postarajmy się zmienić jego nawyki. Każdego dnia przesuwajmy nieznacznie czas pobudki, aż osiągniemy godzinę naszym zdaniem akceptowalne. Również dzieci-sowy budźmy coraz wcześniej, z nadzieją, że do wieczora zdążą się jakoś zmęczyć. Uzbrójmy się przy tym w gigantyczną cierpliwość, różaniec i publikacje naukowe dotyczące sukcesów w tej dziedzinie.


W dalszej kolejności pochylmy się nad naszymi przygotowaniami do snu. Postarajmy się uporządkować czynności wieczorne i nadać im formę rytuału. Skończmy zabawy i posprzątajmy po nich. Uszykujmy sypialnię - pościelmy łóżko, przewietrzmy pokój i przygaśmy światło. Wyłączmy też muzykę lub zmieńmy jej rodzaj na kołysanki czy muzykę relaksacyjną. Później przygotujmy do snu nasze dziecko.


Maluszka wykąpmy, przebierzmy w śpioszek do spania i zabierzmy się za wyciszanie. Sposobów wieczornego uspokajania najmłodszych jest bardzo wiele - śpiewanie kołysanek, owijanie kocykiem, kołysanie, delikatne poklepywanie, przytulanie. Dzięki takiemu postępowaniu zapewniamy dziecku poczucie bezpieczeństwa oraz ograniczamy liczbę rozpraszających go bodźców. Wyciszone lub uśpione dziecko odłóżmy na miejsce, w którym sypia. Jeśli się da. Bo nasz maluch może odmówić współpracy właśnie na tym etapie.


Problem nieodkładalnych niemowląt jest na tyle istotny, że dla jego rozwiązania wypracowano wiele sprzecznych ze sobą metod. Gina Ford i Tracy Hogg radzą, by stopniowo przyzwyczajać maluchy do samotności, nawet, jeśli będzie to związane z chwilowym przeczekiwaniem jego płaczu. Zupełnie inną propozycję mają zwolennicy rodzicielstwa bliskości.

 

Twierdzą oni, że niemowlę nie potrafi manipulować rodzicami, tylko wyraża swoje podstawowe potrzeby. Płaczącego maluszka należy więc natychmiast utulić, a najlepiej ograniczyć płacz na przykład przez wspólne spanie. Między tymi skrajnościami lokuje się szereg systemów pośrednich. Niemowlęta, gdyby potrafiły mówić, pewnie wybrałyby opcję wspólnego spania - cosleepingu - połączonego z kilkukrotnym usypianiem przy piersi. Wybór należy jednak do rodziców i tego musimy się trzymać.


Podczas dorastania dziecka zmieniają się czas i sposób szykowania do snu. Większego znaczenia nabiera opowiadanie bajek, czytanie książeczek, rozmowa dotycząca minionego dnia.

 

Ważna jest również wspólna modlitwa. Jeśli uzbroimy się w cierpliwość i zapewnimy sobie odpowiednią ilość czasu, chwile te mogą stać się najprzyjemniejszą częścią dnia.


W walce ze strachami nocnymi możemy użyć kilku sprawdzonych chwytów. Aby oswoić ciemności zapalmy niewielką lampkę. Musi ona jednak dawać nikłe światło, tak, aby nie zakłócała snu dziecka i nie wpływała negatywnie na wydzielanie "hormonu snu" - melatoniny. Na poczucie osamotnienia przygotujmy towarzysza - lalkę lub misia, a w trudnych przypadkach cały zastęp Przytulanek Od Zadań Specjalnych. Nocą może się też przydać woda w butelce lub kubeczku z dzióbkiem. Spragnione dziecko wypije jej łyk i zaśnie ponownie, nie rozbudzając się na tyle, by poczuć jakąś obawę. Jeśli mimo tych zabiegów nasz Franek nie chce zasypiać sam w pokoju zostańmy z nim nieco dłużej. Może faktycznie lęk przed ciemnością lub rozłąką jest jeszcze bardzo silny. W takim wypadku nie pozwólmy jednak na żadne rozmowy i dodatkowe bajki - cisza nocna jest ciszą nocną.


Aby odnieść sukces musimy konsekwentnie trzymać się ustalonych przez nas zasad, oczywiście poza sytuacjami wyjątkowymi jak choroba czy wyjazd z nocowaniem. W niektórych przypadkach może pojawić się ze strony dzieci opór przed zmianami. Protestować będą zwłaszcza te, dla których usypianie w zwyczajowych godzinach jest sprzeczne z zegarem biologicznym. Naturalnie sprzeciwią się również Dzieci - Buntownicy Z Wyboru, które nie przepuszczą żadnej okazji do przetestowania wytrzymałości rodziców. Wychowując takich delikwentów tym bardziej nie możemy się poddać - dla dobra całej rodziny. Będzie to trudne, potrwa jednak najwyżej dwadzieścia pięć lat. Później już zajmą się nimi współmałżonkowie. 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.4

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~jewka 20:37:51 | 2014-11-12
najbardziej podoba mi się ostatni akapit .... :)
co do reszty ... hm .... nie mam dzieci a przez to lepiej pamiętam własne wrażenia z dzieciństwa :) (żadnych "pedagogicznych należności" ;) - w ogóle nie znałam pojęcia problemu z zasypianiem dopóki nie musiałam chodzić do szkoły :) - wydaje mi się , że moi rodzice też nie - nie pamiętam ANI JEDNEJ sytuacji, w której byłabym PRZYMUSZANA do snu ( poza drzemkamni ... w przedszkolu !) - a wszystko dlatego, że ja moim rodzicom NIGDY NIE ZAWADZAŁAM - byłam CZĘŚCIĄ ICH ŻYCIA - NIGDY nie usłyszałam, że nie mogą mnie gdzieś zabrać albo czegoś przy mnie robić - bo jestem dzieckiem .... faktem jest, że Mama nie pracowała, że w ogóle w naszym domu nie prowadziło się rozmów, których nie mogłabym słuchać - choć był to zwykły robotniczy dom - zarówno Mama jak i Tata uważali, że jeżeli temat rozmowy był nieodpowiedni dladzieci to i dorosłym niewiele przyniesie pożytku ....

Oceń 17 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?