Co się dzieje, gdy rodzice nie patrzą na dziecko

(fot. shutterstock.com)

Na pięknej i odważnej drodze prowadzącej ku światu, dzieci poruszają się jednocześnie w dwóch kierunkach: oddalając się i wracając do mamy. Każdy krok w kierunku świata zewnętrznego potrzebuje jej akceptacji.

 

Tak jak alpinista wspinający się po stromej ścianie najpierw ostrożnie bada, czy może postawić następny krok, tak dziecko bada wyraz twarzy swojej mamy. Czy mama jest obok? Czy patrzy ciepło, aprobująco, czy może jej twarz wyraża niepokój? Aprobata daje dziecku moc odwrócenia się od mamy i uczynienia kroku w nieznane. Spojrzenie spoczywające na dziecku powinno więc wyrażać ciepło i wsparcie, bo uzdalnia dziecko do chwycenia się nogi od stołu czy sięgnięcia po nową zabawkę, łopatkę, lalkę czy piłkę. Potrzebna jest obecność mamy i jej zachęta w wyrazie twarzy. Jest to warunek, by dziecko znalazło w sobie potrzebną odwagę.


Z drugiej strony, jeśli zachęta do samodzielności służy innemu celowi - ma prowadzić do nauczenia dziecka konkurowania z rówieśnikami, dominowania wśród nich i zdobywania osiągnięć, wtedy matki deformują psychikę swoich dzieci, pchając je "do przodu", często zbyt daleko od siebie.


Można nieraz zaobserwować lęk i dezorientację małych dzieci, gdy odwracają głowę w stronę mamy, szukając w jej oczach potwierdzenia, a mama nie zwraca na nie uwagi. Siedzi na ławce na placu zabaw, nie czując na sobie pytającego wzroku dziecka, bo jest pochłonięta rozmową, opowiadaniem znajomej o niebawem czekającej rodzinę przeprowadzce do większego mieszkania. Albo przeczytała jakiś poradnik i uwierzyła w godną politowania bzdurę, że powinna puścić dziecko na głębokie wody, w ten sposób motywując je do wykrzesania z siebie odwagi. Albo nie reaguje, bo wstydzi się przed innymi matkami, że wyglądałaby na zbyt troskliwą, gdy one są takie nowocześnie chłodne. Powodów może być sto. Dla dziecka to wszystko nie ma znaczenia. Ono, co widać, czuje się po prostu odepchnięte. Jego mama, gdyby przyjrzała mu się uważnie, też by to spostrzegła. Ale mama na nie nie patrzy.


Na małej buzi maluje się przerażenie, ale dziecko nie potrafi się już wycofać. Brak zainteresowania mamy odciął mu drogę powrotu. Próbuje więc dalej. Wdrapuje się na strome schody prowadzące na zjeżdżalnię, próbuje wspinać się na mur, mierzy się z jego stromizną.


To, co teraz robi, czując się osamotnione, można nazwać "odwagą w zwątpieniu". Na taką odwagę zdobywa się ktoś, kto czuje się zapędzony w ślepą uliczkę. Gdyby zapytać matkę, zaczęłaby może tłumaczyć, że dziecko musi przecież "zdobyć się na samodzielność". W naszej kulturze wyznaje się bowiem po cichu regułę, że wszystko, co prowadzi do "indywidualizacji", do "samodzielności", jest dobre, natomiast to, co łączy się z poczuciem bezpieczeństwa i przynależności, a więc to, co zdaje się być biernością, uważa się za złe. Podejście w duchu pierwszej części tej reguły jest sprzeczne z potrzebą dziecięcej psychiki i jest przykładem psychologii hobbystycznej, której ulega dziś jednak wielu rodziców.

Dzieci nie potrafią się odnaleźć w sytuacjach tak wczesnego pozostawiania ich samym sobie. Albo zaczynają być płaczliwe, albo rozwijają aspołeczną brawurę - coś, w czym nie czują samych siebie. "Odwrócenie się" od nich matki pcha je w świat zewnętrzny i czynią to z gwałtowną dynamiką, nad którą nie panują. Ten zbyt szybki krok, z jakim oddalają się od matki, oddala je też od samych siebie. Gubią się w świecie zewnętrznym, bo przychodzi on zbyt szybko, zbyt wcześnie i wydaje się groźny. Pewne jego treści dziecko wchłania w siebie bez protestu, od innych znowu z lękiem się odwraca.


Tak kształtuje się niesłychanie dziś częsty typ dzieci: dobrze odżywionych, agresywnych, jednocześnie płaczliwych i ekstremalnie nastawionych na siebie. Są to dzieci, które straciły miarę wewnętrzną i zewnętrzną, może tylko przejściowo, lecz być może niestety na zawsze. Nieustannie dziś słyszane na placach zabaw pochwały w rodzaju: "Super sobie poradziłeś" -owo nieustanne "super!", "super!" -jest nie tylko dowodem zubożenia języka współczesnych rodziców, lecz i zubożenia ich relacji z własnym dzieckiem.

 

 

Wiecej w książce: Sztuka rodzicielskiej miłości - Wolfgang Bergmann

 


 

SZTUKA RODZICIELSKIEJ MIŁOŚCI - Wolfgang Bergmann

Dziecko niczego bardziej nie pragnie niż miłości obojga rodziców, którzy okażą mu zainteresowanie, akceptację i zapewnią bezpieczeństwo. Ale czy tata może przegrać z synem w piłkę? Czy mama powinna przymykać oko na wszystko? Jak wyrażać czułość i równocześnie wymagać? Gdzie stawiać granice, by uchronić dzieci przed zagrożeniami i niepotrzebnym cierpieniem?

Autor przypomina, że rodzicielstwa nie wysysa się z mlekiem matki. Tej sztuki trzeba się stale uczyć - cierpliwie, wytrwale, znosząc błędy i porażki. To jedyna recepta na udaną rodzinę.


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.73

Liczba głosów:

22

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Anna 21:15:17 | 2014-08-20
"Potrzeba stworzenia „dziecka alfa” jest rów­nie silna w Polsce jak w innych rejonach świa­ta. Wielu rodziców wpada w pułapkę „bycia w pełni oddanym” zadaniu „wychowania czy ukształtowania dzieci”. Często właśnie z tego powodu nie daje sobie rady i szuka pomocy u psychologów, psychoterapeutów, opiekunów, organizatorów czasu dla dzieci.

Sprawujący nadmierną kontrolę rodzice czują się podwójnie zmęczeni i sfrustrowani. Nato­miast dzieci, którym odbiera się przyjemność spontanicznej zabawy, pozbawia się również zdolności do zarządzania choćby w minimal­nym stopniu własnym życiem. Tym sposobem kilkulatkowie jak nigdy dotąd są zabiegani, ich dzień wypełnia masa obowiązków, ciągły po­śpiech. Brakuje choć chwili na zastanowienie się, czy da się inaczej… oraz na to, co „ja lubię” i „co mi się podoba”, liczy się to, by zrealizować plan. Nie ich plan. Scenariusz dorosłych."

http://malzenstwojestdobre.pl/syndrom-dziecka-zarzadzanego/

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Judyt 09:12:20 | 2014-08-19
Nie do konca rozumiem ostatnie zdanie - co ma oznaczac negacja wyrazenia "super to zrobiles"?? Przeciez to oznacza ze rodzic zwracal uwage na dziecko, patrzyl na nie i docenil osiagniecie. Jesli autor mial na mysli, ze to stwierdzenie jest tym czym jest odganianie sie od muchy to chyba troche za bardzo uogolnil. Ja patrze na swoje dziecko, zachecam gdy widze ze samo dazy do jakigos celu i pomagam kiedy widze ze potrzebuje. Kiedy sie uda, wtedy mowie ze swietnie, super sobie poradzila.. Czy to zle??

Oceń 3 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook