Czy te same więzy odziedziczą nasze dzieci?

Posłaniec

Od wieków z pokolenia na pokolenie przekazywano pewne wartości, sposób życia, duchowy i materialny dorobek gromadzony, utrwalany i wzbogacany w ciągu dziejów ludzkości. Czy czujemy się dzisiaj związani z naszymi przodkami wspólnymi wartościami? Czy te same więzy odziedziczą nasze dzieci?


Według badań sondażowych już dziś 30% Brytyjczyków uznaje Winstona Churchilla, człowieka, który ocalił Anglię przed hańbą kapitulacji wobec Hitlera, za postać literacką. I tak lepiej niż 10%, które kompletnie nie kojarzy tego nazwiska. Co więcej, zaczyna sięgać 10% odsetek Brytyjczyków (przede wszystkim młodych), którzy nie wiedzą, kim jest Margaret Thatcher. Szczególnie źle wyglądają te statystyki wśród młodzieży.


Coraz więcej chłopców i nastolatków marzy, by zostać piłkarzem, kierowcą formuły 1, sławnym sportowcem. Niektórzy chcą być aktorami lub piosenkarzami. To postacie żywe, dostępne, zrozumiałe. Coraz mniej bawi się w rycerzy, żołnierzy czy partyzantów. We wszystkich źródłach informacji, z których korzystają nasze dzieci (telewizja, internet, radio), to właśnie sportowcy, gwiazdorzy i politycy są głównymi bohaterami. Szkoła często nie zmienia tej hierarchii – postacie historycznych bohaterów są dla dzieci i młodzieży postaciami nierzeczywistymi i bardzo dalekimi. Niemal sztucznymi.


Chcielibyśmy, aby młode pokolenie żyło pełnią człowieczeństwa, nie oderwane od swoich korzeni, ale przeciwnie – głęboko zakorzenione w tradycji, czerpiące z niej pełnymi garściami to, co najlepsze. A jednocześnie nie bardzo wiemy, jak tego dokonać. W odróżnieniu od atrakcyjnego świata telewizji, który nierzadko zdarzeniom banalnym potrafi nadać znaczenie symboliczne i emocjonalne, wydarzenia związane z naszą historią i tradycją (przypominane np. podczas ich rocznic) jawią się ludziom młodym jako inny świat, świat “starych” i “nudnych”. Wyjątki (działalność Muzeum Powstania Warszawskiego, nieliczne na razie filmy) tylko potwierdzają tę regułę.

 

Tożsamość


Co możemy zrobić? Pracować u podstaw. Trzeba, aby fascynująca polska tradycja i chrześcijański świat wartości nie wydawały się sztuczne. Jak w wielu innych aspektach wychowania, niezbędny do tego jest zrozumiały i poparty silnym doświadczeniem język. Wokół tej idei zbudowany jest pomysł pedagogiczny skautingu.


Wierzymy, że aby określić swoje powołanie, znaleźć własne miejsce w świecie i w historii zbawienia, być zdolnym do bezinteresownego zaangażowania, musimy mieć świadomość swojej tożsamości.


Tożsamość tę kształtujemy, korzystając z międzypokoleniowej więzi. Gdy sięgamy daleko wstecz, korzystamy ze źródeł pisanych. Ale dzieciom i młodzieży nie wystarczy sama wiedza, bo wychowanie to przekazywanie postaw. Od wielu pokoleń harcerze w czasie wieczornych ognisk śpiewają:


Płonie ognisko i szumią knieje
Drużynowy jest wśród nas
Opowiada starodawne dzieje
Bohaterski wskrzesza czas
O rycerstwie znad kresowych stanic
O obrońcach naszych polskich granic...


Ten znany wszystkim tekst w sposób doskonały oddaje zamysł pedagogiczny: oto drużynowy – szef – człowiek bliski harcerzom, ale jednocześnie obdarzony autorytetem, przekazuje kolejnemu pokoleniu bohaterskie tradycje, które również dla niego są czymś ważnym. I tutaj mądrość pieśni się kończy, bo gawęda przy ognisku do tego nie wystarczy.


Nie chodzi przecież tylko o wiedzę, kto był kim, i nie chodzi tylko o poczucie dumy, że byli w naszej historii prawdziwi bohaterowie. Chodzi o wzbudzenie takiego bohaterstwa wśród młodych i powiązania go z innymi wartościami chrześcijańskimi. Jak tego dokonać?

 

Towarzyszenie


Jednym ze sposobów jest wspomniany już autorytet szefa. Dlatego staramy się bardzo dbać o formację szefów i szefowych. Dwudziestolatkowie, którzy są drużynowymi – wychowawcami młodszych, sami podlegają procesowi dobrowolnej formacji, w towarzyszeniu starszego wiekiem i doświadczeniem opiekuna odnajdując pomoc w nawiązaniu i podtrzymaniu międzypokoleniowej więzi. I tu właśnie dotykamy sedna. Każdy proces wychowawczy jest czymś, co dotyka osobiście i jest interakcją dwóch osób. Aby wzbudzić więź między pokoleniami, potrzebujemy przede wszystkim wzbudzić ją między rodzicami a dziećmi, dorosłymi a młodzieżą. To właśnie jest jeden z głównych celów formacji szefów, który nazywamy towarzyszeniem “opiekuna drogi” w nurcie męskim czy “matki drogi” w nurcie żeńskim. Osoba dorosła, której szef lub szefowa zaufali, podsuwa lektury, rozmawia o postaciach, towarzyszy w rozważaniach. W ramach przyjacielskiej więzi daje osobiste świadectwo. Potem tak samo drużynowy czy drużynowa towarzyszy swoim harcerzom lub harcerkom od początku ich bytności w drużynie, czyli od 12. roku życia.

 

Metodą jest gra


Dla młodzieży w wieku harcerskim – chłopców i dziewcząt między 12. a 17. rokiem życia – głównym środkiem jest gra. A grą w szerokim tego słowa znaczeniu jest każda zbiórka, każdy biwak, obóz, zlot. W tej grze obowiązuje harcerskie prawo, które ma swoje korzenie w rycerskim honorowym kodeksie, ważny jest autorytet i szacunek dla starszych i bardziej doświadczonych (drużynowych i zastępowych). W tej grze, na obozie, dwa razy w ciągu dnia oddaje się honory narodowej fladze, wciągając i ściągając ją z masztu. Przyrzeka się służyć ze wszystkich sił ojczyźnie i być wiernym dziedzictwu pokoleń. W tej grze każdy zastęp i drużyna ma swojego patrona, który na różne sposoby towarzyszy jednostce i każdemu z osobna, schodząc “z obrazu” i stając się bohaterem przygotowywanych inscenizacji, pieśni, okrzyków czy układanych przez harcerzy i harcerki modlitw.

 

Jednocześnie każdy przekaz wartości odbywa się w atmosferze przyjaźni i przez więzy przyjaźni – starszych z młodszymi.


Ogromna baza pomysłów umożliwia tworzenie fabularnych gier (w wąskim tego słowa znaczeniu), w których główną regułą jest prawo harcerskie, i w których chłopcy na kilka godzin (lub dni) stają się rycerzami czy partyzantami walczącymi o niepodległość, poznając w sposób niezmiernie dla nich atrakcyjny postacie prawdziwych bohaterów (niekoniecznie ludzi czynu zbrojnego).


Najważniejsze jednak jest świadectwo szefa, który chce i potrafi żyć tym samym ideałem (oczywiście na miarę swoich czasów i ich potrzeb), co rotmistrz Pilecki. Owo świadectwo życia to jeden z głównych aspektów prawdziwego, patriotycznego wychowania oraz zachowania żywej, intensywnej, międzypokoleniowej więzi tradycji.


Sto lat temu było łatwiej – skauting był powszechniejszy, a prawdziwego bohatera ludzie młodzi łatwiej odróżniali od “bohaterów” skandali czy przemijających epizodów. Ale i dziś zapotrzebowanie na skauting autentyczny, wierny dziedzictwu pokoleń, jest bardzo duże. Dla każdego, kto chciałby dziedzictwo pokoleń w swoim otoczeniu kultywować, niech harcerskie wezwanie będzie konkretną propozycją. Również dziś potrzebujemy ludzi prawdziwych, o spójnej tożsamości. Czy nadchodzące pokolenia się nie zgubią? To już zależy przede wszystkim od nas.

 

Paweł Borowiecki – mąż Malwiny, tata Franciszka i Ignacego, namiestnik wędrowników Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego “Zawisza” FSE, zawodowo kierownik regionu w firmie Halton.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

4

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~adamigo 15:42:13 | 2011-04-03
Skauting, kolego inhet, ma jakieś 100 lat. Jeżeli podważasz jego rolę drwiącym pytaniem, proszę, pochwal się z pamięci imionami tych swoich przodków, którzy sto lat temu żyli. Chociaż jednym? A potem pytaj dalej o dziedzictwo pokoleń.  Gdzieś Cię w końcu zaprowadzą te pytania.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

inhet42 10:15:20 | 2011-04-02
Skauting dziedzictwem pokoleń? Ilu?

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?