Być matką...

Zadźwięczał dzwonek u drzwi. Otworzyłaś z myślą, że to sąsiadka, która często zagląda do ciebie wieczorną porą. Odkąd kilka lat temu zmarł twój mąż, sąsiedzi i przyjaciele dbają, abyś nie czuła się samotna. Sama zapracowałaś sobie na ich życzliwość. Zawsze dla wszystkich miałaś dobre słowo, nikomu nie odmówiłaś pomocy. Kiedy więc za drzwiami ujrzałaś syna z bukietem kwiatów w ręce, byłaś więcej niż zaskoczona.

 

– Wszystkiego najlepszego, Mamo – powiedział, wręczając ci czerwone róże. Potem ujął twe spracowane dłonie i podniósł je do ust. Dopiero wtedy przypomniałaś sobie o Dniu Matki. Trzymałaś róże nie czując nawet, że ich ostre kolce kaleczą ci ręce, a na twarzy poczułaś dwie ciepłe, słone łzy.


Z perspektywy czasu spojrzałaś na swoje życie. Kiedy byłaś w ciąży, zachorowałaś na ciężką, wirusową grypę. Lekarz powiedział ci, że dziecko może urodzić się upośledzone, że może lepiej byłoby… Szlochając wybiegłaś z gabinetu prosto pod pędzący samochód. Nie pamiętasz potem nic. Obudziłaś się na sali szpitalnej i pierwsze słowa, jakie wypowiedziałaś, brzmiały:
– Dziecko?!
Przeżyłaś, a dziecku nic się nie stało. Wtedy zrozumiałaś, że to dziecko MUSI się urodzić. Do tamtego lekarza już nie poszłaś. Modliłaś się do Matki Bożej i ufałaś, że wszystko będzie dobrze. Kiedy na świat przyszedł Wojtuś, oboje z mężem płakaliście ze szczęścia. Lekarze nie stwierdzili u dziecka żadnych anomalii. Dopiero kilka miesięcy później dowiedziałaś się, że wskutek przebytego wypadku i komplikacji poporodowych nie będziesz mogła mieć więcej dzieci. Dopiero po zabiegu operacyjnym doceniłaś swoją decyzję. Gdybyś usunęła tę ciążę, być może twój dom już nigdy nie rozbrzmiewałby dziecięcym szczebiotem.


A Wojtuś rósł jak “na drożdżach”. W dzień jego pierwszych urodzin poszłaś pokazać go lekarzowi, który namawiał cię do przerwania ciąży. Gdyby ogłoszono konkurs na najgłupszą minę, wygrałby go z pewnością. Jak urzeczony wpatrywał się w twe dziecko i powtarzał:
– To niemożliwe! Jak to możliwe?
Następnego dnia odebrałaś telefon. Drżący głos po drugiej stronie powiedział:
– Dziękuję pani. Przepraszam… Ja już nigdy nie podejmę takiej decyzji... Jak to się mogło stać? Dziękuję za pani silną wolę i za to, że pani przyszła…
Zamyślona odłożyłaś słuchawkę. Z opowiadań słyszałaś potem, że lekarz zmienił się nie do poznania, że zrezygnował z prywatnej “praktyki”.


Kiedy Wojtuś był przedszkolakiem, jak gąbka chłonął każde słowo rodziców i jak małpka starał się naśladować tatę. We wszystkim chciał być doń podobny. Z uśmiechem przypominasz sobie scenę, jak wygolił sobie na głowie wielki placek pozostawioną na chwilę przez męża elektryczną maszynką do golenia. Wspominasz lata, kiedy twój syn dorastał. W tobie miał wtedy najwierniejszą powierniczkę swoich dziecięcych problemów; za to oboje z tatą mieli swoje “męskie” tajemnice, do których nie miałaś dostępu.


Z perspektywy lat zastanawiasz się, czy dałaś mu wszystko, co mogłaś mu dać dobrego? Przybiegał ze szkoły i już od progu wołał:
– Mamo, jestem głodny! Mamo, zobacz, co narysowałem! Mamo, pomóż mi wyciąć pieska! Mamo, zrobił mi się kleks! Mamo, mamo, mamo…
I tak bez końca. Ile razy lekceważyłaś to jego mamo?
Byłaś zmęczona prowadzeniem domu, gotowaniem, sprzątaniem, dodatkowo dorabiałaś szyciem. Odpowiadałaś mu wtedy:
- Zaraz, za chwilę, nie mam czasu, poradź sobie sam, zajmij się czymś innym.


Wysyłałaś go na podwórko albo włączałaś telewizor. Miałaś wtedy święty spokój, a dzieckiem nie trzeba było się zajmować. Dopiero teraz doceniasz wartość tych chwil, które poświęciłaś synowi. On pamięta, kiedy po raz pierwszy czyniłaś z nim znak krzyża, kiedy uczyłaś go jeździć na rowerze, kiedy po raz setny czytałaś mu bajkę o Czerwonym Kapturku. Dziwne, ale po tylu latach zostały mu w pamięci chwile spędzone z tobą...
Mimo wszystko starałaś się zaszczepić w nim pozytywne wartości: wpajałaś mu, że najbardziej trzeba kochać Boga, że trzeba pomagać ludziom. Zwracałaś uwagę, kiedy przynosił ze szkoły niecenzuralne słowa, zawsze wiedziałaś, dokąd wychodzi i o której wróci. Równocześnie wiedziałaś też, że kiedyś stanie się samodzielny, że nie będziecie na zawsze razem.


A dziś przekonałaś się, że pomimo odległości, jaka was dzieli, czasu nieubłaganie płynącego naprzód i wydarzeń, które sprawiają, że coraz częściej jesteśmy zmęczeni pracą i życiem – wartości przez ciebie zaszczepione zapuściły korzenie. Dzień Matki jak przed laty pozostał twoim świętem, niezależnie od pogody i kilometrów, które was dzielą. Warto być matką. Choćby dla jednej takiej chwili, jak ta dziś właśnie.

 

Joanna Wilkońska – zastępca redaktora naczelnego Tygodnika Dla Najmłodszych Jaś, autorka wielu opowiadań i książeczek dla dzieci oraz licznych publikacji w prasie katolickiej.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~SZ 17:27:58 | 2011-05-19
Przepiękny ,prawdziwy tekst.
Życie nie składa się tylko ze świąt.
https://www.deon.pl/inteligentne-zycie/depresja/art,87,nikt-mnie-juz-nie-potrzebuje.html

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook