Wystarczy jedna cecha, by uratować toksyczne małżeństwo

Zastanawiasz się, co jest nie tak, gdzie zagubiła się twoja miłość, która miała być wieczna i wyjątkowa. Gdzie podziały się uczucia pełne subtelności i oczarowania? Kiedy ostatni raz twój małżonek spojrzał na ciebie z podziwem, dumą czy troską?


Czemu odczuwasz tyle nieakceptacji ze strony partnera? Skąd tyle napięć, presji i bólu? Czujesz, że wkroczyliście w ciemny zaułek niechęci i wrogości wobec siebie, a toksyczna karuzela oskarżeń i cichych dni napędza was, pogłębiając trwały rozłam.

 

Bez względu na źródło tych problemów, rodzaj trosk i sposób ich przeżywania, istnieje jedna prosta zasada ciągłego uzdrawiania i oczyszczania  relacji, tak by była ona jak nieskazitelne źródło, z którego razem możecie czerpać i odnawiać chore, zniszczone tkanki miłości.

 

Narzędzie, które jest w zasięgu twojej ręki to trudna, ale skuteczna metoda pokonywania złego ducha indolencji, dominacji i wrogiego nastawienia. Wystarczy niewiele, a właściwie tylko jednego, by uratować to co gnije, usycha i rozpada się sprawiając ból.


W internecie niegdyś krążyła inspirująca historia trudnego małżeństwa, w którym całe lata panował brak wzajemnej życzliwości, miłości i pokoju. Jedność tych małżonków przez wiele lat rozbijał duch oskarżenia, rozwodu, niekończące się spory i rywalizacja. Po kilkunastu latach umęczony postępującym rozkładem małżeństwa mąż, postanowił dać sobie ostatnią szansę i w rozpaczliwym akcie wiary, pomodlił się o światło i rozwiązanie bolesnych problemów, zanim podejmie decyzję o rozwodzie. Udręczony wybuchami nienawiści, którą na co dzień odczuwał wobec swojej żony postanowił z dnia na dzień odmienić swoje życie.

 

Zacznij od siebie


I pojawiło się światło, genialna w swej prostocie myśl. Zacznij od siebie. Każdego dnia od tej chwili, pytał swoją żonę co ma uczynić, by umilić jej dzień. Zaczął od posprzątania garażu, choć wiązało się to z olbrzymim wysiłkiem i zniechęceniem. Wyobraź sobie ile ton ładunku wybuchowego drzemało pod jego skórą, gdy żona buńczucznym i obcesowym tonem rzuciła jak gromem: - posprzątaj garaż!

 

Ten człowiek to znany pisarz, który zdobył spektakularny sukces w Ameryce jak i na całym świecie, jednak sam przyznał, że największym jego sukcesem było uzdrowienie jego małżeństwa. A nie przyszło to łatwo. Jego miłość okazała się silniejsza niż śmiertelnie groźne zarzuty i awantury trapiące przez lata.

 

Odgruzowywanie relacji z masy kamieni, którymi obrzucamy się na co dzień wymaga niebywałego trudu, zaparcia się siebie i wzięcia krzyża. Nie mamy czasu na czekanie, na obudzenie się drugiej osoby, musimy być pierwsi, to my musimy dać przykład, to my musimy się zaprzeć siebie, ponieważ stawką jest życie wieczne.

 

Ten człowiek dokonał tylko jednej rzeczy - wzbudził w sobie akt skruchy, krzyczał o Bożą pomoc i rozwiązanie jego bolączek, otrzymał odpowiedź i postawił wszystko na pokorę.

 

Pokora jak lek

 

I ta jedna cecha, tak niemodna w dzisiejszych czasach - zdaje się tak niepotrzebna i wykpiwana - uratowała rozpadającą się więź. Pokora to moc nie do przecenienia, to siła, która łagodzi gniew i zapalczywość, to potęga która przemienia serce naszych przeciwników, to błogosławieństwo dla nas i naszego domu, przez które spływa łaska pokoju i jedności.

 

To cecha, która zjednuje najtwardsze serca i działa cuda w małżeństwie, roztapiając wszystkie lody, lęk, zawiść, brak wybaczenia. Wlewa światło i nadzieję w beznadziejny krąg złych emocji i rozjaśnia pochmurne niebo nieufności. Łamie uprzedzenia onieśmielając i wyzwalając pokłady dobra w drugim człowieku.

 

Takie proste, a tak trudne. Prawie niemożliwe, ale z wiarą i Bożym wsparciem, realne. Początkowo odmieniona postawa wobec małżonka, może wzbudzić odruch szyderstwa, niechęci i nieufności. Łagodne słowa w miejsce wcześniejszych obelg i krzyku, mogą spotkać się z jeszcze większą irytacją, ale już po kilku dniach rozpoczyna się coś nowego.

 

Konsekwentne i stałe dbanie o szacunek, spokój i pokorne znoszenie zarzutów, obwiniania, odmienia tego kto doświadcza twojej dobroci. Kto widzi twoją odmianę. Otwiera jego serce i kruszy najtwardsze mury. A co gdybyś zaczął zadawać pytanie, co możesz zrobić dla swojej ukochanej/ukochanego, by umilić im dzień?

 

Co by było gdybyś wytrwał w tym postanowieniu nie dzień, nie tydzień, ale kilka miesięcy i całe życie?


Co stałoby się z zacietrzewieniem twojego męża/żony?


Z jaką reakcję mógłbyś się spotkać po tygodniu cierpliwego znoszenia krzyku, napadów złości z drugiej strony?

 

Gwarantuję ci, że wprawisz małżonka najpierw w zdumienie, a potem w podziw, który może rozbudzić w niej miłość i rozkochać ją w tobie na nowo. Konsekwentna rezygnacja z kłótni, uczynki miłosierdzia czyli spełnianie prostych, dobrych czynów, cierpliwość i zaniechanie walki o rację, jest tym czego potrzebuje poraniona relacja.

 

Wystarczy byś jako pierwszy nie bacząc na nic, wyszedł na przeciw z dobrem i nawet gdy upadniesz nie poddawał się.


Dawanie  świadectwa wiary i woli walki o związek, wyzwoli zawstydzenie i głęboką wdzięczność z powodu bezinteresownej postawy oddania i troski, które przełamuje zapasy  uprzedzeń.


Ten roztropny mąż wyrwał swoją żonę z błędnego koła przemocy i agresji jaka towarzyszyło im przez lata. I wygrał. Czy jesteś gotowy, by wygrać swoje małżeństwo? Czy jesteś gotowy by poskromić swoją dumę i pychę i zagłodzić potrzebę posiadania racji i wyższości? Czy jesteś gotowy na takie bohaterstwo dla dobra twojego małżeństwa?

 

Przecież Pismo Święte pełne jest przypowieści i historii, w których zwycięzcami są pokorni duchem. Ewangelia zaś nawołuje do tego, by mąż miłował swoją żonę jak własne ciało, a żonę zachęca do szacunku i posłuchu wobec męża. Nie zwlekaj więc, zacznij już dzisiaj od siebie. 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.5

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Ter 00:25:05 | 2018-10-29
Myslę, że podana recepta może być dobra, ale dla małżeństwa tylko skonfliktowanego z powodu codziennych przepychanek, podziału obowiązków itp. Ale nie dla małżeństwa toksycznego. Ja pod tym pojęciem rozumiem sytuację, gdy jedna ze stron zaspokaja swoje potrzeby psychiczne lub fizyczne "używając" drugiej. Wtedy pokora i uległość są najgorszym z możliwych rozwiązań, bo pogłębiają toksyczność relacji. Tylko ostry protest i wysłanie współmałżonka na terapię (lub pójście na terapię mażeńską) może przynieść efekty.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

hindd.m 21:41:26 | 2018-10-27
No właśnie... Przyznaję się bez bicia, że artykułu nie przeczytałam. Odechciało mi się po tym jak doszłam do fragmentu, w którym przepełniony nienawiścią mąż postanowił być miłym dla żony. Wystarczyło, abym nabrała przekonania, że pod pojęciem toksycznej relacji uważam co innego niż autor artykułu. Podpinam się pod pytanie: "Jedna osoba się poświęca, a druga żyje, jak chce i wszystko ma w "nosie"". To właśnie opisuje dość trafnie toksyczne relacje. Jedna osoba cynicznie manipuluje i wykorzystuje drugą, która bierze całą winę na siebie i próbuje za wszelką cenę dogodzić. Jak się z tego schematu wyrwać? Nie jest prosto.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Antosia 20:56:06 | 2017-12-30
Kiedy związek staje się toksyczny?
Kiedy brakuje miłości wzajemnej jednej z osób.
To pociąga za sobą wrogość tej drugiej.
Koło się zamyka. Pokora nic tu nie pomoże.
Jedna osoba się poświęca, a druga żyje, jak chce i wszystko ma w "nosie". Proszę mądre osboby - znające się nie na teorii, ale na życiu - o wyjaśnienia.

Oceń 5 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook