Praca męża doprowadziła ją do choroby psychicznej. Co się stało?

WAM
(fot. angelo mercadante)

Dzisiaj mijają trzy miesiące, odkąd przyjęto mnie do kliniki psychiatrycznej z objawami stresu bojowego. Tak naprawdę jest to stres mojego męża, ale on zawsze oddawał mi wszystkie swoje kłopoty.


Na leczenie przywiózł mnie w ładne miejsce. Teren jest tu pagórkowaty i gęsto zalesiony, Wojtek wie, jak bardzo lubię drzewa. Dlatego wybrał ten rozległy biały dom otoczony labiryntem ścieżek spacerowych w zakolu bystrej rzeki.


Poszliśmy do parku zaraz po przyjeździe, jakby to było to właściwe miejsce, do którego mnie przywiózł, a dom ze skrzydłem szpitalnym był czymś dodatkowym i mniej ważnym. A może chodziło mu o rzekę, że tak ładnie płynie odgrodzona gęstą siatką od ludzi w parku i wszelkiej nadziei lub pokusy, jaką mogą dawać takie wzburzone, chłonne wody.


Starannie wybrał ławkę - męczyło go poczucie winy, że sam nie zdradza żadnych objawów choroby, której miałam się wyzbyć wczesną wiosną w tej ładnej, pagórkowatej okolicy. Wytarł ławkę i nie wiedział, co jeszcze mógłby zrobić.


Poznałam na tej ławce Lucjana.

 

Życie z kimś, kto może umrzeć kilka razy w roku, ma swoje dobre strony, choć nie od razu daje się to zauważyć. Wiara w życie jest wtedy inna, bardziej przypomina pory roku, odnawia się po każdym załamaniu mimo wszystko o wiele silniejsza. Jest to wiara w bardzo krótkie odcinki życia: do przyszłego miesiąca, do świąt, do wiosny.

 

Myśli się dzięki temu jaśniej i silniej odczuwa różne rzeczy, jak to przed śmiercią, nie ma czasu na błędy. Czasu traci się mniej i ogólnie podejmuje się trafniejsze decyzje - moja babka mówiła, że taką klarowność w głowie ma się tylko przed śmiercią, swoją albo cudzą. Żyje się w takiej ciągłej klarowności, podejmując trafne decyzje - babka nie mówiła, jak długo tak można.

 

Teraz lekarze każą mi myśleć o czymś przyjemnym. I żeby codziennie znaleźć jedną rzecz, która daje mi radość albo ulgę - to taka terapia. Codziennie jedna radość albo jedna ulga, może być nawet ta sama co wczoraj. Byle nie była to myśl o śmierci mojego męża.


Lucjan dosiadł się do mnie w parku. Zauważyłam go już przy śniadaniu w sali jadalnej z oknami wychodzącymi na różany ogród i okazałe kępy drzewiastych azalii. Rozbijał starannie, niemal pedantycznie, skorupkę jajka, którego później nie zjadł. Obserwowałam go, ponieważ pielęgniarka w izbie przyjęć uprzedziła, że spotkam tu rodaka. "Jest z nami jeden Polak" - powiedziała i uśmiechnęła się z zawodową, czujną uprzejmością. Nad jej głową widniała gustowna, nienarzucająca się tablica z napisem "Ośrodek zdrowia psychicznego".


Siedząc przy śniadaniu, starałam się wyłuskać z tłumu mojego Polaka. Wytypowałam Lucjana wyłącznie dlatego, że przypominał mi wujka spod Ostrołęki. W rzeczywistości był tylko kilka lat starszy ode mnie.

 

Popijał powoli kawę i z zadowoleniem patrzył na różany ogród i już zieleniejącą ścianę parku za kępami azalii. Wyglądał na kogoś, kto ma przed sobą miły dzień, donikąd się nie spieszy i sprawia mu to przyjemność. Musiał wyczuć, że na niego patrzę, bo podniósł wzrok i spojrzał wprost na mnie. Pomyślałam wtedy o nim prawie z niechęcią, że należy do tych opanowanych, zrównoważonych ludzi, którzy doszli z sobą do ładu i teraz mogą się cieszyć takimi drobiazgami jak poranna kawa i chrupka powierzchnia jajka pękająca pod uderzeniem łyżeczki.

 

- To mi przypomina dzieciństwo - powiedział po francusku z rozbawieniem i lekkim żalem, jakby w odpowiedzi na moje spojrzenie. - Robiłem tak jako dziecko - powtórzył po angielsku. - Przyłapała mnie pani.


Godzinę później, w parku, prawie go nie poznałam. Nic nie pozostało z tamtego zadowolonego z siebie człowieka, który cieszył się wiosennym porankiem. Był zaniepokojony moją obecnością i starał się tego nie okazać, krążąc wokół ławki, którą wybrał dla mnie Wojtek. W pierwszej chwili pomyślałam nawet, że należy do personelu, a ja robię coś złego. Może nie powinnam siedzieć na tej ławce, może jest to teren zastrzeżony albo wydzielony dla specjalnych pacjentów? Może będą w nim prowadzone prace ogrodnicze? Lucjan jednak usiadł i przez chwilę milczeliśmy. Nie wiedziałam, jak zaczyna się rozmowy w parku zdrowia psychicznego, a on zdawał się skupiony na jakimś wewnętrznym problemie.


Odezwał się pierwszy. Powiedział, że to jego ulubiona ławka, dlatego trochę się zaniepokoił, gdy ją zajęłam. Z pewnością to zauważyłam. Oczywiście jest dostępna dla wszystkich. Zwykle przychodzi tu, patrzy na rzekę i przypomina sobie, co zrobił mężowi swojej córki, na tej ławce pamięta tamto zda- rzenie najlepiej. To dla niego ważne, chyba rozumiem.


Odparłam, że raczej tak, że mój mąż też dał się skusić urokowi tego miejsca, wybrał je specjalnie dla mnie.


Lucjan skinął głową i stwierdził, że to przez rzekę, widać ją tylko z tego miejsca. Już przedtem zauważył, że wywiera na ludzi specyficzny wpływ. Tak wyraźnie ukazuje przemijanie, a może jest to tylko dążenie do jakiegoś innego celu niż miejsce obecne, jak ja sądzę?

 

- Może dlatego starają się ją odgrodzić od parku. - Mrugnął do mnie okiem. - Widać ją tylko z tej ławki i z górnego piętra budynku gospodarczego.


Ale ponieważ przyjechałam dopiero wczoraj, z pewnością tam jeszcze nie byłam - dodał z uśmiechem.


Potem już wszystkie rozmowy z Lucjanem w którymś momencie przybierały zaskakujący obrót, ukazując sprawy pod nowym kątem, jakby Lucjan miał jakiś inny punkt obserwacyjny.

 

Tego pierwszego dnia jednak siedzieliśmy pośród azalii niemal w milczeniu. Czułam się skrępowana jego towarzystwem. Prawdopodobnie dlatego że to, co mówił, tak wyraźnie kolidowało z wyrazem głębokiego spokoju na jego twarzy.


- Oni twierdzą, że to patrzenie na rzekę mi szkodzi - odezwał się, kiedy miałam już odejść. - I że powinienem znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. Nie patrzeć tak przez cały czas.

 

Myślisz, że mają rację?

Nie wiedziałam, co powiedzieć, i pożałowałam, że nie odeszłam wcześniej. Ale już przy pierwszym spotkaniu Lucjan miał nade mną władzę, potrafił wymóc na mnie uznanie swoich potrzeb - tego, że bezwzględnie musi rozmawiać, zapewnić sobie nieustanną obecność drugiej osoby przy tym, co robi. Dlatego zamiast wstać i odejść, zastanawiałam się nad tym, co mówił. Wiedziałam, że ludzie często się boją wody, ponieważ mają przykre doświadczenia z dzieciństwa, mogą tego nawet nie pamiętać. Zapytałam Lucjana, czy boi się wody.


- Właściwie nie. Po prostu kiedy patrzę na rzekę, myślę o tym, jak zabiłem męża swojej córki. A ty wiesz, dlaczego tu jesteś? - Popatrzył na mnie rozjaśnionym wzrokiem. - Ja zabiłem męża swojej córki.


Takie nagłe otwarcia się Lucjana, zdarzające się kilka razy dziennie, na początku naszej znajomości budziły we mnie niepokój i jakieś bolesne zażenowanie, jakby to mnie otwierał, pokazywał wszystkim we mnie to zabójstwo, którego dokonał.

 

- Wiesz, dlaczego tu jesteś?
Zastanowiłam się. Sprawa nie była dla mnie do końca jasna. Lucjan kiwnął głową, jakby właśnie tego się spodziewał. - Nie napisali tego w folderze i w ogóle o tym nie mówią, ale to miejsce dla ludzi, którzy mają obsesję śmierci, wiedziałaś o tym? Mamy tu mnóstwo ludzi, którzy stracili dzieci, ale nie tylko. Jesteś normalna?


Tego nie wiedziałam.
- Coś ci się musiało przytrafić - powiedział Lucjan. - Lepiej, jak się to wie: leczenie idzie im szybciej. Utrata dziecka albo poczucie winy, że się nie zapobiegło śmierci kogoś z rodziny... Niektórzy myślą, że zabili swoich bliskich, coś zanie- dbali. To wywołuje straszne zaburzenia. Pamiętasz, co ci się przytrafiło?


Przytrafiła mi się śmierć Meraba Kakubawy.


- Wcale się nie dziwię - stwierdził Lucjan po wysłuchaniu tego, co mówiłam lekarzom przez ostatnie osiem miesięcy. - Od razu rozpoznałem twojego męża. Wiele razy widziałem go w telewizji. Opowiada o Afganistanie albo o tych afrykańskich wojnach.


Przyznałam, że to możliwe. Wiele osób rozpoznawało mojego męża: był znanym dziennikarzem i często występował w telewizji.


- Teraz opowiem ci, jak zabiłem sk***iela, męża mojej córki - powiedział Lucjan. - Powinienem to zrobić pięć lat temu. Ale nie zrobiłem i dlatego tu jestem.

 

* * *

 

Jesteś ciekaw, co będzie dalej? Przeczytaj historię Grażyny Jagielskiej opisanej w jej książce "Miłość z kamienia" >>

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.11

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook