"Zbyt spokojna, nieprzebojowa, cicha"? Introwertyzm to nie słabość!

(fot. shuttertstock.com)

Nie chciałam "być spokojna". Gdy byłam młodsza, po usłyszeniu takiego określenia, podświadomie zachowywałam się bardziej żywiołowo, próbując udowodnić, że pozory mylą. Chciałam być więc pewna siebie, a wrażliwość, w której teraz widzę wielki skarb, traktowałam jak nieporęczny bagaż. Chciałam być inna. 

 

Za spokojna, zbyt cicha i bez własnego zdania? Niezbyt przebojowa, nieśmiała i niezauważana przez innych? Czy te określenia są jak wyrok skazujący na mniej ciekawe życie? A może to tylko etykietki, na które nie warto zwracać uwagi, bo wcale nie mówią całej prawdy o nas?

 

Ona

 

Nie wiem, jaka była dwanaście lat wcześniej. W tamtym momencie jednak starała się być cicha i niezauważona. Zmieniła ją choroba, izolacja od ludzi i bezsilność. Wydała na lekarzy nie tylko cały swój majątek. Powoli, rok za rokiem, miesiąc za miesiącem traciła nie tylko pieniądze, lecz również nadzieję.

 

Gdy patrzę na sceny uzdrowień, widzę ludzi, którzy w pewnym sensie potrafili walczyć o swoje - wystarczy wspomnieć chociażby o paralityku, którego zaradni przyjaciele przetransportowali do Jezusa przez dach. Widzę też ludzi, którzy umieli wypowiedzieć przed Nim swoją prośbę, nierzadko w sposób pełen pokory: "Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić." (Mt 8,2).

 

Ona nie miała w sobie takiej odwagi. Nie ośmieliła się stanąć przed Nim i poprosić o cud. Była tak nieśmiała, że pchnęło ją to do ogromnej śmiałości. Z racji krwawienia była według Prawa nieczysta, a dotknięcie przez nią innej osoby czy rzeczy również powodowało nieczystość. Ona nie poprosiła o uzdrowienie, ale zawalczyła o nie całą sobą - bardzo cicho, lecz z ogromną determinacją.

 

Efektem tych działań było nie tylko uzdrowienie, ale przede wszystkim autentyczne spotkanie z Jezusem. Nie przeszkodziło w tym nawet to, co mogło się wydawać kompletnym brakiem pewności siebie.

 

Może wydaje Ci się, że nikt Ciebie nie zauważa. Może bezskutecznie próbowałaś dzielić się z innymi swoimi problemami. Brakuje Ci siły przebicia i nawet nie wiesz, czy jest Ci potrzebna, bo jesteś zwyczajna, mało interesująca i nie masz nic ważnego do powiedzenia. A jednak nawet gdy takie ciemne myśli powstrzymują Cię od tego, by stanąć przed Bogiem i ludźmi taka, jaka jesteś - On strzeże Cię jak źrenicy oka (Ps 17,8). Wie o Tobie wszystko i pragnie tylko jednego. Pragnie spotkania z Tobą, bo dla Niego nie jesteś kimś obcym, mało interesującym czy niewiele znaczącym. On mówi do Ciebie: "Córko…" (Łk 8,48)

 

On

 

Zawsze uważałam go za superbohatera, bo przecież trzeba być kimś bardzo odważnym,  by w umiejętny sposób prowadzić rozmowę z faraonem, a potem prowadzić wielotysięczny lud przez sam środek Morza Czerwonego. A jednak Mojżesz mnie zaskoczył. Na co dzień oddawał się przecież wypasaniu owiec, a to oznaczało długie spacery i godziny milczenia. Na wieść o misji, którą zleca mu Bóg, Mojżesz reaguje również inaczej, niż bym się tego spodziewała. To nie jest twardziel, który rzuca pełne entuzjazmu: "Jasne, to zadanie idealne dla mnie".

 

Mojżesz próbuje w grzeczny, ale stanowczy sposób wymigać się od Bożej propozycji: "Wybacz, Panie, ale ja nie jestem wymowny, od wczoraj i przedwczoraj, a nawet od czasu, gdy przemawiasz do Twego sługi. Ociężały usta moje i język mój zesztywniał" (Wj 4,10). Superbohater, który nie przepada za wystąpieniami publicznymi? Czy to się ze sobą nie gryzie? A może Mojżesz tak naprawdę miał w sobie coś z introwertyka i wcale nie był pewnym siebie i przebojowym przywódcą?

 

Jego postać pokazuje mi, że jest coś, co liczy się bardziej niż pewność SIEBIE. Ważniejsza jest pewność, że prowadzi nas Ktoś, kto wie, co robi. Jeśli czasem wydaje Ci się, że przerasta Cię absolutnie wszystko - codzienne obowiązki, plany i przyszłe wyzwania, a nawet relacja z Bogiem, może to nie koniec świata. Może to okazja by powiedzieć: "Ja nie mam siły, ale Ty możesz wszystko". Dopiero wtedy mamy szansę doświadczyć, że "moc w słabości się doskonali" (2 Kor 12,9)

 

Ja

 

Wiele razy słyszałam, że jestem spokojna. Reagowałam na to w różny sposób. Gdy byłam młodsza, po usłyszeniu takiego określenia, podświadomie zachowywałam się bardziej żywiołowo, próbując udowodnić, że pozory mylą. Gdy nastolatka słyszy takie słowa w czasie imprezy, w jej uszach brzmi to niekiedy jak komunikat: "jesteś nudna jak flaki z olejem, nie pasujesz do tego otoczenia". Chciałam być więc pewna siebie i przebojowa, a wrażliwość, w której teraz widzę wielki skarb, traktowałam jak nieporęczny i nieprzydatny życiowy bagaż. Chciałam być inna. Nie chciałam "być spokojna".

 

Kiedy ostatnio zostałam opisana w taki sposób, zaczęłam zastanawiać się nad tym, co właściwie oznacza "bycie spokojnym" czy też “bycie introwertykiem". Czy to oznacza, że jestem mniej pewna siebie? Odstaję w tej dziedzinie od średniej krajowej?  Czy sprawiam takie wrażenie dlatego, że uwielbiam czytać książki? Czy dlatego, że umiem słuchać - mimo że na czasem bywam też gadułą? Czy to, że na imprezach raczej nie tańczę na stole i nie wyciągam innych na parkiet?

 

Ale zaraz - przecież ja uwielbiam tańczyć! Nie umiem usiedzieć w miejscu, bo wynajduję wciąż albo nowe miejsca do odwiedzenia, albo nowe pasje. I bardzo lubię być z ludźmi. Pierwsze wrażenie bywa więc mylne, podobnie jak powierzchowna ocena naszej osobowości. Dobrze pokazuje to też inne moje zachowanie, oceniane jako przejaw pewności siebie. Często jestem "dyżurnym ochotnikiem". Gdy w grupie trzeba wykonać jakieś zadanie, zwłaszcza gdy czeka to każdą osobę, zazwyczaj to właśnie ja zgłaszam się, by zrobić to pierwsza. Pewność siebie? Nic z tych rzeczy - raczej niska odporność na napięcie związane z oczekiwaniem na swoją kolej i chęć, by mieć to już za sobą. A to nic innego, jak bliski krewny lęku, który z ekstrawersją kojarzy nam się raczej średnio.

 

"Jestem skomplikowana" - mówi bohaterka mojego ulubionego serialu, Meredith Grey. Może te proste słowa opisują nas lepiej niż proste stwierdzenia: "jestem intro- lub ekstrawertykiem". Przecież nasze zachowanie bywa niekiedy trudne do przewidzenia. Ktoś stroniący od konfliktów może zaskoczyć pełnym uporu trwaniem przy swoim zdaniu w sporze. Ktoś na co dzień spokojny wybucha nagle gniewem, wyrzucając z siebie zarzuty wobec innych, zebrane przez ostatnich kilka lat.

 

Niewyróżniający się nadzwyczajną pewnością siebie młody chłopak bez namysłu skacze do wody, by ratować tonącą osobę, wyróżniając się odwagą, której na co dzień nikt nie zauważa. Bogactwa naszej osobowości nie da się zamknąć w prostym opisie. Z kolei tak pożądane przez wielu, łącznie z piszącą te słowa, bycie przebojowym czy pewnym siebie wcale nie jest równoznaczne z byciem szczęśliwym. Na pewno nie jest też jedynym sposobem na to, odpowiadać na Boże zaproszenia do naszych małych, codziennych misji, niekoniecznie związanych z przekraczaniem Morza Czerwonego, ale często - z przekraczaniem samego siebie.

 

Jesteśmy skomplikowani. Każdy z nas jednak, jak mówią słowa psalmu 139, został "stworzony cudownie", a "cudownie" nie oznacza "cudacznie". Bóg w niczym się nie pomylił, choć czasem może nam się wydawać, że czegoś nam brakuje, a czegoś innego mamy w nadmiarze. To jednak wcale nie jest przeszkodą w spotkaniu z Nim i z drugim człowiekiem. To nasze bogactwo, w dodatku jedyne w swoim rodzaju, tak jak my.

 

Majka Moller - aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

18

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook