Jak stracić ze sobą kontakt? 3 dobre sposoby

(fot. shutterstock.com)

Co by tu nie mówić, są sytuacje, gdy brak kontaktu z własnym wnętrzem, a szczególnie z rozwagą, świadomością i zdrowym rozsądkiem - jeśli ktoś takowe posiada - bardzo się przydaje. Można też łatwo go stracić. Nie dziw się, jeśli masz z nim kłopot, skoro opisane niżej zachowania są ci dobrze znane.

 

Kontakt ze sobą przydaje się na przykład, żeby w spokoju załatwić jakieś interpersonalne pokrętne interesiki. Dostać, bądź wyrwać coś od świata i innych - opiekę, troskę, uwagę, uczucia - niezasłużenie, bokiem, bez żadnych konsekwencji, szczególnie tych natury emocjonalnej (najlepiej nawet bez opłaty manipulacyjnej). Być ofiarą okoliczności i ludzi. Upierać się, że to wszystko przez innych. To ich wina! Ja to bym nawet chciała, ale sytuacja mnie przerasta. Zrobiłbym/mogłabym, ale… ten kraj, te czasy, ta rodzina, ta firma…


Dobry kontakt ze sobą, świadomość własnych uczuć, motywów i intencji może zdecydowanie popsuć komfort takiego postępowania, a w skrajnych przypadkach, nawet uniemożliwić podejrzane czy wręcz nieuczciwe działanie. Cena - niepokój sumienia czy potężne poczucie winy - bywa bowiem zbyt wysoka. Jeśli więc nie masz zamiaru odstąpić od niejednoznacznego moralnie czynu - bo korzyści nęcą cię do nieprzytomności - musisz znaleźć sposób na zakneblowanie tego upierdliwego głosu, który, nie wiedzieć czemu, za wszelką cenę próbuje powiedzieć to, czego wcale nie chcesz słuchać.


Metoda pozwalająca niemal do zera zminimalizować nieprzyjemne odczucie, że coś tu jednak nie gra, jest nieco trudniejsza i wymaga większych nakładów pracy umysłu. Ale i korzyści są większe. Chodzi o takie samo-zaślepienie, rozsnucie gęstej mgły, że żadne sumienie, żaden wewnętrzny kontroler jakości nie będzie w stanie nic zobaczyć. W związku z tym w ogóle się nie odezwie. Bo te drobne stuknięcia, mające na celu przypomnienie ci, że trzeba działać fair, a czasem po prostu działać, bez problemu będzie można zignorować. Wybór metody zależy oczywiście od ciebie.


Może się też zdarzyć, że już od dawna nie masz żadnego kontaktu ze sobą, ale wcale o tym nie wiesz. A wiadomo, że nieświadome używanie czegokolwiek (w tym wypadku błogiej niewiedzy o własnych intencjach, pomysłach i reakcjach) jest mniej efektywne od działania umyślnego i przemyślanego. Szkoda marnować energię i okazje. Dobra instrukcja obsługi pomoże ci w pełni rozwinąć wszystkie możliwości stanu rozminięcia się ze sobą. Oraz z rzeczywistością. Bo zwykle te dwie rzeczy idą w parze.


1. Fantazjuj

 

I na tym opieraj swoją wiedzę o świecie. Trzymaj się podań i legend opowiadanych ćwierć wieku (a niekiedy i pół) temu przez twoich dziadków. Mądrości, dogmatów i pewników wyczytanych w książkach, szczególnie baśniach oraz powieściach o dawnym prawdziwym dobrym porządku świata, gdzie dobro zawsze tryumfuje nad złem.

 

Oczywiście odrobinę zmodyfikowanych, podprawionych sosem twoich własnych pomysłów, dokrojonych do twoich potrzeb. Miej swoją prawdę, swoją wizję i przede wszystkim nie pozwól im dorosnąć. Rozwinąć się i dostosować do realiów. Na siłę wciskaj je w przyciasne sweterki z wczesnego dzieciństwa, w za małe buciki. Nie szkodzi, że od lat patrzysz na zupełnie inną rzeczywistość, upieraj się, że ma być tak, jak ci opowiadali, jak przeczytałaś w książce, jak cię nauczyli.


Możesz też powtarzać, że czasy teraz podłe, że kiedyś to był porządek. A dziś wszystko na głowie stoi. I jak tu żyć? Człowiek poszedłby do pracy i przestał obciążać rodziców lub państwo (czyli społeczeństwo: sąsiadów, znajomych oraz całkiem obcych ludzi), ale… przecież tej pracy nigdzie nie ma! Jest bezrobocie i kryzys! A człowiek jest przecież za dobrze wykształcony, żeby robić byle co. I niech człowiek z góry odrzuci wszelkie insynuacje i podejrzenia, że szuka tak sprytnie, byle tylko nic nie znaleźć. To naprawdę nie człowieka wina, że pracy dla niego nie ma…


Nie pozwól, by jakikolwiek fragment rzeczywistości - tej realnej, a nie "alternatywnej" - dobił się do twojej świadomości. Jeśli coś jest zbyt namolne lub nie do przeskoczenia (wdziera się siłą wodospadu) - odetnij się od tego. Udawaj, że sprawa ciebie nie dotyczy. Albo że jej zwyczajnie nie widzisz.

 

Przeczytaj też: Jak stracić męża?

 

2. Unikaj wszystkiego, co zmusza cię do konfrontacji z rzeczywistością

 

Przykrych obrazów i doniesień prasowych (chyba, że mentalne zamartwianie się losami świata oraz ewidentnym upadkiem obyczajów wykorzystasz do ucieczki od własnych niezałatwionych spraw), niepokojących przesyłek poleconych, kontaktów z cierpiącymi znajomymi. I zdecydowanie - ze znajomymi, w których nastąpiła wyraźna zmiana, jakby doznali jakiegoś przebudzenia. Ludźmi, którzy zyskali nieco większą świadomość, a może nawet w ślad za tym zmienili postawę życiowych trutni na byty nieco bardziej pożyteczne dla otoczenia. O, tych musisz potraktować ze szczególną ostrożnością i rozwagą. Taki przyjaciel, który jeszcze nie tak dawno wspierał cię swoją identyczną postawą w nadzwyczaj prostym odbiorze świata (Brać! Się nie przejmować), a teraz nagle przeszedł duchową przemianę, to wredna, podstępna pułapka.

 

Stawia cię w wyjątkowo niewygodnej sytuacji. No, bo kto będzie teraz głównym celem jego ataków, tzn. ofiarą jego głębokich rozważań i porównań? Bo przecież nie wytrzyma, będzie musiał ci wszystko dokładnie opowiedzieć, wciągnąć cię w niuanse i meandry własnych przemian. Najpewniej zrobi to w stylu początkującego akwizytora, więc nie dość, że będzie to niestrawne, to jeszcze żałosne łamane przez żenujące.


Absolutnie się na to nie zgadzaj! Uciekaj! Takie spotkanie z wynurzeniami świeżo nawróconego na cokolwiek przyjaciela grozi poważnymi powikłaniami. Jest wprawdzie szansa, że się nie zarazisz - przynajmniej nie od razu - ale te jego opowieści zdecydowanie mogą ci odebrać komfort dotychczasowego bezproblemowego życia.


Osoby, które bezwzględnie musisz omijać to wszyscy ludzie po wypadkach, nagłych chorobach, przykrych lub wręcz tragicznych zdarzeniach, no i większość kumpli grubo po kryzysie wieku średniego, już uspokojonych i pogodzonych z realiami. Te nagłe uderzenia Losu (nawet kryzys wieku średniego jest "nagły", jak zima dla drogowców - wszyscy wiedzą, że nadejdzie, ale dziwią się, że to już, że to tak…) nie wiedzieć czemu zwykle łączą się z głębokimi przemyśleniami, a często i zmianami o charakterze i nasileniu trzęsienia ziemi.


Z oczywistych względów ty sam/a musisz unikać wszelkich sytuacji grożących powyższymi nieprzyjemnymi konsekwencjami. Nie choruj na ciężkie choroby! Nie miej wypadku! I nie pozwól, by w najbliższym otoczeniu zdarzyła się śmierć. To wszystko może cię rozłożyć, zmusić do przemyśleń. A przecież już wiesz, że to niebezpieczne.

 

Sprawdź, jak stracić żonę
 

3. Żyj według sztucznych wartości

 

Wartości są ważne, fakt. Trzeba mieć jakiś azymut, wiedzieć jak żyć, czym się kierować. Wyszyj na swoim wewnętrznym sztandarze kilka fundamentalnych zagadnień: szacunek, miłość, honor, odpowiedzialność, uczciwość i… tam je trzymaj. Od czasu do czasu obnoś po prowincjonalnych procesjach i pochodach. Wywlekaj je szczególnie wtedy, gdy ktoś wystąpi im wbrew, naruszy twoją wrażliwość, nie okaże ci należnej czci. To znaczy, gdy ty uznasz, że to nastąpiło.

 

Albo, gdy wymaga tego sytuacja, o czym znowu ty decydujesz, owiń się sztandarem i wyjdź na barykady. Nawet jeśli te barykady wzniesione zostały pospiesznie w biurze, podczas przerwy na kawę, kiedy to obgadujecie (tzn. omawiacie w klimacie troski i chęci pomocy oraz wsparcia) pozbawione wszelkich wartości życie kolegi, zanurzające się coraz wyraźniej w bagnie nieprawości i moralnej ohydy.


Mów, że te kwestie są dla ciebie podstawowe i najważniejsze, ale nie zastanawiaj się, co naprawdę dla ciebie znaczą. I jakie owe piękne i wzniosłe definicje mają przełożenie na konkretne czyny i zachowania. Czym jest tak naprawdę szacunek? Co trzeba zrobić, by nań zasłużyć? Co trzeba robić, by go okazać? I co ty robisz? Czy w ogóle kogokolwiek szanujesz? Sam nigdy nie daj się zapędzić w kozi róg takimi pytaniami. Nie dopuść, by zagościły - nawet bez świadków - w twojej głowie. Po co ci to? Myślenie pochłania zbyt wiele energii. Podobno nawet więcej niż przebiegnięcie pięciu kilometrów. Nie można się tak forsować!

 

To fragment książki Miki Dunin - "Antyporadik. Jak stracić żonę, męża i inne bliskie osoby"

 

Tytuł i lead pochodzą od redakcji.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.78

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook