Kiedy iść na terapię i jak dobrze wybrać terapeutę? Podpowiadamy

(fot. shutterstock.com)

Czy Bóg nie jest wszechmocny i nie może mi pomóc bez terapii? Czy jeśli pójdę na terapię, to nie będzie to dowód na to, że nie wierzę w Boga? Czy Bóg nie powinien mi wystarczyć?  

 

W ostatnich tekstach z serii #kawazpsychologiem odpowiadałam na Wasze pytania dotyczące tego, jak mówić o swoich emocjach w sposób asertywny i chronić swoje granice, nie raniąc drugiej osoby. Tym samym  zahaczyłam o temat niezwykle istotny w naszym życiu, którym są emocje… Jeśli umiemy je nazwać i o nich mówić, to jest to nasz naprawdę duży sukces, jednak nierzadko zdarza się, że nie potrafimy sobie z nimi poradzić.

 

Stają się dla nas ogromnym obciążeniem, dusimy je w sobie i nie chcemy nimi nikogo obciążać. Może wydarzyć się tak, że niewyrażane emocje doprowadzą nas do depresji, lęków, przemęczenia, nieuzasadnionego braku motywacji i wielu innych. W stanie desperacji może się w nas pojawić myśl, że być może dobrze zrobiłaby nam psychoterapia. 

 

Terapia to dowód niewiary w Boga?

 

Jeśli jednak jesteśmy chrześcijanami, zaraz z tą myślą może pojawić się szereg wątpliwości: czy Bóg nie jest wszechmocny i nie może mi pomóc bez terapii? Czy jeśli pójdę na terapię, to nie będzie to dowód na to, że nie wierzę w Boga? Czy Bóg nie powinien mi wystarczyć? I w końcu - czy psychoterapeuta nie zwiedzie mnie na manowce, nie będzie przekonywał do swoich racji, nie wyśmieje mojej relacji z Bogiem?

 

W swojej pracy często słyszę tego typu pytania. "Czy mnie jako osobie wierzącej w Boga wypada pójść na terapię?", "Czy nie jest to dowód na moje niedowiarstwo? A może powinnam się więcej modlić?", "Słyszałam, że Bóg kogoś uzdrowił z depresji, może i mnie mógłby?" Każde z tych pytań w domyśle zakłada, że wszystko zależy od Boga i Jego cudownych interwencji. I choć faktycznie tak jest (bo jakżeby inaczej?), musimy dostrzec pewien niuans, który sprawia, że pójście na terapię nie tylko nie jest wbrew wierze, ale może być przejawem dojrzałości i bliskiej relacji z Bogiem i sobą.

 

Wiemy, że Bóg do swoich cudownych interwencji może używać różnych narzędzi. W wypadku psychoterapii posługuje się m.in. takimi narzędziami jak czas i człowiek. Co to oznacza w rzeczywistości? Zdarza się nierzadko, że ktoś przychodzi do mnie na konsultację i mówi, że ma depresję i zastanawia się, czy jest możliwe, by na jakimś spotkaniu modlitewnym został z niej uzdrowiony.

 

Odzyskiwanie wolności

 

Mówię wtedy, że owszem, jest to możliwe, ale znacznie częściej zdarza się innego rodzaju cud - jest to cud mający miejsce w procesie psychoterapii. O czym mówię? O głębokiej, konsekwentnej przemianie życia, która dokonuje się w procesie bolesnego odkrywania siebie, konfrontowania się z częściami, których się w sobie nie lubi, wchodzenia w najczarniejsze zakamarki siebie. Wielkim cudem jest, gdy po latach tkwienia w niewoli człowiek stopniowo, krok po kroku, wydobywa się z niej i zaczyna odzyskiwać wolność.

 

Czy nie przychodzi tu na myśl aż czterdziestoletnia wędrówka ludu wybranego do Ziemi Obiecanej? Czy Bóg nie mógł w jeden dzień "przetransportować" ich na miejsce? Mógł, ale wybrał drogę, która nauczyła ich wierności, wychowywała do dojrzałości, przekonywała o tym, że właśnie On jest ich jedynym Bogiem. Dokładnie to samo dzieje się w terapii i musi ona również trwać określoną ilość czasu, by być skuteczna.

 

Temu wszystkiemu towarzyszy psychoterapeuta - człowiek, który wie, jak skutecznie przeprowadzić nas przez tę trudną drogę i pomóc dojść do upragnionego celu. Lubię myśleć, że psychoterapeuta jest pomocnikiem Boga - kiedy człowiek idzie ciemną doliną swojej przeszłości i zranień, nie ulęknie się zła, bo terapeuta jest z nim. Wierzę, że psychoterapeuta może być namacalnym i rzeczywistym objawieniem Bożej miłości, dotykalnym człowiekiem, z którym możemy wejść w głęboką relację. Bóg naprawdę może posłużyć się psychoterapeutą, by nam pomóc!

 

Kiedy iść na terapię?


Jeśli jesteśmy już przekonani do idei psychoterapii i tego, że naprawdę może ona być sposobem Boga na to, by nam pomóc, mogą się w nas pojawiać pytania, jakie "objawy" sygnalizują konieczność skorzystania z pomocy terapeuty. Kiedy zostaje przekroczona granica, za którą postawa pt. "Poradzę sobie sam" przestaje się sprawdzać?


Powinno wzbudzić Twoją czujność, jeśli poniższe opisy pasują do Twojej sytuacji:


1. Jeśli odczuwasz negatywne stany emocjonalne (np. smutek, lęk, złość…), które utrzymują się przez dłuższy czas, dezorganizują Ci życie i nie znikają mimo modlitwy, chodzenia na mszę czy kolejnej nowenny w tej intencji.


2. Jeśli z jakimś problemem zmagasz się już od lat i mimo włożenia wysiłku oraz stosowania wypróbowanych strategii Twoja sytuacja nie zmienia się znacząco lub w ogóle nie ulega zmianie.


3. Jeśli zdarza Ci się, że mimo prowadzenia ogólnie dobrego życia i posiadania dobrej relacji z Bogiem doświadczasz trudnych stanów emocjonalnych, które Cię zaskakują i wymykają Ci się spod kontroli.


4. Jeśli masz jakieś negatywne myśli, które nie dają Ci spokoju, a wypowiadanie ich w rozmowie ze spowiednikiem czy przyjacielem nie przynosi efektów.


5. Jeśli przechodziłeś już przez różne modlitwy wstawiennicze (np. o uwolnienie/uzdrowienie), brałeś udział w wielu rekolekcjach, rozmawiałeś z wieloma księżmi, ale wciąż czujesz, że Twój problem nie jest rozwiązany.

 

Warto pamiętać, że każdy stan emocjonalny, który jest dla nas niezrozumiały, a powoduje nasze mniejsze lub większe cierpienie, może być skutecznie leczony za pomocą psychoterapii. Czasem dobrze jest więc zmienić strategię, nie oczekiwać cudów, które same spadną z nieba (choć i takie się zdarzają) i włożyć konkretny wysiłek w zmianę swojego życia.

 

Jak wybrać dobrego psychoterapeutę?


Kluczową kwestią jest wybór psychoterapeuty, od tego zależy bowiem, czy będziemy się dobrze czuć podczas terapii, a tym samym zrobimy postępy. Dla osób wierzących często najważniejszym kryterium wyboru jest to, czy psychoterapeuta jest wierzący - trudno zresztą się dziwić, potrzebujemy przecież porozumienia na tym fundamentalnym poziomie, jakim są nasze wartości.

 

Niestety na ten moment dostępność psychoterapeutów, którzy otwarcie deklarują się jako osoby wierzące (pracują w chrześcijańskich poradniach lub np. przy parafiach), nie jest duża, choć i tak jest już znacznie lepiej niż kiedyś. Dlatego warto w pierwszej kolejności poszukać miejsc, które bezpośrednio określają siebie jako chrześcijańskie, aby spełnić to ważne dla nas kryterium.

 

Co jednak zrobić, gdy nie mamy dostępu do wierzącego terapeuty? Czy musimy wtedy rezygnować z terapii? Często słyszę od ludzi, że nie chcą iść na terapię do osoby niewierzącej, bowiem boją się braku porozumienia. Jest jednak prawdą, że jeśli terapeuta jest osobą kompetentną i profesjonalną, to nie będzie ingerował w nasz światopogląd. Nie zawsze będzie nas rozumiał, bo sam może nie mieć doświadczeń religijnych, jednak nie oznacza to, że nam skutecznie nie pomoże. Odważę się nawet powiedzieć, że psychoterapeuta nie musi być wierzący, by być dobry i efektywny. Choć wydaje mi się, że terapeuta wierzący jest prowadzony przez Ducha Świętego i w związku z tym ma "moc z wysoka", dzięki czemu terapia może iść sprawniej, to jednak na szczęście Bóg posługuje się różnymi ludźmi, również tymi niewierzącymi.

 

Płatna czy na NFZ?

 

Ostatnią ważną kwestią jest decyzja o tym, czy wybrać terapię płatną, czy na NFZ. Problem pojawia się, gdy z przyczyn finansowych nie możemy wybrać się na terapię prywatną. Musimy wtedy wpisać się do zazwyczaj długiej kolejki na psychoterapię indywidualną w ramach NFZ, która prowadzona jest w poradniach zdrowia psychicznego. Rozwiązaniem pośrednim może okazać się terapia grupowa, na którą zazwyczaj szybciej są miejsca. Nie będzie ona w stanie zastąpić terapii indywidualnej, ale może być dobrą formą "przejściową" pozwalającą  przetrwać oczekiwanie na miejsce.

 

Ostatecznie jednak zawsze mocno zachęcam, aby zrobić wszystko, co w naszej mocy i zdobyć pieniądze na płatną psychoterapię. Z mojego doświadczenia wynika bowiem, że jest to najlepsza opcja: nie będziemy musieli na nią czekać, będziemy mogli sami sobie wybrać swojego terapeutę, a konieczność płacenia około stu złotych za sesję będzie nas skutecznie mobilizowała do przychodzenia na sesję i pracy nad sobą. Osobiście uważam, że nie ma lepszej inwestycji w siebie niż terapia - oczywiście jeśli tylko dostrzegamy, że jej potrzebujemy. Terapia, choć początkowo wydaje się droga i bolesna, może wnieść do naszego życia zmiany, które zaprocentują na lata i pomogą nam sięgnąć po życie, którego pragniemy.

 

Przeczytaj też 4 sposoby na uwolnienie z toksycznych relacji

 

Maria Krzemień - psycholog chrześcijański i trener. W praktyce i codzienności jest po prostu wierzącym psychologiem, bo jakiś czas temu postanowiła połączyć nie tylko swoje życie, ale też pracę na dobre z Panem Bogiem. Prowadzi warsztaty psychologiczne w oparciu o Słowo Boże. Jej teksty można przeczytać na blogu Żyj po Bożemu

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.93

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

nawigatorek1 22:52:00 | 2018-06-07
trzeba tez odroznic, ze nie kazdy psycholog jest psychoterapeutą! Magister psychologii nie ma kompetencji do prowadzenia terapii, chyba ze ukończy specjalistyczne szkolenie.  Rzetelny psychoterapeuta ukończył 4-letnią szkołę psychoterapii, przeszedł terapię własną, regularnie się superwizuje. Jeśli zapytacie, jaką szkołę psychoterapii ukończył, u kogo się superwizuje i czy miał terapię własną i nie dostaniecie konkretnej odpowiedzi, szukajcie kogos innego. 

Oceń 4 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook