Nie chcę nosić w sobie tych złych uczuć

(fot. shutterstock.com)

"Uzdrowienie... nie wynika ze zwiększenia ilości światła w naszym życiu, ale z sięgnięcia do cienia i wydobycia niepojednanych elementów siebie na światło, w którym mogą one zostać uzdrowione."*

 

Kathleen przyszła z konkretnym życzeniem i była pełna determinacji. Było widać, że myśli o tym od dawna.

 

- Moja matka jest stara i chociaż jest jeszcze dosyć zdrowa, wiem, że nie pożyje długo. Byłam zawsze na nią zła, nie wiem dlaczego. Pozornie nasze współżycie układało się dobrze, ale jest między nami coś, co nie chce zniknąć. Chcę się z nią pogodzić zanim umrze. Nie chcę nosić w sobie tych złych uczuć.

 

Rozmawialiśmy w grupie o tym, że każdy z nas ma swoją historię strat i że ważne jest, aby te straty przeżałować i iść dalej. Kathleen powiedziała, że odkąd sobie przypomina, czuje niejasną złość do swojej matki.

 

- Myślę, że to ma wpływ na wiele spraw w moim życiu. Stało się to dla mnie niemal sposobem życia czy nawykiem i chcę z tym skończyć! Czy może to być tylko jedno z tych typowych ,,nie znoszę mojej matki"? - zapytała mnie, po czym sama dała odpowiedź - Nie, to jest coś konkretnego, czego się uczepiłam.

 

Ustaliłyśmy więc plan na tych parę dni, kiedy będziemy razem z całą grupą i Kathleen zaczęła obmyślać, o co w tej całej złości chodzi. Rozmawiała o tym i przemodliła to. Prześledziła swoje wspomnienia i nawet o tym śniła. Wydawało się, że nie pojawia się nic, co pomogłoby jej zrozumieć tę sprawę.

 

Ostatniego dnia terapii, usłyszałam pukanie do drzwi. Stała za nimi Kathleen. W oczach miała łzy, a na jej twarzy malował się smutek.

 

- Pamiętam - powiedziała, gdy zaprosiłam ją do środka. - Jestem najstarszym dzieckiem w rodzinie. Tym, co ożyło w mojej pamięci, są wspomnienia o tym, jak byłam dla mamy i taty oczkiem w głowie. Przypomnienie sobie tych czasów było dla mnie jak serdeczny uścisk, który powoduje, że człowiek czuje się dobrze. Robiliśmy razem bardzo wiele rzeczy. Zwłaszcza mama i ja często przytulałyśmy się do siebie, czytałyśmy książki i bawiłyśmy się razem. Pamiętam, że czułam się bardzo kochana i otrzymywałam od rodziców dużo ciepła i miłości.

 

Potem, gdy urodziła się moja siostra, coś się stało. Miałam chyba pięć lat. Mama powiedziała mi: ,,Teraz będziesz musiała zająć się sobą sama. Jesteś dużą dziewczynką, a ja muszę się teraz opiekować twoją maleńką siostrzyczką. Nie mogę poświęcać ci dużo czasu".

 

To było to. To był punkt zwrotny. Naprawdę, nie przypominam sobie nawet, żeby mnie jeszcze kiedyś przytuliła. Czułam się, jakbym została wyrzucona z raju, zmuszona sama troszczyć się o siebie. To przeżycie zdeterminowało całe moje życie. Zawsze, odkąd pamiętam, złościłam się, wiedziałam więc, że cokolwiek było tego przyczyną, musiało się wydarzyć, gdy byłam bardzo mała. Widocznie usunęłam tę sprawę z mojej świadomości. Ona była przyczyną tego, że byłam zła.

 

Myślę, że mama była taka rzeczowa w kwestii zajęcia przez siostrę miejsca, które uważałam za moje, że chyba nigdy nawet tego wszystkiego nie opłakałam. Myślę, że właśnie z tego powodu nie mogłam się do końca uporać ze wszystkim, co się działo w moim życiu. A złości mnie bardzo wiele rzeczy.

 

Nie sądzę, żeby mama w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, jakie to było dla mnie ciężkie. Myślę, że nadal tego nie wie. Jestem pewna, że czuła moją złość przez te wszystkie lata, ale nigdy nawet mnie nie zapytała, dlaczego stale jestem na nią zła.

 

Chyba przekształciłam mój naturalny gniew w styl życia, żyłam z tym gniewem i żywiłam się nim przez lata. Teraz nie bardzo wiem, co z tym zrobić. Zastanawiam się, czy mogę z nią o tym porozmawiać. Ale założę się, że będzie taka sama jak zawsze: raczej nieświadoma. Powie: ,,Zła? Dlaczego kochanie? O co masz być zła? Zawsze byłaś moją ulubioną córką".

Ale teraz przynajmniej wiem i mogę skończyć z moją rolą w tym wszystkim. Ja ją naprawdę kocham i naprawdę chcę się z nią pojednać. Po tych wszystkich latach.

 

***

 

"Uzdrowienie... nie wynika ze zwiększenia ilości światła w naszym życiu, ale z sięgnięcia do cienia i wydobycia niepojednanych elementów siebie na światło, w którym mogą one zostać uzdrowione."

Greg Johanson i Ron Kurtz

 

Wiecej w książce: JAK SOBIE RADZIĆ Z ŻYCIOWĄ TRAGEDIĄ - Joan Guntzelman

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

16

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook